Recenzja - Knight Orc
Knight Orc - recenzja
Fean, 20 lipca 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wielki, rozbudowany świat gry tekstowej
+ osobowość "bohatera"
+ rozbudowany interfejs
Wady:
- wysoki stopień trudności
- trudno się wkręcić
Krótko:

MAMY ROK 1987

Co piszczy na rynku przygodowym? Zaczyna się wyścig graficzny, startuje wiele znanych i okrytych dzisiaj sławą tytułów (Maniac Mansion, Leisure Suit Larry), dział elektronicznej rozrywki pod magicznym tytułem "tekstówki" powoli zaczyna odchodzić w niepamięć. Mimo tego panowie z Level 9 rzucają na rynek, wbrew trendowi, grę tekstową utrzymaną w starym dobrym stylu. Komendy słowne, obrazki z rzadka tylko urozmaicające odwiedzane lokacje, nadrabianie wyobraźnią i perfekcyjna znajomość języka angielskiego... Spytasz mnie, czy warto? Czy opłaca się w dzisiejszych czasach odpalić jakąkolwiek przygodówkę tekstową? Najlepiej zdecyduj o tym sam, a ja postaram się oprowadzić Cię po świecie Knight Orc, przybliżyć go na tyle, by nie wydał się za pierwszym uruchomieniem tak mroczny i ciemny.

Gra osadzona jest w Tolkienowskim świecie Śródziemia, mimo tego fabuła nie jest spójna z jakimkolwiek jego dziełem. Co ciekawe, nie szukamy sposobu na zbawienie świata jako mężny elf, czy rycerz gotów na walkę ze złem. Świat przyjdzie nam "oglądać" oczami pewnego orka, zwanego Grindleguts. Persona ta parała się dotąd rozbojami, napadami na biedne osady ludzkie i innymi występkami. Życie beztroskie, nudne i nie nadające się na dobrą fabułę gry. Producenci postanowili więc uatrakcyjnić mu życie, a zrobili to całkiem sprytnie.

GRINDLEGUTS...

...(w dalszej części recenzji pieszczotliwie zwany Grin) obudził się cały obolały. Dosłownie wszystko go boli. Przedwczoraj udało im się złupić jakąś gospodę (co nasz bohater przypłacił stratą kolejnego zęba) więc musiało być śmiesznie. Tak naprawdę niewiele jednak pamięta. Zwłaszcza, że jakiś idiota obudził go w środku dnia. I to w dość nieciekawy sposób, bo czymś całkiem ostrym. Po otwarciu oczu i zbadaniu sprawy nasz ork poczuł się nieswojo. Kto by się cieszył, gdyby został przywiązany do konia (i stracił zęba)? Co innego, gdyby dowiedzieć się, że jest się mistrzem wybranym przez orków do walki, prawda? Nie? Ale to właśnie oznajmił naszemu biedakowi jeden z otaczających go rycerzy. Kolejny z nich, ledwo powstrzymując śmiech, wręczył Grinowi broń, posadził na konia i "zaprasił" do walki na kopie... Co byś zrobił, i tak wój rozpoczyna szarżę na biednego Grina, przebija mu klatę i... na tym kończy się moja recenzja; polecam to demo wszystkim tym, którzy lubią gry tekstowe. ;)

Ha! Niespodziewanie jednak Grin budzi się żyw na jakiejś kupie śmieci. Jest noc, ale ork zauważa w jej mrokach tępy nóż i jakieś wdzianko, chroniące go przed ludzką nienawiścią do jego rasy. I tak zaczyna swoje (nowe?) życie... Już po pierwszych minutach gry poczujemy, że nasz bohater czuje się tu raczej nieswojo, a już na pewno nie jest tu mile widziany. Musimy pomóc mu znaleźć się z powrotem w jego złym kraju, aby mógł przygotować zemstę na ludziach...

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Ano właśnie - jak to zrobić? Otóż, przybyliśmy tutaj za pomocą pewnego wielkiego mostu rozpiętego nad rzeką, ten jednak zawalił się. Najlepszym (i jedynym) pomysłem przedostania się na drugą stronę pozostaje zbudowanie na tyle długiej liny, by przerzucić ją w jakiś sposób na drugą stronę i przedostać się do orczego świata. Jednak tak długiej liny nie znajdziesz chyba w całym Śródziemiu, drogi Graczu. Twoim zadaniem staje się zatem związanie liny z niemal wszystkiego, co napotkasz na swojej drodze i co może dodać Ci parę metrów więcej. Tutaj programiści nieźle wywindowali poziom trudności, bo "kawałkiem liny" może być, przykładowo, kawał warkocza, część flagi i inne tego typu gadżety. Nie martw się przy tym o coś w rodzaju Super Glue, bo wszystko to magicznie wiąże się samo.

Przeklęci niech będą ludzie, elfy i reszta obrzydliwych istot panoszących się po naszej Ziemi! Wasze zamki wyglądają obleśnie, wszystko co formują wasze dłonie jest tak paskudne i cuchnące, że trzeba wam siłą pokazywać, co jest piękne. A wasze żarcie - cholera - wszystko co zgniłe i stęchłe wywalacie na gnój i nie obchodzi was, ile smakowitych robaków może się tam rozwinąć, ścierwojady!

