Recenzja - Ripper
Ripper - recenzja
Davero, 10 października 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ kilka różnych możliwych rozgałęzień linii fabularnej
+ trzy poziomy trudności ze zróżnicowanymi zagadkami
+ niezła historia zrealizowana z niezłym FMV
+ Christopher Walken (dla fanów)
Wady:
- rozwiązanie zagadek wymaga niekiedy dość specyficznej wiedzy zewnętrznej, a niekiedy dość specyficznego kojarzenia
- niewygodne na dłuższą metę sterowanie
- brak podpisów (zwłaszcza wobec naturalnej, niedbałej wymowy aktorów)
- muzyka
Krótko:
Lekko cyberpunkowy świat przyszłości, Christopher Walken w roli dziwacznego policjanta i futurystyczny Kuba Rozpruwacz. Plus dużo zagadek - też (za) trudnych, różne możliwe linie fabularne całkiem ciekawej historii i nie najwygodniejsze sterowanie.

ODCZUCIA AMBIWALENTNE...

Jeszcze w wypadku żadnej gry nie doświadczyłem takiej rozbieżności pomiędzy oceną jakości wykonania poszczególnych jej elementów, a subiektywnym poczuciem zaciekawienia, zanurzenia w kreowanym przez nią wirtualnym świecie. Ripper zafundował mi takie nowe doświadczenie, bo mając - wydawałoby się - wszystko, czego potrzeba dobrej przygodówce, pozwolił mi bez problemu porzucić się i wrócić po kilku dniach dopiero - żeby, niemalże tylko dla porządku, dokończyć rozpoczętą rozgrywkę.

To "wszystko, czego potrzeba dobrej przygodówce" to przede wszystkim niezła fabuła osadzona w świecie przyszłości, mającym nieco cyberpunkowej atmosfery. W każdym razie policjanci polują w nim na nagrody za skuteczne ściganie przestępców, a internetowe przestrzenie można przemierzać nie tylko wzrokiem po ekranie monitora, ale zanurzając się w nie "całym sobą". Aktualnie mieszkańcami jednego z miast owego świata wstrząsa sprawa seryjnego mordercy, który - wzorem Kuby Rozpruwacza - prowadzi grę z potencjalnymi ofiarami i ścigającymi, wysyłając listy do reportera Virtual Herald Jake'a Quinlana, rozpoczynające się pamiętnym "Dear boss...". Zainteresowanie Jake'a rozwikłaniem sprawy wzmaga się tym bardziej, kiedy tuż po wprowadzeniu do gry ukazującym trzecią ofiarę Rippera, jego partnerka - Catherine - zapada w śpiączkę po, nieudanym na szczęście, ataku mordercy właśnie na nią... A w jej niedostępnej pamięci pozostaje jego obraz. Jak się do niego dostać? Jak pomóc poskładać w całość jej rozbitą osobowość?

...W CYBERPUNKOWYM ŚWIECIE

Na drodze do osiągnięcia tego celu Jake spotka ładnych kilka postaci: policjantów, lekarzy, sieciowych surferów, naukowców, postacie z wirtualnego świata cyberprzestrzeni... Wszystkie grane są przez aktorów. Dobrze grane, moim zdaniem. Choć Christopherowi Walkenowi wcielającemu się w postać detektywa Vincenta Magnotty niektórzy zarzucają, że nie przyłożył się do roli, to nie ma chyba aktora, który by lepiej, już na pierwszy rzut oka, budował wizerunek dziwaka... Mającego swoje za uszami dziwaka. Nawet jeśli gryzie ciągle cygaro zamiast w końcu je zapalić, to nie doszukuję się w tym błędu, ale stwierdzam, że widać taki już jest... specyficzny. Zresztą Walken to nie jedyna znana ze świata filmu twarz, którą można zobaczyć w Ripperze. Zostawiam je jednak każdemu do samodzielnego odkrycia.

Dialogi są więc jedną z mocniejszych stron gry - można się poczuć jakby naprawdę rozmawiało się z żywą osobą (zresztą poniekąd, dzięki wykorzystaniu techniki FMV, tak właśnie jest). Aktorzy jednak mówią tak naturalnie, tak niedbale, że nie raz musiałem powtarzać sobie ostatnio oglądnięty filmik kilkakrotnie (trzeba w tym celu nacisnąć Ctrl+R). Napisów bowiem, zgodnie z modą, która na szczęście wydaje się dziś przemijać, w Ripperze gracz nie uświadczy. Ostatecznie, mam wrażenie, że jest to najtrudniejsza w językowym odbiorze gra spośród tych, z którymi się jak dotąd spotkałem.

