Recenzja - CSI: Kryminalne Zagadki Las Vegas - Mroczne Motywy
CSI: Kryminalne Zagadki Las Vegas - Mroczne Motywy - recenzja
Virgo, 3 listopada 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ dłuższe, ciekawsze sprawy
+ znaczna poprawa grafiki
+ drobne usprawnienia w rozgrywce
+ wprowadzenie poziomów trudności...
Wady:
- to tylko podrasowana część pierwsza
- bepłciowa oprawa muzyczna i dźwiękowa (nie licząc głosów postaci)
- drobne błędy
- ...ale kompletny brak ich wyważenia
Krótko:
To produkt skierowany przede wszystkim dla fanów serialu, jednak dzięki wydłużeniu i skomplikowaniu spraw staje się ciekawą propozycją także dla innych graczy. Wyłączając tych, którzy już przy poprzedniej części zrazili się do serii i nie planują rewidować swoich poglądów na zdecydowanie lepszej kontynuacji.

W kultowym "Rejsie" Piwowskiego inż. Mamoń stwierdzał, że lubi tylko piosenki, które już zna. I chociaż sporo czasu od premiery filmu już minęło to (po rozszerzeniu na pozostałą część kultury popularnej) sentencja ta niewiele straciła na aktualności. Spora część wydawnictw skierowana jest do współczesnych Mamoniów, co zresztą opłaca się obydwu stronom. Odbiorca kultury otrzymuje kolejne perypetie bohaterów których zna i lubi, a producenci robią fortuny przy prawie zerowym ryzyku porażki. Dlatego też Marek Krajewski napisał piątą książkę o Eberhardzie Mocku (chociaż jeszcze rok temu zarzekał się, iż czwarta będzie ostatnią), do 2010 roku będą kręcone kolejne sezony "Zagubionych", a w Stanach kręcą 10 sezon "Kryminalnych zagadek Las Vegas" oraz szykują się do premiery 5 gry z serii. Serii, w której najbardziej znaczące zmiany dotykają oprawy graficznej. Chociaż akurat Mroczne Motywy się nieco z tego schematu wyłamują.

Tworząc zręby swojej kolejnej produkcji autorzy nie wymyślili koła. Sięgnęli jedynie po sprawdzony już sposób i obsadzając nas po raz kolejny w roli żółtodzioba prosto z Akademii nakazali starać się o przyjęcie na nocną (serialową) zmianę CSI. Znów też, wychodząc z założenia, że to gracz jest bohaterem, naszej postaci nie poznamy. Być może mam niską samoocenę ale przez cały czas trwania gry odnosiłem wrażenie, że to akurat pokazanie bohaterów serialu jest najważniejsze. Wracając do naszych starań - droga do celu znów prowadzi przez pięć spraw, a w każdej z nich towarzyszy nam inny bohater serialu. Rozwiązanie każdej daje dostęp do bonusów, a rozwiązanie wszystkich - do premii w postaci kolejnych dodatków. Z grubsza wszystko wygląda tak jak w pierwowzorze. Jednak jak mawia przysłowie, diabeł tkwi w szczegółach.

Zacznijmy może od samych dochodzeń, jakie nas czekają. W stosunku do pierwszego CSI zostały znacznie bardziej przemyślane, wydłużono je także oraz nieco podniesiono poziom trudności. Zrobiono także ukłon w stronę tych, którzy na przygodówkach sztuczną szczękę zjedli i umożliwiono wybór stopnia trudności. Gra na poziomie początkujący przypomina zabawę z poprzednią częścią, gra na poziomie ekspert - koszmar dla każdego, kto jest uczulony na pixel hunting. W trybie tym aktywne punkty nie są oznaczane więc często dosłownie błądzi się po omacku. Chociaż twórcom trzeba przyznać, starali się by przedmioty ważne dla śledztwa odcinały się nieco od otoczenia. Ale niestety nie zawsze im się to udało. Co ciekawe poziom zaawansowany ma nadal wyłączone aktywne punkty ale opcje, która ściąga nam z barków samodzielne zadawanie pytań (poprzez przeciąganie dowodów na rozmówcę) oraz pozwalającą (dzięki systemowi plakietek) szybko zorientować które dowody jeszcze nie są w pełni zbadane, są nadal aktywne. Jak dla mnie powinno być raczej na odwrót.

