Recenzja - Beyond Good & Evil
Strona główna

Encyklopedia
Zapowiedzi
Recenzje
Solucje
Ciekawostki
Screeny
Grafiki
Zdjęcia
Filmy
Dema

FORUM

Kącik amatora
Kulisy produkcji
Plan wydawniczy
Rzut okiem
Czytelnia
Redakcja

Ścinki
The Inventory Polska
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Beyond Good & Evil
Davero, 4 czerwca 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ realizacja
+ dialogi i ich wykonanie
Wady:
- mikra liczba zagadek (dla przygodówkowicza)
- błędy w tłumaczeniu
Krótko:
Zręcznościówka z elementami przygodówki, z charakterystycznymi dla konsolówek zaletami, wadami i klimatem.

Gdybym miał krótko scharakteryzować Beyond Good & Evil, opisałbym ją jako grę zręcznościową w klimacie jRPG ze śladowymi elementami przygodówki. Ta dość nietypowa mieszanka cech zawędrowała na PC jako konwersja z konsoli, a specyficzny interfejs (oraz oczywiście ograniczone możliwości zapisywania stanu gry) od razu pozwala się domyślić tej proweniencji. W owym domyśle utwierdza sposób sterowania prowadzonymi postaciami oraz interakcji. Naszą bohaterką - Jade - jak i pojazdami, którymi ma ona okazję podróżować, poruszamy za pomocą klawiatury, przycisków myszki używając do strzelania, skakania czy innego oddziaływania na otoczenie. Przy czym kierunki nie są określane w zależności od położenia postaci na ekranie, ale bezwzględnie: klawisz "w prawo" zawsze nakaże Jade przemieścić się w prawą stronę ekranu, choćby to oznaczało, że musi odwrócić się i cofnąć. Biorąc pod uwagę zmiany ujęć kamery, prowadzi to niekiedy do konfuzji. Zwłaszcza podczas poruszania się szybko przemieszczającymi się pojazdami, kiedy to kierunki mają szczególne upodobanie do upodobniania się do siebie. Interakcja "niezręcznościowa" sprowadza się zaś do podejścia do osoby/miejsca/przedmiotu i wykonania domyślnej akcji kliknięciem. W ekwipunku znajdziemy co prawda trochę przedmiotów, ale można zapomnieć o jakichś intensywnych zabawach z nimi. Ich używanie wygląda właśnie tak, jak to przed chwilą opisałem.

Clue zabawy stanowią rozmaite zawody, w których wykazać można się zręcznością. Trzeba a to sprać komuś miejsce gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę przy pomocy kija Daj-Jo, którym Jade wywija po mistrzowsku (oczywiście jeśli mistrzostwem jest w stanie pochwalić się ten przy klawiaturze). A to pokonać działkiem pokładowym poduszkowca atakującego kosmitę. A to gdzieś się zakraść po cichu, tu wskoczyć, tam się przeturalać... Od pewnego momentu do dyspozycji pozostaje także wyrzutnia dysków, za pomocą których można uderzać na odległość. Co jakiś czas rzecz jasna trafia się i boss. Boss - jak to boss - jest monstrualny, silny i wściekły, ale ma swoją piętę achillesową, której odkrycie jest kluczem do zwycięstwa.

Dochodzą do tego oczywiście minigierki. Dosyć udane zresztą. Spotkamy - nieco podobną do gry Tajfun występującej i u nas w salonach, a polegającej na przebijaniu na drugą stronę krążka latającego po stole na poduszce powietrznej - grę w palety, jedną z odmian "trzech kart" oraz wyścigi poduszkowców. Mówiąc szczerze całkiem lubię takie właśnie dodatki, o ile tylko nie są obowiązkowe. Tu, poza dwoma łatwiejszymi wyścigami, na szczęście nie są. Tak, że kto chce, może pokusić się o zdobycie bonusów, ale nie jest to niezbędne do ukończenia gry. Jade dostaje także zlecenie sfotografowania przedstawicieli wszystkich napotkanych gatunków rodzimej fauny. Oczywiście za wynagrodzeniem. Podczas eksploracji jest więc dodatkowa motywacja, aby dokładnie obserwować otoczenie. Czasem nawet trzeba wykazać się pomysłowością, aby umieścić zdobycz w kadrze.

Konieczność wykazania się pomyślunkiem sprowadza się jednak w Beyond Good & Evil zasadniczo do odpowiedzi na pytanie: jak dostać się do miejsca X. Tzn. którędy przejść/przejechać, w co uderzyć/strzelić itp. Czasem trzeba jeszcze jakieś urządzonko odpowiednio ustawić, czy skojarzyć, że np. podglądnięty kod może być użyty w określonym miejscu. W sumie jednak nic, co by mogło przyprawić przygodówkowiczów o radosne drżenie serca.

