Recenzja - Odyseja: W poszukiwaniu Ulissesa
Odyseja: W poszukiwaniu Ulissesa - recenzja
Aegnor, 18 grudnia 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ kilka ciekawych pomysłów
+ ładne lokacje
Wady:
- zmarnowany potencjał
- brak spójnej fabuły
- logiczne niedorzeczności
- marne zagadki
- dziwaczna praca kamery
- bardzo niewygodny interfejs
- techniczne wpadki
- nuda
Krótko:
Odyseja w wykonaniu nie-Odyseusza. Nudna, irracjonalna i uciążliwa.

Odyseja: W poszukiwaniu Ulissesa to kolejny już krok studia Cryo na drodze do przeniesienia ważniejszych pozycji z literackiego kanonu w świat elektronicznej rozrywki. Interpretacje te cechowały się od początku mocno zróżnicowanym poziomem wykonania i sporym rozrzutem tematycznym. Tym razem "zaszczyt" takiej adaptacji spotkał samego Homera, który zapewne przewracał się w grobie w dniu premiery wątpliwego dzieła.

PIERWSZE WRAŻENIE

"Muzo! Męża wyśpiewaj, co święty gród Troi
Zburzywszy, długo błądził i w tułaczce swojéj
Siła różnych miast widział, poznał tylu ludów
Zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów!"

Mówi się, że dobra gra powinna od samego początku częstować nas intrygującą zagadką i wciągać w wir przygody. Tutaj zagadka pojawia się już w tytule - dlaczego zestawiono w nim obie wersje imienia sławnego wędrowca, grecką i łacińską? Tego nie wiedzą zapewne sami twórcy. Na "przygodę" też nie trzeba długo czekać, bo gra uparcie nie chce się instalować. Okazuje się, że polski wydawca pomylił numerację kompaktów, zatem musimy skorzystać z kompaktu oznaczonego jako "cd2". Proszę, ile niespodzianek może człowieka spotkać jeszcze zanim uruchomi grę.

Kolejne zdziwienie budzi wygląd naszego bohatera - Heryseusza trudno nazwać typowym Grekiem. Długie blond włosy, obfita jasna broda, efektowne tatuaże i szerokie spodnie (dopiero przeglądając dołączoną do gry książeczkę z roboczymi szkicami zorientowałem się, że to w rzeczywistości tak drapowany dół tuniki) upodabniają go raczej do Wikinga lub Celta niż mieszkańca słonecznej Hellady. Ale przejrzyjmy się samej grze.

FABUŁA I ZAGADKI

"Synku! Cóż znowu do cię przystąpiło? Za czem
Miałbyś gdzieś w świat za oczy puszczać się tułaczem,
Panicz, jedynak? Kiedy nie ma wątpliwości,
Że Odysej daleko złożył swoje kości!"

Heryseusz, niegdyś bliski przyjaciel Odyseusza, wraca na wezwanie nadobnej Penelopy do Itaki z długoletniego zesłania. Podejmuje się misji odnalezienia zaginionego bohatera spod Troi by udowodnić swą lojalność wobec tronu i oddanie druhowi z młodzieńczych lat oraz oczyścić swoje imię z dawnych win. By tego dokonać, będzie musiał przemierzyć kawał świata, stawić czoła żywiołom, bogom i własnej mrocznej przeszłości. Odwiedzi przy tym m.in. wyspę Cyklopów, miasta Zjadaczy Lotosu, przystań Lajstrygonów oraz domostwo zwodniczej Kirke.

Z fabuły przebija przede wszystkim brak spójnej wizji i pomysłu na jej rozwinięcie. Heryseusz podąża wprawdzie śladem Odysa, ale jego motywacja na kolejnych etapach gry jest dla nas zagadką. Często domyślamy się co chce zrobić, ale nie mamy zielonego pojęcia dlaczego i jaki ma to związek z głównym celem gry. Przykładowo, nasz bohater w pocie czoła sporządza i wypija powodujący narkotyczne wizje napar z lotosu, tylko po to by zaraz po tym zechcieć się uwolnić od jego działania. Związek tych działań z misją odnalezienia władcy Itaki jest żaden. Gra stwarza wrażenie zlepionych naprędce lokacji, bez sensownego wątku fabularnego.

