Recenzja - The Dark Eye
The Dark Eye - recenzja
Aegnor, 1 października 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ambitne założenia
+ znakomita realizacja
+ całokształt
Wady:
- nie znający twórczości Poego mogą być zagubieni
- niewielka interaktywność
Krótko:
Mroczna proza Edgara Allana Poe przełożona z dużym wyczuciem na język gier komputerowych. Asekuranckie i wtórne? Ani trochę!

"To prawda! Nazbyt żyłem podówczas, jak i dziś żyję - nerwami, ale dlaczego miałbym być obłąkany? Choroba wysubtelniła zmysły, ale ich nie zniszczyła, nie przytępiła. Przede wszystkim słuch mój, wydelikacony, stał się nadwrażliwy. Słyszałem wszystko, co działo się w niebie i na ziemi, a także wiele ze zdarzeń piekielnych. Czy można jednak nazywać to obłąkaniem? Posłuchajcie jak rozsądnie i spokojnie potrafię wyłożyć całkowity przebieg wypadków." *

Gdyby mnie spytać za co najbardziej cenię gry komputerowe, najprawdopodobniej odpowiedziałbym: "bo potrafią mnie jeszcze zaskoczyć". Ratując świat po raz n-ty z rzędu, człowiek ma prawo poczuć się nieco znużony. Zwiedził już wszystkie zakątki wirtualnych światów, rozwikłał zagadki wszelkich możliwych mordów, zdobył niezłomną potęgę, stukrotną sławę i kilka kamieni filozoficznych. Wtedy pojawia się dzieło. Dzieło, poruszające i świeże, inne niż wszystko, co do tej pory widział. Takim dziełem jest właśnie The Dark Eye.

Główny bohater odszedł od zmysłów. To rzecz bezsprzeczna. A nam przyjdzie się dowiedzieć jak do tego doszło i gdzie się posiano pierwsze ziarno szaleństwa. Wszystko zaczyna się u progu wiktoriańskiego domostwa wuja Edwina, który zaprosił go w gościnę. Uczuciowe rozedrganie i wrodzona wrażliwość bohatera w połączeniu z nieznanym otoczeniem sprawiają, że co gwałtowniejsze emocje spychają go na inną płaszczyznę percepcji - wstępuje wówczas w progi koszmaru, alternatywnego uniwersum, które odmienia wygląd otoczenia i wypełnia je niepokojącymi odgłosami. Pewne rekwizyty, które w tym stanie świadomości odnajdzie, stanowią wrota do literackich opowieści o obłąkaniu i zbrodni pióra Edgara Allana Poe. Tylko przez nie wiedzie droga do odzyskania zmysłów, przynajmniej do czasu następnego ataku. Gracz będzie więc musiał przeżyć owe opowiadania, i to zarówno w skórze ofiary, jak i kata, co jest doświadczeniem zupełnie unikalnym. A bezpieczna z pozoru rzeczywistość szybko może okazać się równie szalona i mroczna jak senne majaki.

Jak widać, główna intryga gry nie pozostawia pola do krytyki, jest ciekawa, oryginalna, z dużym wyczuciem buduje tak nastrój, jak i fabularne napięcie. Nie ukrywam jednak, że The Dark Eye jest skierowana przede wszystkim do wielbicieli dzieł Poego i przynajmniej pobieżna znajomość przedstawionych historii jest konieczna dla czerpania pełnej satysfakcji z gry. Dla pozostałych odbiorców fabuła może okazać się niezrozumiała, zbyt szkicowa i rwana, bo narracja tutaj zasadza się bardziej na podkreślaniu przeżyć, niż relacjonowaniu faktów czy tłumaczeniu motywacji działań bohaterów. To opowieść o szaleństwie, która daje nam możliwość bezpośredniego uczestnictwa w tym stanie umysłu.

