Solucja - Sherlock Holmes kontra Arsene Lupin
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Sherlock Holmes kontra Arsene Lupin
Solucję przygotował Jackowsky

Był późny sierpniowy wieczór, mój pierwszy w Londynie. Stałem na Baker Street, rozglądałem się i zastanawiałem się gdzie pójść. Wtedy zauważyłem szyld "Golden Lion". Pomyślałem sobie, że tam na pewno uzyskam interesujące mnie informacje. Nie zastanawiając się długo wszedłem do środka. Od razu dostrzegłem trzech elegancko ubranych panów, siedzących przy jednym ze stolików i rozmawiających ze sobą. Podszedłem do nich i zapytałem: "Przepraszam, nie znają Panowie Pana Holmesa?"
"A kto pyta?" - usłyszałem w odpowiedzi.
"O, przepraszam. Nie przedstawiłem się. Jestem John Grach z The New York Timesa. Szukam Pana Holmesa, abym mógł, nowojorskim czytelnikom, napisać o jego zwycięskim pojedynku."
"Drogi Holmesie..." - zaczął jeden z nich.
"To Pan?! Pan jest tym słynnym detektywem?" - zdziwiłem się nie wierząc własnemu szczęściu.
"Tak, to ja" - to powiedziawszy skłonił się lekko, - "a to mój najserdeczniejszy przyjaciel doktor Watson i przedstawiciel Scotland Yardu, inspektor Lestrade. Proszę, niech Pan siada. Chętnie opowiemy co się wydarzyło. Rozpocznij, drogi Watsonie, od otrzymania listu."
"Pamiętam, że było to..." - rozpoczął doktor Watson.

14 LIPCA

221B Baker Street
Holmes, jak to często czynił, grał na skrzypcach. Wiedziałem, że coś go trapiło, ale on nie chciał mi powiedzieć co. W pewnym momencie, wśród poczty, zauważyłem dziwny list. Powiedziałem o tym Holmesowi, a on zaintrygowany natychmiast przestał grać i...

Holmes:
...i podszedłem do stołu. Wziąłem leżącą na tacy kopertę i otworzyłem ją. W środku był list napisany przez słynnego francuskiego złodzieja, Arsene Lupina. Informował nas o planowanych przez niego kradzieżach, mających na celu poniżenie Anglii. Na końcu listu był wiersz podpisany "Arseno Lotinho". Postanowiłem udaremnić te niecne zamiary Pana Lupina. Poprosiłem Watsona, aby udał się do księgarni Barnesa i znalazł jakieś wskazówki dotyczące tajemniczego podpisu.

Watson:
Tak więc, wyszedłem na ulicę.

Baker Street i okolice
Po wyjściu z domu, skierowałem się w lewo i poszedłem Baker Street, później przy "Golden Lion" skręciłem w prawo i poszedłem Melcombe Street, a następnie skręciłem w lewo w Glentworth Street. Księgarnia Barnesa była tuż za rogiem. Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka.

Księgarnia Barnesa
To co tam zauważyłem, wprawiło mnie w osłupienie. Wszędzie panował niesamowity bałagan, a księgarz zachowywał się niepokojąco dziwnie. Podszedłem do niego i zapytałem o dziwną sprawę z jaką posłał mnie Holmes. Powiedział mi, że mam szukać książki o historii marynarki wojennej. Poszukałem po regałach, aż znalazłem: "Wielcy Angielscy Żeglarze". Przejrzałem ją i już wiedziałem co znaczył podpis. Chciałem jeszcze porozmawiać z księgarzem, ale on nie miał na to czasu. Z uzyskaną informacją wróciłem do domu.

221B Baker Street
Gdy tylko wszedłem, od razu powiedziałem Holmesowi co znalazłem: tajemniczy podpis to anagram od "HORATIO NELSON". Holmes stwierdził, że przedmiot kradzieży musi mieć związek z Admirałem Nelsonem. Kazał mi również poszukać mapy Londynu i sprawdzić czy w pobliżu Trafalgar Square nie ma miejsca godnego uwagi. Mapę, taką czerwoną książkę, znalazłem na biurku. Zabrałem ją, otworzyłem na "Centrum" i wskazałem punkt, w którym miała nastąpić domniemana kradzież: "Narodowa Galeria Malarstwa". Holmes przyznał mi rację i poprosił mnie, abym sprowadził dorożkę. Aby to zrobić, ponownie wyszedłem na ulicę

Baker Street i okolice
Porozmawiałem z woźnicą i już po chwili jechaliśmy do Galerii.

Galeria Narodowa
Holmes:
Podeszliśmy do młodego mężczyzny stojącego tuż przy wejściu i porozmawialiśmy z nim - był to praktykant, Palinor. Dowiedzieliśmy się, że dyrektor muzeum był zajęty - akurat rozmawiał z jakimś natarczywym francuskim malarzem. Gdy poprosiłem Palinora o listę obrazów, okazało się, że zgubił ją gdzieś w muzeum. Na koniec poprosiłem go o plan muzeum. Plan, na szczęście, miał. O, tu go mam.


Zaznaczyłem na nim wszystkie ważne miejsca. Zaginiony rejestr znaleźliśmy w galerii francuskiej - o, tu w [1] - pod krzesłem. Podniosłem zgubę i zanieśliśmy ją Palinorowi. A on, wdzięczny za odnalezienie rejestru, obiecał pomóc w identyfikacji obrazu z wiersza Arsene Lupina. Chciał tylko wiedzieć co przedstawiał ów obraz. Powiedziałem mu, że na obrazie widnieje "STATEK". Praktykantowi zaraz się skojarzyła "Walcząca Temeraire". Od razu zapytałem też, gdzie mogę zobaczyć to dzieło. Gdy nam wytłumaczył, poszliśmy do galerii angielskiej i znaleźliśmy obraz ([2]). Postanowiliśmy poinformować dyrektora o planowanej kradzieży. Udaliśmy się w tym celu do jego gabinetu. Zastaliśmy tego francuskiego malarza - Horace Velmonta, się jak dowiedzieliśmy - i dyrektora wychodzącego z biura. Dziwny malarz oddalił się, a ja kazałem Watsonowi go śledzić. Doktor po chwili wrócił i oznajmił, że on gdzieś zniknął. Chwilę potem pojawił się inspektor Lestrade. Odbyliśmy naradę przy obrazie i ustaliliśmy następujący plan działania: dyrektor zamyka muzeum, Watson i ja idziemy spać, a inspektor rozstawia swoich ludzi. To ustaliwszy, rozstaliśmy się.

Lestrade:
Gdy wyszli, sprawdziłem drzwi wejściowe do Galerii i ruszyłem na obchód. Holmes zapomniał zostawić mi plan, ale dałem sobie radę bez. Poszedłem do ciemnego pomieszczenia ([3]), a następnie do warsztatu renowacji obrazów ([4]). Tam zauważyłem szklany dach i postanowiłem, że jednego policjanta postawię na straży w warsztacie. Przeszedłem się jeszcze po włoskiej galerii, później przez angielską poszedłem się do francuskiej. Następnie, przez hiszpańską, wróciłem do holu. Powiadomiłem dyrektora o wyniku obchodu. Po jakimś czasie przyszli moi ludzie, którym kazałem pilnować Galerii jak oka w głowie. Na nic się to jednak nie zdało.

15 LIPCA

221B Baker Street
Watson:
Rano otrzymaliśmy list od inspektora, który informował nas o dokonanej kradzieży. Holmes poprosił mnie żebym znalazł dorożkę. Wyszedłem więc na ulicę.

Baker Street i okolice
Po wyjściu z domu, skierowałem się w lewo. Gdy dochodziłem do dorożki, zaczepił mnie mężczyzna. Mówił, że jest dziennikarzem. Na koniec wręczył mi wizytówkę. Kartonik schowałem do kieszeni i zapomniałem o nim. Podszedłem do stojącej na ulicy dorożki, porozmawiałem z woźnicą i już po chwili byliśmy w Galerii.