Właśnie tak, świat według Orka jest zupełnie inny. Nasz Grin nie zamierza szczędzić obelg w opisie wszystkiego, co widzi. Wszędzie potrafi wtrącić swoje 3 grosze i powiedzieć, co o tym właściwie myśli. Twórcy bardzo postarali się, byśmy czuli, że kierujemy orkiem, nikim innym. I udało im się to. Posunę się nawet do stwierdzenia, że nasz bohater ma odrobinę racji - na każdym kroku potrafi być okradany (trzeba uważać!), a o bójkę z (ironia on) dzielnymi rycerzami (ironia off) wcale nietrudno. Styl walki naszego bohatera nie powinien sprowadzać się do otwartego pojedynku, swoje ofiary najlepiej atakować jak najbardziej podstępnie (po orczemu): zachodzić od tyłu, odwracając uwagę, czy też szukając najprostszych, kreskówkowych, forteli (jak rozciągnięcie linki, na którą nadzieje się galopujący rycerzyk).

O INTERFEJSIE, KOMUNIKACJI I OPRAWIE

Jak wiemy, gry tekstowe posiadają szereg komend, które ułatwią nam komunikację ze światem. W Knight Orc występują zarówno te podstawowe (eat, wait, walk, czy symbole kierunków - SE, NW itd.), jak i bardziej złożone - przykładowo, możemy kazać iść Panu Grindleguts do zamku, który widzimy z oddali (cenne stają się więc wszelkie punkty widokowe). Do wszystkich tych miejsc możemy dojść także o własnych siłach, błądząc przez las (w pierwszym etapie), ale programiści ułatwili nam robotę. Co ciekawe, gra wykorzystuje nawet bardzo trudne i nietypowe komendy, więc radzę próbować każdej, jaka nam przyjdzie na myśl. Nie zauważyłem przy tym, by naszemu orkowi doskwierał głód, czy pragnienie. I bardzo dobrze - bo troche sobie po lesie z nim pochodzimy, nim dopniemy swego. Ba, i to po jakim fajnym lesie!

Knight Orc to świat tekstu i wyobraźni. Mimo wszystko, zbudowany bardzo starannie i z wielkim rozmachem. Przyjdzie nam napotkać ogromną ilość NPC, silniejszych i słabszych, pięknych i brzydkich. Zewsząd dochodzi nas głos ich rozmów (często szukają orka do zabicia), a po dokładnym przyjrzeniu się postaciom (look at, examine - ważna komenda) widzimy ich krótki, ale charakterystyczny opis. Niektóre opisy wyraźnie są tworzone z punktu widzenia orka, co jest świetnym zabiegiem i w pewnym momencie sami poczujemy się jak nasz główny bohater, pełni pogardy dla reszty ziemskich ras. Każda z tych postaci zdaje chodzić się po lesie dla własnej korzyści (ciekawostka - ktoś po lesie rozrzucił skarb, pełno rzeczy ze złota), a czasami nawet zainteresuje się złotem w naszych kieszeniach (jeśli takowe jest). Cóż, takie twoje pieskie życie, nędzny orku... Jeśli idzie zaś o obrazki generowane dla poszczególnych lokacji, to jak na rok powstania i ówczesne możliwości, prezentują się okazale. Co prawda, nie ukazują nam wszystkiego, co w danym miejscu się znajduje, ale stanowią miły dodatek do "suchego" tekstu w opisach. Tekstu, który trzeba BARDZO dokładnie czytać, gdyż wiele rzeczy, które widzimy, może służyć dalszemu rozwojowi akcji. W każdym z wyróżniających się miejsc najlepiej wszystko dokładnie oglądać, bo dopiero po dokładniejszym rzucie oka mogą się nam objawić istotne fakty. Jaki z tego wniosek?

Stopień trudności gry pochodzi z wyższej półki. Nawet jak na tekstówkę (bo każda z początku sprawia trudności) gra prezentuje wysoki poziom, a zagadki, choć logiczne, czasem są niezwykle trudne do rozwikłania. Mimo wszystko, wcale nie odstrasza to od dalszego grania, choć możliwe, że przez pierwszy dzień albo dwa nie uda się zrobić nic, co zostałoby zapisane w punktacji (wywoływana komendą SCORE). Istnieje jednak jedno ułatwienie, które zawarli programiści z Level 9 w swoim dziele. Po śmierci nie robimy restartu, lecz trafiamy za Bramy Raju, gdzie w końcu jedna z Valkyrii lituje się nad naszym losem i wypuszcza nas z powrotem na świat (nasze rzeczy będą tam, gdzie zginęliśmy). Możemy także korzystać z opcji save i restore, jeśli czujemy, że coś poszło nie tak. O tym wszystkim jesteśmy informowani już na początku gry.

NA KONIEC...

...odpowiem na pytanie ze wstępu - jeśli lubisz wyzwania, masz wyobraźnię i cierpliwość, gra Knight Orc jest właśnie czymś dla Ciebie. Potężnie rozbudowany świat, wielka swoboda i nowatorska fabuła wciągnie Cię, jeśli nie zrazisz się po pierwszej godzinie spędzonej z tą pozycją. I co z tego, że tekstowa? Tak bardzo rozbudowanej przygodówki z tych lat nie uświadczysz więc siadaj za kompa, uruchom wyobraźnię i odkrywaj nowe realia oczami rycerza-orka. Wytrwałym gra odpłaci się z nawiązką, bo Knight Orc to jedna z najlepszych gier swojego gatunku.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.