Akcja toczy się na Hillys, jakiejś fantastycznej planecie, zamieszkałej tak przez ludzi, jak i inne gatunki sapiens (świnie, nosorożce, wydry itp.) oraz stworzenia z założenia inteligencji pozbawione, acz w wielkiej części wredne i agresywne. Piękna Hillys atakowana jest ponadto przez bliżej nie scharakteryzowane siły Dom-Z. Ich przedstawiciele również nie grzeszą urodą według ziemskich standardów, a celem ataków jest rzecz jasna opanowanie planety. Przeszkodzić próbują im w tym przybyłe Hillys z odsieczą Oddziały Alpha, których jednak - jak komentuje to udanie wujaszek Jade - nigdy nie ma tam, gdzie ich naprawdę potrzeba, a przeciwko którym zawiązał się nawet ruch oporu (jak zwykle nazywany przez władzę terrorystami) pod nazwą Sieci IRIS.

Jade jest reporterką, która podczas gry zostanie wciągnięta w wykonanie zadania o kluczowym znaczeniu dla Hillys, a którego wykonanie pozwoli jej poznać prawdę o tym, co naprawdę dzieje się na jej planecie i... nie tylko. Właśnie fabuła oraz sposób przedstawienia świata kojarzy mi się mocno z jRPG. Co prawda przeciwnicy nie wyglądają aż tak dziwacznie, jak choćby w słynnej serii Final Fantasy, ale estetyka całości mocno zmierza, moim zdaniem, w tym właśnie kierunku. Poza tym od strony graficznej Beyond Good & Evil prezentuje się, zwłaszcza jak na konwersję z konsoli, zupełnie ładnie. W szczególności postacie. Całkiem udanie wygląda także ich animacja. Patrzenie więc na brykającą zielonoustą Jade nie powinno nikomu sprawiać przykrości.

Wygląd uzupełniany jest świetną realizacją i grą aktorów podkładających głosy. Fabuła prowadzona jest dość zmyślnie, stara się być poruszająca, choć jest - jak dla mnie - nieco zbyt skrótowo przedstawiona i być może przez to nieco banalna. Nie ma bowiem okazji poznać się bliżej z bohaterami i ich sytuacją. Wielkim plusem realizacji są bardzo udanie zaprojektowane sceny, ujęcia doskonale oddające atmosferę okoliczności, wciągające gracza w klimat gry. Całości dopełniają dialogi. Nie tylko świetnie grane, ale same w sobie niczego sobie. Choć ekipa tworząca polską wersję nie popisała się tym razem. W zbyt wielu wypadkach tłumaczenie jest dosłowne, nie pasujące do okoliczności ("insist" przetłumaczone jako "nalegać", mimo że bohaterowie właśnie coś pchają, "catch up" przetłumaczone jako "złapać", gdy chodziło o spotkanie się dalej na trasie), czy po prostu błędne: detektor staje się reaktorem, a przełącznik w kształcie gwiazdy ("star switch") spadającą gwiazdą. Podobnie gdy jedna z postaci mówi, że nie może więcej opowiedzieć o sprawie na tym dysku, w polskim tłumaczeniu czytam, że nie może powiedzieć więcej o tym dysku. A to bynajmniej nie wszystkie wpadki polskiej wersji językowej. Szczęście w nieszczęściu, że lokalizacja jest kinowa więc można słuchać oryginalnej ścieżki dźwiękowej i korygować głupoty tłumaczy.

Muzyka natomiast od czasu do czasu zwracała na siebie moją uwagę. Pozytywnie. Zwłaszcza w barze, w którym leci piosenka tytułowa, towarzysząca już procesowi instalacji gry. Ma swoje mocniejsze i słabsze punkty, ale w sumie należy ocenić ją jako udaną. Nie tylko stanowi tło dla akcji, ale niekiedy może zainteresować sama w sobie.

W sumie oceniając grę z punktu widzenia przygodówkowicza nieortodoksyjnego, lubiącego pograć i w gry innych gatunków, któremu Beyond Good & Evil trafiła w ręce jako action-adventure, uznaję ją za lekko ponadprzeciętną. Jej głównym atutem jest sposób realizacji i - w dużej mierze jemu zawdzięczana - atmosfera. Sama opowieść jest również przyzwoita. Spodziewałem się jednak większego natężenia elementów przygodowych i choć nie gardzę dobrą zręcznościówką, tym razem zadowolony byłem, że gra nie jest specjalnie długa.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.