Galeria Narodowa
Holmes:
Przy wejściu czekał na nas inspektor. Wypytałem go o wszystko. Wyglądało na to, że jeden z włamywaczy został w muzeum kiedy było jeszcze otwarte. Dużą część obrazów złodzieje rzucili na podłogę w gabinecie dyrektora. Na ich miejsce powiesili dzieła tego francuskiego malarza, który dzień wcześniej naprzykrzał się dyrektorowi. Podczas tych czynności pozostawiali pełno śladów odciśniętych w farbie. Watson z inspektorem poszli przesłuchiwać świadków, a ja zostałem sam. Spojrzałem na zamknięcie skrzyni, która stała obok i od razu rzuciła mi się w oczy. Była zamknięta na skomplikowany zamek szyfrowy. Machnąłem na to ręką i poszedłem zobaczyć miejsce, w którym wisiał skradziony obraz ([2]). Na posadzce zauważyłem cztery ślady i przyjrzałem się im bliżej. Następnie przy pomocy lupy każdy z osobna zbadałem. Stwierdziłem, że były zrobione czarną gumą i układały się w kwadrat. Zaraz przyszła mi do głowy drabina. Spojrzałem w górę i zauważyłem, że coś było przytwierdzone do sufitu. Chciałem się temu bliżej przyjrzeć, ale było zbyt wysoko. Nie mogłem skorzystać z drabiny, ponieważ używali jej ludzie inspektora. Aby nie marnować czasu, dalej kontynuowałem obchód. Poszedłem do warsztatu renowacji obrazów ([4]). Gdy przechodziłem przez włoską galerię, zauważyłem namalowany na posadzce - prawdopodobnie przez Lupina - duży czerwony kwadrat. Postanowiłem, że przyjrzę mu się później. W warsztacie stwierdziłem, że to tamtędy przedostali się złodzieje. Spojrzałem na płachtę leżącą na podłodze i domyśliłem się, że to za jej pomocą złodzieje tłumili odgłos zeskoków. Wtedy zabrałem się za ślady z farby i szedłem ich tropem. Tam gdzie mnie coś zaciekawiło, przystawałem i przyglądałem się im bliżej, dokładnie je badając i mierząc:
- [4] (między płachtą, a rozlaną farbą): lupa - były to odciski butów o miękkiej podeszwie o charakterystycznym wzorze; taśma - był to rozmiar 9,
- [4] (między rozlaną farbą, a wyjściem): lupa - były to odciski butów roboczych; taśma - był to rozmiar 10,
- [5]: lupa - jeden odcisk był wyraźny, drugi słaby,
- [6]: wyglądało to tak, jakby ktoś na coś patrzył.
Poszedłem pod gabinet dyrektora muzeum i spojrzałem na rozrzuconą ziemię z doniczki: lupa - podeszwa butów malarza Horace Velmonta; taśma - był to rozmiar 9.
Wywnioskowałem wtedy, że Arsene Lupin i Horace Velmont to jedna i ta sama osoba. Wszedłem do gabinetu dyrektora, aby z nim porozmawiać. Gdy skończyliśmy rozmowę, wszedł człowiek Lestrade'a i poinformował mnie, że drabina stoi obok biura. Wyszedłem z gabinetu, zabrałem drabinę i poszedłem na miejsce kradzieży ([2]). Drabinę postawiłem w tym samym miejscu co złodzieje. Wszedłem na nią i zabrałem kopertę. Była to kolejna wierszowana wskazówka. Domyśliłem się, że powinienem poszukać czterech konkretnych obrazów. I tak:
1. Wenus i Mars w biel owinięci - znalazłem w [7]; odczytałem kiedy sprowadzony - 1874,
2. Zmęczony jeździec i biały koń - [8]; kiedy namalowany - 1652,
3. Łyżwiarze - [9]; długość życia malarza - 1634-1585=49,
4. Chłopiec i anioł - [10]; kiedy zakupiony - 1894.
Na końcu wskazówki zamieszczony był opis, z którego otrzymałem następujący wzór: (1.-2.)*3.-4. Gdy wstawiłem tyle co odczytane liczby, otrzymałem: (1874-1652)*49-1894=8984.
Poszedłem do dużej skrzyni, która zaintrygowała mnie na początku tamtej wizyty w galerii. Wprowadziłem kod "8984", po czym przekręciłem pokrętło z boku kłódki. W ten sposób otworzyłem kłódkę, a następnie podniosłem wieko skrzyni. W środku leżało przebranie Lupina. Z portretu Napoleona zabrałem liścik z kolejną wskazówką. Według niej miałem odnaleźć w muzeum jego przebranie i je usunąć. W [11] znalazłem obraz, o którym mówił Lupin. Gdy mu się przyjrzałem, stwierdziłem, że był pokryty warstwą rozcieńczonej farby. Zastanowiłem się, kto mógłby wiedzieć jak ją usunąć. Kto? Przyszedł mi do głowy dyrektor. Poszedłem go o to zapytać i dowiedziałem się, że trzeba nawilżyć obraz wodą za pomocą pędzla o sztywnym włosiu, a następnie zetrzeć farbę przy pomocy gąbki. Z warsztatu renowacji obrazów zabrałem dzban z wodą, pędzel i gąbkę. Wróciłem do [11] i za pomocą pędzla zamoczonego w wodzie nawilżyłem cały obraz. Później gąbką zdarłem warstwę farby. Moim oczom ukazał się portret Lupina i jakaś kartka wystająca mu z kieszeni. Przeczytałem tę kartkę. Była to kolejna wskazówka opatrzona literą:
"C": Mówiła ona o niebie i mgle. W [12] znalazłem obraz w okrągłej czerwonej ramie przedstawiający twarz z chmur. Przyjrzałem mu się bliżej, po czym wziąłem lupę i znalazłem kawałek papieru przy ramie (między godziną pierwszą, a drugą). Wyjąłem papier i odczytałem następną wskazówkę.
"O": W [13] przekręciłem lewą lampę. Pokazała się kolejna wskazówka. Zabrałem ją i znalazłem kolejny wierszyk.
"R": Wierszyk mówiący o posępnym pomieszczeniu. Poszedłem do [3]. Było tam ciemno. Udałem do gabinetu dyrektora i zabrałem lampę stojącą na jego biurku. Wróciłem do [3], zapaliłem lampę i postawiłem ją na stoliku. Z wiadra obok stołu zdjąłem przykrycie i znalazłem głowę. Z jej ust wyjąłem kartkę papieru. Była to kolejna wskazówka.
"O": Mówiła ona o śpiącym wśród lilii dyrektorze i o młodszym kwadransie. Zabrałem ze sobą lampę i wyszedłem z pomieszczenia. Obraz śpiącego dyrektora odnalazłem w [14]. Przekręciłem go i podniosłem list, który wypadł w wyniku tej operacji. Była to kolejna wskazówka.
"N": Mówiła o dziadku dziadka Horacego Vernet i o wyścigu na Tybrze. We francuskiej galerii ([15]) znalazłem dwa takie same obrazy. Przyglądnąłem się im dokładniej, a w szczególności temu po lewej. Przy pomocy lupy odkryłem, że jeden z ludzi stojących na balkonie (po lewej stronie) trzymał palący się obraz. Wyjąłem lampę i za jej pomocą podpaliłem obraz. Po chwili z płomieni wyłoniła się kolejna litera oraz następna wskazówka.
"I": Przepisałem ją do notatnika. Mówiła o dziewięciu obrazach w kolorach brązowym, czerwonym, żółtym, zielonym i błękitnym, które musiałem ze sobą połączyć. Obrazy te odnalazłem w galeriach:
- francuskiej ([16]) - 1,
- angielskiej (obok [2] i [17]) - 2,
- holenderskiej ([18]) - 1,
- flamandzkiej ([19] i [20]) - 2,
- hiszpańskiej ([21]) - 1,
- niemieckiej ([22]) - 1,
- włoskiej ([23]) - 1.
Gdy miałem już wszystkie obrazy, poszedłem do włoskiej galerii, położyłem je na podłodze. Zrobiłem to w miejscu, w którym był namalowany kwadrat. Następnie zabrałem się za ich układanie. Wyglądało to tak:


Pokazała mi się ostatnia litera: "S". Poszedłem do dyrektora i zapytałem, czy mówiło mu coś słowo "CORONIS". Skojarzyło mu się z obrazem "Apollo uśmiercający Coronis". Pokazał mi go i opowiedział o jego historii, ale nic z tego nie wynikało. Po chwili pojawił się Watson i przyniósł kolejny list od Lupina, a w nim kolejną wskazówkę mówiącą o czarnym cieniu, którego nie było na obrazie. Dyrektor powiedział, że chodziło o kruka. Dalsza część wskazówki mówiła, że "...w nocy zniknie jeszcze sześć".

"To może kolejkę sherry? Na pewno zaschło Wam w gardłach" - zaproponowałem, a nikt nie wniósł protestu.

Watson:
Wyjąłem wtedy mapę Londynu, otworzyłem na "Wschód" i wskazałem Tower. Mieści się tam królewskie więzienie i mieszka sześć kruków chroniących królestwo przed upadkiem. Obaj zgodziliśmy się wtedy, że niezwłocznie musimy się tam udać.

NOC Z 15 NA 16 LIPCA

Teren Tower
Holmes:
Podeszliśmy do bramy i powiedzieliśmy strażnikowi o naszych podejrzeniach. Strażnik natychmiast poszedł po naczelnika, a nam kazał czekać. Zerknąłem na napisy wyryte na murze po prawej stronie wejścia. Zaraz też pojawił się naczelnik. Wtedy okazało się, że już było za późno. Weszliśmy do środka i wysłuchaliśmy opowieści naczelnika. W efekcie otrzymałem kolejną wiadomość od Lupina. Wynikało z niej, że należało złapać sześć ptaków i odczytać znalezione przy nich wskazówki. Na koniec poprosiłem o lampę. Dostałem również mapę.


Naczelnik nas opuścił, a my staliśmy przez White Tower. Postanowiłem rozpocząć poszukiwania od początku. Wróciliśmy więc do Byward Tower (skorzystaliśmy z mapy - [1]). Przeszliśmy ponownie przez bramę i trzymając się murów po prawej, doszliśmy do pierwszych schodów. Weszliśmy na nie i szliśmy dalej murem. Wspięliśmy się na kolejne schody i znaleźliśmy się przed drzwiami zbrojowni (weapons room). Weszliśmy do środka. Zaznaczyłem to miejsce na mapie ([2]).

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Ze stołu zabrałem niebieskie pudełko po amunicji. Przyjrzałem się broni stojącej obok kominka, a z kominka wziąłem trochę węgla. Przyjrzałem się również kolekcji wabików na ptaki, zbrojom, niebieskiej tarczy wiszącej na ścianie oraz sieci o dużych oczkach. Ze stolika przy kotwicy zabrałem lunetę. Wyszliśmy na zewnątrz.

Teren Tower
Zeszliśmy na ulicę i poszliśmy w prawo, po czym przeszliśmy przez bramę ([3]) po lewej stronie. Szliśmy chwilę, aż w murze po lewej zobaczyliśmy przejście i prowadzące na górę schody. Weszliśmy nimi. Naszym oczom ukazał się ceglany dom z niebieskimi drzwiami. Podeszliśmy do pierwszych z nich. Było to dormitorium ([4]). Weszliśmy do środka.

Dormitorium
Z regału, w głębi pomieszczenia, zabrałem książkę o ptakach. Przypatrzyłem się aparatowi fotograficznemu z lampą błyskową stojącemu na szafce nocnej przy jednym z łóżek. Z następnego łóżka wziąłem niebieską skarpetę.

Teren Tower
Po wyjściu z dormitorium skierowaliśmy się w lewo i szliśmy wzdłuż budynków, aż doszliśmy do jasno oświetlonych drzwi. Był to magazyn (storeroom). Zaznaczyłem to miejsce ([5]). Przed drzwiami zauważyłem ślady odciśnięte w rozsypanej substancji. Zbadałem je przy pomocy lupy i zmierzyłem miarką. Wszystko wskazywało na Lupina. Akurat gdy skończyłem, przyszedł naczelnik. Poprosiłem go o klucze do magazynu. Miał je, ale na wiele się to nie zdało, ponieważ dalszego przejścia broniła krata zabezpieczona przez kucharza zamkiem szyfrowym. Kucharz - oczywiście - miał wolne, a naczelnik nie znał szyfru. Przypomniało mu się jedynie, że szyfr miał coś wspólnego z rodziną kucharza. Dał nam klucz do mieszkania kucharza, abyśmy mogli coś z tym zrobić. Po prawej stronie od magazynu były drzwi do prywatnych pomieszczeń (private lodgings). Weszliśmy tam i kluczem otrzymanym od naczelnika otworzyliśmy drzwi po prawej.

Tower - Mieszkanie kucharza
Z biurka pod oknem zabrałem menu na przyszłe dni, list od jego babki oraz rodzinną fotografię. Na zdjęciu widniał podpis Mac Adams. Od razu mi się przypomniało, gdzie widziałem to nazwisko.

Teren Tower
Poszliśmy do Byward Tower ([1]), aby ponownie się przyjrzeć napisom wyrytym na murze przed bramą. Wiedziałem czego szukać. Przy pomocy lupy, odnalazłem nazwisko Mac Adams i przeczytałem datę, którą było opatrzone: 21.8.1632r. Wróciliśmy pod magazyn ([5]) i weszliśmy do środka.

Tower - Magazyn
Z kredensu na wprost wejścia zabrałem niebieski talerz. Z regału po prawej wziąłem kawałek sznurka. Przy okazji zobaczyłem wosk, który najprawdopodobniej pochodził ze stojących tam słojów z pomidorami. Przypatrzyłem się temu uważniej. Zauważyłem również, że w skrzyni ze słojami jednego brakowało. Spod regału zabrałem płócienny worek. Weszliśmy między regały. Spojrzałem na przechowywane tam produkty i zauważyłem, że wszystkie były ostemplowaną królewską pieczęcią. Z wiadra stojącego na podłodze wziąłem garść nasion słonecznika. Obeszliśmy ostatni regał i stanęliśmy przed zamkniętą kratą. Na kłódce ustawiłem datę z muru jako szyfr ("2181632") i otworzyłem ją. Weszliśmy do pomieszczenia za kratą. Zdjąłem pokrywę z glinianego garnka stojącego na ladzie za wiszącym mięsem i znalazłem pierwszą wiadomość od Lupina. Wziąłem ją. Niestety, była nieczytelna.

Teren Tower
Gdy wyszliśmy z magazynu, udaliśmy się w lewo wzdłuż budynków. Kiedy przechodziliśmy obok krzaków, usłyszeliśmy głos ptaka ([6]). Podeszliśmy bliżej. Gdy chciałem przyjrzeć się śladom, nadszedł strażnik i powiedział, że ptak ukradł mu tytoń zapakowany w jasnoniebieską paczkę. Przy pomocy lupy zbadałem ślady ptaka i porównałem je z tymi w książce. Były to ślady cudowronki błękitnej, która charakteryzowała się maniakalnym wręcz zamiłowaniem do niebieskich przedmiotów. W miejscu, w którym ptak pozostawił ślady położyłem niebieski talerz, pudełko po amunicji i niebieską skarpetę. A gdy ptak wyszedł, złapałem go do płóciennego worka. Tzn. prawie złapałem, została mi tylko kolejna - również nieczytelna - wiadomość. Postanowiliśmy kontynuować obchód placu. Poszliśmy dalej i mijaliśmy następujące charakterystyczne punkty: kaplicę królewską, baraki Waterloo, blok szpitalny, aby znaleźć się przy murze romańskim ([7]). Kiedy tam doszliśmy, zainteresowały nas drzewa rosnące przed White Tower. Weszliśmy na trawnik ([8]) (zaznaczyłem Tower Green) i chodziliśmy po nim tak długo, aż usłyszeliśmy śpiew ptaka chowającego się wśród konarów. Spojrzałem w górę i wypatrzyłem go na drzewie. Przy pomocy lunety przyjrzałem mu się dokładniej. Gdy podszedłem bliżej, ptak przeleciał na inne drzewo. Tak długo za nim chodziłem, aż zgubił pióro. Podniosłem je i wtedy mogłem go zidentyfikować. Była to kuropatwa skalna. Pochodziliśmy jeszcze po trawniku, aż znaleźliśmy (po drugiej stronie trawnika - [9]) łupiny po nasionach, których Lupin użył jako przynęty.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Z kolekcji wabików zabrałem ten wabiący kuropatwę (górny rząd po lewej).

