Recenzja - Sherlock Holmes: Przebudzenie
Sherlock Holmes: Przebudzenie - recenzja
Forceman, 11 września 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ Sherlock Holmes
+ klimat i postacie
+ muzyka
+ Cthulhu :)
Wady:
- miejscami za trudna
- mogłaby być dłuższa
Krótko:
Gra więcej niż dobra, mniej niż bardzo dobra.

Sherlock Holmes: Przebudzenie to już trzecia gra Frogwares Interactive z najsłynniejszym palaczem fajki w tytule. Pierwsza część cyklu niestety nie doczekała się polskiego wydania, natomiast druga - Tajemnica Srebrnego Kolczyka - była całkiem udanym point'n'clickiem i do polskich kiosków trafiła na początku 2005 roku. Do zalet Tajemnicy Srebrnego Kolczyka, oprócz ceny, można było zaliczyć świetnie oddany klimat opowiadań i powieści Sir Conan Doyle'a. Gorzej prezentowała się natomiast strona graficzna i scenariuszowa. Tłom i dekoracjom daleko było do poziomu animacji, jaki na przykład możemy pamiętać z obu części Syberii. Budynki i wnętrza w grze wyglądały martwo i sterylnie, tak samo jak większość sztywno poruszających się postaci. Na szczęście liczne niedociągnięcia Tajemnicy rekompensowała atmosfera końca XIX wieku oraz przenikliwy, flegmatyczny i w stu procentach genialny Sherlock Holmes!

Klimat Tajemnicy Srebrnego Kolczyka odnaleźć można także i w trzeciej części cyklu. Nie znaczy to wcale, że Sherlock Holmes: Przebudzenie nie wnosi niczego nowego do tematu gier detektywistycznych. Chociaż faktycznie, z początku fabuła w Przebudzeniu nie odbiega zbytnio od tego, czego moglibyśmy się spodziewać po nowej przygodzie Sherlocka. Punktem wyjścia dla historii opowiedzianej w grze jest tajemnicze zniknięcie nowozelandzkiego służącego jednego z dostojnych sąsiadów Sherlocka z Baker Street. Jak można się domyśleć, nie cierpiący na nadmiar zajęć Sherlock postanawia wraz z Watsonem rozwikłać zagadkową sprawę.

Niezłomny w empiryzmie Sherlock dość prędko jednak dochodzi do przekonania, że sprawa jest inna, niż wszystkie jego dotychczasowe śledztwa. A wszystko dlatego, że stawką są losy świata, któremu grozi ogromne niebezpieczeństwo, jakim jest... Nie będę zdradzał wszystkich szczegółów, wyjawię tylko, że autorzy gry wpletli w fabułę motywy z mrocznego i przerażającego świata samego... H.P. Lovecrafta! Tak, tak! Samotnik z Providence wiecznie żywy! Z pewnością każdy zaznajomiony z twórczością autorów musi przyznać, że takie połączenie budzi niepokój, bo brzmi kiczowato. Jednak zapewniam, że spotkanie Sherlocka Holmesa z Cthulhu wypada nadzwyczaj interesująco!

Przebudzenie, jak już wcześniej napisałem, to gra detektywistyczna. Jednak w stosunku do poprzedniej części cyklu wyraźnie zmieniły się proporcje pomiędzy elementami detektywistycznymi i przygodowymi. Teraz mniej czasu zajmuje nam żmudne poszukiwanie poszlak niezbędnych do późniejszej gabinetowej dedukcji, więcej natomiast trzeba będzie go poświęcić na znalezienie odpowiedniego zastosowania dla zebranych przedmiotów.

