Recenzja - Noctropolis
Noctropolis - recenzja
Aegnor, 7 września 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ znakomite lokacje
+ efektowne komiksowe przerywniki
Wady:
- KOSZMARNY system poruszania się
- tragiczny pixelhunting
- beznadziejny protagonista
- maleńkie postacie
Krótko:
Apetycznie wyglądająca przygodówka z pogranicza klimatów cyberpunkowych i noir, z domieszką komiksowej stylistyki. Niestety, fatalny interfejs i ogólny brak grywalności mocno obniżają jej atrakcyjność.

W życiu każdego miłośnika gier komputerowych bywają chwile, gdy siedząc nad zapowiedzią lub recenzją zamieszczoną w fachowej prasie zachodzi w głowę: "Do czego redaktor się tak przyczepił? Przecież na papierze ta gra prezentuje się znakomicie!". Mnie taka refleksja naszła kilka lat temu podczas lektury opisu gry Noctropolis. Kiedy wreszcie miałem okazję zweryfikować trafność swoich wrażeń odnośnie gry, wniosek był bardzo przygnębiający: "nie wszystko złoto, co się świeci". Opisywany tytuł to barwna wydmuszka, ślicznie opakowana komputerowa zapchajdziura.

W Noctropolis przyjdzie nam wcielić się w Petera Grey'a, właściciela deficytowej księgarni rozgoryczonego pasmem porażek w życiu zawodowym i osobistym. Ucieczką od bolesnej rzeczywistości są dla niego komiksy, z ulubioną serią "Darksheer" na czele. I tu czeka go kolejny cios - okazuje się, że najnowszy zeszyt komiksu będzie definitywnie ostatnim. Na osłodę Peter, jako stały prenumerator, dostaje specjalną nagrodę od wydawnictwa, dostarczoną mu przez gońca. Przy badaniu zawartości przesyłki Peter zostaje w tajemniczy sposób przeniesiony do komiksowej rzeczywistości tytułowego Noctropolis - futurystycznej metropolii spowitej wiecznym mrokiem. A tu nie dzieje się dobrze, bowiem etatowy superheros, wspomniany Darksheer, postanowił przejść na mocno przedwczesną emeryturę i opuścił miasto oraz swoją ukochaną pomocnicę Stiletto. Na efekty nie trzeba było długo czekać, najwięksi złoczyńcy (dysponujący, jak to bywa w takich przypadkach, ponadnaturalnymi mocami i wystudiowanymi kreacjami) bezkarnie grasują po mieście, wykazując przy tym podejrzaną koordynację działań. Nie ma więc czasu do stracenia - Peter musi stać się nowym Darksheerem, przekonać do siebie rozgoryczoną Stiletto i rozprawić się z niegodziwcami. Tak w skrócie przedstawia się fabuła Noctropolis na etapie rozruchu. Nie zrywa może kapeluszy z głów, ale sprawia wrażenie przemyślanej. Warto w tym miejscu dodać, że jest ona uzupełniana znakomitymi komiksowymi wstawkami, stworzonymi specjalnie na potrzeby gry. Można tu wprawdzie kręcić nosem na banał i uproszczenia w przekazywanych treściach, ale pod względem warsztatowym ten element to majstersztyk.

Komiksowość głównej intrygi i bohaterów jest na tyle oczywista, że trudno mieć o nią pretensje do twórców. Natomiast żale wynikające z logicznych sprzeczności, dziur i niedoróbek scenariusza są już jak najbardziej na miejscu. No bo jak można inaczej nazwać zachowanie Succubus, która śpi w otoczeniu figur świętych, hasa po kościele do woli i próbuje zabić doświadczonego księdza-egzorcystę, a jednocześnie lęka się święconej wody? Podobnych nonsensów jest sporo, zdecydowanie za dużo jak na przygodówkę. Na szczęście fabuła gry nie jest podawana śmiertelnie serio, co nieco ratuje sytuację i zbija niebezpieczny dla zdrowia poziom patosu.

A jaki jest główny bohater? Moment... jak on się nazywał? Niech sprawdzę... już mam, Peter Grey. Twórcom udało się stworzyć bohatera doskonale nijakiego, pozbawionego osobowości, charakteru, a nawet twarzy, bo bez przerwy widzimy go jako niewielką, zamazaną figurkę. Peter nie ma charyzmy, poczucia humoru, błyskotliwości, przewija się bezbarwnie przed naszymi oczyma i pod koniec gry z trudem przypominamy sobie jego imię. I jak tu się dziwić, że żona od niego odeszła?

Zagadki nie są szczególnie pomysłowe ani odkrywcze, opierają się głównie na właściwym używaniu znalezionych przedmiotów, rzadziej na umiejętnym poprowadzeniu rozmowy. Z tym pierwszym jest poważny kłopot, bo w mrocznych lokacjach dostrzeżenie obiektów, często mikroskopijnych rozmiarów, bywa problematyczne. Jeśli ktoś jest uczulony na "pixelhunting", to opisywana gra może okazać się śmiertelną dawką. Zadań jest niewiele, ich trudność niewielka, więc większość czasu spędzamy na poruszaniu się po mieście i podziwianiu lokacji.