Teren Tower
Wróciliśmy w okolice Tower Green ([8]), gdzie pod drzewami użyłem wabika na ptaku. Po chwili mieliśmy trzecią wiadomość, która - podobnie jak pozostałe - była nieczytelna.

Wróciliśmy do muru romańskiego ([7]) i stanęliśmy tyłem do armaty. Zauważyłem wieżę z wiszącą na niej brytyjską flagą ([10]). Podeszliśmy do niej, a później poszliśmy wzdłuż murów obronnych. W pewnym momencie usłyszeliśmy kolejnego ptaka. Otworzyłem drzwi, które znajdowały się tuż obok. Krętymi schodami weszliśmy na górę i znaleźliśmy się na wale obronnym ([11]).

Wał obronny
Usłyszałem, że ptak coś mówił, ale nie mogłem go zrozumieć.

Teren Tower
Zeszliśmy z powrotem i wtedy zauważyłem schody prowadzące w dół. Zeszliśmy niżej, aż dotarliśmy do drzwi. Gdy spróbowałem je otworzyć, usłyszeliśmy dziwne piski dochodzące zza drzwi. Poprosiłem Watsona, aby sprowadził naczelnika. Gdy przyszedł, zapytałem go o możliwość otwarcia tamtych drzwi. Zrobił to i znaleźliśmy się w Wakefield Tower ([12]).

Wakefield Tower
Na ścianie zobaczyliśmy namalowane herby, ale - nadgryzione zębem czasu - nie były zbyt wyraźne. Pośrodku zauważyłem kamienną tablicę z ledwo widocznym napisem. Węglem zamalowałem tablicę i wydobyłem skrywany przez nią napis na powierzchnię, a wraz z nim rysunek tarczy. Wtedy naczelnik powiedział, że brygadier Metcalfe będzie coś wiedział na temat tarczy.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Ze ściany zabrałem niebieską tarczę.

Teren Tower
Podszedłem pod dormitorium ([4]), gdzie spotkałem Metcalfe'a. Pokazałem mu tarczę. Powiedział, że jest ona związana z rycerzami okrągłego stołu.

Wakefield Tower
Zapytałem naczelnika, czy on lub ktoś z jego podwładnych nie ma książki o rycerzach okrągłego stołu. Niestety, nie mieli. Poprosiłem więc Watsona, aby wrócił na Baker Street i u Barnesa zakupił stosowną książkę.

Watson:
Pojechałem na Baker Street i stanąłem przed drzwiami księgarni.

Baker Street i okolice
Podszedłem bliżej i spróbowałem je otworzyć. Były zamknięte. Wiedząc, że księgarz mieszka nad swoim sklepem, zacząłem go wołać. Jednak zamiast niego pojawił się Pierse. Od dziennikarza dowiedziałem się, że księgarz popadł w jakiś konflikt z właścicielką kamienicy i wyprowadził się do pokoju w pubie Golden Lion. Wtedy była to speluna, nie to co teraz, więc z duszą na ramieniu wszedłem do środka .

Golden Lion
Od pijaczka stojącego przy barze dowiedziałem się, że Barnes przebywa za drzwiami, za barem. Spróbowałem przejść przez te drzwi, ale barman nie pozwolił. Gdy odchodziłem, zza nich wybiegła dziewczyna. Postanowiłem ją zapytać o te drzwi, ale dziewczyna nie chciała mi niczego powiedzieć. Dała mi jednak do zrozumienia, że za działkę zmieni zdanie.

221B Baker Street
Wszedłem do pokoju Holmesa, podszedłem do jego łóżka i wyjąłem gałkę z oparcia przy ścianie. Ze schowka zabrałem fiolkę. Miałem tego nie mówić, ale i tak się - jak mniemam, drogi Holmesie - domyśliłeś, że to ja.

Golden Lion
Fiolkę dałem dziewczynie, a ona, w podziękowaniu, załatwiła mi wejściówkę. Nie czekając przeszedłem przez drzwi za barem i zobaczyłem księgarza grającego w wyścigi żółwi. Na nieszczęście obstawiając zapożyczył się i przegrał ostatni wyścig. Oczywiście mężczyzna, któremu Barnes był winny pieniądze domagał się zwrotu długu. Nie pomogło moje zapewnienie, że podpiszę weksel za niefortunnego gracza. On chciał tylko gotówkę. Na to wszystko wszedł Pierse i sobie tylko znanym sposobem załatwił, że wierzyciel zadowoli się jakąś biżuterią lub odznaczeniami.

221B Baker Street
Wszedłem do pokoju Holmesa i otworzyłem walizeczkę leżącą na stoliku. Ze środka zabrałem fotografię Irene Adler i jego order Legii Honorowej. Postanowiłem go dać w zastaw za Barnesa i od razu nazajutrz wykupić.

Golden Lion
Oddałem order i wyciągnąłem Barnesa z opałów. Po chwili znaleźliśmy się w księgarni. Od razu zapytałem Barnesa o książkę o królu Arturze. Miał taką książkę, ale nie pamiętał gdzie ją położył. Musiałem sam poszukać. Co to za dziwne zwyczaje, żeby samemu się w sklepie obsługiwać? W każdym razie, książkę znalazłem w środkowym regale po prawej stronie. Barnes twierdził, że jest ona warta więcej niż wynosił jego dług wobec mnie. Nie miałem czasu, aby się z nim targować. Wyszedłem z księgarni i pojechałem do Tower, do Wakefield Tower.

Wakefield Tower
Holmes:
Tyle co skończyłem tłumaczyć inskrypcję, gdy nadszedł Watson z książką. Niestety okazała się ona nic nie wartym (no może, prawie nic) zbiorem kartek. Z odczytanego przeze mnie tekstu wynikało, że do otworów poniżej herbów należy powkładać odpowiednie bronie.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
W zbrojowni czekał na mnie strażnik oddelegowany przez naczelnika do pomocy. Poprosiłem, aby opowiadał mi o poszczególnych egzemplarzach. Ze stojaka obok kominka zabrałem następujące bronie (jednocześnie mogłem zabrać tylko dwie) licząc od kominka:
- 5 - partyzana,
- 6 - berdysz,
- 7 - nadziak (bec de corbin),
- 8 - glewia.
Ze zbroi stojących naprzeciw kominka zabrałem miecz i maczugę czyli gwiazdę poranną.

Wakefield Tower
Bronie wkładałem w odpowiednie otwory - licząc od lewej - pod herbami poszczególnych rycerzy (o tym, który herb należał do danego rycerza dowiadywałem się z książki przyniesionej przez Watsona):
- partyzana - sir Kay - 4,
- berdysz - sir Bedivere - 1,
- nadziak (bec de corbin) - sir Percivale - 3,
- glewia - sir Bors de Ganis - 2,
- gwiazda poranna - sir Lamorak - 6,
- miecz - sir Lancelot - 5.
Gdy powkładałem wszystkie bronie do odpowiednich otworów otworzyły się drzwi do drugiego pomieszczenia. Weszliśmy tam i zobaczyliśmy latającego nietoperza. Pomyślałem wtedy, że trzeba by było go oślepić jasnym światłem.

Dormitorium
Zabrałem aparat z lampą błyskową

Wakefield Tower
Użyłem aparatu na nietoperzu. Po chwili mieliśmy ładne zdjęcie i ogłuszonego nietoperza. Spojrzałem na zwierzaka i znalazłem kolejną nieczytelną wiadomość.

Wał obronny
Użyłem na mówiącym ptaku nasion słonecznika. Ptak zleciał i wtedy mogłem go zrozumieć. Pytał o swoje imię. Powiedział mi również, że je znałem, że serce me złamała, że niemiecki ptak i orzeł to to samo. Po chwili zastanowienia, wiedziałem już jak papuga miała na imię. Odpowiedziałem: "ADLER". Usłyszawszy to, papuga odleciała i zostawiła kolejną nieczytelną wiadomość - piątą z sześciu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że szósty ptak pojawi się dopiero rano. Postanowiliśmy przeczekać pozostałą część nocy. Rankiem, stojąc pod White Tower, rzeczywiście usłyszeliśmy głos ostatniego ptaka.

Teren Tower
Lunetą przypatrzyłem się ptakowi i rozpoznałem go. Był orłosęp brodaty - ptak żywiący się żółwiami. Trzeba było jedynie znaleźć żółwia na przynętę.

Watson:
Zdecydowałem, że żółwia załatwię osobiście. Zapytałem Holmesa, czy nie ma przy sobie jakichś pieniędzy. Nie miał, ale powiedział mi, że - aby trenować pamięć - pochował suwereny w naszym mieszkaniu. Pojechałem zatem na Baker Street (mapa "Zachód" i "221B Baker Street" - lewy górny róg mapy).

221B Baker Street
W salonie monety znalazłem w następujących miejscach:
- w szafce z szufladami pod oknem,
- w szufladzie w biurku obok szafki z szufladami, po lewej i po prawej stronie,
- pod mikroskopem stojącym na stole laboratoryjnym,
- pod listem leżącym na szafce po lewej stronie kominka,
- pod pojemnikiem stojącym na kominku.
W pokoju Holmesa, natomiast, znalazłem je:
- pod pojemniczkiem stojącym obok lampy po prawej stronie łóżka,
- w szufladzie na toaletce pod sztuczną brodą i peruką,
- pod książką w regale po prawej stronie toaletki,
- w szufladzie w szafce stojącej po lewej stronie łóżka.
Gdy już uzbierałem 10 suwerenów, poszedłem do Golden Liona, aby kupić żółwia.

Golden Lion
Wszedłem na zaplecze i zabrałem żółwia. Zapłaciłem i od razu pojechałem do Tower.

Holmes:
Teren Tower
A ja w tamtym czasie postanowiłem zorganizować jakąś sieć do złapania ptaszka.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Użyłem sznurka, aby naprawić sieć wiszącą obok kotwicy.


Gdy skończyłem reperowanie sieci, przyszedł Watson ze wspaniałym okazem żółwia.

Teren Tower
Poszliśmy przed White Tower. Na drodze prowadzącej do wejścia ([13]) położyłem żółwia jako przynętę. Po chwili ptak stał przy żółwiu, a ja korzystając ze zreperowanej sieci rybackiej złapałem go uzyskując ostatnią wiadomość. Postanowiliśmy pojechać do domu, by tam sprawdzić co kryją te wiadomości.

221B Baker Street

Na wiadomości spojrzałem pod światło. W tym celu skorzystałem z lampy stojącej na stole laboratoryjnym. Wiadomość mówiła o traktacie, czterech obrazach i mieście św. Katarzyny. Watson był zmęczony, więc poradziłem mu, żeby wypoczął. Ja natomiast udałem się do Galerii Narodowej.