Jak każdy zapewne podejrzewa, w pracy detektywa niezmiernie istotną rolę odgrywa odpowiedni osprzęt. W trakcie śledztwa będziemy korzystać ze szkła powiększającego, pęsety, próbówki oraz taśmy mierniczej. Niby niewiele, ale okazuje się, że w zupełności wystarcza. Dodatkowo Sherlock, będący prawdziwym człowiekiem renesansu, analizując zebrane materiały będzie musiał skorzystać ze swojej wiedzy z zakresu chemii. Wielka szkoda, że laboratoryjne eksperymenty Holmesa polegają jedynie na podgrzewaniu i dolewaniu do próbek wody, kwasu, albo jakiegoś innego paskudztwa. Mi osobiście przypominało to raczej zabiegi trucicielki-amatorki w szkolnej stołówce, a nie natchnione doświadczenia najwybitniejszego umysłu wszech czasów.

Kolejną nie do końca dopracowaną innowacją, jaką ze sobą niesie Przebudzenie jest... symulacja zachowania ciał fizycznych w przestrzeni. Mimo, że jest to bodajże pierwsze użycie takiego oprogramowania w grach przygodowych nie można się nim cieszyć w pełni. Dlaczego? Dlatego, że na przykład ciężka skrzynia, którą należy usunąć z drogi Sherlocka sprawia wrażenie, jakby była raczej pudełkiem płatków śniadaniowych. Poza tym, o ile dobrze pamiętam, momentów w grze, w których zetkniecie się z "niewzruszonymi" prawami fizyki newtonowskiej, jest niewiele, nie więcej niż trzy.

Dużym krokiem wprzód w dziedzinie low-budgetowych przygodówek jest to, że w Przebudzeniu dano graczowi możliwość swobodnego przemierzania trójwymiarowej przestrzeni. W grze obserwuje się świat z pierwszoosobowej perspektywy, oczyma albo Holmesa, albo Watsona. Bohaterem sterujemy w podobny sposób, jak ma to miejsce w shooterach FPP. Przyznać trzeba, że przygodówka w tej formule prezentuje się bardzo atrakcyjnie i efektownie. Cieszy też, że autorzy pozostawili graczowi wybór - jeśli tylko masz taką ochotę, możesz grać jedynie za pomocą myszy! Chociaż mi osobiście ten wariant wydaje się mało pociągający, trzeba docenić autorów za danie nam prawa wyboru.

Należy bardzo pochwalić grafików i projektantów postaci. Każda ze spotkanych podczas śledztwa osób ma własną twarz i własny wygląd. Fakt faktem, że nie spotykamy setek, czy nawet dziesiątek bohaterów, ale uniknięto irytującej sytuacji, kiedy spotykane postacie różnią się od siebie tylko głowami, wzorem ludzików Lego. Nie dość więc, że modele posiadają naturalne zmarszczki, poruszają ustami zgodnie z wypowiadanym tekstem, mają uzębienie, poruszają gałkami ocznymi, mrugają, gestykulują... to jeszcze każda z nich ma indywidualnie zaprojektowane elementy stroju! Słowem, w ramach przyjętej konwencji są wiarygodne i sprawiają wrażenie żyjących ludzi. Jeżeli można wytknąć grafikom jakieś potknięcia, to tylko swoistą sterylność lokacji, odwiedzanych przez Sherlocka i Watsona. Mimo, że świetnie wyglądające, z bardzo dobrymi, szczegółowymi i zróżnicowanymi teksturami, miejsca akcji sprawiają wrażenie pustych, jakby nieumeblowanych do końca. Zupełnie jakby firma przeprowadzkowa spóźniła się z dostarczeniem mebli. Drażni też oświetlenie, szczególnie wnętrz, w których ciemność rozświetlać powinny jedynie płomienie świec i latarni. Powinny, a wygląda to niestety tak, jakbyśmy mieli do czynienia z docierającym wszędzie światłem jarzeniowym.

