Zapowiedź - Anacapri: The Dream
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Anacapri: The Dream
Virgo, 27 czerwca 2007

Przyznam, że produkcjom amatorskim zawsze dawałem zielone światło i nie patrzyłem na nie przez pryzmat produkcji wysokobudżetowych. Raz, że wszyscy wielcy komputerowej rozrywki kiedyś też zaczynali od pisania gier amatorskich (pierwszą grę Petera Molyneux'a kupiły cztery osoby, w tym jego matka). A po wtóre - nie mając pieniędzy na piękną grafikę muszą oni radzić sobie tak jak dawniej i dawać graczom to, czego wielu obecnym produkcjom brakuje - ciekawą i wciągającą fabułę oraz sporą dozę grywalności. Rzecz jasna nie wszyscy mieli takie plany i na kilka wartych uwagę perełek znalazło się wiele gier nawet nie słabych, co totalnego badziewia. Ale czy i swego rodzaju zabawą nie jest właśnie takie szukanie gier grzechu wartych?

Z produkcją, którą mam przyjemność zapowiedzieć jest pewien problem. Czy bowiem ciągle można nazwać amatorską grę, której poprzednia część dostała doskonałe noty (także u nas), a wszystko wskazuje na to, iż Anacapri będzie jeszcze większa i lepsza? Może niech przemówią liczby - gra ma zawierać ponad 8 tys. zdjęć składających się na świat gry, dostarczyć graczom przynajmniej 50 godzin zabawy, a całość na chwilę obecną mieści się na dwóch płytach DVD (pierwsza gra panów Savarese mieściła się też na dwóch płytach ale CD). Jak widać szykuje się sporo zabawy, która niestety chyba po raz kolejny oficjalnie ominie nasz kraj. Ale od czego sklepy wysyłkowe lub rodzina/znajomi na zachodzie?

Bardzo miłą innowacją w stosunku do poprzedniej części gry jest pojawienie się animacji. Ale wszystkich tych, którzy w tym momencie mają przed oczyma sceny z żywymi aktorami czy chociaż animowanymi modelami 3D muszę rozczarować. Zostały one stworzone na bazie zdjęć techniką poklatkową, a odpowiedzialne za nie jest argentyńskie studio Nucleosys (panowie mają na swoim koncie horror Scratches). Dla wielu osób zastosowanie takiej metody może się wydawać anachronizmem jednak jest to chyba najlepsze wyjście - wszak cała grafika w grze to zdjęcia wyspy Capri. Zresztą o ich jakości można się przekonać pobierając ze strony twórców teaser, który pozwala zapoznać się zarówno z próbkami animacji zawartymi w grze jak i muzyką (skomponowaną przez Silvia). Ta zaś może nie jest czymś szczególnym ale też nie denerwuje ani nie nuży. Po prostu jest.

Oś fabularna przedstawia się równie apetycznie. Naszym alter ego zostanie niejaki Nico Fredi, naukowiec zajmujący się w swojej pracy badawczej starożytnymi cywilizacjami. Przybywa on w 2011 roku na Capri po otrzymaniu rozpaczliwej prośby o pomoc w odnalezieniu mitycznego obsydianowego dysku. Nikt tak naprawdę nie wie jaką moc ów przedmiot posiada ani czy naprawdę istnieje, jednak wielu mieszkańców wyspy na wszelki wypadek porzuca cały swój dobytek oraz rodzinę i znajomych byle tylko znaleźć się jak najdalej od, w ich mniemaniu, przeklętej wyspy. Jednak nasz bohater nie ograniczy swoich poszukiwań tylko i wyłącznie do czasów obecnych. W czasie zwiedzania wyspy wielokrotnie zdarzy mu się, za sprawą bliżej nieokreślonej siły, nagle przenieść w przeszłość do czasów, gdy wyspę w swoim władaniu mieli Anglicy. Uzyskane w przeszłości informacje niejednokrotnie pomogą mu rozwiązać problemy w przyszłości. Pomocą będzie mu także służyło 50 napotkanych w czasie gry osób, umiejscowionych w obydwu strefach czasowych.

Pod względem mechaniki gry nie należy się spodziewać większych zmian. Znów będziemy poruszać się po perfekcyjnie odwzorowanej wyspie, prowadząc konwersacje i zbierając dowody odkrywali jej historię (oraz piękno). Z pewnością wielu będzie zadowolonych z faktu, iż wiele lokacji będzie umożliwiało rozglądanie się we wszystkich możliwych kierunkach (podobnie jak np. w Myst IV). Jeśli czegoś brakowało w poprzedniej części gry to właśnie możliwości panoramicznego rozglądania się. Wprowadzona zostanie także mapa, której brak mocno dawał się we znaki w Capri. Na chwile obecną największe zastrzeżenia można mieć do zablokowania możliwości mieszania wersji językowych. Innymi słowy koniec z graniem w wersję włoską z angielskimi napisami. Będzie najprawdopodobniej tylko albo full english albo full italian. A szkoda, zdecydowanie bardziej wole słuchać głosów postaci w oryginale. Dubbing zabija część gry, a mi dodatkowo przypomina pewien niemiecki western, w którym Indianie "szprechali". Wyjątkowo niezamierzony efekt komiczny.

Wszystko wskazuje na to, iż panowie Savarese swoją nową grą przypieczętują fakt, iż o swoim domu potrafią mówić ciekawie i z pasją. Życzyłbym sobie, aby już niedługo wydany Magritte był jaskółką, która zapoczątkuje produkcję rodzimych przygodówek, w których zwiedzając najpiękniejsze zakątki naszego kraju będziemy mogli nie tylko dobrze się bawić ale także uczyć czegoś o danym miejscu i, przede wszystkim, o nas samych.

Jeśli gra Cię zainteresowała i chcesz dowiedzieć się o niej czegoś więcej, bądź sam(a) masz nowe informacje na jej temat, albo po prostu chcesz podzielić się wrażeniami, zajrzyj do tego tematu na naszym forum dyskusyjnym.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.