Wrażenia - Zwierzęta z Elektrowni
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy
Zwierzęta z Elektrowni

AEGNOR


Oczekiwania względem tego tytułu miałem niewielkie, a i tak przeżyłem srogi zawód. Zwierzęta z Elektrowni to gra wulgarna, głęboko niesmaczna, prymitywna. Wbrew temu co napisano na pudełku, pozycja ta bardzo wyraźnie kierowana jest do "zbuntowanych" małolatów, których może bawić rynsztokowy język, bezceremonialna golizna, proktologiczne żarty i idiotyczna fabuła. Czary goryczy dopełniają durne zagadki, przyciężki interfejs, mozolne sekwencje zręcznościowe i zmienne pory dnia, które tylko uprzykrzają rozgrywkę. W tym świetle trudno orzec czy dramatycznie krótki czas rozgrywki jest zaletą czy wadą. Tak czy inaczej, najlepiej od tego wątpliwego dzieła trzymać się z dala.

ELUM


Jak to dobrze, że przygodówka JetDogs Studios jest tak nieprzyzwoicie krótka. Dzięki temu udało mi się ją skończyć, zanim zdecydowałem się na krok ostateczny - deinstalację z HDD i wyrzucenie dwóch płyt CD do śmieci. Przyznaję, że pomysł ten chodził mi po głowie przez ostatnią godzinę gry, gdy miałem już pełną świadomość wszystkich jej niedoskonałości (skrajna liniowość, interakcja z otoczeniem na poziomie Paradise, zręcznościowe mini-gierki, które chyba miały coś parodiować). W tym czasie do przodu pchała mnie w zasadzie tylko ciekawość jak daleko posuną się jeszcze autorzy w swoim "gównianym" poczuciu humoru. Niestety nie udało mi się znaleźć w grze jakichkolwiek znaczących plusów. Nawet od strony technicznej. Oprawa graficzna nudzi swoją przeciętnością. Główny bohater cały czas ślizga się po podłożu, jakby próbował jeździć na niewidzialnych wrotkach. Z kolei lokacje, biorąc pod uwagę ich ilość, zasługują najwyżej na tróję.

Trudno mi rozgryźć ścieżkę dźwiękową. Jest nietypowa - to fakt. Ale podobać może się chyba tylko fanom kapeli, która ją wykonuje. O szanownej gwieździe Milenie Lisicynie rozpisywać się nie będę. Muszę natomiast wspomnieć w kilku słowach, jeszcze raz, o polskiej wersji językowej. Nie wnikam, czy firma Play zrobiła to celowo, czy tak po prostu było taniej i wygodniej, w każdym razie pomysł z wydaniem na polskim rynku przygodówki w wersji kinowej, z rosyjskim dubbingiem, uważam za trafiony. Naturalnie nie ze względu na pochodzenie studia JetDogs, ale dlatego, że jest to ojczysty język większości bohaterów gry. Tak, zestawienie rosyjskiego i polskiego to w sumie jedyny istotny powód, dla którego warto grę zaliczyć. I w miarę szybko zapomnieć.

VIRGO


Jeśli uznać, że dobra gra po ukończeniu powinna nas pozostawić z kilkoma pytaniami do rozważenia, a także coś wnieść do naszego życia to Zwierzęta z Elektrowni są grą wybitną. Ot np. dzięki niej poznałem nowy sposób mierzenia długości gry - w czasie jej instalowania umyłem włosy, kiedy ją skończyłem jeszcze nie zdążyły wyschnąć. A zdjęcia uśmiechniętej Lisiciny z powodzeniem można by wysłać do Sevres, mieliby doskonały wzorzec nieszczerego uśmiechu. Zresztą trudno wymagać zdolności aktorskich od kogoś, kto w swojej karierze musiał tylko przekonywująco jęczeć i ruszać biodrami. Ale jej obecność jest jak najbardziej na miejscu biorąc pod uwagę target, jaki wybrali twórcy (a który doskonale scharakteryzował Aegnor). Jednak podejrzewam że nawet im bardziej odpowiadałaby zmiana proporcji w grze i częstsze oglądanie obmacującej się Lisiciny niż rozwiązywanie absurdalnych i często gównianych (dosłownie i w przenośni) zagadek i minigier. A gdyby do gry zasiadł dziadek Freud to miałby wiele do powiedzenia na temat jej autorów.

Graficznie gra istotnie wygląda sympatycznie. Zresztą mocno pod tym względem przypomina stworzoną rok wcześniej przez to samo studio inną przygodówkę - Jeż Mgiełka. Niestety największa bolączka tej produkcji nie została naprawiona w Zwierzętach - naszego alter ego za nic nie da się zmusić do biegu. Istnieje co prawda mapa, jednak nawet z nią czasami sporo trzeba się nachodzić w tę i nazad. O wiele lepiej sprawa wygląda z oprawą dźwiękową, i nie mówię tutaj tylko o połączeniu rosyjskiej mowy z polskimi napisami. To, co stworzył zespół NOM na potrzeby gry może nie jest arcydziełem ale może się podobać nie tylko fanom. W zasadzie tylko raz miałem ochotę wyłączyć głośniki - kiedy w jednym z pokojów szkoły w kółko leciały odgłosy z jakiegoś taniego pornosa (zresztą jeden jego fragment widać było na dyskotece).

Także, co może zdziwić, parę razy drobny uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Jednak nie powodowały go bynajmniej kiepskie żarty, a wyłapywane w czasie gry nawiązania do dzieł kultury (głównie popularnej). A to do repertuaru Kultu, "Kociej kołyski" Vonneguta czy twórczości Petera Weira. I chyba to mnie ciągnęło do końca gry - wyszukiwanie takich nawiązań dawało mi większą satysfakcję niż popychanie fabuły do przodu.

Na koniec pozwolę sobie nieco rozwinąć pytanie postawione przez Jackowsky'ego - skoro oficjalnie jest to gra od 18 lat to jaki cel miało cenzurowanie w niej przekleństw? Czy może tylko dystrybutor zdając sobie sprawę ze słabości oferowanego produktu postanowił siegnąć po sprawdzony chwyt marketingowy?

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.