Recenzja - Professor Layton and the Curious Village
Strona główna

Encyklopedia
Zapowiedzi
Recenzje
Solucje
Ciekawostki
Screeny
Grafiki
Zdjęcia
Filmy
Dema

FORUM

Kącik amatora
Kulisy produkcji
Plan wydawniczy
Rzut okiem
Czytelnia
Redakcja

Ścinki
The Inventory Polska
Professor Layton and the Curious Village - recenzja
Voo, 19 sierpnia 2008
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ grafika i muzyka
+ klimat
+ mnogość i różnorodność zagadek
+ przystępna dla "non-gamerów"
Wady:
- hmm... wkradające się po kilkunastu godzinach uczucie lekkiej monotoni?
Krótko:
Idealna dla DSa hybryda gry logicznej i przygodowej, ze śliczną, komiksową grafiką i klimatem ze starych opowieści kryminalnych. Można grać samemu lub angażować innych do rozwiązywania zagadek. Czego chcieć więcej? Wydania kontynuacji w Stanach lub Europie.

Mówi się, że Japończycy to bardzo zestresowana, pędząca przed siebie nacja z obsesją ciągłego doskonalenia. Nie wiem ile jest prawdy w tej obiegowej opinii, faktem jest jednak, że właśnie w Japonii wielkim wzięciem cieszą się wszelkiego rodzaju poradniki, programy i gry stawiające sobie za cel poprawę umiejętności użytkowników w jakiejś dziedzinie. Także w dziedzinie myślenia, czego najlepszym dowodem jest wielki sukces serii gier spod znaku "Brain Training". Professor Layton and the Curious Village jest pociotkiem tego gatunku, taką dziesiątą wodą po kisielu, która na szczęście dla zachodniego gracza konieczność rozwiązywania logicznych zadań łączy z interesującą fabułą i naprawdę nietuzinkową formą.

Całość rozpoczyna animacja przedstawiająca dżentelmena w kapeluszu i młodego chłopaka zmierzających pokracznym autkiem do miasteczka St. Mystere. Dżentelmen ów to tytułowy profesor Layton, chłopak to jego asystent Luke. Jadą na wezwanie lady Dahlii, wdowy po lokalnym bogaczu, baronie Reinholdzie. Testament barona wspomina o skarbie zwanym Złotym Jabłkiem. Profesor i Luke mają odnaleźć skarb, jednak po przybyciu na miejsce przeróżne tajemnicze wydarzenia zaczynają odciągać ich od śledztwa. W domu wdowy zostaje popełnione morderstwo, pojawia się niechętny Laytonowi inspektor policji, w miasteczku dochodzi do tajemniczych zaginięć. Ze wszystkim wydaje się mieć związek złowroga budowla górująca nad St. Mystere - olbrzymia wieża, z której od czasu do czasu dochodzą jakieś przerażające odgłosy...

Zadaniem gracza jest wędrowanie po miasteczku i zdobywanie informacji mogących przybliżyć go do odnalezienia Złotego Jabłka i rozwiązania innych tajemnic. Mieszkańcy bardzo chętnie dzielą się swoją wiedzą ale jeszcze chętniej... zadają zagadki. Na przeróżne zadania trafiamy także cierpliwie obstukując stylusem elementy otoczenia. "Znalazłem ukrytą zagadkę profesorze!" woła Luke, wyciągając zadanie z beczki lub zza obrazu. Niektóre z nich rozwiązać można dla własnej satysfakcji, poradzenie sobie z innymi wymagane jest do popchnięcia naprzód fabuły. Wszystkie przegapione oraz te znalezione ale nierozwiązane trafiają po pewnym czasie do domu pewnej staruszki, gdzie w każdej chwili możemy ponownie schwycić się z nimi za bary. Tematyka zagadek? Tak różnorodna jak tylko się da. Mamy tu zagadki logiczne, matematyczne, rysunkowe, skojarzeniowe, wymagające przelewania, przesypywania, układania, rysowania itd. W trakcie gry przyda się także kartka i długopis do robienia notatek. Akira Tago, autor zagadek (a przy okazji serii książek, która zainspirowała twórców gry) sięgnął nawet po znane każdemu ze szkolnej ławki zagadki zapałczane.

Do każdej zagadki można wykupić maksymalnie trzy podpowiedzi płacąc za nie znajdowanymi w trakcie eksploracji monetami. Za rozwiązane zagadki zdobywamy punkty, tzw. "pikaraty". Każda zagadka wyceniona jest według poziomu trudności, choć to akurat należy traktować umownie. Zdarzało mi się z marszu rozwiązywać zagadki ponoć bardzo trudne, a z kolei ślęczeć nad czymś co twórcy wycenili na niewiele pikaratów. Wszystko zależy od spostrzegawczości i indywidualnych predyspozycji, przy czym różnorodność zagadek jest tak wielka, że chyba nie ma gracza, dla którego przynajmniej część nie byłaby sporym wyzwaniem. Do rozwiązanych zagadek mamy bezpośredni dostęp z poziomu menu, dzięki czemu najciekawsze możemy potem pokazywać znajomym.