Galeria Narodowa
Od razu poszedłem do gabinetu dyrektora, pokazałem mu wiesz-wskazówkę i zapytałem co o nim sądzi. Nic szczególnego mi nie odpowiedział. Miałem sam poszukać interesujących mnie obrazów. Udałem się do włoskiej galerii i tam znalazłem trzy dzieła autorstwa: Solario - [1], Crivelliego - (malutki obraz) [2], i Rafaela - [3]. Wszystkie były podpisane "Święta Katarzyna z Aleksandrii". Zastanawiałem się: czyżby to chodziło o Aleksandrię. Aby się upewnić, postanowiłem poszukać jeszcze czwartego obrazu. Znalazłem go w galerii niemieckiej - był to Lochner ([4]). Potwierdziło się moje przypuszczenie, chodziło o Aleksandrię. Postanowiłem spotkać się z Watsonem i w tym celu pojechałem na Baker Street.

221B Baker Street
Watson:
Korzystając z nieobecności Holmesa, w tajemnicy przed nim, pojechałem do banku po pieniądze. Miałem zamiar wykupić zastawiony order.

Golden Lion
Chciałem wejść na zaplecze, ale drzwi były zamknięte. Nikt w pubie nie chciał ze mną rozmawiać. Zupełnie załamany wyszedłem na ulicę.

Baker Street i okolice
Przed pubem stał Pierse. Wyglądało jakby na mnie czekał. Było mi wtedy wszystko jedno. Poprosiłem go, żeby pomógł mi odzyskać zastawiony przedmiot. Obiecał, że zajmie się tym, ale zażądał - oprócz pieniędzy - zapewnienia, że wyświadczę mu przysługę. Zgodziłem się. Co miałem zrobić?

221B Baker Street
Gdy wróciłem do domu, Holmes już na mnie czekał. Powiedziałem mu, że musiałem iść do jednego z moich pacjentów, ale on nie dał się na to nabrać. Zdał mi relację ze swojego pobytu w Galerii i zapytał co ja o tym myślę. Odpowiedziałem: "ALEKSANDRIA" i trafiłem w sedno. Lupinowi chodziło o traktat aleksandryjski.

Holmes:
Postanowiłem dać Watsonowi jeszcze trochę czasu na odpoczynek, a sam poszedłem do księgarni Barnesa.

Księgarnia Barnesa
Księgarz kazał mi samemu poszukać interesującej mnie książki. Zdaje się, że weszło mu to w nawyk. Książkę znalazłem w regale naprzeciw wejścia, po drugiej stronie. Z niej dowiedziałem się, że na podstawie traktatu aleksandryjskiego Anglia otrzymała, kosztem Francji, większość zabytków starożytnego Egiptu w tym słynny Kamień z Rosetty. Domyśliłem się, że to ten kamień będzie kolejnym celem Lupina. Wszystkie te eksponaty znajdowały się w Muzeum Brytyjskim.

Baker Street i okolice
Gdy podchodziłem do drzwi swojego domu, zagadnął do mnie stojący na ulicy policjant. Przekazał mi informację od inspektora Lestrade'a: mamy się spotkać z premierem.

221B Baker Street
Wszedłem do pokoju Watsona i zobaczyłem, że rzuca się na łóżku. Znowu miał koszmary. Obudziłem go i przekazałem informację o planowanym spotkaniu z premierem. Przyszykowaliśmy się i udaliśmy się do Muzeum Brytyjskiego (mapa "Centrum" i "Muzeum Brytyjskie" - lewy górny róg mapy).

16 LIPCA

Muzeum Brytyjskie
Przed wejściem spotkaliśmy premiera i inspektora, z którymi odbyliśmy długą rozmowę. Razem postanowiliśmy zamknąć muzeum. Otrzymałem również plan Muzeum.


Postanowiliśmy sprawdzić, czy Kamień jest jeszcze na miejscu. Weszliśmy do środka. Wewnątrz spotkaliśmy dwóch mężczyzn. Zapytałem jednego z nich: kim jest. Okazało się, że był to stróż. Poprosiłem go o pokazanie nam Kamienia. Po chwili znaleźliśmy się na miejscu - w galerii egipskiej i babilońskiej ([1]). Kamień jeszcze był. Poszliśmy poszukać inspektora, aby poprosić go o przeszukanie muzeum. Trzeba było wyeliminować niebezpieczeństwo z wewnątrz. Wyszliśmy z galerii i znaleźliśmy się na wewnętrznym dziedzińcu. Poszliśmy w prawo. Inspektora znaleźliśmy przy drzwiach ([2]). Zapytałem go jak się sprawa przedstawia. Okazało się, że ludzie inspektora już przeszukali wszystkie zakamarki, po trzy razy - jak się wyraził. Dodatkowo wzmocnił straże. Wydawało się więc, że nikt nie wejdzie na teren muzeum.

Watson:
Gdy Holmes rozmawiał z inspektorem, poczułem głód i głośno o tym powiedziałem. Inspektor poradził mi, żebym zapytał któregoś z policjantów, czy nie została mu resztka z prowiantu. Oni poszli omawiać swój plan, a ja poszedłem do wejścia (na mapie "korytarz wejściowy" [3]) i zapytałem stojącego tam policjanta - tego po lewej - o jedzenie. Okazało się, że koło bramy wejściowej zostawił chlebak. Poszedłem tam ([4]) i zobaczyłem, leżący obok śmietnika, chlebak. Zajrzałem do niego, ale nie znalazłem niczego interesującego, już nie mówiąc o jedzeniu. Gdy grzebałem w chlebaku, za bramą pojawił się ten upierdliwy dziennikach - Piers - i zawołał mnie. Mam nadzieję, że nie zobaczył co robiłem. Chciał, żebym wpuścił go do muzeum. Powoływał się na przysługę, którą byłem mu winien oraz - co mnie przekonało - na możliwość odzyskania odznaczenia Holmesa. Tak czy inaczej, obiecałem, że go wpuszczę. Udałem do czytelni ([5]). Podszedłem do stróża, który stał w środku i wypytałem go o klucz do bramy wejściowej oraz o wszystko co było z nim związane. Zdradził mi, że klucz miał dyrektor w sejfie w jego gabinecie. Dowiedziałem się również, że gabinet dyrektora mieści się obok wejścia. Wyszedłem z czytelni. Poszedłem na wprost i znalazłem się w korytarzu wejściowym. Na pierwszych drzwiach po lewej zauważyłem tabliczkę: "Directeur" ([6]). Wszedłem do środka i znalazłem się w gabinecie dyrektora. Z biurka zabrałem kartkę, na której zapisane była następujące informacje: "aby otworzyć", na czerwono narysowana strzałka skierowana zgodnie z ruchem wskazówek zegara oraz liczba 15, a także niebieska strzałka skierowana w przeciwną stronę. Pomyślałem, że dyrektor ma słabą pamięć i zapisał sobie zasadę działania zamka szyfrowego do swojego sejfu. Podszedłem do sejfu i przekręciłem gałkę w środku tak, aby czerwona strzałka wskazywała czerwoną "15". Następnie odczytałem liczby wskazywane przez zielone strzałki oraz ich kolory:
1 - "75" niebieskie,
2 - "45" czerwone,
3 - "30" niebieskie,
4 - "30" czerwone.
Mając te informacje, poustawiałem na czterech pokrętłach (ponumerowanych od I do IV) odpowiednie wartości. Kręciłem zgodnie ze wskazówkami zegara, gdy liczba była czerwona i przeciwnie, gdy była niebieska. Taki był poprawny układ:


Otworzyłem sejf i wyjąłem z niego klucz do bramy wejściowej. Miałem szczęście, że zdążyłem zamknąć sejf. Do gabinetu wszedł architekt, ale nie zauważył, że sejf był otwarty. Przekonałem go, że tylko sprawdzałem zamknięcie. Zaintrygowało mnie jego zdenerwowanie. Okazało się, że martwił się o stan rzeźb - lwów - stojących przy schodach. Jeden z nich, prawy, stoi na cokole, który ledwo trzyma się kupy. Wyszedłem z gabinetu i poszedłem do magazynku (były to drzwi po tej samej stronie co gabinet dyrektora, tylko bliżej wyjścia z muzeum - [7]). Ze stołu, na wprost wejścia, zabrałem młotek i zaraz opuściłem to pomieszczenie. Później podszedłem do schodów biegnących do góry (naprzeciw gabinetu dyrektora). Konkretnie do rzeźby lwa - tego stojącego na uszkodzonym cokole ([8]) - i lekko, młotkiem, puknąłem w kamień. Rzeźba runęła z hukiem. Architekt wybiegł z gabinetu i gdy zobaczył co się stało, zaczął - biedaczysko - powtarzać w kółko: "to nie ja, to nie ja". Powiedziałem mu, że sprowadzę pomoc. Wybiegłem na zewnątrz i powiedziałem policjantom pilnującym wejścia ([3]), że potrzebna jest pomoc. Zapewniłem ich, że za nich przypilnuję posterunku. Zamiast tego - do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem - poszedłem do bramy wejściowej ([4]) i dałem Piersowi klucz. Po tym wszystkim podszedłem pod drzwi wejściowe ([3]) i wszedłem do środka. Czekali tam na mnie już Holmes i inspektor Lestrade. Postanowiliśmy czekać do wieczora.

NOC Z 16 NA 17 LIPCA

Muzeum Brytyjskie
Holmes:
Gdy omawialiśmy poczynione zabezpieczenia, podszedł do nas architekt i zapytał, czy ludzie inspektora zwrócą żelazne pręty, które zabrali. Ze słów inspektora wynikało, że nikt z jego ludzi tych prętów zabrać nie mógł. Postanowiłem zająć się sprawą znikających prętów i zaproponowałem to architektowi. Zaprowadził nas do miejsca, w którym się to wydarzyło - do magazynku ([7]). Zapytałem, gdzie były te pręty. Wskazał miejsce przy ścianie. Zapytałem co jeszcze zniknęło, ale nie potrafił mi odpowiedzieć. Watsona poprosiłem, aby dołączył do inspektora i na wszystko miał baczenie, a ja postanowiłem sam sprawdzić czego jeszcze brakowało.

Na jednym ze stołów zauważyłem brak sznura, a na ścianie, naprzeciw wejścia, brak bloczka linowego. W dużej skrzyni wyraźnie brakowało kostki mydła. Wyszedłem z magazynku i poszedłem w prawo na wewnętrzny dziedziniec. Obróciłem się w prawo i poszedłem w stronę składowanych cegieł. Na jednym ze stosów zauważyłem brak brezentu ([9]). Czytelnię, stojącą w środku, ominąłem mając ją po prawej stronie. Doszedłem do szopy ([10]), wszedłem do niej i zauważyłem brak worka z cementem. Mając listę rzeczy, które zniknęły, zapytałem architekta - w gabinecie dyrektora ([6]) - co można było z nich zrobić. Powiedział, że musi się nad tym zastanowić. Wtedy wszedł stróż i oznajmił, że policjanci wynieśli gruz z korytarza. Wydało mi się to dziwne, mieli bowiem zakaz opuszczania posterunków. Poszedłem to sprawdzić. Gdy znalazłem się w miejscu, w którym stał rozbity lew ([8]), zauważyłem ślady na posadzce. Zbadałem je za pomocą lupy i zmierzyłem miarką. Nie ulegało wątpliwości, były to ślady Lupina! Gdy dokonałem tego zaskakującego odkrycia, przybiegł architekt i powiedział mi do czego mogły służyć zabrane przedmioty. Nie wiedział tylko do czego mogło służyć mydło. Otóż, z tych przedmiotów można było zrobić podnośnik mogący podnieść ciężar do 2000 funtów, i to spod poziomu zainstalowania podnośnika. Wtedy usłyszałem wołanie Watsona. Pobiegłem do galerii, w której stał Kamień z Rosetty ([1]). Gdy weszliśmy do środka, zastaliśmy policjantów leżących na podłodze i Lupina, który uciekał z kamieniem. Właściwie to on na nim jechał. Wtedy domyśliłem się po co mu było mydło. Przy okazji zrzucił kolejną wskazówkę. Poprosiłem Watsona, aby zajął się poszkodowanymi policjantami, a ja podniosłem list i zająłem się kolejnym wierszem Lupina.

