Recenzja - CSI: Kryminalne Zagadki Las Vegas
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


CSI: Kryminalne Zagadki Las Vegas
Virgo, 31 sierpnia 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ciekawe sprawy...
+ spora ilość narzędzi
+ ścieżka dźwiękowa
+ polska wersja językowa
+ bonusy
Wady:
- ...ale zbyt krótkie i proste
- mało przydatna pomoc ze strony partnerów
- liniowa do bólu
- znikanie tekstu
- monotonne powitania Grega
- wygląd postaci
Krótko:
Typowy średniak, przy którym można miło spędzić nieco czasu po przymknięciu oka na parę niedoróbek. Dla fanów serialu pozycja obowiązkowa, dla innych - jw.

Budżetowe wydania gier stały się już normalnym widokiem na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Graczom, którym coraz częściej programy oferowano w plastikowym DVD-boxach oraz ze szczątkową instrukcją łatwo było zaakceptować taką formę dystrybucji. Zwłaszcza, iż dzięki nim można łatwo nabyć niezłe gry po przystępnej cenie (taki chociażby Sherlock Holmes: Przebudzenie u nas kosztuje niecałe 20 zł, w USA - niecałe 40 dolarów). Przyznam się, iż trudno mi jest pożegnać duże boxy, chociaż doceniam funkcjonalność ich mniejszych odpowiedników. Za drukowanymi instrukcjami (i tak mało kto je czytał) czy wysokimi cenami już bynajmniej nie tęsknie. Nie zmienił się jedynie z biegiem lat mój stosunek do robienia klienta w konia. A Cenega pod tym względem ma niestety kilka niechlubnych wpadek na koncie. Wspomnę może jedynie o wycięciu wszystkich filmów i dźwięków z antologii Might and Magic czy wymaganiach minimalnych na pudełku The Moment of Silence, które nijak się mają do tych w instrukcji. CSI na szczęście (ale to takie mniejsze zło) trafia do tej drugiej przegródki - będę bardzo wdzięczny jak ktoś mi pokaże jak zainstalować grę w wersji 500MB...

Ktoś może oczywiście mówić, że w dobie dysków 100GB w domu i zagrodzie czepianie się o dodatkowy jeden gigabajt (a o tyle się dystrybutor rozminął z faktami), to drobiazg. Być może, jednak uważam, iż lepiej teraz dmuchać na zimne niż w przyszłości natykać się na każdym kroku na takie praktyki. Zresztą to nie jedyny kwiatek jeśli chodzi o procedurę instalacyjną. Po włożeniu płyty do napędu wita nas okładka gry. Okładka informująca, że gra została wydana na 3 płytach CD, jaki jest jej amerykański tytuł oraz... logiem serwisu MobyGames w jednym z rogów na dokładkę. Tym bardziej to dziwne, że okładka, która znajduje się w naszej encyklopedii, pochodzi ze strony Cenegi. Czyżby podmiana loga autostartu była aż takim problemem/kosztem dla dystrybutora? Pewną niedogodnością jest także brak menu autostartu (a według instrukcji takowe istnieje), gra za każdym razem zachęca nas do zainstalowania jej. Ale te obydwie kwestie to już raczej drobnostki.

O czym jest zaś sama gra (oraz serial)? Przedstawia ona prace śledczych z nocnej zmiany laboratorium kryminalistyki w Las Vegas. Gdzieś w mieście popełniono zbrodnie? Oni już tam są, zabezpieczając miejsce przestępstwa. Następnie badając zebrane dowody i przeprowadzając przesłuchania odtwarzają cały przebieg zdarzeń i, oczywiście, doprowadzają winnego przed oblicze sprawiedliwości. Wydawać by się więc mogło, iż serial jakich wiele. Jednak jest coś, co wyróżnia CSI z morza innych seriali. Jest to dbałość o detale oraz niezwykle szczegółowe przedstawienie pracy śledczych, w czym autorzy bez skrupułów wykorzystują komputery i generowane przez nie efekty. Dodatkową zaletą (z punktu widzenia męskiej widowni) jest zachowanie odpowiedniej proporcji pomiędzy głębią postaci, a relacjami w zespole. Nie musimy więc śledzić kto z kim sypia, kogo nienawidzi, a do kogo wzdycha. Bohaterów poznajemy stopniowo i tylko tyle, by zrozumieć ich zachowanie bądź wybory.

