Recenzja - Shivah
Shivah - recenzja
Virgo, 5 kwietnia 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ fabuła
+ tryb komentarza
+ liczba zakończeń gry
+ muzyka
Wady:
- fabuła (jeśli komuś nie odpowiadają wątki religijne w kryminałach)
- o wiele za krótka
- mała ilość zagadek
Krótko:
Mimo całej mojej sympatii dla twórczości Wadjet Eye Games gra jest zdecydowanie zbyt mało rozbudowana. Za pięć dolarów można kupić, jednak można też i lepiej te pieniądze wykorzystać.

Niewiele jest na rynku gier, które poruszają wątki religijne, zarówno w ujęciu teologicznym jak i z punktu widzenia zwykłego człowieka. Shivah powstało po powrocie Dave'a Gilberta z podróży po Dalekim Wschodzie. W czasie jej trwania Dave był nie tylko jedynym Żydem w promieniu setek kilometrów ale też stykał się z ludźmi, którzy nigdy o Żydach nie słyszeli. To skłoniło go do refleksji nad jego religijnością oraz obecnością Boga w jego życiu. Swoimi przemyśleniami zaś postanowił podzielić się z innymi przelewając je w fabułę jednej ze swoich gier komputerowych.

Podejrzewam jednak, że gra stawiająca przed graczem jedynie pytania egzystencjalne nie znalazłaby wielu odbiorców. Dlatego osią fabularną uczyniono, dla wielu atrakcyjny, wątek kryminalny. W grze wcielamy się w około 50-letniego rabina z małej, podupadającej synagogi na Manhatanie - Russela Stone'a. Poznajemy go, kiedy znajduje się na zakręcie życia - jego wiara słabnie co przekłada się na poziom kazań i ilość osób uczestniczących w nabożeństwach. A to z kolei na kłopoty finansowe samej synagogi. Ta spirala upadku zostaje rozerwana w dniu, gdy Stone dowiaduje się o olbrzymim spadku jaki pozostawił mu były członek jego wspólnoty. Nasze alter ego jednak nie chcąc ot tak przyjąć tych pieniędzy postanawia dowiedzieć się dlaczego Jack Lauder, człowiek który go nienawidził, jemu właśnie zapisał część swojego majątku, oraz w jaki sposób zginął.

Od tego momentu losy śledztwa jak i samego Stone'a należą do nas. Śledztwa niestety dość krótkiego - aby ukończyć grę potrzeba od około 30 minut do dwóch godzin, w zależności od doświadczenia gracza. W ekstremalnych przypadkach może się ten czas wydłużyć do kilku dni, jeśli człowiek przekombinuje. Plusem jest to, że podczas gry poznałem wszystkie imiona pod jakimi występuje Bóg w Biblii.

Na długość Shivah olbrzymi wpływ ma ilość zagadek - całe trzy. W dodatku wszystkie reprezentują sobą ten sam typ - zabawy w hackera. Jednak Ci, którzy spodziewaliby się zabawy jaką zaprezentował graczom Uplink srogo się zawiodą - to nie ta klasa. Tylko w przypadku jednej zagadki nie dostajemy bezpośredniej podpowiedzi ale i tak ona jest (dużo wcześniej ale jest). Co prawda w stosunku do wersji darmowej, która kompletnie pozbawiona była zagadek, to postęp spory, jednak nadal bardzo mało. Plusem gry z pewnością są cztery możliwe zakończenia, które zależą od naszych decyzji. Jedną z największych wad The Blackwell Legacy (innej przygodówki Dave'a Gilberta) było dla mnie, iż bez względu na to jak poprowadzimy rozmowę gra toczy się tak samo. Grając w Shivah nie bardzo byłem w stanie zrozumieć dlaczego Gilbert w swojej następnej grze odszedł od tego. Sam sposób prowadzenia jest taki sam jak z późniejszej produkcji Wadjet Eye - wybieramy w jakim tonie bohater ma mówić, nie konkretne kwestie. Dodatkowo Rabbi Stone ma zawsze jedną związaną z jego profesją opcję dialogową, która doskonale została scharakteryzowana na początku gry w starym kawale z cyklu "przychodzi goj do rabina". I pyta:
- Dlaczego rabini zawsze odpowiadają pytaniem?
- A dlaczego nie?