"Krótki wiersz": Mówił o tym, że miałem szukać w ciemności bestii strzegących wejścia, a stwór z lewej miał pokazać właściwą drogę. Stanąłem przed wejściem do muzeum ([3]) i zerknąłem na przymocowaną do muru, po lewej stronie drzwi, głowę lwa. Zobaczyłem wetkniętą w jego paszczę kartkę papieru. Była to kolejna wskazówka.

Wiersz "Kochankowie z Werony": Poszedłem do czytelni ([5]) i zapytałem przebywającego tam stróża o Weronę - potwierdził, że mogę taką książkę znaleźć. Zapytałem również o sposób w jaki mogę odszukać interesującą mnie książkę. Miałem znaleźć w katalogu położenie regału, w którym dana pozycja się znajdowała. Przy wejściu znalazłem maszynę z katalogami, takie metalowe coś z korbką. Korzystając z klawiatury wprowadziłem hasło "ROMEO", pociągnąłem za korbkę i otrzymałem wynik: G-8-4. Z instrukcji otrzymanych od stróża wynikało, że: "G" to był sektor, "8" poziom czyli numer półki. Myślałem: jeżeli na jednym poziomie regały miały 6 półek, to poziom "8" powinienem znaleźć na 2. półce na 1. platformie. No i "4" to był numer półki, licząc od lewej. Poszedłem między regały i znalazłem książkę w oznaczonym miejscu. Z pomiędzy jej kartek wyjąłem kolejną wskazówkę.

Wiersz "Brązowe drzwi": Nakazywał zliczenie ludzi i nóg wierzchowców ze wskazanych okuć oraz odpowiednie przeliczenie otrzymanych liczb. W galerii egipskiej i babilońskiej ([1]) podszedłem do starożytnych babilońskich drzwi ([11]). Spojrzałem na nie, a konkretnie na 4. okucie (obok były plakietki z numerami). Naliczyłem 41 postaci ludzkich. Następnie zerknąłem na 7. okucie i policzyłem konie w lewej jego części. Wyszło mi 9 wierzchowców. W zagadce chodziło o nogi, więc rachunek był prosty: 9*4=36. Dalej dokonałem obliczeń zgodnie ze wskazówkami z wiersza i otrzymałem: 41*36=1476. Wróciłem do czytelni i wstukałem wyliczoną liczbę do katalogu ("1476"). Po chwili miałem położenie następnej książki pt.: "Hinduski urok", D-14-7. Znalazłem ją (sektor "D", 2. platforma, 2. półka i 7 numer półki), otwarłem na stronie 36., a następnie na 41. Na obydwu stronach narysowana była bogini Kali. Udałem się do galerii ze stałą ekspozycją ([12]). Stanąłem przy stole, na którym stały różne posążki ([13]). Przesunąłem ten przedstawiający boginię Kali i znalazłem kolejną wskazówkę.

Wiersz "Trzej bracia": Miałem znaleźć trzej braci, z których jeden został zmieniony. Znalazłem ich w galerii egipskiej i babilońskiej ([1]), a konkretnie na płaskorzeźbie ([14]). Przyjrzałem się przez lupę lewemu uchu postaci z prawej i znalazłem następną wskazówkę.

"Pić czy biec? Sam musisz wybrać": Było to zdanie "Pij lub się upij: traktat o dzbanie wina" z zakreślonym słowem "pij". Wprowadziłem słowo "PIJ" do katalogu w czytelni i uzyskałem pozycję książki, której tytuł był zapisany na kartce - E-12-3. Poszedłem po książkę, wyjąłem ją i zauważyłem, że jedna ze stron była zagięta. Przepisałem to co było tam napisane do notatnika.

"Pij lub się upij: traktat o dzbanie wina": Fragment mówił o wysokim dzbanie. Udałem się do galerii ze stałą ekspozycją ([12]), gdzie znalazłem opisany w wierszu dzban ([15]). Za jednym z jego "uchwytów" znalazłem kolejną wskazówkę.

Wiersz "Dwie małpy": Pierwsza zwrotka mówiła o człowieku, który niósł dwie małpy oraz określała położenie czegoś ważnego względem jego lewego kciuka. Owego człowieka znalazłem w galerii egipskiej i babilońskiej ([1]) na płaskorzeźbie w [16]. Przyjrzałem się jej (tej płaskorzeźbie) bliżej i odliczyłem od kciuka 3 w dół i 5 w prawo.


Gdy sprawdziłem co kryje się w tym miejscu, znalazłem tekst napisany pismem klinowym. Postanowiłem go przetłumaczyć. Wyszło mi to: "WTENCZAS MORZE NIECH OBMYJE PRZEMĘCZONE SKAŁY A Z ŻYWIOŁÓW PŁODNOŚCI LAS NIECHAJ POWSTANIE OTOM WZGÓRZE OBJĄŁ ZMIERZ JE I IDŹ DALEJ"

Wprowadziłem słowa "MORZE SKAŁY LAS" do katalogu w czytelni i uzyskałem położenie tryptyku "Koszmar w lasach, morzach i pośród skał" - C-4-5. Poszedłem poszukać tej pozycji. Znalazłem tam kilka książek, z których wybrałem "MORZE", "SKAŁY" i "LAS". Poukładałem je jedna na drugiej i zmierzyłem ich wysokość. Wyszło mi 17,2cm.
Druga zwrotka wskazówki mówiła o konieczności zmierzenia talerza z motywem pięknych dziewcząt przy drzewku oliwnym. Poszedłem do galerii ze stałą ekspozycją ([12]). Z kolekcji talerzy ([17]) wybrałem jeden zgodny z opisem (ten na 4. półce od dołu, po lewej) i zmierzyłem go. Wyszło mi 52cm.
Posiłkując się ostatnią zwrotką wyliczyłem: 17,2*100-52*10=1200.
Wprowadziłem liczbę "1200" do katalogu w czytelni. W odpowiedzi otrzymałem książkę: "Kuchnia francuska: gastronomiczna egzotyka" - J-9-3. Poszedłem na odpowiednie miejsce, wyjąłem książkę i otworzyłem ją. Na jednym z obrazków, obok statku narysowanego w lewym dolnym rogu, zauważyłem lekko zarysowaną postać. Spojrzałem na nią przez lupę i zobaczyłem Lupina trzymającego koalę. Zwierzątko znalazłem w galerii ze stałą ekspozycją na regale ([18]). Wyjąłem kartkę, którą trzymał w łapkach. Była to - nie zgadniecie - kolejna wskazówka.

Wiersz "koala": Mówił coś o fałszywym dzbanie, który trzeba było stłuc. Opisany dzban znalazłem w tej samej galerii na regale ([19]). Zgodnie z instrukcją zrzuciłem go na podłogę, pozbierałem skorupy i zabrałem się za układanie. Ułożyłem coś takiego:


Przy okazji odczytałem następną instrukcję.

Wiersz "Shedu": Opisywał jakieś stworzenie pół-byka pół-lwa, z ludzką twarzą z brodą, stojące na straży. Coś takiego stało w galerii egipskiej i babilońskiej, na wprost wejścia. Był to jeden z posągów, prawy ([20]). Przypatrzyłem się jego przedniej łapie i znalazłem kartkę z kolejnym wierszykiem.

"Królewska wiadomość": Opisywała sposób przekładania czegoś, na czym są imiona królów. To coś znalazłem w gablocie ([21]) w galerii ze stałą ekspozycją. Były to medale, które musiałem ułożyć zgodnie z opisem. Zrobiłem to tak, krok po kroku na podstawie analizy poszczególnych zwrotek:
1. zamieniłem miejscami Edwarda IV z Ryszardem III,
2. zamieniłem miejscami Henryka VI z Karolem II,
3. zamieniłem miejscami Ryszarda I z Wilhelmem I, Ryszarda II z Wilhelmem II i Ryszarda III z Wilhelmem III,
4. zamieniłem miejscami medale z kolumny 4. z 6. I tak: Stefana z Wilhelmem I, Wilhelma II z Henrykiem V, Henryka VIII z Jane Grey i Jakuba II z Ryszardem III.

Po wykonaniu tych czterech kroków układ medali wyglądał następująco:


5. w myślach narysowałem linię łączącą Wilhelma I z Jerzym II,
6. poprowadziłem linię łączącą Ryszarda I (Lwie Serce) z Anną.

Zabrałem medal z Jane Grey, który znajdował się na przecięciu tych dwóch linii. Od razu poznałem, że był fałszywy.

Poszedłem do gabinetu dyrektora ([6]) i zapytałem przebywającego tam architekta o narzędzie do rozcinania metalu. Powiedział mi, że miał piłę z diamentowym ostrzem, ale gdzieś mu się zapodziała. Zatem musiałem znaleźć coś innego. W magazynku ([7]) spotkałem Watsona, który dzierżył młotek. Zabrałem mu go i nim rozłupałem fałszywkę. Wydobyłem z niej kolejną wskazówkę.

Wiersz "Egipska Stela": Mówił o fałszywej steli, z której miałem odczytać położenie pewnej książki. Stelę znalazłem - co oczywiste - w galerii egipskiej i babilońskiej. Stała w [22]. Przypatrzyłem jej się za pomocą lupy i znalazłem literę "E", o tu:


Sprawdziłem również położenie tej litery na steli i wyszło mi, że znajdowała się ona w 8. wierszu od dołu i 9. kolumnie od lewej. Wyglądało na to, że szukana książka powinna znajdować się na półce E-8-9. Poszedłem do czytelni we wskazane miejsce i, zamiast książki, wyjąłem zapis nutowy jakiejś melodii.

"Nuty": Poszedłem do stróża i zapytałem, czy nie rozpoznaje melodii. Niestety, nie znał nut. W gablotce ([23]) w galerii ze stałą ekspozycją znalazłem skrzypce i za ich pomocą odegrałem stróżowi melodię. Wtedy ją rozpoznał. Była to piosenka zespołu o nazwie "Skarabeusze". Czym prędzej poszedłem do galerii egipskiej i babilońskiej i stanąłem przed olbrzymim skarabeuszem ([24]). Z jego zakamarków wyjąłem kolejną wskazówkę (wiem, że was to już nudzi, a co ja miałem powiedzieć?).

Wiersz "Słońce": Mówił o Słońcu i planetach. Miałem policzyć ilość obiegów poszczególnych ciał. Model Układu Słonecznego znalazłem na stoliku ([25]) w galerii ze stałą ekspozycją. Uruchomiłem mechanizm naciskając lewy przycisk. Zobaczyłem jak wszystkie ciała obiegają Słońce i ustawiają się ponownie w jednej linii. Aby policzyć ilość obiegów dla poszczególnych planet, naciskałem daną planetę i uruchamiałem mechanizm lewym przyciskiem. Gdy wykonałem te czynności dla wszystkich planet, maszyna zliczyła mi ilość pełnych obiegów: Merkury - 6, Wenus - 5, Ziemia - 3, Księżyc - 13, Mars - 4, Jowisz - 2 i Saturn - 1. Wg opisu z zagadki miałem zsumować ilości pełnych obiegów wszystkich ciał. Wyszło mi 34. Przypomniałem sobie, że Księżyc - jako satelita Ziemi - wykonał dodatkowe 3 obiegi. Razem było ich 37. Drugą liczbę wyznaczyłem z ilości obiegów Ziemi: 3 do kwadratu razy 2=18. Następnie miałem obie te liczby pomnożyć i dodać równy tysiąc. W efekcie dało to: 37*18+1000=1666. Taką też wartość wprowadziłem do katalogu w czytelni i, jako wynik, otrzymałem: "Necronomicon, przekład grecki z oryginalnej księgi" I-13-12. Poszedłem do wskazanego miejsca i znalazłem ostatnią - jak się okazało - tamtej nocy wskazówkę.

