Solucja - Jeż Mgiełka
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Jeż Mgiełka
Solucję przygotował Jackowsky

Witajcie, nazywam się Jeż Mgiełka i jestem... jeżem. Opowiem Wam, co mi się kiedyś przytrafiło. Otóż, pewnego dnia obudziłem się w swoim łóżku, zupełnie sam, bez żony. Domyśliłem się od razu, że ktoś porwał moją żonę, ale kto? I po co? Wtedy tego nie wiedziałem. Ale po kolei...

Ze stolika zabrałem bułkę do hamburgera, a z szuflady w szafce wyjąłem fajerwerk. Czym prędzej wyszedłem na zewnątrz. Z poręczy, tuż przy drzwiach, wziąłem sukienkę żony. Spróbowałem porozmawiać z ptakiem siedzącym na drzewie, ale miał coś w dziobie i niewiele mogłem zrozumieć z tego co mówił. Przestraszyłem go fajerwerkiem. Biedaczek, w popłochu zerwał się i upuścił na ziemię to co trzymał w dziobie. Na "odlotnym" powiedział mi, że zając może mieć jakieś informacje o porywaczu mojej żony. Podniosłem upuszczony przez ptaka ser, który spadł tuż za płotkiem. Ser włożyłem do bułki. Otrzymałem w ten sposób apetycznego cheeseburgera. Poszedłem ścieżką w prawo. Przy okazji zabrałem ciężki odważnik. Dalszą drogę blokował mi tłusty wieprz i ani myślał mnie przepuścić. Poczęstowałem go cheeseburgerem. Zjadł go z apetytem, a później tak beknął, że aż spadł na niego konar. Drogę miałem wolną, z czego szybko skorzystałem. Spotkałem dzięcioła stukającego w drzewo. Spróbowałem z nim porozmawiać, ale nie za wiele to dało. Obok ścieżki zauważyłem dziurę w ziemi, ale okazała się zbyt mała, abym mógł do niej wejść. Włożyłem odważnik do sukienki i przy pomocy tak skonstruowanego urządzenia wskoczyłem do dziury. Tam natknąłem się na nieprzewidzianą przeszkodę. Musiałem przejść przez cały korytarz unikając spadających kamieni...

SAVE 1

Znalazłem się pod ziemią, w domu kreta. Poszedłem w prawo. Z kamienia podniosłem pilota, po czym zszedłem po linie do dolnej części korytarza. Spróbowałem iść w prawo, ale drogę zagradzał mi kret bokser, który za przejście żądał kasy. Zauważyłem jakieś urządzenie z tajemniczymi zielonymi światełkami. Od razu skojarzyłem to ze znalezionym pilotem. Szybko obczaiłem zasadę działania tego ustrojstwa. Otóż, kiedy naciskało się jeden przycisk, zmieniał się ten przyciskany oraz wszystkie w jego pobliżu. Pamiętam, że trzeba było włączyć wszystkie światełka. Tak długo przy tym majstrowałem, aż mi się udało. Wtedy otworzyła się zamrażarka i zamroziła kreta.

SAVE 2

Podniosłem dynamit, wróciłem po linie do góry i poszedłem w lewo. Położyłem dynamit na kamieniu leżącym na drabinie. Po chwili drabinę miałem w kieszeni. Ponownie zszedłem do korytarza poniżej i poszedłem w prawo. Wspiąłem się po drugiej linie i znalazłem się na powierzchni przed drewnianymi drzwiami, które - jak się okazało - były zamknięte od środka. Podłożyłem drabinę pod dzięcioła, który nie wiadomo jak i dlaczego, uniósł mnie w powietrze. Tak znalazłem się w chatce zająca. Zając ani myślał mi pomóc, cały czas mówił coś o wazie, która mu się zbiła. Chcąc, nie chcąc zabrałem się za składanie wazy. Po chwili waza była już w całości, ale - co za pech - okazało się, że zając zgubił okulary i nie może narysować portretu porywacza.

SAVE 3


Przez klapę w podłodze zszedłem do spiżarni. Tam spotkałem dużą mysz z okularami na nosie. Poprosiłem ją o okulary, ale nie chciała mi ich dać. A na dodatek powiedziała mi, że na coś choruje. Po drabinie wszedłem z powrotem do domu zająca, po czym wyszedłem na zewnątrz. Ze stracha zabrałem elegancki szalik, który natychmiast oddałem myszy. W zamian dostałem - a jakże - okulary, które od razu zaniosłem zającowi. Popatrzyłem na czystą kartę papieru i razem z zającem narysowaliśmy portret pamięciowy porywacza. Gdy ustawiłem odpowiednio cały portet, zobaczyłem skunksa. Zając zaczął coś mówić o jakiejś magicznej lodówce, a na odchodnym dostałem od niego karmę dla ptaków.