Zmianie uległ także sposób prowadzenia śledztwa. Analiza daktyloskopijna to już nie nudne wrzucanie kolejnych odcisków do komputera i czekanie czy ten coś znajdzie czy nie. Teraz wszystkie dowody wymagające użycia komputera/mikroskopu wrzuca nam do niego Greg. A do nas należy dopasowanie ich do jednej z pięciu zasugerowanych przez bazę podobnych próbek. Postępujemy tak także w przypadku DNA, od Grega dostajemy jedynie wykres pomagający nam porównać próbki. Podobną zmianę przeszedł doktor Robbins. Teraz informuje nas tylko o czasie zgonu oraz innych faktach, które jedynie patolog może w czasie sekcji wykryć. Poza tym całe szukanie śladów na ciele (także po przewiezieniu do kostnicy) spada na nasze barki. Rewolucja dopadła także naszych partnerów, którzy obecnie potrafią faktycznie coś doradzić, a nie prawić truizmy o przekazaniu dowodów Gregowi. I dzięki Bogu przestali nas prowadzić za rękę za pomocą wygłaszanych komentarzy, co mnie strasznie irytowało w części pierwszej. Najmniejsze zmiany dotknęły zestawu używanych przez nas narzędzi. Wyleciały z niego narzędzia nieprzydatne w nowych sprawach czyli sniffer oraz kamera na podczerwień. Ich miejsce zajęła probówka oraz puder magnetyczny, dzięki czemu otrzymujemy trzy różne narzędzia do zdejmowania odcisków palców - niby bardziej realistycznie ale też problem z doborem odpowiedniego narzędzia (niestety nie zawsze to, co logika i doświadczenie nam podpowie będzie właściwym wyborem). Także zdobyte dowody nie są już tylko ikonkami na pasku dowodów, które możemy co najwyżej przeciągnąć na któregoś ze współpracowników. Obecnie możemy z takiego znajdującego się w inventory przedmiotu zdejmować odciski, szukać śladów czy łączyć dowody ze sobą. Niejednokrotnie takie operacje będą miały znaczący wpływ na postęp w śledztwie. Przyznaję, że sam przyzwyczajony do rozwiązań z pierwszej części gry początkowo dobre dziesięć minut biegałem po wszystkich lokacjach zanim nie zajrzałem do instrukcji i o tym nie przeczytałem. Solidny argument za tym, żeby ją chociaż pobieżnie przejrzeć zanim się siądzie do gry. Szkoda tylko, że powiew zmian zbytnio nie dotknął kapitana Brassa. Posegregowano jedynie polecenia do niego w stosowne menu, a kompletnie pominięto przydatną możliwość rozmowy z nim w pokoju przesłuchań. Tym samym znów po przesłuchaniu świadka musimy udać się do pokoju kapitana i poprosić o jego doprowadzenie. A możnaby to nieco uprościć i ograniczyć chodzenie.

Niestety gra czasami wprowadza nas w błąd. Np. w czasie prowadzenia pierwszej sprawy nie możemy pobrać jednego z dowodów, gdyż zdaniem Cath potrzebny nam nakaz. A jakiś czas później, nadal nie mając nakazu dowód ten zabezpieczymy. Co więcej - dopiero mając go otrzymamy nakaz przeszukania lokalu. Gdyby to był odosobniony przypadek możnaby przymknąć oko. Jednak tak nie jest, a momentów gdy logika wychodzi na papierosa jest zdecydowanie za dużo. Zdarzają się także błędy o ilości zgromadzonych w komputerze dowodów. Parę razy zdarzyło mi się, że komputer oświadczał mi, iż znalazłem już np. trzy odciski palców, w tym dwa nowe. W rzeczywistości miałem wtedy tylko jeden odcisk nadający się do analizy.