Wszystkich członków zespołu spotkamy w grze, jednak nie wcielimy się w ani jednego z nich. Twórcy w nasze ręce oddają bowiem żółtodzioba rodem z akademii, który chce dostać się do zespołu. Drogą do tego jest rozwiązanie 5 spraw, a przy każdej z nich asystuje nam inna, znana z ekranu postać. Komentują one nasze postępy oraz służą radą i pomocą jeśli tylko o nią poprosimy. Jednak każde skorzystanie z niej oznacza odjęcie jednego punktu w ogólnej klasyfikacji (o tym za moment). Cena wysoka, a prawdę mówiąc pożytek z tego zerowy. W zasadzie z pomocy warto korzystać jedynie, gdy można zapytać co należy odszukać w danym miejscu. W innym wypadku postać powie coś, czego sami się już dawno domyśliliśmy i stwierdzi, iż Greg będzie wiedział coś więcej. Tylko że najpóźniej pod koniec pierwszej sprawy wyrabia się u nas odruch pokazywania mu wszystkiego co mamy. W kwestii pierwszej sprawy jeszcze mała uwaga. Na samym początku jesteśmy prowadzeni za rączkę w ramach tutorialu. Rozwiązanie świetne dla nowych graczy. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o graczach starych. Tutoriala nijak nie da się wyłączyć i nawet przy 7 podejściu do niej miły głos będzie nam objaśniał co teraz musimy zrobić, aby go zadowolić. Frustrujące? Z pewnością.

Wróćmy do punktów. Zdobywamy je za każdą odnalezioną i zbadaną poszlakę, wydobyte od świadka (bądź podejrzanego) w czasie przesłuchań informacje oraz każdą rekonstrukcję zdarzeń, jaką uda nam się z nich zbudować. Maksymalnie możemy punktów zyskać 100 (czyli sprawa rozwiązana całkowicie), minimum... cóż, mi nigdy się nie udało zejść poniżej 85 więc zakładam, iż przy takiej granicy sprawa zostaje rozwiązana. Oczywiście możemy w każdej chwili śledztwo powtórzyć aby poprawić swój wynik. Dodatkową zachętą jest z pewnością fakt, iż po zakończeniu każdej sprawy odblokowane zostają dodatki - szkice postaci oraz miejsc, które widzieliśmy w czasie rozwiązywania sprawy. Dodatków maksymalnie jest 10, jednak odblokować je wszystkie należy sprawę rozwiązać w 100 procentach, brak tylko jednego punktu daje nam dostęp tylko do 6 z nich. Zaś zakończenie wszystkich spraw z rangą mistrza daje nam dostęp do tzw. mistrzowskiego zestawu - co się w nim znajduje nie zdradzę, ale nawet osoby nie śledzące serialu w TV powinny być z niego usatysfakcjonowane.

Do pracy oddano nam spory zestaw narzędzi, zarówno tradycyjnych jak i nowoczesnych. Mamy więc oczywiście rękawiczki lateksowe do zbierania dowodów, waciki, szkło powiększające, gips czy pędzelek do wykrywania odcisków palców. Ale mamy również kamerę podczerwoną, badający skład powietrza sniffer, luminol (znacznik reagujący z krwią) czy mikrosil (do robienia odlewów ran). Te dwa ostatnie, według pewnego popularnego serwisu o grach komputerowych mają jakoby pojawić się w 4 części gry, ostatni w roli narzędzia do zdejmowania odcisków palców. Czego to ludzie nie wymyślą, nieprawdaż?

Wracając do gry - chociaż w czasie śledztwa przyjdzie nam drobiazgowo badać różne miejsca to na szczęście autorzy uniknęli grzechu pixel huntingu. Przedmioty, które mogą nas zainteresować na ogół wyróżniają się na ekranie, a dodatkowo po najechaniu na niego kursorem zmieni on swój kształt. Zaś w czasie badania dowodu na np. obecność odcisków palców po jednym kliknięciu przyrządem powie nam jeśli takowych brak. Dla kogoś takie ułatwienie oczywiście może być wadą, jednak mając do wyboru dwie skrajności zdecydowanie wolę rozwiązanie wybrane przez twórców.