Wracając zaś do fabuły, warto wspomnieć, że w trakcie rozgrywki okazuje się, iż między niektórymi z napotkanych postaci występują interesujące związki, prowadzące do wytypowania aż... kilku (żeby nie zdradzać dokładnej liczby) kandydatów na mordercę. I każdy z nich może nim naprawdę być. Rzecz rozstrzyga się bowiem dopiero w ostatnim rozdziale gry. I co więcej, grając po raz kolejny gracz trafi już na innego Rippera (pod warunkiem zaaplikowania grze łatki 1.05). Siłą rzeczy więc gra oferuje nieco nieźle zarysowanych fałszywych tropów. Nieźle, bo przecież każdy z nich może się okazać prawdziwym w zależności od tego, z którą ścieżką rozgrywki ma się w danym wypadku do czynienia. Niektórzy narzekają, że rzecz rozstrzyga się właściwie dopiero na samym końcu i tropy fałszywe nie dość wyraźnie ostatecznie odróżniają się od prawdziwych. Niemniej gra stara się już w trakcie ostatniego aktu pokazywać różne dialogi, zdarzenia, okoliczności, które mają pomóc w dokonaniu ostatecznego wyboru. Czasem niedoskonale...

COŚ DO ZROBIENIA...

Niezwykle zróżnicowany jest też arsenał czynności, które przyjdzie Jake'owi wykonać, aby obnażyć przyjemniaczka lubującego się w wyciąganiu na wierzch wnętrzności innych. Mamy więc w Ripperze parę zagadek związanych z używaniem odnalezionych przedmiotów. Mamy trochę zagadek logicznych (w tym sliderów). Mamy sporo zagadek związanych z kojarzeniem określonych faktów. Występują nawet prawdziwe zagadki dialogowe, w ramach których tylko poprowadzenie dialogu w określony sposób spowoduje uzyskanie pewnych informacji wprost. Bez tego trzeba je będzie wydedukować skądinąd. Oprócz tego nie raz przyjdzie się graczowi zmierzyć z zadaniami stricte zręcznościowymi w postaci sekwencji, podczas których za pomocą widocznego na ekranie celowniczka ustrzelić trzeba będzie przeciwnika. Wirtualnego, bo za każdym razem strzelamy w cyberprzestrzeni, pokonując tak akurat agresywnie broniącego się strażnika cudzej studni (czyli swego rodzaju wirtualnego pokoju, w którym można między innymi przechowywać rozmaite informacje).

Sekwencje zręcznościowe nie sprawiły mi jednak większego kłopotu. Po pierwsze można wybrać trzy poziomy trudności, a łatwy jest naprawdę nietrudny; a po drugie - można ominąć je w ogóle wpisując odpowiedni kod (najczęściej: "arcade"). W każdym razie szybko przebrnąłem przez każdą. I dobrze, bo nie są one najmocniejszym punktem tej gry. Ogromny problem miałem za to z zagadkami. Zwłaszcza z tymi wymagającymi kojarzenia i to kojarzenia z wiedzą spoza gry (do czego inne przygodówki raczej nie przyzwyczajają więc niełatwo na to wpaść, że właśnie w tej nie wystarczy szukać podpowiedzi w jej ramach). Nie wiem co prawda, jaki jest poziom wiedzy Amerykanów, będących zapewne podstawową grupą docelową omawianego tytułu, niemniej stawiam, że w Polsce jedną z zagadek, bez podpowiedzi, mógłby rozwiązać chyba tylko okulista. Ex post sprawdzając też w internecie jeden z istotnych dla innej zagadki faktów, odkryłem, że szukając podpowiedzi np. w polskiej wersji Wikipedii nie znalazłbym nic pomocnego. Musiałbym wpaść na szukanie odpowiedniego hasła po angielsku - wtedy i owszem. Nie znaczy to przy tym, że zagadki nie wymagające do ich rozwiązania wiedzy zewnętrznej są w Ripperze łatwe. Bywają. Ale można trafić i na takie, co do których sami twórcy (jak piszą w pliku Readme, na skutek głosów betatesterów) zdecydowali się prewencyjnie podać, już w dokumentacji gry, podpowiedź. A zaznaczam, że grałem na normalnym poziomie trudności.

Poziomów trudności zagadek w grze jest bowiem - podobnie jak poziomów trudności sekwencji zręcznościowych - trzy. I to nietypowe rozwiązanie, które mogłoby się wydawać całkowicie karkołomne w realizacji, sprawdza się w Ripperze bardzo dobrze. Na najłatwiejszym poziomie trudności poszukiwanym hasłem będzie, dla przykładu, słowo zapisane gdzieś na znajdowanym w trakcie gry dokumencie. Na normalnym - nazwa pojawiającego się w jej trakcie istotnego przedmiotu. Na najwyższym zaś - słowo wydedukowane na podstawie skojarzenia kilku elementów napotkanych w trakcie gry. Twórcom należy się nic innego, jak tylko gromkie brawa. Nie dość, że kto inny może być mordercą podczas kolejnej rozgrywki, to jeszcze można wybrać wyższy (niższy) poziom trudności i spotkać się - w części - z zupełnie innymi zagadkami (a przynajmniej rozwiązaniami)!