"Czego nie można kupić...": Miałem zapytać stróża, co jest dla niego najcenniejsze. Zrobiłem to i otrzymałem portret królowej.

17 LIPCA

221B Baker Street
Watson opowiedział mi o swoich konszachtach z podejrzanym dziennikarzem. Dał mi nawet jego wizytówkę. Od razu rzuciło mi się w oczy, że fałszywe nazwisko z wizytówki to anagram od jego prawdziwego nazwiska. Odpowiedziałem, że wskazówką z wizytówki jest "ARSENE LUPIN". Domyśliłem się, że łotr musiał mieć gdzieś w pobliżu kryjówkę, aby nas obserwować. Przebrałem się za podobnego do ówczesnych bywalców Golden Liona i postanowiłem powęszyć u źródła. Watsona poprosiłem, aby sklecił parę listów.

Baker Street i okolice
W przebraniu podszedłem do znajomego policjanta i zagadnąłem do niego. Nie poznał mnie. Test przebrania przebiegł pomyślnie i mogłem spokojnie wejść do Golden Liona.

Golden Lion
Popytałem wszystkich o Piersa, ale nikt nie był zbyt rozmowny. Nikt, z wyjątkiem dziewczyny. Od niej dowiedziałem się, że Piers zatrzymał się u Pani Flemmings na Melcombe Street. Miałem szukać drzwi z kwiatkami po obu stronach.

Baker Street i okolice
Gdy znalazłem opisane przez dziewczynę drzwi (naprzeciw Glentworth Street), wszedłem do środka.

U Pani Flemmings
Przed każdymi drzwiami sprawdzałem odciski butów, aż przed jednymi z nich znalazłem odciski o wzorze i rozmiarze pasującym do Lupina. Były to drzwi w głębi, po lewej. Otworzyłem je, ale zamiast Lupina w środku był bojowo nastawiony złodziejaszek, niejaki Rumpkin. Mówił, że dokonał jakiegoś wielkiego skoku. Miałem iść do barmana Eddiego i przekazać parę informacji. Uczyniłem to.

Golden Lion
Barmanowi Eddiemu przekazałem informacje od Rumpkina. Przy okazji wypytałem o wszystko co mi tylko przyszło do głowy. Dowiedziałem się, że Rumpkin unika gangu Luigiego, że gang za swój znak uważa kolorowy szalik i długi nóż. Na koniec, aby pozbyć się barmana, powiedziałem mu o wielkim łupie. Gdy barman wyszedł, z lady zabrałem nóż, butelkę wina i - leżącą obok dziewczyny - szmatkę. Podszedłem do śpiącego na stole pijaka i zabrałem mu szalik podmieniając go szmatką wcześniej namoczoną winem. Połączyłem kolorowy szalik z długim nożem i otrzymałem symbol gangu Luigiego.

U Pani Flemmings
Trzymając w ręku znak gangu Luigiego wszedłem do pokoju, w którym przebywał Rumpkin. Przekonałem go, aby opuścił kryjówkę kierując. Oczywiście, nie puściłem go wolno. Skierowałem go prosto w łapy policjanta stojącego na Baker Street. Gdy już byłem sam, mogłem przeszukać kryjówkę Lupina. Podniosłem kartkę papieru zgubioną przez Rumpkina. W głębi pokoju znalazłem worki, które - jak się domyśliłem - zawierały łupy z ostatniego włamania. We wnęce obok leżących worków, po prawej stronie kominka, znalazłem jakieś patyczki.

221B Baker Street
Watsona poprosiłem, aby poszedł do Scotland Yardu i poinformował ich o miejscu przechowywania łupów z włamania do posiadłości Sir Grimble'a. A ja zabrałem się za wyjaśnienie sprawy tajemniczych patyczków. Rozłożyłem je na stole laboratoryjnym i zacząłem układać.


Gdy je ułożyłem, przyszedł Watson i przekazał informację: do pałacu Buckingham mamy się udać nazajutrz. Tak też się stało.

18 LIPCA

Pałac Buckingham
Od strażnika dowiedzieliśmy się, że w Białym Salonie (pierwsze drzwi na prawo) oczekuje nas premier. Poszliśmy tam. Od premiera dowiedzieliśmy się, że Królowa nie chciała udzielić audiencji, ponieważ była w kiepskim nastroju. Przy okazji zauważyłem (a raczej poczułem) plamę na jego spodniach. Okazało się, że to pies towarzyszki Jej Królewskiej Mości tak sprofanował premierski ubiór. Gdy zapytaliśmy w jaki sposób możemy pomóc, poprosił nas o rozwiezienie listów do Lordów. Watson pojechał z korespondencją, a ja postanowiłem rozwikłać tajemnicę podłego nastroju Jej Królewskiej Mości. Ze stołu zabrałem (a właściwie pożyczyłem) okulary. Wyszedłem z salonu i wszedłem do drzwi naprzeciw. Znalazłem się w kuchni. Zastałem tam Chauncey'a. Zapytałem go o powód złego nastoju Królowej i dowiedziałem się, że chodziło o kłótnię z jej towarzyszką Lady Leomundą. Przyczyną tej kłótni był prezent - domek dla lalek - jaki jej dała. Nie mogłem też porozmawiać z Lady Leomundą, gdyż ona również nie chciała nikogo widzieć. Wtedy weszła Deirdre i powiedziała, że pies Lady - Lord Robilar - nie chce jeść. Zmartwiony Chauncey wysłał Deirdre na zakupy, bo wcześniej wyrzucił do śmieci resztki ulubionego posiłku psa. Zapytałem go o to, co takiego szczególnego jest w psim jedzeniu. Nie znał przepisu. Wiedział tylko, że jednym ze składników jest czekolada. Postanowiłem przygotować jedzenie dla Lorda... tzn. psa. Zdjąłem wieko ze śmietnika, aby z resztek określić składniki psiego jedzenia. Niestety, niczego nie można było odróżnić. Nawet lupa nie pomagała. Dopiero gdy połączyłem lupę z okularami, udało mi się rozszyfrować dwa składniki: były to kiełbaski i banany. Z biało-niebieskiego dzbanka stojącego na kredensie obok wziąłem szczypce do ogórków. Z talerza stojącego na komodzie po drugiej stronie pomieszczenia zabrałem czekoladę i kartkę, na której - jak się okazało - znajdował się przepis na sos do psiego dania. Były to:
- dżem truskawkowy - stał w wiszącej szafce (tam gdzie znalazłem szczypce),
- marynowane w miodzie sardele - leżały na szafce poniżej,
- łagodna musztarda rozcieńczona octem winnym - znowu w wiszącej szafce.
Kolejne składniki:
- czekolada - już miałem w kieszeni,
- kiełbaski - z szafki obok zlewozmywaka,
- banany - ze stolika na środku kuchni.
Gdy miałem już wszystkie składniki, podszedłem do wagi, aby zrobić sos. Zauważyłem, że nigdzie nie było odważników. Musiałem sobie dać radę bez nich. Najpierw porównałem ciężary poszczególnych składników, równoważąc je. I tak:
- 2 porcje dżemu truskawkowego (T) = 1 porcji musztardy (M),
- 4 porcje sardeli (S) = 3 M.
Zacząłem analizować przepis. Aby zrobić sos należało zachować następujące proporcje: 10% T, 40% S i 50% M.
Ilość M: Obliczenia przeprowadziłem dla trzech porcji M (3M). Stanowiło to, według przepisu, 50% składu sosu.
Ilość S: Z ważenia wychodziło, że 3M = 4S. Należało obliczyć ile S musiałem dodać, aby dodana ilość stanowiła 40% sosu. Z prostej proporcji wynikało, że 4S*40%:50%=16/5S. Ilość T: Z ważenia: 2T=1M, co po przeliczeniu odpowiadało: 6T=3M. Poprzez analogię z S, należało policzyć: 6T*10%:50%=6/5T.
Po wykonaniu obliczeń, wyszło mi, że do wykonania sosu potrzeba było: 3M, 16/5S i 6/5T. Pomnożyłem wszystkie wartości przez 5, aby pozbyć się ułamków i ostatecznie wyliczona ilość składników to: 6T, 16S i 15M. Położyłem na talerzu obok wagi wszystkie te składniki w wyliczonych ilościach i po chwili sos miałem gotowy. Do sosu dołożyłem czekoladę, kiełbaski oraz banany. W taki sposób psi przysmak był gotów. Zobaczycie, że kiedyś ktoś na tym zbije fortunę. W każdym razie, wziąłem jedzenie i poszedłem do pokoju Lady Leomundy. Drzwi do jej pokoju znajdowały się po tej samej stronie co drzwi do Białego Salonu. Gdy wszedłem, Lady wzięła mnie za nowego kucharza, ale wytłumaczyłem jej kim jestem. Podłożyłem Lordowi jedzenie pod dziób, a właścicielkę zapytałem o powód złego humoru Jej Królewskiej Mości. Okazało się, że wszystko przez lalki, które zniknęły z domku dla lalek podarowanego jej przez Królową. Przy okazji dostało się również służącym, którzy - po tej aferze - zostali zwolnieni. Obiecałem damie, że znajdę brakujące lalki. Dowiedziałem się również, że lalki przedstawiały chłopców. Wyszedłem i udałem się do kuchni. Zastałem tam Deirdre, która coś wyszywała. Zapytałem ją o domek i brakujące lalki. Powiedziała mi, że lalki miały rude włosy. Gdy wychodziłem, spojrzałem pod nogi i zobaczyłem psa. Odkiedy dałem mu jedzenie, wszędzie za mną łaził. W Białym Salonie, od premiera, dowiedziałem się, że wcześniej piesek był grzeczny. Chauncey pamiętał, że zmiana jego charakteru nastąpiła wkrótce po wizycie rudego siostrzeńca Lady Leomundy. Pani tak mocno zajęła się swoim siostrzeńcem, że zupełnie nie miała czasu dla psa. Niezbyt się to wtedy pieskowi podobało. Momentalnie skojarzyłem: rudy siostrzeniec - rude lalki. Od razu wiedziałem kto był winny. Chauncey w ciągu paru wcześniejszych dni w zachowaniu psa niczego niezwykłego nie zauważył.
Lalka nr 1: Wróciłem do kuchni i ponownie zapytałem Deirdre o zachowanie Lorda Psa. Dowiedziałem się, że buszował w kominku w Białym Salonie. Zerknąłem tam i zauważyłem wystającą z popiołu malutką rękę lalki. Przy pomocy szczypiec do ogórków wyjąłem ją z kominka. Była cała brudna.
Lalka nr 2: Poszedłem do pokoju Lady Leomundy i ją zapytałem o dziwne zachowanie jej pupila. Powiedziała, że ostatnio widziała jak buszował obok skrzyni z jej ubraniami, że skrzynia ma skomplikowany zamek, że tylko służąca potrafi ją otworzyć. Obiecałem, że nie zniszczę skrzyni podczas dobierania się do jej zawartości. Skrzynia stała w lewym rogu pokoju obok wanny. Z portretu Henryka VIII - wiszącego na ścianie naprzeciw wejścia - zabrałem koronę i wyłożyłem wszystkie jej części na wieku skrzyni. Następnie przenosiłem fragmenty korony na centralnie wyrysowaną figurę tak, aby zakryły całą jej powierzchnię.