Zmianie uległ system podsumowywania naszych dokonań. W części pierwszej wystarczyło nie znaleźć jednego dowodu albo raz skorzystać z podpowiedzi partnera i już otrzymywało się tytuł śledczego oraz dostęp do jedynie 6 dodatków. Najwidoczniej był to dla wielu spory minus, gdyż autorzy postanowili to zmienić. Niestety teraz przedobrzyli w drugą stronę. W części drugiej trzeba się postarać, żeby zdobyć status śledczego. Mi udało się to kiedy grając na poziomie eksperta z premedytacją pominąłem jeden wątek śledztwa, a w pytaniach obserwacyjnych wybierałem błędne odpowiedzi. Mam nadzieje, iż w Miami zostało to już sensownie zrównoważone. A czym są wspomniane pytania obserwacyjne? Szansa na dodatkowe punkty dla tych wszystkich, którzy każdą lokacje dokładnie oglądają i nigdzie się nie śpieszą (pozdrowienia Tex!). Na koniec każdej sprawy otrzymujemy zestaw 5 losowo wybranych pytań dotyczących zakończonej sprawy. Pytania są różne, zarówno o rzeczy oczywiste i łatwo zauważalne (jakiego koloru był motor czy ile kosztowała wódka) ale często też zdarzają się pytania mocno podchwytliwe, z którymi przyznaję miałem problem. Jednak te pięć punktów, które można maksymalnie uzyskać na ogół nie zmieniają ostatecznego wyniku.

Jak już wspomniałem na wstępie największe zmiany zaszły w oprawie graficznej gry. To, co najbardziej rzuca się w oczy to znaczna poprawa wyglądu bohaterów serialu. Bardziej szczegółowe odwzorowanie rysów i mimiki twarzy oraz ruchu ust w czasie mówienia to jedna strona medalu, bardzo miła dla oka. Drugą, niestety całkowicie ruinującą powyższe efekty są kompletnie nieruchome oczy. Nic tak chyba nie zabija realności jak statyczne, skierowane w jeden punkt zwierciadła duszy. I bynajmniej nie jest to kwestia braku możliwości technicznych, pod sam koniec gry mamy okazję obserwować już w pełni ruchome ludzkie twarze. Ale pod sam koniec to zdecydowanie zbyt późno. Boli to tym bardziej, że tym razem postacie już nie z grubsza ale bardzo dokładnie przypominają aktorów ich odgrywających. Może za wyjątkiem Sary, czego kompletnie zrozumieć nie mogę. Jorja Fox ma dość typową urodę, a jak narazie graficy studia 369 Interactive bardziej się oddalają od jej rzeczywistego wizerunku. Przesadzili też nieco z ilością włosów u kapitana Brassa ale to jeszcze można zrozumieć, łysina to dość wstydliwy problem większości mężczyzn i jeśli mogą ją ukryć - to robią to. Pozostałe postacie występujące w grze są wykonane równie starannie, podobnie jak i lokacje w których przyjdzie nam prowadzić dochodzenie. Rozmazane tła, największa chyba wada grafiki w części pierwszej, tutaj nie mają racji bytu. Znacznemu powiększeniu uległa także większość lokacji. To akurat niestety zła wiadomość dla posiadaczy słabszych komputerów. Na Pentium 500 MHz gra wyraźnie się wtedy gubiła uniemożliwiając przyjemną grę. A oglądanie filmików zrobionych na silniku gry przypominało katorgę. Co ciekawe doszły mnie słuchy, iż na niektórych konfiguracjach sprzętowych (znacznie lepszych niż owe 500 MHz) gra także ma zwyczaj gubienia się w dużych lokacjach. Ja tego nie zaobserwowałem ale zdaje się, iż gra się nie lubi z Radeonami - parę razy zdarzyło mi się, iż postacie dosłownie wyparowały z ekranu. Mogłem z nimi rozmawiać ale ich nie widziałem. Zmiana lokacji na szczęście na ogół pomagała.