SAVE 4


Wyszedłem z domu zająca i poszedłem w prawo. Na drzewie zobaczyłem siedzącego ptaka - Pierzastego. Poszedłem dalej, do miski leżącej na ścieżce wsypałem trochę karmy dla ptaków. Pierzasty sfrunął z drzewa i zabrał się do dziobania pokarmu. Po prawej zauważyłem magiczną lodówkę, o której mówił zając. Pierzasty dziobał i dziobał, aż przegoniłem go odważnikiem w sukience. Biedak zerwał się i uderzył w drzwi magicznej lodówki. Drzwi otworzyły się, a ja bez zwłoki wlazłem do niej i znalazłem się na jakiejś plaży. Podniosłem butelkę kleju wystającą zza korzenia jednego z drzew. Porozmawiałem z kwoką siedzącą na wiosłach. Miałem coś wymyślić, żeby jej kurczaki dostały po równo jedzenia. Spojrzałem na nie, a one porozbiegały się. Skakały to tu, to tam, a ja musiałem zapamiętać który jest który i któremu ile dałem ziaren. W końcu uporałem się z tym zadaniem. Kwoka razem z pisklętami odeszła, a ja mogłem zabrać wiosła. Okazało się, że jedno z nich jest złamane.

SAVE 5

Nie przejęłem się tym zbytnio, przecież miałem buteleczkę z klejem. Skleiłem połamane wiosło i poszedłem w prawo, w stronę łodzi. Użyłem wioseł na łódce i wypłynąłem. Zaraz, obok mnie, pojawił się rekin. Popłynąłem w prawo, aż znalazłem się przy biało-czerwonej boi. Posmarowałem ją klejem i wyłożyłem karmę dla ptaków. Po chwili przyleciał ptak, usiadł na boi i... wypuścił całą wodę. Znalazłem się na dnie. Poszedłem w prawo, aż natknąłem się na wrak Titanica. Nic z tego nie wyniknęło. Postanowiłem ponownie wykorzystać odważnik w sukience i za jego pomocą wskoczyłem do otworu, przez który wypłynęła woda. Znalazłem się w jakiejś maszynowni. Poszedłem w lewo, aż stanąłem przy maszynie. Przyjrzałem się jej i okazało się, że ktoś powyjmował z niej wszystkie koła zębate. Postanowiłem naprawić maszynę i poustawiałem tryby na odpowiednie miejsca.


Gdy już się uporałem z maszyną, poszedłem w prawo, aż znalazłem wiadro na końcu korytarza. Przewróciłem je. Pod wiadrem leżał bezpiecznik, który zabrałem. Przeszedłem przez drzwi i znalazłem się w szatni. Otworzyłem trzecią od lewej szafkę, w której znalazłem kolejny bezpiecznik. Oba bezpieczniki włożyłem do skrzynki bezpiecznikowej na ścianie. W pomieszczeniu obok zapaliło się światło. Wszedłem tam. Na skrzyni w prawej części pomieszczenia leżał klucz. Spróbowałem go wziąć, ale był zbyt wysoko. Przysunąłem skrzynię, która stała na środku i po chwili klucz miałem w kieszeni. Wróciłem do naprawionej maszyny. Kluczem otworzyłem kłódkę ze skrzynki z kablami. Była tam niezła plątanina. Zajrzałem do środka i zabrałem się do roboty. Musiałem tak poprzekręcać wszystkie kable, aby zamknąć obwód. Gdy skończyłem, mogłem skorzystać z windy.

SAVE 6


Windą pojechałem do góry i ponownie znalazłem się na powierzchni. Poszedłem w lewo, do końca ścieżki. Zabrałem balony, które tam ktoś przywiązał. Poszedłem teraz w prawo. Idąc ścieżką zauważyłem młot, który wystawał z trawy (na lewo od szybu windy). Zabrałem go ze sobą. Obok stała skrzynka, którą rozwaliłem młotem. Ze środka wypadła sprężyna, a ja ją zaraz schowałem do kieszeni. Poszedłem dalej w prawo i zauważyłem drugą skrzynkę. Ją też rozwaliłem młotem. W środku był dynamit, który - jak się domyślacie - zabrałem. Gdy doszedłem do domu skunksa, okazało się, że ma solidną bramę i do tego zamkniętą na cztery spusty. Nie zraziło mnie to zupełnie, pod bramę podłożyłem dynamit. Bum, i brama nie była już zamknięta. Wszedłem do środka i znalazłem żonę uwięzioną w klatce. Nie miałem czasu na pogaduszki, musiałem szybko działać. Dałem żonie sprężynę. Za jej pomocą żona wyskoczyła z klatki. Jak to bywa w takich momentach, zaraz znalazł się skunks, ale - dzięki leżącej skórce od banana i sprężynie - zajął w klatce miejsce żony. Nie wiele się namyślając przywiązałem balony do klatki i... tyle skunksa widzieli. A my żyliśmy długo i szczęśliwie.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.