"We wróżby też nie wierzę, choć tam matka pyta
Sprowadzonego często o przyszłość wróżbita."

Za atut Odysei trudno też uznać ciekawe i sensowne zagadki, bo takich tutaj jak na lekarstwo. Dużo jest za to bezcelowego biegania, przeczesywania lokacji w poszukiwaniu maleńkich przedmiotów oraz chaotycznego używania wszystkich przedmiotów jakimi dysponujemy. Brakuje zrozumiałych wskazówek, logicznego związku przyczynowo-skutkowego, sprecyzowanej motywacji bohatera. Informacje jakie zdobywamy są mętne i zwykle nie mamy możliwości ich powtórnego wysłuchania. W rezultacie bez przerwy błądzimy we mgle i zdajemy się na przygodówkową intuicję lub łut szczęścia.

"(...) każdy przy zdrowym rozumie,
Wszedłszy tu, zapomniałby języka w tym tłumie"

W grze roi się od nonsensów - Heryseusz przemyka się niezauważony dzierżąc deskę o gabarytach sporych drzwi, poświęca bogom "elizejskie" wino, mimo że dostał je od Tantala w Tartarze, oraz robi wszystko, żeby przepłynąć przez cieśninę, choć dysponuje latającym okrętem. Przedmioty w jego ekwipunku w tajemniczy sposób pojawiają się i znikają pomiędzy poszczególnymi aktami. Nie zdziwcie się więc jeśli znajdziecie w podręcznym bagażu przedmiot, który Heryseusz zostawił w zupełnie innym zakątku świata. Takich niekonsekwencji jest mnóstwo. Szczególnie dotyczy to klejnotów, które, nie wiedzieć czemu, robią tu za środek płatniczy. Słyszał ktoś żeby Charonowi zamiast obola wręczać jakiś kolorowy kamyk?

"Któż cię wtrącił w te śmierci nieprzespane tonie? -
Czy Posejdon cię zabił wśród morskiej przeprawy,
Nasyłając orkany i wichry na nawy?"

W Odysei giniemy często i gęsto - za sprawą naszych błędów, braku refleksu i intuicji, czy też wrodzonej nieudolności Heryseusza, który nie potrafi sobie poradzić z pokonaniem zwykłego strażnika. Nie buduje to jednak atmosfery zagrożenia, raczej zniechęca do dalszej rozgrywki. Bo ileż razy można wczytywać stan gry? Co ciekawe, silnik gry nie zawsze reaguje właściwie na nasze działania, co prowadzi do komicznych bugów. Tytułem przykładu: w pewnym momencie gry zła decyzja Heryseusza powinna uruchomić zapadnię znajdującą się pod nim. Jeśli jednak nasz bohater stoi na jej skraju, może się zdarzyć, że nie spadnie. Będziemy mogli nim jeszcze kierować do momentu, aż gra dostrzeże swoją pomyłkę i Heryseusz znienacka padnie trupem. Podobnie było w przypadku gdy nie udało mi się przemknąć pomiędzy strażami Lajstrygonów - jeden z nich ruszył w pogoń za bohaterem, ale zablokował się na bliżej nieokreślonej przeszkodzie i bezradnie przebierał nogami w miejscu. Heryseusz, poruszony najwyraźniej dramatem zdesperowanego olbrzyma, padł chwilę później jak rażony gromem, mimo że dzielił ich dystans kilkunastu metrów. Takich technicznych wpadek jest w grze, niestety, sporo.

"Że też to na karb niebian człowiek wszystko kładzie,
Co dozna złego; chociaż sam swoją głupotą,
Idąc wbrew Przeznaczeniu, ugrzęza w to błoto!"