A jest na co popatrzeć, bo wygląd Noctropolis jest oszałamiający. Starannie przemyślane i znakomicie narysowane gotyckie lokacje przywodzą na myśl najlepsze lata Batmana i tworzą niesamowity klimat, gęsty i sugestywny. Dawno nie widziałem w grze tak dobrze wykonanej "scenografii". Mimo ograniczenia się do samego megapolis, świat gry jest rozbudowany i zróżnicowany, nie tracąc przy tym wewnętrznej spójności. Niestety, w tej beczce miodu znajduje się solidna porcja dziegciu, bo zdigitalizowane postacie do takiego otoczenia nijak nie pasują. Wyraźnie odcinają się od tła, poruszają się sztucznie, nie rzucają cienia, a ich wygląd nie odzwierciedla intensywności i ułożenia oświetlenia. To kolejny argument na potwierdzenie tezy, że rozwiązania "modne" najszybciej się starzeją. Nie pojmuję dlaczego w ogóle zdecydowano się na ten krok - postacie są drobne, niewyraźne i mało foremne, animacja podczas gry daleka jest od ideału, a sekwencje filmowe wyświetlane są w okienkach tak maleńkich, że czasem trudno rozpoznać aktorów. Warsztat aktorski oscyluje wokół przeciętnego, najlepiej na tym tle wypada charyzmatyczna Tophat (w tej roli Brandy Snow), najmarniej zaś złotowłosa piękność odgrywająca Stiletto. Hope Marie Carlton, bo o niej mowa, stara się nam to zrekompensować dwusekundowym widokiem swoich nagich piersi i to chyba podstawowy powód, dla którego autorzy zaangażowali Playmate z czerwca '85 do tego projektu.

Wszystko to budzi smutną refleksję: Noctropolis wyraźnie stara się być produktem kontrowersyjnym, przeznaczonym teoretycznie tylko dla dorosłych, ale tym atrakcyjniejszym kąskiem dla młodocianych graczy spragnionych zakazanych wrażeń. Wrażeń jednak tu niewiele, nagości i przemocy też jak na lekarstwo, więc nie za bardzo jest czym się ekscytować. Te marketingowe zabiegi odbijają się za to na pozostałej części gry, która jest wyraźnie niedopracowana.

Najgorzej jest z kierowaniem poczynaniami bohatera. Jeśli spodziewasz się, że po wskazaniu kliknięciem myszki określonego miejsca postać posłusznie podrepcze w jego kierunku, to srodze się zawiedziesz. Twórcy postanowili bowiem po raz drugi wynajdywać koło i serwują graczowi rozwiązanie wręcz nieprawdopodobnie sztuczne i niefunkcjonalne. Otóż Peter stoi w progu jak zaczarowany, a my tymczasem poleceniem "look" możemy sobie dowolnie szaleć kursorem po ekranie, uzyskując szczegółowe opisy drobiazgów znajdujących się po przeciwnej stronie pomieszczenia, a nawet za drzwiami. Do ruchu go jednak w ten sposób nie zmusimy. Dopiero kiedy zastosujemy prawidłową komendę w odniesieniu do jakiegoś aktywnego obiektu (a takich zwykle przypada tylko 2-3 na lokację) Peter ruszy dziarskim krokiem po z góry wytyczonej ścieżce, by znowu zastygnąć jak słup soli.

Menu poleceń jest typowe choć, nie wiedzieć czemu, postanowiono je ułożyć w piramidkę. Nie wpływa to jednak ujemnie na jego funkcjonalność, czego nie da się powiedzieć o menu z dostępnymi tematami dialogów. Te dla odmiany wyświetlane są w postaci osobliwie poukładanych hexagonów z mini-obrazkami, a sposób ich "przewijania" przekłada się już niestety na pewien dyskomfort podczas gry. Jednak co do zasady każdego rozmówcę wypytujemy do oporu o wszystkie możliwe kwestie, a przy ważniejszych rozmowach pojawiają się dodatkowe, tekstowe już opcje dialogowe, więc dokuczliwość ta nie jest znaczna.

Oprawa muzyczno-dźwiękowa gry nie zapadła mi szczególnie w pamięć, ani na plus, ani na minus. Nie drażni, nie przeszkadza, w jakimś tam stopniu buduje tło rozgrywki, ale niczym rewelacyjnym się nie wyróżnia. Digitalizowanej mowy jest niewiele, co nie jest dotkliwą stratą, bo dialogi w grze są sztampowe, płytkie i naiwne, a z takiego materiału nawet dobry aktor ognia nie wykrzesze.

Noctropolis niezwykle mnie rozczarowało. Jego potencjałem można by obdzielić kilka przeciętnych przygodówek, co nie przeszkadza mu być pozycją zwyczajnie kiepską. Mimo atrakcyjnej oprawy i ciekawego zamysłu, kulejąca warstwa fabularna, marne zagadki i techniczne niedociągnięcia czynią z opisywanego tytułu nijaki, mało grywalny zakalec. Trudno dociec co było kotwicą tego projektu - pogoń za nowością, brak doświadczenia, pośpiech... dziś to nie ma już większego znaczenia. Noctropolis to propozycja tylko dla najdociekliwszych badaczy gatunku, a i oni mogą się poczuć zawiedzeni.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.