Z drugiej jednak strony trzeba oddać autorom, co im się należy: wszystkie występujące w grze lokacje zostały oddane z wielkim wyczuciem i starannością - od zagraconego mieszkania Holmesa, przez zimne komnaty szwajcarskiego zamczyska, aż po luizjańską prowincję z parowymi statkami leniwie sunącymi rzeką. Jedyne, na co można by narzekać, to fakt, że we w pełni trójwymiarowych lokacjach dużo więcej czasu (i nerwów!) kosztuje gracza znalezienie wszystkich action pointów. Część mniej cierpliwych graczy może nawet przez to rzucić grę w kąt. Wszystkie jednak zagadki opierają się na twardej logice i wystarczy po prostu nieco mocniej ruszyć głową, żeby odnaleźć rozwiązanie problemu.

Skoro jesteśmy już przy zagadkach: autorzy postarali się i graczowi raczej nie grozi popadnięcie w monotonię. Tak jak w Tajemnicy Srebrnego Kolczyka, co jakiś czas Sherlock zadaje nam pytania sprawdzające, czy nadążamy za tokiem jego dedukcji. Żeby było trudniej, odpowiedzi nie wybiera się z kilku propozycji, jak to było w słynnych Milionerach, a wpisuje się ją za pomocą klawiatury. Oprócz quizu w grze znalazło się także kilka minigierkiek, które wyraźnie urozmaicają rozgrywkę. Są to między innymi takie zadania jak sterowanie łódką przez labirynt bagna, czy szaleńcza pogoń za rzezimieszkiem umykającym z torbą Watsona. Jest to niby niewiele, ale jednak cieszy.

Gra została zlokalizowana za pomocą podpisów pojawiających się w dolnej części ekranu. Pozwoliło to uniknąć spotkania z postacią przemawiającą do nas znudzonym głosem jednego z polskich aktorów serialowych, który w weekendy dorabia dubbingowaniem gier. Każdy z anglojęzycznych aktorów użyczających swojego głosu został dobrany i wyreżyserowany perfekcyjnie. Sherlock, czy to w sytuacji, kiedy staje oko w oko z śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem, czy w chwili, kiedy okazało się, że dwa razy posłodził swoją herbatę, ma głos stoicko spokojny i nie zachwiany większą emocją, tak jak na egocentrycznego geniusza przystało. Tak samo zresztą ma się rzecz z jego przyjacielem Watsonem - jego wykształcenie, mniejsza niż Holmesa lotność i skromniejsze uzdolnienia w dziedzinie logiki - wszystko to znalazło odzwierciedlenie w jego głosie. Niestety, polskie tłumaczenie dialogów nie jest idealne. W tekście widoczne są potknięcia tłumacza, który pchnął w kilku momentach akcję gry w tak dziwnym kierunku, że większość graczy nieobeznanych z językiem Szekspira może mieć poważne trudności ze zrozumieniem o co u licha tutaj chodzi! Na szczęście pomyłki te nie komplikują życia na każdym kroku. Muszę także wspomnieć, że napisy dialogowe pojawiają się w paru momentach w niewłaściwym czasie, bądź też są widoczne na ekranie, długo po tym, kiedy powinny zniknąć. Sytuacja ta jednak nie jest nagminna i gdyby nie poczucie recenzenckiego obowiązku, nie byłaby pewnie godna odnotowania.

Autorzy gry Sherlock Holmes: Przebudzenie wyraźnie pozostają w tyle za ekipami odpowiedzialnymi za wielkie epickie przygody, chociażby takie, jak wielki Dreamfall. Trzeba jednak pamiętać, że Frogwares ani przez chwilę chyba nie miało ambicji nikogo detronizować. Przebudzenie to bardzo porządna przygodówka, zrealizowana na solidnych fundamentach scenariusza, z widocznym i godnym podziwu zaangażowaniem całej ekipy. Dla przyzwyczajonego do sztampy współczesnego gracza Przebudzenie wydaje się być idealną odmianą po zachowawczych i mało innowacyjnych produkcjach a'la Cryo Interactive.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.