Gdy ułożyłem wszystkie części, mechanizm zamka pozwolił na otwarcie się wieka skrzyni. Z jej środka wyjąłem kolejną lalkę.
Lalka nr 3: Poszedłem porozmawiać ze strażnikami stojącymi przy wejściu. Z początku nie byli zbyt rozmowni. Przekonał ich argument, że Lady może okazać wdzięczność za udzieloną pomoc. Ich również zapytałem o zachowanie psa. Jeden z nich powiedział, że widział go przy zbroi tuż obok. Obróciłem się w prawo i zauważyłem dziurę z boku postumentu, na którym stała zbroja. Przy okazji zabrałem pikę "trzymaną" przez rycerza. Przyjrzałem się dziurze dokładniej i stwierdziłem, że przydałoby się jakieś światło. Wróciłem do pokoju Lady Lemoudy, otworzyłem domek dla lalek i zabrałem z niego malutką świeczkę. Położyłem ją przed otworem w postumencie. Przy pomocy włóczni wsunąłem świeczkę do otworu i zobaczyłem leżącą w środku lalkę. Aby wydostać ją ze środka, musiałem w jakiś sposób zrobić hak na włóczni. Poszedłem do Białego Salonu i zapytałem Chauncey'a o narzędzie do tego (pokazałem mu włócznię). Powiedział mi, że jego kuzyn naprawiał rury odpływowe z wanny w pokoju Lady i zostawił odpowiednie narzędzie. Dowiedziałem się również, że gdy z wanny, w jej pokoju, spuszcza się wodę, w zlewie w kuchni pojawiają się bąbelki powietrza. Przy pomocy tyle co otrzymanego narzędzia wykrzywiłem włócznię i za jej pomocą wyjąłem trzecią lalkę z otworu.
Lalka nr 4: Poszedłem do kuchni i poprosiłem Deirdre o wyczyszczenie brudnej lalki. Zaraz się za to zabrała. Po chwili lalka była czysta, a obok beczki stało puste wiadro. Zabrałem je i poszedłem do pokoju Lady Lemoudy. Wiadrem wybrałem całą wodę z wanny. Gdy to zrobiłem, zauważyłem, że coś zatkało odpływ. Wróciłem do kuchni i zawartość wiadra wlałem do stojącej obok zlewu beczki. Spróbowałem ją podnieść, ale była zbyt ciężka. Poprosiłem jednego ze strażników, aby mi pomógł. Obaj wlaliśmy wodę z beczki do zlewu w kuchni, a ciśnienie wody zrobiło resztę. W wannie Lady pływała ostatnia lalka, którą oczywiście zabrałem.
Od razu poinformowałem Lady Lemoudę o znalezieniu wszystkich lalek. Obiecała przekonać Jej Wysokość, aby udzieliła nam audiencji. Miałem przyjść wieczorem. Tak też się stało. Razem z Watsonem ponownie pojawiliśmy się w Pałacu. Strażnik poinformował nas, że premier nas oczekuje. Gdy szliśmy na spotkanie, zauważyłem mokre plamy na dywanie. Od razu gdy weszliśmy do Salonu, premier nie omieszkał mnie pochwalić. Królowa miała nas lada chwila przyjąć. Zapytałem Chauncey'a o te mokre plamy na dywanie. Odpowiedział, że woda kapała z prezentu Lady Lemoudy dla Jej Wysokości. Zapytałem zatem Lady, która również przebywała w salonie, co było tym prezentem. Okazało się, że był to zegar, który podczas przenoszenia wpadł tragarzom do fosy (!). Lady powiedziała, że antyk kupiła od przystojnego dżentelmena, który zaczepił ją na ulicy. Sam zegar podobno został wykonany przez mistrzów braci Payet. Przypomniało mi się, że podobne nazwisko widziałem na kartce zgubionej przez złodzieja Rumpkina. Zapytałem Lady, czy przypadkiem nie było to nazwisko "MAYET". Gdy to potwierdziła, wszystko stało się jasne. Szybko pobiegliśmy do komnaty Królowej i wyważyliśmy drzwi. Na nic się to nie zdało. Drzwi ustąpiły po chwili, ale w jaj komnacie nikogo, oprócz niej, nie było. Dostaliśmy reprymendę od Jej Wysokości, a ona sama zarządziła wyjazd do Windsoru.

Pałac Buckingham - Królewska Komnata
Podszedłem do szafy po drugiej stronie pokoju i zauważyłem mokrą plamę na podłodze tuż przed nią. Domyśliłem się, że szafa stanowiła drzwi do tajnego przejścia. Spróbowałem je otworzyć, ale nie dało się. Rozejrzałem się i zauważyłem świecznik na ścianie po lewej stronie szafy. Pociągnąłem za niego i drzwi szafy stanęły otworem. Wszedłem przez szafę i znalazłem się z podziemiach.

Podziemia Pałacu Buckingham
Podszedłem do drzwi po lewej stronie i spróbowałem je otworzyć. Były zamknięte. Spojrzałem na posadzkę i zauważyłem, że była lekko pochyła. Przyjrzałem się również figurce słonia i stwierdziłem, że była dosyć ciężka. Z organów zabrałem tuby i położyłem na posadzkę przed słoniem. Podobnie zrobiłem z drugą częścią tub. Utworzyła się z tego droga. Pchnąłem figurkę słonia i za jej pomocą wyważyłem drzwi. Przeszedłem do drugiego pomieszczenia i zauważyłem Lupina biegnącego dalej. Tak trzasnął drzwiami, że z nich coś wyleciało. Spróbowałem otworzyć te drzwi, ale były zamknięte. Zamek, który blokował przejście wyglądał na dosyć skomplikowany zamek. Podniosłem metalowe pręciki, które wypadły z zamka i włożyłem je z powrotem. Domyśliłem się, że górne działanie zapisane rzymskimi cyframi musi być równe dolnemu. W miarę szybko ułożyłem poprawną kombinację:


Drzwi otworzyły się, a ja poszedłem dalej. Znalazłem się przy kolejnej zamkniętej kracie. Z jej otwarciem nie było większych problemów, gdyż po lewej stronie umiejscowiona była dźwignia. Pociągnąłem ją i mogłem spokojnie wejść do środka. Na środku posadzki zobaczyłem klapę, zamkniętą. Przypatrzyłem się dziobowi normańskiego drakkara, wyglądał na ciężki. Jeszcze raz przyjrzałem się klapie, wyglądała na niezbyt solidną. Pod ścianą na łańcuchach wisiały jakieś drewniane resztki. Zerwałem oba łańcuchy, po czym je ze sobą połączyłem. Jeden koniec przedłużonego łańcucha przymocowałem do głowy drakkara. Później przerzuciłem łańcuch przez pętlę w suficie (nad klapą), a następnie drugi jego koniec przymocowałem do podniesionej kraty. Przy pomocy dźwigni opuściłem kratę i przy okazji podniosłem drakkara. Nie podnosząc kraty odczepiłem z niej łańcuch. Wtedy wisząca głowa spadła i otworzyła mi drogę w dół. Natychmiast tam zszedłem. Ze szkockiego manekina zabrałem kobzę, a z manekina przepasanego lamparcią skórą zabrałem strzałki. Przeszedłem do drugiej części pomieszczenia. Na posadzce zauważyłem ślady, ale były zbyt niewyraźne, aby coś z nich wywnioskować. W górze zobaczyłem klapę i postanowiłem się do niej dostać. Pozbierałem cztery części indiańskiego totemu, które stały w tym pomieszczeniu (jeden był schowany za tarczą). Ułożyłem totem na posadzce pod klapą i skorzystałem z niego jak z drabiny.


Znalazłem się w kolejnym pomieszczeniu. Przesunąłem taki niebieski teatrzyk i odsłoniłem przejście. W kolejnym pomieszczeniu zauważyłem kratę w suficie. Pod kratą stało duże lustro. Przechyliłem je, ale po chwili wracało do pionu. Do zablokowania lustra użyłem skrzyni, która stała tuż obok. Jako przeciwwagi użyłem drugiej skrzyni z napisem "GLASS", stojącej obok przejścia do poprzedniego pomieszczenia. Zrobiła się z tego pochylnia. Wszedłem po niej i znalazłem się przy suficie. Spróbowałem otworzyć kratę, ale była zamknięta. Rozejrzałem się w poszukiwaniu czegoś do otwarcia kraty. Zauważyłem lusterko leżące na skrzyni. Zszedłem, zabrałem je i wlazłem z powrotem do góry. Lusterko przełożyłem przez kratę. Dzięki temu mogłem zobaczyć, że krata jest od góry przywiązana. Trzeba było jakoś przeciąć ten sznur. Pomyślałem chwilę i już wiedziałem jak to zrobić. Rzutki włożyłem do wylotów w kobzie i za pomocą takiej broni przystąpiłem do tej operacji (użyłem kobzy z rzutkami na kracie po drugiej stronie niż lustro, a później na lustrze). Tak długo ustawiałem lustro, aż sznur znalazł się w środku. Wtedy wystrzeliłem. Udało mi się. Otworzyłem przejście i znalazłem się w kolejnym pomieszczeniu. Rozejrzałem się i zobaczyłem kartkę papieru leżącą na stole. Pomyślałem się, że to kolejny list od Lupina. Nie myliłem się.

221B Baker Street
Watson:
Wiadomość brzmiała: "Wszedłem przez kamienne mury, lecz najpierw minąłem ściany z drewna. Dziś w nocy, dostanę się do budynku składającego się z obu, a wtedy czas się zatrzyma."
Wydawało mi się, że chodziło o Tower. Wskazałem to na mapie Londynu (wybrałem "Wschód" i "The Tower"). Jednak później zmieniłem zdanie i stwierdziłem, że podpowiedź dotyczy Big Bena. Wszyscy zgodzili się ze mną. Wszyscy, z wyjątkiem Holmesa.

NOC Z 18 NA 19 LIPCA

Teren Tower
Holmes:


Podszedłem do bramy. Pomyślałem wtedy, że Watson z towarzyszami siedzą w Big Benie i czekają na Lupina. Wszedłem na teren Tower i zauważyłem leżącego strażnika ([1]). Podszedłem do niego i stwierdziłem, że ktoś go uśpił jakimś środkiem nasennym. Przyjrzałem się bliżej leżącemu i zauważyłem wyszyte na mundurze jego nazwisko - Schick oraz jego równo przystrzyżone wąsy. Podniosłem też leżącą obok niego paczkę naboi. Poszedłem dalej ulicą na wprost, aż zauważyłem linę rozciągniętą między wieżą, w której znajdują się koronne klejnoty, a wałami obronnymi ([2]). Domyśliłem się, że jest to droga ucieczki przygotowana przez Lupina. Postanowiłem uniemożliwić ucieczkę temu złodziejowi. Wtedy nic nie mogłem zrobić. Poszedłem przed dormitorium ([3]) i wszedłem do środka.

Dormitorium
Podszedłem do pierwszego łóżka. Z szafki zabrałem list i ulotkę. List pisał, nowoprzyjęty na służbę, niejaki Moore. Ulotka natomiast reklamowała loty balonem na gorące powietrze. W otwartej skrzyni zauważyłem wrotki. Na następnym łóżku spostrzegłem mundur bardzo małych rozmiarów. Z lampy stojącej na szafce obok niego zabrałem abażur. Kolejne łóżko wyglądało na nieużywane. Z biurka w głębi zabrałem książkę o sposobach ładowania armat w zależności od kalibru. I wreszcie ze stołu, stojącego na środku pomieszczenia, zabrałem klucz.

Teren Tower
Poszedłem do magazynu ([4]) i chciałem wejść do środka. Drzwi były zamknięte. Na trawniku naprzeciw magazynu zauważyłem leżącą czapkę. Przyjrzałem się jej bliżej i stwierdziłem, że należała do naczelnika Smitha. Zbadałem również ślady odciśnięte na trawniku oraz te prowadzące w stronę magazynu. Wyglądało na to, że ktoś zawlókł nieprzytomnego naczelnika do magazynu i go tam zamknął. Spojrzałem na drzwi i postanowiłem poszukać sposobu, aby się tam dostać. Obróciłem się w prawo i zobaczyłem kolejnego strażnika leżącego na ziemi ([5]). Podbiegłem tam i obejrzałem go dokładnie. Był to Kirkpatrick. Spojrzałem również na jego rękę i korzystając z lupy zauważyłem na palcach zielone ślady po farbie. Zastanawiałem się do jakiego pomieszczenia był klucz znaleziony w dormitorium. Wróciłem więc tam i gdy stanąłem przed dormitorium, obróciłem się w lewo i zobaczyłem kolejnego strażnika ([6]). Podszedłem do niego i potrząsnąłem nim. Hickmann - jak się przedstawił - nie był nieprzytomny jak reszta. Dowiedziałem się, że Johnson ma duplikat klucza do magazynu w swojej szafce. Podszedłem do drzwi z napisem "Cloakroom" (na prawo od dormitorium), otworzyłem je za pomocą znalezionego klucza i wszedłem do środka.