Po zebraniu dowodów przyjdzie nam je szczegółowo zbadać w laboratorium. Mamy tam dostęp do komputera, mikroskopu jak i wspomnianego wcześniej Grega. Większość dowodów dajemy jemu do zbadania (przeciągając je z inventory na niego), czasami jednak sami musimy popracować. Do naszej dyspozycji oddano mikroskop oraz komputer. Z tego pierwszego skorzystamy w czasie całej gry 3 razy, natomiast komputer jest nam wprost niezbędny. To za jego pomocą sprawdzamy policyjną bazę odcisków palców, bieżników opon, podeszew butów, artykułów prasowych czy bazę ewidencji ludności. Oprócz tego daje on raz w czasie gry dostęp do internetowego czata, analizatora dźwięku i wyszukiwarki internetowej. Szkoda tylko, że komputer wszystko robi za nas i w zasadzie działa dosłownie w systemie 0-1. Albo coś znajdzie albo nie. Więc nasza rola ogranicza się jedynie do przeciągania kolejnych dowodów na ekran komputera i odczekania kilku sekund na wynik analizy. A to już niestety według mnie zbytnie uproszczenie rozgrywki.

Oprócz laboratorium mamy także stały dostęp do dwóch innych lokacji. Pierwszą z nich jest biuro kapitana Brassa - może on dla nas ustalić miejsce pobytu podejrzanego bądź adres firmy jak i, po przedstawieniu stosownych dowodów wydać nakaz przeszukania bądź doprowadzić podejrzanego na przesłuchanie. Drugą, dostępną tylko w sprawach o morderstwo jest prosektorium, gdzie od dr Robbinsa uzyskamy informacje o czasie zgonu, jego przyczynie jak i stanie zdrowotnym zmarłego przed śmiercią.

Wracając jeszcze na moment do mikroskopu. Próbki włókien możemy badać zarówno pod nim jak i u Grega. Nasz laborant sam z siebie je od razu porówna z już posiadanymi więc teoretycznie wiemy o nich wszystko. Tymczasem gra, jeśli chcemy mieć 100 procent skuteczności, wymaga od nas obejrzenia próbek pod mikroskopem i wysłuchania tego, co już wiemy z ust partnera plus sugestie, aby to pokazać Gregowi. Zresztą to nie jedyny taki kwiatek. W sprawie czwartej możemy nie uzyskać rangi mistrza tylko dlatego, że o powiązania z ofiarą zapytaliśmy bezpośrednio podejrzanego (który się zresztą do takowej znajomości przyznaje), a nie byliśmy wcześniej u Brassa. Liniowość do bólu...

Słów kilka o wspomnianym już inventory. Zajmuje ono dolną część ekranu i jest podzielone (systemem zakładek) na część z lokacjami, narzędziami naszej pracy oraz zebranymi dowodami. W przypadku tych ostatnich przy każdym znajduje się mała etykietka - jeśli o danym dowodzie wiemy już wszystko to sygnalizuje nam to czerwony przycisk u góry etykiety, w innym wypadku widzimy tło inventory. W każdej chwili możemy też, klikając na dowodzie, zapoznać się z informacjami, jakie o nim zdobyliśmy. W prawym dolnym rogu ekranu znajduje się także teczka z aktami sprawy. Znajdziemy w niej zebrane przez nas informacje i sylwetki ofiary oraz podejrzanych jak i mamy z jej poziomu dostęp do przeprowadzonych przez nas rekonstrukcji zdarzeń.

Po lokacjach, które obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby na ogół nie musimy się przemieszczać. Są one tak zaprojektowane, by stojąc w jednym miejscu można było zbadać wszystkie najważniejsze dla nas miejsca. W jednym tylko przypadku, gdy lokacja jest nieco większa poruszamy się pomiędzy punktami węzłowymi. Same lokacje kontynuują (nie)chlubną tradycję zapoczątkowaną w pierwszej części Atlantis - są rozmyte i jedynie potrzebne nam przedmioty oraz postacie tworzone są wyraźniej. W przypadku tych drugich twórcy w pełni skorzystali z licencji serialu i starali się przenieść jego bohaterów na ekrany komputerów. Wyszły im z tego średnie stany średnie. Niby w ogólnym zarysie są to te same postacie, jednak do doskonałości wiele im brakuje. Mimika kuleje, zakres ruchów niewielki, w przypadku niektórych postaci (zwłaszcza Cath i Sary) dokładnie widać przebiegającą na twarzy linie, gdzie tekstury zostały połączone. Same twarze też pozostawiają wiele do życzenia. Najlepiej udało się odwzorować Nicka, jednak przy jego aparycji to nie było zbyt trudne. Natomiast Sara, kobieta było nie była całkiem ładna (acz mało fotogeniczna) w grze przypomina... w zasadzie to nikogo nie przypomina...

