Recenzja - Scourge of Worlds
Strona główna

Encyklopedia
Zapowiedzi
Recenzje
Solucje
Ciekawostki
Screeny
Grafiki
Zdjęcia
Filmy
Dema

FORUM

Kącik amatora
Kulisy produkcji
Plan wydawniczy
Rzut okiem
Czytelnia
Redakcja

Ścinki
The Inventory Polska
Scourge of Worlds - recenzja
Davero, 7 maja 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wygląd
+ przy odrobinie szczęścia może zaciekawić, zwłaszcza jeśli dotrzeć do końca więcej niż jeden raz
Wady:
- opowieść zbyt krótka
- zbyt sztampowa
- bohaterowie bez głębi
Krótko:
Choose your own adventure w wydaniu multimedialnym w świecie fantasy ze wszystkimi jego zaletami, a przede wszystkim wadami.

Pod koniec lat '70 ubiegłego stulecia (ha, ale to brzmi "ubiegłego stulecia" ;)) wydawnictwo Bantam Books zapoczątkowało serię książek "Choose your own adventure", w której to do roku 1998 ukazało się prawie 200 tytułów. Seria ta - prawdopodobnie największa - nie jest oczywiście jedyna. Pomysł wykorzystano m.in. wydając w ramach "Choose Your Own Star Wars Adventure" trzy pierwsze części filmowej trylogii Gwiezdnych Wojen. Obecnie internet pełen jest informacji o rozmaitych seriach tego typu, od fantastycznych po historyczne. Choć mam wrażenie, że czasy świetności ta idea - przynajmniej w wydaniu papierowym - ma już za sobą. Polega zaś ona na tym, że czytelnik w trakcie lektury odpowiada na zadawane w tekście pytania (np. śledzisz podejrzanego, czy dzwonisz po posiłki?), a każda odpowiedź przenosi go na inną stronę książki, gdzie czyta jak potoczyła się dalej historia. W konsekwencji dokonywanych podczas czytania wyborów dociera do jednego z możliwych zakończeń opowieści.

Rzecz jasna i twórcy rozrywki multimedialnej nie mogli przepuścić okazji wypróbowania sprawdzonego pomysłu na nowym polu. Jednym z efektów tych prób jest Scourge of Worlds: A Dungeons and Dragons Adventure - film interaktywny, który obejrzeć można tak w stacjonarnym, jak i komputerowym odtwarzaczu DVD, niezbędne w trakcie rozgrywki decyzje podejmując przy użyciu myszki lub pilota.

Pierwsze wrażenie omawiany tytuł robi bardzo dobre. Klimatyczna czołówka wprowadza nas w opowieść, która za chwilę rozpocznie się dynamicznie od starcia kapłana (Barathiona - jak się później dowiemy) z pewnym druidem i przywoływanymi przez niego stworami... Od początku Scourge of Worlds pozytywnie zaskakuje grafiką. Postacie są duże, dopracowane, poruszają się co do zasady w sposób na tyle naturalny, żeby nie wzbudzać podejrzeń, że mają kłopoty ze stawami. Postarano się nawet o animację twarzy, choć tej - oczywiście - daleko do bogactwa ekspresji prawdziwych ludzkich facjat. Kuleje natomiast animacja walki. Nie wiem czy programiści mieli kłopoty z poprawnym wyliczaniem kolizji obiektów, ale postacie walcząc, zadając ciosy, sprawiają wrażenie, jakby w ogóle się nie dotykały. Dziwne wrażenie.

Zarówno sceny walki, jak i inne skupiają się na obserwowanych postaciach, w związku z czym nie ma zwykle możliwości podziwiania otoczenia. Nie widzimy jakichś wielkich urozmaiconych przestrzeni, czy urzekających detalami wnętrz albo w ogóle niewiele widzimy ze względu na mrok. Niemniej jednak i miejsca, w których przebywają bohaterowie nie psują odbioru całości, pasując do świata, który obrazują, a niekiedy zasługując sobie nawet na określenie "ładne".