Niestety w porównaniu ze stroną graficzną oprawa dźwiękowa wypada znacznie gorzej. Ostatni raz grałem dzisiaj i z wielkim trudem jestem sobie w stanie przypomnieć motyw muzyczny z laboratorium czy menu, w przypadku innych - pustka. Innymi słowy wynik tylko nieco lepszy niż stworzenie oprawy, której towarzyszą zgrzyty z naszych ust, a w konsekwencji tego ból zębów. Nie dziwi więc, iż kwestie wypowiadane przez profesjonalnych aktorów, grających także w serialu, na tym tle wypadają o niebo lepiej. Jednak dla mnie dobrze dobrane utwory mogą nawet przeciętną grę wynieść na piedestał (Jack Orlando czy Faust np.). Dlatego brak wyrazistej oprawy dźwiękowej uznaje za błąd, tym bardziej że i dźwięki otoczenia w odwiedzanych lokacjach są wyjątkowo ubogie, co w olbrzymim mieście towarzyszy chyba tylko bardzo wczesnym godzinom rannym.

Gra, podobnie jak pozostałe części cyklu trafiła do nas spolonizowana kinowo. I niestety cierpi na te same błędy co poprzedniczka. Czyli znów tylko instalacja pełna z ciągłą zachętą do zainstalowania gry po włożeniu płyty (mimo że instrukcja wspomina o menu autostartu i możliwości wyboru jaki rodzaj instalacji ma zostać przeprowadzony). Do samego tłumaczenia mam uczucia mieszane. Z jednej strony tłumacz świetnie oddaje kaleczenie języka przez starego Ukraińca, a do większości tłumaczenia nie mam zastrzeżeń - nie jest co prawda zawsze wierne ale oddaje sens wypowiadanych słów. Zdarzyły się jednak tłumaczowi ewidentne wpadki, i nie mam tutaj na myśli literówek (których kilka też się pojawia). Np. w czasie drugiej sprawy kiedy zapytamy dr Robbinsa czy możemy spojrzeć na ciało ten opowiada nam "You got it", a czytamy "Racja" (ale już w następnej sprawie mamy bardziej adekwatne "Jasna sprawa"). Innym niezrozumiałym dla mnie błędem jest przetłumaczeniem z hiszpańskiej sentencji "Mi casa es su casa" (Mój dom jest Twoim domem) jedynie es. Rozumiem, że tłumacz mógł nie znać hiszpańskiego ale akurat ja też nie znam, a odszukanie znaczenia owej sentencji zajęło mi tyle co wpisanie jej w Google. Zapewne z tego samego powodu tłumaczeniu nie zostały poddane filmiki znajdujące się w dodatkach. A tym samym ich oglądanie mija się z celem, gdyż hiszpańskojęzyczny lektor zagłusza zupełnie mowę Szekspira, którą posługują się osoby w nich występujące. Czy takim wielkim problemem było zatrudnienie dodatkowego tłumacza do pracy nad grą?

Mroczne Motywy to ponownie produkt skierowany przede wszystkim dla fanów serialu. Jednak wraz z wydłużeniem i skomplikowaniem spraw staje się także ciekawą propozycją dla pozostałych fanów gier przygodowych. Oczywiście o ile przymkną oko na konieczność powtarzania pewnych czynności w każdej sprawie. Ci jednak, którzy już grali w pierwszą część gry i nie przypadła im jej formuła raczej nie sięgną także po część drugą. Ci zaś którzy grali będą mieli dodatową uciechę w wyszukiwaniu nawiązań do poprzedniczki, które autorzy wstawili (a komu się nie chce niech poczeka na opublikowanie "ciekawostek o grze"). Tak więc w ostatecznym rozrachunku jako fan serialu daje grze 3,5 gwiazdki. Zaś pół, a może nawet całą gwiazdkę powinni odjąć ostatnia wymieniona powyżej grupa. Pozostali powinni się dobrze bawić słuchając jedynych prawdomównych świadków zdarzeń z ekranu - dowodów.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.