Recenzja - The Orion Conspiracy
The Orion Conspiracy - recenzja
Elum, 9 marca 2014
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wciągający wątek przewodni
+ niejednoznaczny główny bohater
Wady:
- o wiele za dużo chodzenia tam i z powrotem
Krótko:
Kryminał i horror sci-fi w jednym. Najmroczniejsza spośród przygodówek Divide By Zero.

Rok 2160. Devlin McCormack przybywa na stację kosmiczną Cerberus na pogrzeb tragicznie zmarłego syna Danny'ego. Początkowo planuje jedynie krótki pobyt. Gdy jednak anonimowy życzliwy przekazuje mu informację, że Danny nie zginął w wypadku lecz prawdopodobnie został zamordowany, McCormack postanawia przedłużyć pobyt, na własną rękę przyjrzeć się sprawie bliżej, dorwać sprawcę i... czym prędzej opuścić to niegościnne miejsce.

The Orion Conspiracy to trzecia gra i jednocześnie trzecia trzecioosobowa przygodówka brytyjskiej firmy Divide By Zero zahaczająca o tematykę science-fiction. Wprawdzie "fiction" jest tu zdecydowanie więcej niż "science", naukowcy prowadzący badania w pobliżu czarnej dziury zdają się ignorować fakt, że z naukowego punktu widzenia jest to kompletna bzdura, ale nie o to w The Orion Conspiracy chodzi. Grze udało się całkiem nieźle odtworzyć klaustrofobiczny klimat bazy położonej gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Atmosfera "Obcego" i podobnych filmów z lat 80-tych i początku lat 90-tych cały czas unosi się w powietrzu sztucznie wtłaczanym w ciągnące się w nieskończoność korytarze.

Na swój sposób ciekawy jest również w The Orion Conspiracy prowadzony bohater. Po dwóch grach z niesfornym Jackiem T. Laddem w roli głównej, tym razem szansę dostał nieco bardziej flegmatyczny McCormack. To typ zmęczonego życiem, niemłodego faceta z nieciekawą przeszłością, od której wolałby się uwolnić oraz przyszłością, w której raczej nie czekają już na niego żadne emocjonujące zwroty akcji. Oczywiście to nie pierwsza przygodówka, w której bohater jest starszy, łysiejący i z tzw. bagażem. Ale twórcy The Orion Conspiracy poszli na całość. Wystarczy wspomnieć, że McCormack ma na sumieniu śmierć kilku osób (czy rzeczywiście był winny ich śmierci to już osobny temat), a jego żona przed laty popełniła samobójstwo. Oprócz tego choruje na depresję i ma poważne problemy z płucami, co uniemożliwia jakąkolwiek pracę fizyczną. Uff, może na razie wystarczy.

McCormack w wątku "obyczajowym" przypomina trochę Benta z A New Beginning. Z tą różnicą, że The Orion Conspiracy przedstawia problemy bohatera na tyle ciekawie, że jestem w stanie przymknąć oko na pewne niedoskonałości gry. Niedoskonałe na pewno są schematyczne dialogi. McCormack każdą nieznajomą osobę wita niemal identycznym zestawem pytań. Przypomina to trochę kiepski wywiad. Co więcej, każda z napotkanych osób, bez względu na to czy bohatera zna i lubi czy może wręcz przeciwnie, otwiera się przed nim niczym pacjent na kozetce u psychoterapeuty. Bywa, że rozmowy ze spraw bieżących zbaczają w stronę bardzo intymnych, niezręcznych tematów. Nie wiadomo dokładnie dlaczego. Choć domyślam się, że tu także mogło chodzić o próbę zachowania pewnej konwencji. W większości filmów katastroficznych i/lub horrorów sci-fi jest przecież tak, że zanim postacie drugoplanowe zaczynają ginąć w straszliwych męczarniach, widz ma okazję poznać ich codzienne rozterki, imiona dzieci i nazwisko panieńskie żony. Czy coś w tym rodzaju.

Naturalnie The Orion Conspiracy ani na moment nie staje się grą familijną. Wręcz przeciwnie. Oprócz tego, że bywa bardzo krwawa, postaciom nierzadko zdarza się soczyście przeklnąć. Miało być kontrowersyjnie? Być może. Z drugiej strony, w tak nieprzyjaznych okolicznościach przyrody przekleństwa rażą o wiele mniej, niż wymuszone wulgaryzmy w The Longest Journey. Analogicznie można usprawiedliwić oprawę graficzną The Orion Conspiracy. Zbyt monotonna? Cóż, wnętrza futurystycznych baz kosmicznych chyba takie właśnie zazwyczaj są - surowe, sterylne, wszystkie do siebie podobne. Monotonię gry co jakiś czas przerywają za to sceny zbiorowe - tj. takie, gdy robi się zamieszanie i występuje na raz kilka postaci. Nawiasem mówiąc, postacie NPC mają jeszcze jedną fajną cechę, znaną chociażby z wczesnych gier Revolution Software korzystających z systemu Virtual Theatre - tzn. zamiast stać w wyznaczonym miejscu w oczekiwaniu na "rozkazy", potrafią bez względu na poczynania głównego bohatera przemieszczać się pomiędzy lokacjami, co stwarza wrażenie pewnej naturalności.

Potrafię grze wybaczyć sporo, ale niestety spacery w towarzystwie McCormacka w pewnym momencie zaczęły mnie zwyczajnie męczyć. The Orion Conspiracy to chyba najbardziej "przechodzona" przygodówka wszech czasów. Przy czym nie chodzi z tym chodzeniem o to, że od początku możliwy jest dostęp do większości lokacji. To akurat zaliczyłbym do zalet. Problem polega przede wszystkim na tym, że od początku możliwy jest dostęp do prawie całego labiryntu korytarzy łączących ważniejsze miejsca. Bez jakiejkolwiek mapy! W nastawionej na eksplorację The Orion Conspiracy rozwiązywanie zagadek ekwipunkowych nieodłącznie kojarzy się więc z chodzeniem. Tam i z powrotem, tam i z powrotem, tam i... Nie przypominam sobie innej gry, w której musiałbym aż tyle czasu spędzić na wędrówkach pomiędzy lokacjami. Wyobrażam sobie, że podobnie grałoby się w L.A. Noire, gdyby Cole Phelps zamiast policyjnego samochodu dostał do dyspozycji jedynie hulajnogę albo wrotki.

The Orion Conspiracy być może wygląda dziś niepozornie, warto jednak pamiętać, że to pierwsza przygodówka Divide By Zero działająca w wyższej rozdzielczości (640x480 zamiast oklepanej 320x240). Trudno mieć też zastrzeżenia do oprawy audio. Muzyka, jak na format midi, brzmi całkiem nieźle. Aktorzy użyczający głosów postaciom wcielili się w swoje role z wyczuciem. Devlin McCormack brzmi nie gorzej od Bostona Lowa z The Dig, który przemawiał głosem Roberta Patricka. Niestety, to wszystko to wciąż trochę za mało, aby z czystym sumieniem zaliczyć The Orion Conspiracy do przygodówek bardzo dobrych. Dla kilku mocnych momentów i interesujących pomysłów na pewno warto zagrać. Ale, szczerze mówiąc, nie miałbym ochoty do The Orion Conspiracy kiedykolwiek wracać. Wspomnienie paru miło spędzonych chwil w zupełności wystarczy mi na resztę życia.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.