Jak tytuł wskazuje, filmowa opowieść dzieje się w świecie RPG'owym "Lochów i Smoków", a dokładniej (o ile byłem w stanie dobrze wywnioskować z fabuły) w Greyhawk. Z miasta Greyhawk właśnie wyrusza Barathion, za którym podąża - na zlecenie jego współbraci - grupa poszukiwaczy przygód: wojownik Regdar, złodziejka Lidda z rasy niziołków i elficka czarodziejka Mialee. Natrafiają na niego właśnie podczas wspomnianej potyczki. Kiedy już wspólnie pokonają kamiennego golema (czy coś w tym stylu), przyjdzie podjąć pierwszą decyzję: pozwolić Barathionowi ruszyć dalej (twierdzi on bowiem, że bracia z zakonu są w błędzie, a jego droga wiedzie ku dobru), czy jednak doprowadzić go do klasztoru, zgodnie ze zobowiązaniem? A jeśli tak to do Grayhawk, czy do bliższego Darkhaven? Każda decyzja prowadzi widza nieco inną ścieżką, które zbiegają się jednak w kilku punktach wspólnych. Od podjętych decyzji zależy też stan fizyczny, jak i zasób wiedzy bohaterów, co wpływa na dostępne przy finałowej decyzji możliwości wyboru ich zachowania.

Tutaj możecie zobaczyć wszystkie możliwe rozgałęzienia fabuły i konsekwencje dokonywanych wyborów.

Są cztery możliwe zakończenia: dwa złe, jedno pośrednie (umiarkowanie dobre) i jedno dobre. Po drodze można jeszcze oczywiście zginąć, co jednak uznawane jest po prostu za ślepy zaułek i widz wraca do feralnej decyzji z możliwością dokonania wyboru raz jeszcze. Twórcy twierdzą, że w sumie można natrafić na ponad 990 różniących się od siebie choć w części opowieści. Aż trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę czas zabawy. Niezwykle krótki niestety. Jednorazowe obejrzenie historii trwa bowiem zwykle nieco ponad pół godziny. Tak... Strasznie byłem zawiedziony i zniechęcony, kiedy ledwo zacząłem oglądanie już musiałem kończyć. I to trafiłem jeszcze na najgorsze z możliwych zakończeń. Po przerwie wróciłem jednak do Scourge of Worlds, wypróbowując inne ścieżki - wtedy historia zaczęła się uzupełniać o dodatkowe informacje i zdarzenia. Dopiero wtedy dowiedziałem się, o co tak naprawdę chodziło i dlaczego. Jednorazowe przejście całości pozostawia kiepskie wrażenie, wielokrotne - nieco lepsze. Choć ciągle zabawa z tym tytułem jest zdecydowanie za krótka.

Poza tym krótkość opowieści sprawia, że o postaciach wiemy tak naprawdę niewiele - trochę więcej mamy szansę (choć nie przy wszystkich ścieżkach) dowiedzieć się o Barathionie i Regdarze, ale reszta to już zupełnie powłoczki do wypowiadania odpowiednich kwestii w odpowiednim miejscu, rzucenia czaru itd. A biorąc pod uwagę, że opowieść sama w sobie jest standardowym, typowym dla fantasy, ratowaniem świata przed złem, ta skrótowość potęguje tylko jej brak głębi. W sumie więc nie za wiele satysfakcji daje dotarcie do jej końca po raz pierwszy; a następne to raz, że już nie to samo, a dwa - poprawiają wizerunek Scourge of Worlds w tym zakresie tylko po części. Dobrze, że chociaż głosy dobrano postaciom odpowiednio i aktorzy wywiązują się ze swojej roli zupełnie nieźle. Niestety brak możliwości wyświetlania dialogów na ekranie dać się może we znaki tym, którzy z rozumieniem lengłydżu ze słuchu mają pewne problemy.

Oprócz podstawowej wersji z 2003 roku, którą opisuje niniejsza recenzja, Scourge of Worlds został wydany także - dwa lata później - w wersji kolekcjonerskiej. Zawiera ona, jak twierdzą internetowe opisy, 6 możliwych zakończeń oraz płytę z dodatkami, na której znajduje się między innymi wersja filmu, którą można po prostu obejrzeć bez podejmowania żadnych decyzji. W ostateczności więc gdybyście mogli pożyczyć od kogoś Scourge of Worlds, albo dostać na wyprzedaży za bezcen - warto rzucić okiem. Nie oczekując zbyt wiele (to był mój błąd, popełniony na podstawie pierwszego wrażenia), można się przez chwilę bawić całkiem przyjemnie, a może nawet wciągnąć, zwłaszcza jeśli nie mieliście dotąd do czynienia z tego typu produkcjami. Na więcej niż dwie gwiazdki Scourge of Worlds jednak nie zasługuje. Nie zasługuje, bo przy zapłacie normalnej ceny ewentualną przyjemność przesłoni zapewne frustracja, że za te kilkadziesiąt złotych można było kupić porządną normalną grę, książkę, czy film; a może nawet i grę i książkę (a film obejrzeć w telewizji, jest duża szansa, że gorszy nie będzie).

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.