W grze pojawia się także znany z przygód Rose Blackwell system wskazówek, które zbieramy w czasie śledztwa, a których łączenie jest nieodzowne do jego zakończenia. Niestety w Shivah ta opcja najprawdopodobniej dopiero była testowana. W czasie śledztwa łączenia dokonujemy tylko raz, a samych wskazówek posiadamy jednocześnie najwyżej cztery. To zresztą nie jedyne nawiązanie do innych gier - przeglądając zawartość jednego z komputerów znajdziemy list od Rose, na koniec czeka nas pojedynek na słowa niczym te znane z serii o Małpiej Wyspie. Z tą różnicą, że tutaj w ruch idą pięści, a nie szpady. Możliwe jest także włączenie trybu komentarza, o wiele bardziej rozbudowanego niż w The Blackwell Legacy. Dave tutaj nie tylko opowiada o samym procesie tworzenia gry i osobach, które podkładały głosy ale także komentuje wydarzenia na ekranie. Niby nic wielkiego, a jednak cieszy.

Grafika w stosunku do wersji freeware uległa znacznej poprawie, co zresztą powinno być widoczne na załączonych gifach (jeśli ich nie widać to słać petycje do Ojca Prowadzącego :P). Jednak z powodu zastosowanej rozdzielczości postacie nie są zbyt szczegółowe oraz o wiele mniejsze niż te z pierwszej części sagi Blackwell. Lepiej sprawa wygląda z otoczeniem w którym poruszają się bohaterowie. Nie ma najmniejszego problemu z rozpoznawaniem przedmiotów więc pixel hunting nam tutaj nie grozi. Inna sprawa, że przedmiotów też zbyt wielu w grze nie znajdujemy - do inventory trafi w czasie śledztwa tylko jeden dodatkowy przedmiot, który dodatkowo otrzymamy pod koniec kluczowej dla fabuły rozmowy.

Najlepiej w kategorii audio-wizualnej Shivah prezentuje się muzyka. Co prawda słychać, że odpowiedzialny za nią Peter Gresser dopiero stawiał pierwsze kroki w tworzeniu ścieżki dźwiękowej do gier ale jednak efekt końcowy jest na tyle dobry, iż zdarzało mi się nawet w tramwaju nucić niektóre melodie z gry.

Głosy również trzymają wysoki poziom, a dodatkowo jeśli ktoś grał już w The Blackwell Legacy będzie zapewne zadowolony słysząc głosy starych znajomych. Co prawda początkowo pojawia się problem pt. "Skąd ja znam ten głos...?" jednak nie psuje to zabawy. A przynajmniej jeszcze nie psuje. Obawiam się że jeśli Gilbert planuje wykorzystać tych samych ludzi do podkładania głosów we wszystkich swoich grach to daleko jego firma nie zajedzie. Z drugiej strony niektóre polskie gwiazdy i gwiazdki małego i dużego ekranu mają w CV tyle już kompletnie różnych gier i nikomu to nie przeszkadza. Ale to może temat na inny artykuł.

Ode mnie gra w ostatecznym rozrachunku otrzymuje trzy gwiazdki. Mimo całej mojej sympatii dla twórczości Wadjet Eye Games Shivah jest zdecydowanie zbyt mało rozbudowana aby otrzymać więcej. Co prawda cena pięciu dolarów nie jest zbyt wygórowana, jednak ze względu na wprowadzone w fabułę pytania o wiarę nie wszystkim może przypaść do gustu. Ja osobiście do kupna namawiam, jednak z mniejszym zapałem niż do The Blackwell Legacy.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.