Szatnia
Zacząłem oglądać drzwi do szafek, ale nigdzie nie widziałem nazwisk. W międzyczasie przypomniało mi się, że Watson wraz z towarzyszami trwają na stanowisku. Miałem wtedy niemałą satysfakcję. Gdy wychodziłem, zauważyłem tablicę ogłoszeń. Zabrałem z niej grafik straży. Postanowiłem, że naszkicuję sobie plan szatni.

Teren Tower
Podszedłem jeszcze raz do leżącego Hickmanna i zapytałem o szafkę Johnsona. Nie potrafił mi odpowiedzieć, ale podał parę przydatnych informacji. Po chwili środek zaczął działać i już niczego z niego nie można było wyciągnąć.

Szatnia
Wróciłem do szatni i dokonałem następujących obserwacji:
- Z szafki nr 1 zabrałem list - był to list Schicka z prośbą o zamianę szafki,
- Pod szafką nr 16 zauważyłem stołek,
- Spod drzwi szafki nr 15 wystawał fragment kiltu,
- Drzwi do szafki nr 12 były zbrudzone zieloną farbą,
- Z szafki nr 9 strasznie śmierdziało,
- Pod szafką nr 6 znalazłem obcięte włosy z wąsów.
Przejrzałem zapisane wcześniej raporty:
- Schick miał wąsy,
- Kirkpatrick miał palce z farby.
Miałem wtedy wszystkie potrzebne informacje, aby znaleźć szafkę Johnsona. Wyjąłem własnoręczny szkic szatni i przypisywałem nazwiska poszczególnym szafkom. Z uzyskanych informacji i zebranych dokumentów wynikało, że:
- Szafka nr 1 - O'Shea (obserwacja i list Moore'a),
- Szafka nr 4 - Hickmann (informacja od Hickmanna),
- Szafka nr 6 - Schick (raport i obserwacja),
- Szafka nr 9 - Flint (informacja od Hickmanna i obserwacja),
- Szafka nr 12 - Kirkpatrick (raport i obserwacja)
- Szafka nr 13 - Stiles (informacja od Hickmanna i grafik straży),
- Szafka nr 15 - Law (obserwacja i list Moore'a),
- Szafka nr 16 - Jones (obserwacja i list Moore'a).
Gdy miałem już wszystkie naniesione pewniki, jeszcze raz skorzystałem z posiadanych informacji i uzupełniłem brakujące nazwiska:
- Szafka nr 2 - Willoughby (informacja od Hickmanna i położenie szafki sierżanta),
- Szafka nr 8 - Summerbee (list Schicka i fakt, że szafka nr 4 jest zajęta),
- Szafka nr 5 - Bell (informacja od Hickmana i list Schicka),
- Szafka nr 3 - Moore (informacja od Hickmana, list Moore'a i fakt, że szafka nr 5 jest zajęta),
- Szafka nr 14 - Mortensen (list Moore'a i położenie szafki Moore'a),
- Szafka nr 10 - Ludlow (list Moore'a),
- Szafka nr 11 - March (list Moore'a).
Została mi tylko jedna nieoznaczona szafka - szafka nr 7. Była to szafka Johnsona. Zaznaczyłem to dla porządku. Pozostawało mi tylko ją otworzyć. Spróbowałem pociągnąć za kłódkę, ale nic to nie dało. Postanowiłem ją wysadzić.

Teren Tower
Poszedłem do prywatnych pomieszczeń (drzwi na prawo od wejścia do magazynu), a następnie do mieszkania kucharza. Drzwi - o dziwo - były otwarte.

Tower - Mieszkanie kucharza
Ze stolika pod oknem zabrałem dziadka do orzechów oraz foremkę do ciasta. Z krzesła przy stole wziąłem sznurek, a z szafki obok kominka kawałek materiału.

Szatnia
Przy pomocy dziadka do orzechów, z naboi wyjąłem proch i wsadziłem do niego kawałek sznurka. Tak przygotowaną bombę włożyłem do kłódki w szafce nr 7 i zapaliłem lont. Po małym bum, szafka była otwarta. Ze środka zabrałem klucz do magazynu i leżący tam haggis czyli szkocką potrawę.

Teren Tower
Zaraz pobiegłem do magazynu, przy pomocy klucza otworzyłem drzwi i wszedłem do środka

Tower - Magazyn
Skręciłem w lewo i doszedłem do zamkniętych krat. Za nimi zobaczyłem nieprzytomnego naczelnika. Drzwi nie mogłem otworzyć, więc musiałem wymyślić jakiś inny sposób na obudzenie strażnika. Obok stało wiadro z wodą. Zabrałem je i wylałem całą zawartość na nieprzytomnego. Zimna woda podziałała natychmiast. Smith ocknął się. Okazało się, że zginęły jego klucze do kraty i nie może wyjść. Następnie opowiedział mi co wydarzyło się wcześniej. Fałszywy doktor zaaplikował środek nasenny wszystkim strażnikom. Oczywiście tym doktorem był nie kto inny tylko "ARSENE LUPIN". Powiedziałem o tym Smithowi. Dostałem od niego pustą fiolkę po lekarstwie podanym przez fałszywego doktora i klucz do zbrojowni. Dowiedziałem się też, że strażnicy pilnujący Klejnotów Koronnych również dostali środek.

Teren Tower
Zaraz pobiegłem do zbrojowni ([7]), otworzyłem drzwi kluczem otrzymanym od Smitha i wszedłem do środka.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Od razu pobiegłem w lewo i otworzyłem drzwi (te po lewej) prowadzące do Klejnotów Koronnych. Pobiegłem schodami i spróbowałem otworzyć drzwi do komnaty z Klejnotami. Były zamknięte, a zza nich dobiegał odgłos piły. Najwyraźniej Lupin przygotowywał łupy do wyniesienia. Musiałem się spieszyć. Obróciłem się i zobaczyłem strażnika leżącego za drzwiami. Podszedłem do niego i mu się przyjrzałem. Był to Summerbee. Podniosłem klucz, który leżał obok. Wróciłem do zbrojowni i pośpiesznie przejrzałem wszystkie rzeczy wybierając te, które mogły się przydać. I tak: obok armaty leżała torba na proch, obok kominka małe kawałki drewna, ze środkowej zbroi (naprzeciw kominka) zabrałem hełm, z którego wyjąłem podstawę. Na stole obok zbroi stała skrzynka, którą otworzyłem kluczem znalezionym przy Summerbeem. A ze środka wyjąłem śrubokręt i pilnik. Ze stołu zabrałem również talerz i pojemnik z olejem.

Tower - Magazyn
Pilnik dałem Smithowi, aby przepiłował kraty. Od razu zabrał się do roboty. Dowiedziałem się, że do Klejnotów Koronnych bez klucza nie można się dostać, chyba, że użyje się armaty. Arsenał jest w White Tower, a klucz może znaleźć tylko Smith. Umówiłem się z naczelnikiem, że gdy tylko się wydostanie, znajdzie klucz i spotkamy się przed arsenałem. Poprosiłem go o szal, który leżał na podłodze.

Teren Tower
Pobiegłem pod wiszącą linę ([2]) i zacząłem przygotowania do zniszczenia tej drogi ucieczki. Haggisa, a właściwie to w co był owinięty, naciągnąłem na podstawę hełmu w ten sposób powstał pierwszy balon na gorące powietrze. Drugi balon powstał, gdy połączyłem abażur z kawałkiem materiału (podkładką). Kawałek sznurka przywiązałem do foremki, a drugi do talerza. Do większego balonu przywiązałem talerz, a do mniejszego foremkę. Do każdego wrzuciłem mały kawałek drewna i podlałem to olejem. Do każdego z balonów przywiązałem szalik, a na koniec połączyłem je ze sobą i podpaliłem (użyłem połączonych balonów na linie). Droga ucieczki był zniszczona. Poszedłem przed White Tower ([8]) i wszedłem na schody. Smith już czekał na mnie. Kazałem mu udać się do Big Bena po pomoc. Sam wszedłem do arsenału.

Tower - Arsenał
Gdy wchodziłem, znowu pomyślałem o Watsonie. Poszedłem w prawo. Ze skrzyni stojącej przy ścianie zabrałem wieko, które luźno leżało na skrzyni. Pod ścianą naprzeciw wejścia leżały kule armatnie różnych kalibrów. Nie mogłem żadnej zabrać, bo nie znałem kalibru armaty. W rogu, obok kul, stały beczki z prochem. Zabrałem jedną, najmniejszą. Ze stołu stojącego bliżej wyjścia zabrałem szklankę 80ml i termos 250ml.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Zmierzyłem wylot armaty stojącej po drugiej stronie pomieszczenia. Wyglądało na to, że miała kaliber 60mm.

Tower - Arsenał
Z drugiej sterty po lewej zabrałem kulę o średnicy 60mm.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Spróbowałem podnieść armatę, ale nie dałem rady.

Dormitorium
Przy pomocy śrubokręta odkręciłem kółka z wrotek.

St. Thomas's Tower, zbrojownia
Kółka przymocowałem do wieka skrzyni i otrzymałem deskę na kółkach. Przy jej pomocy przestawiłem armatę przodem do drzwi. Później popchnąłem ją i dojechałem, aż do schodów. Śrubokrętem odkręciłem zawiasy z drzwi obok. Drzwi położyłem na schodach przed armatą. Po tak przygotowanej pochylni wjechałem z armatą i wycelowałem ją w drzwi do skarbca. Wystarczyło tylko naładować działo.

Sprawdziłem ile prochu było potrzeba do działa o kalibrze 60mm - 478cm3. Najpierw upewniłem się, że w torbie na proch było pusto (w torbie: 0 cm3 prochu). Z beczki wsypałem prochu do termosu, a następnie całość do torby (w torbie: 250cm3 prochu).
Dwukrotnie odmierzyłem ilość prochu przy pomocy szklanki (w torbie: 410cm3 prochu). Wsypałem proch do szklanki, a następnie odsypałem z niej ilość mieszczącą się we fiolce (80-12=68). Resztę wsypałem do torby i miałem dokładnie tyle prochu ile potrzebowałem. Pozostało mi tylko wsypać odmierzoną ilość prochu, włożyć kulę i odpalić. Kradzież bezcennych skarbów została udaremniona i honor Anglii uratowany.

"A co z Lupinem?" - zapytałem.
"Nic" - odpowiedział Holmes - "Wzajemnie pogratulowaliśmy sobie gry i każdy odszedł w swoją stronę. Każdy z nas obiecał, że nie opowie nikomu o tej historii..."
"Pan jednak opowiedział" - nie dawałem za wygraną.
"Opowiedziałem to, bo mogłem to zrobić. My nie istniejemy. Zostaliśmy wymyśleni, nie ma nas..." - gdy to mówił, wydawało mi się, że rzeczywiście znikał - "...nie ma nas. Ani mnie, ani Watsona, ani Lupina..."
Wtedy znikł zupełnie, a ja obudziłem się siedząc za biurkiem. Czułem na sobie badawczy wzrok współpracowników. Nic sobie z tego nie robiąc, przeciągnąłem się, podniosłem telefon, wykręciłem numer i usłyszawszy głos szefa powiedziałem: "Szefie, mam pomysł na genialną grę..."


Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.