W zamierzeniu twórców gra miała być nieliniowa. Jest tu sporo działań opcjonalnych, o różnym stopniu moralnej poprawności. Możemy ogrywać ludzi w kości, zabijać niewinnych pod nieobecność strażników, sypiać z prostytutkami. Miało to służyć zróżnicowaniu końcowego etapu naszych poszukiwań, kiedy to stajemy przed boskim sądem, który ocenia nasze postępki. Sam pomysł byłby świetny, gdyby nie całkowicie niedorzeczne werdykty sędziów, którzy plotą trzy po trzy i przypisują nam grzechy przez nas nie popełnione. W rezultacie ja trafiłem do Tartaru, choć przez całą grę starałem się grać świętoszka. W dodatku sam wyrok ma marginalne znaczenie, bo decyduje tylko o lokacji, w której się znajdziemy w pierwszej kolejności (Tartar, Pola Elizejskie, Pola Asfodelu). Nie jest to dla nas najmniejszy problem, bo w każdej chwili możemy wezwać przekupionego zawczasu Charona by przewiózł nas gdzie indziej. Swoją drogą to bardzo przyjemna wizja pośmiertnego świata, gdzie za zwyczajny miecz można się z ognistej czeluści pokuty wyrwać na Elizejskie Pola. Jest to tym bardziej niedorzeczne, że wedle mitów Charonowi tylko kilka razy zdarzyło się przewieźć żywą istotę i za każdym razem ponosił surową karę.

Na koniec jeszcze jedna uwaga - pomysł by podążać śladami Odysa nie jest najgorszy. Denerwuje jednak fakt, że podczas tej podróży flegmatyczny Heryseusz dokonuje większych aktów heroizmu niż osławiony władca Itaki. Perspektywa obserwatora lub kronikarza mitologicznych wydarzeń byłaby dużo ciekawsza niż optyka kolejnego herosa.

GRAFIKA I INTERFEJS

"Wino rozkosznolistne pięło się na wschody
Głazów sklepiennych, gronne zwieszając jagody.
Z czterech krynic srebrzyste biegły tam poniki,
To razem, to rozpierzchłe tam i sam w wężyki."

Pod względem graficznym Odyseja prezentuje się nieźle. Już stylizowane menu startowe sprawia przyjemne wrażenie, choć trudno nazwać je intuicyjnym. Samej grze też nie można wiele pod tym względem zarzucić. Lokacje są ładne i ciekawe, co nie zawsze jednak przekłada się na ich czytelność. Są statyczne i dwuwymiarowe, ale ich "zakrzywienie" daje w rezultacie namiastkę poczucia trójwymiarowości. Postacie są już w pełni trójwymiarowe i mimo dość "brylastej" budowy prezentują się nieźle - barwnie i z pomysłem. Widać solidnie wykonaną pracę grafików koncepcyjnych (może poza przytoczonymi powyżej zastrzeżeniami do wyglądu głównego bohatera). Tylko kobiety i ich półboskie odpowiedniczki mogłyby być bardziej atrakcyjne. Animacja nie daje wielu powodów do narzekań, choć jej skoordynowanie z elementami lokacji mogłoby być lepsze.

Akcję śledzimy z perspektywy trzeciej osoby, z różnych ujęć zrealizowanych na szerokich planach. Jeśli więc Heryseusz się porusza, to kamera obraca się wraz z nim, a w niektórych miejscach "przeskakuje" na inne ujęcie (nieśmiertelny silnik Omni 3D, tutaj pracuje podobnie jak w Wehikule czasu). W założeniu było to może ciekawe, ale zrealizowane jest bardzo nieudolnie. Umiejscowienie kamer jest niefortunne (w kilku miejscach wręcz fatalne), a ich zmiany chaotyczne. Bardzo utrudnia to orientację i łatwo przeoczyć istotne miejsca, przedmioty lub postacie. Szczytem bezmyślności twórców jest pojedynek bohatera z Gorgoną, gdzie niepotrzebna praca kamer bardzo utrudnia pomyślne ukończenie tego etapu gry.

"Tak samo i on napiął wielki łuk bez męki;
Naciągniętą cięciwę musnął palcem ręki,
Aż odbrzękła jaskółczym rozgłośnym świegotem"

Wypadałoby w tym miejscu wspomnieć o interfejsie Odysei, który jest nadzwyczaj marny. Heryseuszem kierujemy z klawiatury, co, w połączeniu z nieco rozmazanymi lokacjami i katastrofalną pracą kamer, okazuje się być trudną i niewdzięczną sztuką. Prawdziwą udręką jest próba ominięcia przeszkody, bo manewr ten utrudnia nam dodatkowo automatyczna zmiana kierunku poruszania się postaci. Niewiele lepiej jest ze sztucznie udziwnionym i mało funkcjonalnym oknem ekwipunku. Przyjemnie prezentuje się okienko dialogowe, które z całej gry wspominam chyba najmilej. Szkoda, że o jego zawartości nie można powiedzieć tego samego - rozmowy są sztuczne, a pozostające do naszej dyspozycji jednowyrazowe opcje dialogowe dają nam bardzo mętny obraz tego, co Heryseusz powie w rzeczywistości. A od właściwego poprowadzenia rozmowy w kilku przypadkach będzie zależeć jego życie.