Oprawie gry poświęcono wiele uwagi, widać w niej zapał i wizję. Centralną lokacją jest wygenerowane komputerowo wnętrze domu, niemal doszczętnie pozbawione sprzętów, o ścianach pokrytych zaciekami i czymś na kształt niewyraźnego druku, niczym makieta z posklejanych gazet. Wygląd menu i sposób ilustrowania niektórych fragmentów fabuły przywodzi z kolei na myśl coś z pogranicza witraża i barwnej wycinanki. Równie ciekawa jest obsada, dramatis personae stanowią bowiem osobliwie wyglądające lalki, poubierane w stroje z epoki i animowane techniką poklatkową. Można kręcić nosem na taki zabieg artystyczny, ale dzięki temu historie nabierają nowego wyrazu, nie grzęzną w dosłowności, a aktorska interpretacja, ograniczona tylko do operowania głosem, uderza tym silniej we wrażliwość gracza. Beznamiętne oblicza bohaterów dramatu, o smutnych, nieobecnych oczach w zderzeniu z makabrycznymi tajemnicami, które się za nimi kryją, robią po prostu fenomenalne wrażenie. Nie inaczej jest z oprawą dźwiękową, która znakomicie uzupełnia sumę wrażeń. Popisy aktorskie są wyborne, muzyka nastrojowa i przejmująca, a szepczący bezustannie dom w świecie koszmarów nie raz sprawi, że się nam włos zjeży na głowie.

W tym miejscu należy wspomnieć o samym przebiegu rozgrywki, który jest dość nietypowy i, jak na grę komputerową, mało interaktywny. Rola gracza w zasadzie sprowadza się do wyszukiwania i uaktywniania za pomocą gestów myszki pewnych elementów otoczenia, które odzwierciedlają kolejne ogniwa "łańcucha świadomości" bohaterów, nadając tym samym opowieści dalszy bieg. Sprawia to, że The Dark Eye należy raczej zaklasyfikować jako "interaktywne opowiadanie", przedkładające psychologiczną głębię i fabularną dojrzałość nad klasyczną rozrywkę. I z tego zadania wywiązuje się perfekcyjnie.

Pośród tego zalewu pochwalnych peanów wypada wspomnieć i o wadach. A tych gra się nie ustrzegła - akcja ukazana została na niewielkim skrawku ekranu, część animacji została zastąpiona sekwencjami kilku przenikających się obrazków, gra nie oferuje opcji wyświetlania napisów, a samo poruszanie się bywa momentami kłopotliwe. Mimo wszystko, całokształt przeżyć, jakie niesie ze sobą ten tytuł, każe wiele mu wybaczyć, co ja czynię bez chwili wahania.

Ocena gry również przychodzi mi z wyjątkową łatwością. The Dark Eye to dzieło wybitne - niepokojące i hermetyczne. To jeden z najciekawszych eksperymentów w historii komputerowej rozrywki, nadający sens lokowania tego obszaru ludzkiej aktywności jako pełnoprawnej dziedziny kultury. Mamy do czynienia z adaptacją, która przenosi odbiór pierwowzoru na zupełnie inny poziom, wprowadzając nowe treści i emocje, przenosząc akcenty, zacierając granicę pomiędzy uczestnikami a widzem. To tytuł noszący znamię geniuszu - albo gracza pochłonie bez reszty, albo odrzuci bez powrotu. Na pewno jednak nie pozostawi obojętnym.

"Poznali tedy obecność Czerwonego Moru. Przyszedł jak złodziej w nocy. Jeden po drugim walili się z nóg biesiadnicy w krwią ubroczonych biesiady swej salach i marli nie zdążywszy zmienić w chwili zgonu rozpacznej postawy przybranej podczas upadku. Życie hebanowego zegara uleciało wraz z tchnieniem ostatniego z wesołków. Płomienie trójnogów pogasły. Niepodzielnie zawładły wszystkim Mór Czerwony, zgnilizna i ciemność."

* Przytoczone cytaty pochodzą z opowiadań Edgara Allana Poe "Zdradzieckie serce" (tłumaczenie Lucjan André) i "Maska Czerwonego Moru" (tłumaczenie Stanisław Wyrzykowski).

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.