Na o wiele wyższym poziomie stoją przerywniki filmowe, co nie dziwi jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż są za nie odpowiedzialni ci sami ludzie co w przypadku serialu. Odtwarzane w QuickTime Playerze mają wysoką jakość i są świetną nagrodą motywującą do dalszych postępów w śledztwie. Film ukazujący Las Vegas z lotu ptaka oglądamy także wraz z rozpoczęciem każdej nowej sprawy. W tym jednak przypadku piskleroza jest dość mocno widoczna...

Lepiej sprawa ma się z warstwą dźwiękową. Ale nie mogło być inaczej, skoro głos podkładali profesjonalni aktorzy, którzy mają dość spory dorobek w produkcjach telewizyjnych i filmowych. Szkoda tylko, że postacie mają niewielką ilość kwestii do wypowiedzenia. Jeśli w czasie gry niemal cały czas po wejściu do labolatorium słyszy się z ust Grega "Hey guys, what's up" to ma się samemu ochotę popełnił zbrodnię. Także muzyka została zaczerpnięta z serialu i raz na jakiś czas umila przeprowadzane przez nas śledztwo. Rozczarowani mogą być co najwyżej Ci, którzy chcieliby usłyszeć "Who are you?" zespołu The Who, który stanowi podkład dźwiękowy openingu.

Gra została u nas wydana w polskiej wersji językowej. Z powodu niskiej ceny ograniczono się do lokalizacji kinowej, co w moim prywatnym odczuciu jest najlepszą formą. Nie wyobrażam wręcz sobie grania w tą grę i słuchania naszych lokalnych "gwiazd" ekranu zamiast oryginalnych głosów. Wystarczy, że nasze gwiazdki oglądam w coraz bardziej durnych reklamach w TV, a niedługo pewnie i zaglądając do lodówki zobaczę pewnego aktora, który chyba jeszcze tylko produktów spożywczych i papieru toaletowego swoją twarzą nie firmował. Wracając do spraw bardziej przyziemnych - tłumaczenie zostało wykonane poprawnie i mam do niego w zasadzie tylko jedno ale. W pewnym momencie prosimy Brassa o znalezienie informacji o osobie o pewnym popularnym, angielskim nazwisku. W odpowiedzi kapitan rzuca trzy inne, równie popularne nazwiska. A tłumacz przerabia je na Wiśniewskiego i dwa inne. Wcześniej imiona i nazwiska postaci nie były tłumaczone, więc nie bardzo rozumiem ten nagły brak konsekwencji.

Na koniec nie wypada nie wspomnieć o dziwnym błędzie, jaki się pojawia po dłuższym graniu. Otóż teksty znikają w dziwnych okolicznościach. Utrudnia to mocno grę ale jej nie uniemożliwia. Jeśli dobrze wcelujemy (ew. będzie wystarczająco długo próbować) to uda nam się po omacku wybrać linię dialogową i prowadzić sprawę nadal. Zresetowanie gry sprawę rozwiązało, ale do licha, ta gra ma już kilka lat i nikt tego nie naprawił ani nie zauważył? W to drugie nie wierzę, gdyż Jackowsky miał z nią podobny problem. Czy to może tylko nasz rodzimy chochlik w kodzie gry namieszał w trosce o użytkownika?

Czy CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas to gra, przy której warto spędzić czas? Fanów serialu zapewne przekonywać nie muszę, im wystarczy sam fakt, iż przez chwilę będą się mogli poczuć jak jego bohaterowie. Innym zaś może nie przypaść do gustu ani fakt, iż gra jest prosta jak stylistko od łopaty i praktycznie dość często sama nam podsuwa pod nos wskazówki co dalej robić. Swoistym gwoździem do trumny jest to, że sprawy są krótkie i skończenie całej gry zajmuje jeden, dwa dni (oczywiście jeśli nie nastawimy się na zdobycie mistrzowskiego zestawu). Co prawda można sobie dozować po jednej sprawie dziennie, jednak biorąc pod uwagę powyższe trudno o logiczną argumentację za takim postępowaniem. Ja sam grę skończyłem dość szybko, a należę do grona tych, którzy w poniedziałkowy bardzo późny wieczór (niech żyje TVP!) zasiadają przed telewizorem by śledzić kolejne odcinki serialu. Więc mój ostateczny werdykt - trzy gwiazdki.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.