Recenzja - Conquests of the Longbow: The Legend of Robin Hood
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Conquests of the Longbow: The Legend of Robin Hood - recenzja
Fean, 14 sierpnia 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ elementy arcade i mini-gry
+ ciekawy system rozgrywki
+ czujesz, że to Sierra
Wady:
- czujesz, że to Sierra...
- związki przyczynowo-skutkowe
Krótko:

Robin Hood jest bohaterem wielu wierzących w legendy Anglików (i nie tylko). Jest też dość wdzięcznym materiałem do pracy, gdyż nie wychyla się zbytnio poza okowy popularnego heroic fantasy. A że chłopaki z Sierry właśnie odnieśli sukces za sprawą serii King's Quest, pomyśleli pewnie, że zrobienie kolejnej części "królewskiej zagadki" byłoby lekką przesadą. Postanowili więc wykorzystać nieco inny temat. Conquests of the Longbow, bo o tej pozycji mowa, to gra w 95 procentach przygodowa. Decydujemy w niej o losach przestępcy, który zabiera bogatym i kupuje nowe gry dla biednych (inna sprawa, że pewnie biedni nie mają komputerów.). Yyy... na odwrót?

CO W ANGLII PISZCZY?

Na początku gry możemy się tego dowiedzieć od pewnego barda. Śpiewa nam on o losach króla Ryszarda Lwie Serce. Na pewnej wyprawie do Jeruzalem w roku 1193 ów król nieco przeliczył swoje siły. Wielu ludzi kosztował go ten wypad i musiał wracać do kraju przebrany za kupca. Jednak nie wiedział, że król Austrii - Leopold szuka go ze wszystkich sił. I tak Rysiek wpadł - złapali go, związali i postawili przed oblicze Leopolda. Ten za głowę króla Ryszarda wyznaczył bagatela 100.000 złotych monet. Uwięziony w celi aż do zapłacenia okupu, król Anglii wie, że ma wielu wiernych ludzi, którzy w końcu go opłacą.

Niestety, na obecnie panującego władcę nie ma co liczyć - ten zajął się tępieniem wszystkich, którzy obstają za Ryszardem. To normalne, że gdy zły charakter dochodzi do władzy, zaczyna czystki po swoim dobrym poprzedniku. Nic więc dziwnego, że powstaje opozycja mająca za cel przywrócenia króla na tron wszelkimi możliwymi sposobami. W Conquests of the Longbow to właśnie Robin Hood (vel gracz) i jego radosna kompania mają pomóc (wespół z innymi ludźmi wiernymi królowi) w uzbieraniu okupu za swojego monarchę.

Nasz dzielny łucznik chroni się wraz ze swoją brygadą w słynnym lesie Sherwood. Niejednego chwata z jego kompanii na pewno rozpoznasz - Mały John czy braciszek Tuck to postacie znane niemal każdemu. Jeśli wydaje Ci się, że jesteś zmuszony podróżować samotnie, zadmij w róg, który posiadasz od początku, a natychmiast zjawi się przynajmniej jeden z Twoich ludzi. Służą oni dobrymi radami i wskazówkami, więc warto czytać wszystkie ich wypowiedzi, aby lepiej radzić sobie nawet na swoich włościach. A życie w Sherwood nie jest takie proste. Robin jest do niego przyzwyczajony, ale Ty?

LAS TEN RZĄDZI SIĘ SWOIMI PRAWAMI...

...i Robin jest tam tylko gościem - należy o tym pamiętać. Spotkamy w nim niejeden element mistycyzmu. Sherwood ma swoją panią, swojego władcę, jego poddanych i tymczasowych przechodniów. Tych ostatnich właśnie najczęściej wypatruje Robin ze swojego punktu widokowego na trakt. A to przypałęta się jakiś mnich, a to strażnik z więźniem skazanym za oddychanie... Pamiętaj jedno - oni nie pojawiają się tam z przypadku. Właściwie to są tak silnie związani z fabułą gry, że bez odpowiedniej reakcji nie jest możliwy jej dalszy rozwój. To niewątpliwie realistyczne podejście do sprawy, ale skutecznie potrafi utrudnić grę na początku, gdy jeszcze nie w pełni poznało się ten kawałek Anglii.

Mimo wszystko, mamy wiele pomocy już od początku rozgrywki. Jedną z nich jest wspomniany róg, zaś drugą - mapka okolicy. Na niej mamy zaznaczone ważne punkty, jak Święty Dąb czy miasto Nottingham. Wszędzie oczywiście możemy dojść o własnych siłach, przemierzając ostępy leśne (nieraz nawet musimy, by coś spotkać). Zarówno las Sherwood jak i miejscowość Nottingham zostały wykonane poprawnie, jednak pomimo to czujemy się w pewnym sensie ograniczeni. Nudno cały czas siedzieć w jednym lesie i oglądać te same obiekty. Mimo wszystko lokacje w Conquests of the Longbow potrafią być bardzo rozbudowane i zadziwią niejednego. Nie do każdej jednak mamy dostęp od początku gry.

Chociaż trudno tutaj o jakieś nie związane z fabułą rozmowy (nawet nie ma wyboru opcji dialogowych), to liczba dialogów z napotykanymi postaciami imponuje. Rozmów jest dużo więcej niż samego grania, warto więc dobrze znać język kraju Ryszarda Lwie Serce. Zależnie od sytuacji nasz bohater sam wypowiada odpowiednie dialogi, co częściowo rekompensuje brak możliwości ich wyboru. Przykładowo, pod koniec dnia zwykle odbywa się długa rozmowa z resztą kompanii, często zawierająca już porady na dzień następny. Bardzo dużym plusem omawianego tytułu jest to, że autorzy dialogów nie uświęcają mnichów, nie starają się nam prezentować świata honorowego rycerstwa oraz uczciwości w każdym zakątku. Po paru dialogach sami przekonacie się, jacy są ówcześni duchowni. Więc częściowo tryb ich wyboru został nam zrekompensowany.

