Mini recenzje - The Dark Eye
The Dark Eye - mini recenzja
 Ascovel, 2010
       [zobacz jak oceniamy gry]

The Dark Eye to gra, którą przede wszystkim należy określić mianem "kultowa". Niby niewiele osób o niej słyszało, ale wszystkie "wtajemniczone" rozmarzają się na temat niesamowitych przeżyć jakich dostarczył im ten tytuł. The Dark Eye pojawiła się na przykład na liście ulubionych gier Irrational Games - twórców kasowych hitów o zapędach artystycznych w stylu strzelaniny Bioshock.

Dlaczego w takim razie jest to "jedynie" pozycja kultowa, a nie cieszący się szeroką popularnością przygodówkowy klasyk horroru, jak np. Sanitarium, czy Shadow of The Comet? Czyżby język Edgara Allana Poe był nieprzystępny dla tak wielu współczesnych graczy w przeciwieństwie do prozy Lovecrafta? No cóż, brak podpisów rzeczywiście czyni dialogi momentami trudne do zrozumienia, a kwestie wypowiadane (skądinąd w sposób niesamowity) przez słynnego pisarza Williama Barroughsa ("Nagi Lunch") pozostaną okazjonalnie niezrozumiałe również dla większości native speakerów. A może przeciętnego gracza drażnią pewne "multimedialne" chwyty, jak choćby wpleciona w grę deklamacja wiersza "Annabel Lee", odczyt całego opowiadania pt. "Maska czerwonego Moru", czy też mieszanie kilku skrajnie odmiennych stylów graficznych, w tym bardzo dziwacznych? Trudno definitywnie powiedzieć jaki wpływ na popularność gry miały wyżej wymienione cechy, ale z pewnością grono odbiorców The Dark Eye byłoby większe gdyby nie mocno ograniczony świat gry, brak prawdziwych zagadek, jak również krótkość rozgrywki - tego typu braki były szczególnie mocno piętnowane w połowie lat 90-tych, kiedy to owo sztandarowe dzieło studia Inscape trafiło na półki sklepów.

Uznać The Dark Eye jedynie za interaktywny film byłoby jednak poważnym błędem - twórcy poświęcili ogromną uwagę wykorzystaniu interaktywności do rozwinięcia sposobów przeżywania makabryczno-onirycznych historii. The Dark Eye dostarcza tutaj czegoś zdecydowanie innego niż kino czy literatura. Świat gry ukazany nam jest z perspektywy pierwszej osoby, a dostępne graczowi działania bardzo dobrze spełniają zadanie urealnienia, ufizycznienia otoczenia oraz kończyn ciała naszego awatara. Kursor to wielgachna, świetnie animowana łapa, a podstawową czynnością w grze jest macanie - czasem dosłownie, czasem jedynie przenikliwym spojrzeniem - wymacywanie kształtów przedmiotów i ludzi. Takie "pożeranie" kształtów rozbudza w umyśle osoby, w którą się gracz akurat wciela (o tak, jest kilka takowych), przeróżnej wagi myśli i wspomnienia - to właśnie one, jak i pozornie przyziemne i zwyczajne czynności, powodują upływ czasu wewnątrz gry i posuwają jej akcję do przodu.

W ciągu całej tej mocno psychologicznej przygody gracz wielokrotnie zmienia swoją tożsamość, wybierając między kilkoma bardzo barwnymi i bardzo różniącymi się od siebie postaciami. Wszystkie one są fragmentami przeplatających się snów, koszmarów opartych na najpopularniejszych opowiadaniach-horrorach Poego (plus na jednym oryginalnym, które jest pastiszem stylu Poego). Zdradzając jedną z głównych atrakcji gry, napomknę, że gracz kilkakrotnie będzie miał okazję decydować, czy nie przenieść się do umysłu innej postaci na parę chwil przed tym nim... tamta druga zamorduje postać gracza. I na odwrót - śmierć bowiem jest w The Dark Eye czymś ostatecznym jedynie dla konkretnej postaci, ale nie dla "wędrującego ducha", którym jest gracz. Od przyziemnych, codziennych czynności przechodzimy więc do czystej makabry i w głąb paszczy szaleństwa (gdyż morderstwa w The Dark Eye nie są już żadną miarą zwyczajne). Takie ożywienie świata koszmarów Poego w stu procentach przygodówką chyba nie jest, ale za to jakże niezwykłym i świetnie zrealizowanym eksperymentem.



The Dark Eye - mini recenzja #2
 Elum, 2010
      

Przygnębiająca, przytłaczająca, a przy tym jakby trochę teatralna. Jeśli można powiedzieć, że przygodówki łączą w sobie cechy gry, książki i filmu, to The Dark Eye balansuje gdzieś pomiędzy grą, książką, a spektaklem teatralnym.

Zakochałem się w oprawie audiowizualnej. Dawkowana oszczędnie muzyka jest pięknie zaaranżowana (motyw z menu głównego wywołuje ciarki na plecach). Głosy aktorów doskonale współgrają z niepokojącym wyglądem tradycyjnie animowanych postaci (uwielbiam te ich charakterystyczne "brudne" ruchy). Lokacje, choć bywają miejscami dość toporne (bo są niestety wygenerowane komputerowo), nie rażą swoimi niedoskonałościami. Może dlatego, że trochę jak dekoracje w teatrze (znowu te skojarzenia) są tu tylko tłem dla wydarzeń, które rozgrywają się na pierwszym planie. Bardzo nietypowa jest również ilustracja dwóch nieinteraktywnych, nieobowiązkowych segmentów gry (wspomnianego przez Ascovela wiersza "Annabel Lee" i opowiadania "Maska czerwonego Moru"). Wyglądają zupełnie inaczej od reszty gry, a jednocześnie idealnie do niej pasują.

Rozgrywka w The Dark Eye jest wprawdzie patologicznie liniowa i mocno uproszczona, ale też nie ma w niej przypadkowości. Wszystko jest starannie wyreżyserowane, każda scena ma swoje miejsce i zadanie. Dlatego warto grać w skupieniu, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Osobiście uwielbiam specyficzne ujęcia, od których zaczynamy za każdym razem gdy wcielamy się w nową postać. Ich cechą wspólną jest to, że widać wtedy odbicie twarzy prowadzonej osoby (czasem w lustrze, innym razem w tafli wody). Dla odmiany, nie spodobała mi się możliwość "przeskakiwania" pomiędzy mordercą, a ofiarą (lub odwrotnie), na podobnej zasadzie jak w innej grze firmy Inscape - Bad Day on the Midway. Moim zdaniem takie "przeskakiwanie" zamiast uatrakcyjniać grę, tylko frustruje i dezorientuje. Na szczęście w przypadku The Dark Eye nie jest to konieczność, a tylko opcjonalny dodatek.

Nie wystawiam maksymalnej oceny każdej przygodówce, która mi się spodoba. W przypadku The Dark Eye nie widzę jednak innej możliwości. Dodatkowe pół gwiazdki gra otrzymuje ode mnie za to, jak bardzo nie jest (nawet nie próbuje być) na siłę dla wszystkich, nie stara się zainteresować jak największej grupy odbiorców. Dzięki temu gracze oczekujący od gier czegoś innego, niepowtarzalnego, nie mają prawa czuć się przez The Dark Eye oszukani.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.