MUZYKA I GŁOSY

"Więc keryks dał cytarę Femiowi do ręki,
Co umiał najsławniejsze wywodzić piosenki,
A choć mu wobec gachów śpiewać się nie chciało,
Brząknął w struny i dumę zanucił wspaniałą."

Muzyka jest przyjemna, stylowa i pasuje do charakteru każdej lokacji, subtelnie wprowadzając właściwy klimat. Nie jest może rewelacyjna ani przełomowa, ale dobrze spełnia swoje zadanie. Podobnie jest z odgłosami otoczenia - nie ma ich za wiele, ale brzmią wiarygodnie.

Głosy postaci są nienajgorsze, ale emocje z ich przebijające są często nieadekwatne do sytuacji. Szczególnie dotkliwe jest to w przypadku głównego bohatera, którego "dubbinguje" Marian Kociniak. Wprawdzie Heryseusz w jego wykonaniu mówi płynnie i wyraźnie, ale częstuje nas patetycznym tonem w momentach zupełnie nieodpowiednich, a unika go tam, gdzie mógłby się przydać. Oczywiście trudno odpowiedzialnością za to obarczać aktora, który bazuje przecież na uwagach i wskazówkach osób odpowiedzialnych za polonizację gry.

"Odpowiedział jej na to Kronid gromowładny:
'Jakiż to z ust twych wyraz wymknął się nieskładny?'"

Szwankuje też sama korekta lokalizacji, której już po nagraniu kwestii przez aktorów najwyraźniej w ogóle nie było. W rezultacie otrzymujemy takie perełki jak "złożyć ofiarę ze swoich towarzyszy" zamiast "za swoich towarzyszy". Różnica to dość istotna. Poza tym bardzo często tłumaczenie rozmija się z kontekstem - postacie mówią o "butelce czegoś mocniejszego", gdy ewidentnie chodzi o skórzany bukłak. Innym razem zapytany przez nas grzecznie o drogę tubylec wrzeszczy "Twoje życie nic dla mnie nie znaczy! Dalejże!". Takie reakcje to w tej grze norma, polonizację należy więc ocenić krytycznie.

PODSUMOWANIE

"On po długiej włóczędze powrócił na dobie
Z stron zapadłych, skąd człowiek rzadko ma nadzieję
Wrócić, gdy go zapędzą prądy i zawieje,
Hen! Za morza, skąd nawet potrzebują ptaki
Przez rok lecieć. Taki to zapadły kraj, taki!"

Odyseja miała spory potencjał, który został doszczętnie zmarnowany. Nawet ciekawe pomysły (np. dwa oblicza miasta Zjadaczy Lotosu albo wcielanie się w swoją ofiarę) zostały zrealizowane nieudolnie i nie poprawiają obrazu miernej całości. W dodatku jej walory edukacyjne są żadne, bo gra bardzo swobodnie traktuje literacki pierwowzór i nieszczególnie nadaje się dla dzieci. Mamy tu do czynienia z prostytutkami, morderstwami, narkotycznymi halucynacjami czy wizją okrutnych tortur piekielnych, a zatem obrazami, których wolelibyśmy naszym pociechom oszczędzić.

Oceniając Odyseję jako całość nie można ograniczyć się do wyciągnięcia średniej arytmetycznej wszystkich jej elementów. Taka nota byłaby dla niej zbyt łaskawa. Mimo przyzwoitej oprawy jest to jedna ze słabszych gier przygodowych, w jakie miałem wątpliwą przyjemność grać. Przedstawiona historia jest wtórna, nudna, pełna logicznych dziur i niedorzeczności, a zagadki, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, są frustrujące i pozbawione sensu. Skutkuje to w sposób najgorszy z możliwych - granie w Odyseję nie sprawia przyjemności, nie daje satysfakcji. A to w przypadku gier najcięższa zbrodnia.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.