AKCJA W CONQUESTS OF THE LONGBOW...

...to jeden z czynników wyróżniających tą grę spośród innych przygodówek. Wszystko tutaj odbywa się w systemie dni, jednak te kończą się dopiero, gdy zrobimy w danym dniu wszystko, co powinniśmy. Po każdej nocy wyruszamy o świcie na dalsze przygody ze swojej jaskini-kryjówki. Niewątpliwie jest to krok w stronę realizmu. Bardzo łatwo także stracić życie przez swoją nieostrożność, dlatego opcja SAVE przydaje się bardzo często. Sama rozgrywka nie ograniczy się tylko do klasycznego "point'n'click", uświadczymy tu także nieco elementów zręcznościowych. W końcu jak inaczej moglibyśmy zaprezentować umiejętności strzelania z łuku lub zabawy w tawernie w pewną grę planszową (której zasad musiałem się dzięki temu nauczyć). Jeśli nie wszystko uda nam się zwyciężyć z użyciem podstępu, możemy nawet pokusić się o zastosowanie odpowiedniej zbrojnej strategii... Nie zdradzając zbyt wiele, powiem, że rozgrywka potrafi być bardzo urozmaicona i jest to duży plus tej pozycji.

Spytasz mnie, co z elementami przygodowymi? Oczywiście, stanowią sedno naszych działań i zwykle są przemyślane i logiczne. Napisałem zwykle, gdyż parę zagadek zabiło mi klina i rozwiązało się bardzo nietypowo. Niekiedy zdarza się też tak, że bez restartu będziesz błądzić w nieskończoność i nigdy nie posuniesz fabuły do przodu. Dlatego też należy słuchać wszelkich wskazówek i porad dotyczących dalszego postępowania, aby było ono konsekwentne. Samodzielna eksploracja okolic niewiele tu da - pamiętaj, że kierujesz postępowaniami Robin Hooda od niedawna i nie wszystko jest tak oczywiste, jakby się wydawało. Nim król wróci na swój tron, będziesz borykał się z wieloma innymi problemami: a to kogoś porwą, a to jakaś białogłowa czegoś sobie zażyczy itp. A przecież to Ty jesteś od uszczęśliwiania ludzi, prawda?

Pomagać będzie Ci interfejs bardzo komfortowy, ale i nieco uproszczony. Mamy tu podstawowe komendy spotykane w przygodówkach, jak Look, Pick Up, Use, Walk etc. Przełącza się je wygodnie, przyciskiem myszki. Na górze ekranu widzimy nasz ekwipunek, mapkę i inne potrzebne rzeczy/funkcje. Pieniądze w naszej sakwie są tutaj kolejną rzeczą, na którą należy uważać - nie należy ich dawać więcej, niż trzeba, bo potrafią się skończyć. Ponadto cały czas na pasku widnieje ilość pieniędzy na okup, jaką zdobył dotąd Robin ze swoją kompanią, następnie liczba ludzi wyjętych spod prawa, a tym samym wiernych Hoodowi. Na końcu mamy zaś liczbę punktów zależną od tego, ile gry przebyliśmy. Przypomina Wam to coś? Tak, popularność serii King`s Quest zrobiła swoje.

GRAFICY Z SIERRY TAKŻE ZROBILI SWOJE...

...oprawiając realia Conquests of the Longbow w bardzo staranną i miłą dla oka grafikę. Postacie są także bardzo charakterystyczne. Nawet buźka Lady Marian (tak, Marian... cóż) wygląda bardzo atrakcyjnie (nie mówiąc o niezadbanym Hoodzie, ale Lady nie patrzy na szczegóły). Rzuca się w oczy chociażby różny kształt drzew i krzewów (bardzo rzadko scenerie się powtarzają) oraz maksymalne, aczkolwiek prawidłowe, wykorzystanie dostępnej kolorystyki. Lokacje nie mogą narzekać (a czy lokacje mogą narzekać... eee, korekta, zostaw - jest dobrze) na brak urozmaiceń, zwiedza się je z przyjemnością. Ciekawym rozwiązaniem jest także tworzenie mini-map dla bardzo dużych obiektów; co w dużym stopniu pomaga w dokładnej eksploracji wnętrza.

Muzyka występuje podczas gry często, jednak niezupełnie przypadła mi do gustu - wolałem ją wyłączać i grać bez podkładu. Jedynie FX-y trzymają poziom, zasługując na uznanie. I chociaż zbyt często ich nie słyszymy, to są nagrane realistycznie i jak najbardziej prawidłowo.

Grosik do grosza, a będzie Król Ryszard! Czy chce Ci się kombinować forsę na okup dla swojego władcy, przenieść się do średniowiecznej Anglii, pełnej mistycyzmu i nadprzyrodzonych sił, przekupstwa, tyranii, nierządu i pijaństwa? Moim zdaniem naprawdę warto odpalić ten tytuł, chociaż nie jest to jakiś mega-klasyk czy pozycja okryta wieczną sławą. Mimo wszystko, solidność i staranność emanują z tej przygodówki, a mini-gierki potrafią urozmaicić i wciągnąć. Jeśli poświęcisz godzinę, dwie na rozeznanie się w świecie Conquests of the Longbow, gra powinna zrobić swoje - czyli przykuć Cię do komputera na wiele miłych godzin (wiele, gdyż nad niektórymi questami sobie posiedzisz, oj posiedzisz).

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.