...I DO ZOBACZENIA

Słabszym elementem gry bywa jej strona techniczna. Graficznie prezentuje się co prawda naprawdę nieźle i dziś - wygląd odwiedzanych lokacji mimo, że wykonanych wciąż jedynie w 256 kolorach nie razi (choć animowane filmiki z cyberprzestrzeni, wydają się - z dzisiejszego punktu widzenia - dość plastikowe), a wstawki filmowe z aktorami nałożone są na tło umiejętnie, dzięki czemu nie odcinają się od niego w widoczny sposób. Podobnie i sama jakość filmów, którymi gęsto usiana jest gra (jak na FMV przystało) jest - zwłaszcza biorąc pod uwagę rok powstania gry - naprawdę niezła. Muzycznie jednakże omawiany tytuł kompletnie nie przypadł mi do gustu. Melodie są proste, dość ciasno zapętlone i monotonne, co przy pierwszym spotkaniu z nimi może wydać się nawet atutem i współgrać z atmosferą świata gry. Niemniej przy dłuższym pobycie w danej lokacji dość często muzyczne tło potrafiło mnie zirytować i zmusić do sięgnięcia do opcji w celu przyciszenia go (niestety gra nie zapamiętuje ustawień dokonanych w tym zakresie po jej wyłączeniu).

Nieco uciążliwa jest w Ripperze także interakcja ze światem. Dokonuje się jej co prawda standardowym point'n'clickaniem, patrząc na świat przedstawiony znanym z innych gier widokiem "z oczu" bohatera, połączonym z poruszaniem się od węzła do węzła. Tyle tylko, że tu poruszanie się nie jest skokowe, ale przejściom z jednego miejsca "spoczynku" prowadzonej postaci do kolejnego przewidzianego dlań przez twórców w danej lokacji towarzyszy filmik je obrazujący. Świetnie, niby. Szkoda, że nijak nie można go przerwać. Chwilę więc trzeba czekać zanim się uruchomi, a potem oglądać - po raz być może pięćdziesiąty piąty - jak Jake przemierza te same przestrzenie.

Standardowo też, jak w wypadku każdej gry na dużej liczbie płyt (tu: sześciu), zalecam zrobienie sobie obrazów i granie z nich. Chyba, że ktoś lubi wachlować CD-kami. Po poznaniu jaka lokacja wymaga jakiej płyty można co prawda dość znacznie zminimalizować liczbę koniecznych ich zmian, niemniej dopiero po pewnym czasie, a i tak nie eliminuje się w ten sposób problemu całkowicie.

TRUDNO MI SOBIE WYOBRAZIĆ...

...żebym narzekał na trudność zagadek, które mają logiczne rozwiązania więc i tym razem nie będę (choć sądzę, że więcej naprowadzenia - co najmniej gdzieniegdzie - zdecydowanie by się przydało). Trudno też winić Anglosasów, że mówią zwyczajnie po angielsku. Ale dla mnie gra okazała się nieco za trudna i językowo, i w zakresie zagadek (tu mam przynajmniej sojuszników i w postaci anglojęzycznych recenzentów ;)). Te dwa czynniki połączone sprawiły zapewne, że Ripper wymagał ode mnie zbyt często zbyt dużego wysiłku, żebym mógł się - po prostu - dobrze bawić. Taką mam przynajmniej intuicję, bo trudno mi inaczej wytłumaczyć sobie, dlaczego przeszedłem, co najmniej częściowo, właściwie obok takiej gry. Niemniej, choć własne doświadczenie z Ripperem sugeruje mi, że powinienem jej przyznać co najwyżej ze trzy i pół gwiazdki, to (dokonywana nieco z zewnątrz) bardzo dobra ocena poszczególnych jej elementów skłania do założenia, że dla innych - lepiej znających angielski, bardziej bystrych, cierpliwych, dokładnych, chętniej i skuteczniej buszujących w poszukiwaniu nowych informacji - gra zasłużyć może (biorąc pod uwagę jakość wykonania poszczególnych elementów) nawet na najwyższą notę. Dlatego uważam, że co najmniej 4 gwiazdki należą się jej, jak psu kość. Kwestia do której grupy graczy zaliczasz się Ty, czytelniku?

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.