Mini recenzje - Undercover: Operation Wintersun
Undercover: Operation Wintersun

Jestem w stanie wybaczyć Undercover dziury w scenariuszu i chwilami męczące zagadki (ta z szukaniem, a następnie montowaniem kół zębatych... nie chcę do niej nigdy więcej wracać) ponieważ gra jest w gruncie rzeczy całkiem fajna. Lokacje są do siebie podobne, ale w żadnym wypadku nie monotonne. Główny bohater, nieco fajtłapowaty intelektualista, sprawdza się w swojej roli. Dialogów w polskiej wersji językowej da się wysłuchać bez konieczności łykania przy tym środków antydepresyjnych. Przy czym, jak nakazuje tradycja, usterki w polskiej wersji oczywiście są. Na przykład na początku gry, gdy nasz bohater po wydobyciu z pewnego pudła kilkunastu przedmiotów stwierdza nonszalancko: "nie ma tam niczego przydatnego" (w tej konkretnej sytuacji, to nawet wyszło trochę zabawnie). Albo później, gdy aktor dubbingujący Johna kilka razy wspomina o "labolatoriach".

Undercover: Operation Wintersun okazała się dokładnie taką przygodówką jakiej spodziewałem się po zagraniu w jej demo kilka tygodni wcześniej. Nie zaskoczyła mnie w żaden sposób, co może i trochę mnie rozczarowało, jednak nie na tyle, abym miał z tego powodu stracić sympatię do nieśmiało wbijającej się na scenę przygodówkową firmy Sproing.

Elum

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.