Oczywiście po rozwiązaniu kilkudziesięciu (ogółem jest ich 135) zagadek zaczynamy dostrzegać w nich pewne schematy, które mogą sugerować rozwiązanie. Często tekst zagadki jest tak zagmatwany i obfitujący w nieistotne detale, że przysłania to proste w istocie rozwiązanie. W wielu przypadkach prawidłowym rozwiązaniem jest to pozornie najmniej prawdopodobne itd. Należy też zaznaczyć, że zagadki zazwyczaj związku z fabułą nie mają lub mają jedynie symboliczny. Dla przykładu - jeśli w pewnym momencie klikniemy na autko Laytona, wówczas profesorowi przypomni się sytuacja gdy nie mógł wyjechać z zastawionego samochodami parkingu. Stylus w dłoń i dalej przesuwać samochody na ekraniku dotykowym. Na widok kota goniącego mysz Luke zada nam zagadkę z myszkami w roli głównej. Miejscowy oberżysta poprosi o odmierzenie określonej ilości napoju za pomocą trzech kubków o różnej pojemności, szachista zaproponuje zadanie związane z szachownicą itd. Czy fakt, że zagadki są "oderwane" od realiów gry stanowi jakiś problem? Moim zdaniem nie. Po pierwsze - taka jest konwencja i już. Po drugie - wiele zagadek w klasycznych przygodówkach także ma mocno umowny charakter. Weźmy te wszystkie szyfry i zamki chroniące dostępu do jakiegoś miejsca, a do otwarcia których wystarcza po prostu dłuższa lub krótsza chwila namysłu. Skoro tak naprawdę chodzi o to, żeby trochę ruszyć głową w trakcie gry to przygody Laytona dają ku temu całkiem niezły pretekst.

Rozwiązując niektóre z zagadek od postaci je zadających otrzymujemy w prezencie rożne gadżety (tzw. "gizmos"), fragmenty obrazu oraz... meble. Z "gizmos" montujemy z czasem mechanicznego pieska, który biega po ekranie wskazując nam miejsca ukrycia monet. Z fragmentów obrazu niczym z puzzli układamy cały obrazek. Meblami i elementami wystroju wykańczamy pokoje wynajęte przez Laytona i Luke'a w miejscowym hoteliku. Zwolennicy poważnego podejścia do tematu przygodówek mogą się w tym momencie popukać w czoło, trzeba jednak pamiętać o tym, że to "tylko" hybryda na przenośną konsolkę, thriller z przymrużeniem oka dla graczy od lat 9 do 99. Przyznam szczerze, że sam kilka razy przyłapałem się na rozważaniu, czy zdobyty właśnie fotelik lub wazon będzie lepiej pasował do pokoju profesora czy jego asystenta. Cóż, z pewnych rzeczy łatwiej się śmiać niż im się oprzeć...

Oprawa audiowizualna to prawdziwa perełka i świetnie podsumowuje ją użyte gdzieś w internecie określenie "Miyazaki spotyka Trio z Belleville". Przerywniki filmowe wyglądają jak żywcem wyjęte z jakiegoś filmu mistrza anime, wszystko narysowane jest lekką kreską, postacie są nieco karykaturalne lecz nie do przesady. Muzyka to delikatne akordeonowe dźwięki podkreślające francuski klimat St. Mystere. Za każdym razem gdy uruchamiałem grę uśmiechałem się słysząc motyw muzyczny z menu i widząc raźnie pyrkający w tle laytonmobil, nie przypadkiem zapewne tak podobny do legendarnego Citroena "Kaczki". Gra aż promieniuje jakimś takim sympatycznym klimatem i pełna jest drobnych, aczkolwiek oryginalnych rozwiązań (jak choćby przypomnienie wcześniejszych wydarzeń, niczym w serialu, następujące po każdym uruchomieniu gry). Grając przez cały czas posługujemy się stylusem, którym wskazujemy gdzie Layton ma iść, z kim porozmawiać, co obejrzeć i który przydaje się też przy rozwiązywaniu zagadek, np. do rysowania, przestawiania lub po prostu wpisywania odpowiedzi.

Gdybym na siłę miał szukać wad Professora Laytona to wskazałbym pojawiającą się w końcu pewną monotonię. Miasteczko wiele razy przemierzamy wzdłuż i wszerz, rozmawiamy z tymi samymi osobami, a sporo zagadek to po prostu trudniejsze wariacje na temat rozwiązanych wcześniej. Nie jest to raczej gra nad którą bez uczucia znużenia można przesiedzieć pół dnia, ale w końcu kto nam każe? Sam włączałem konsolkę na maksymalnie godzinę dziennie, do rozwiązywania wielu zagadek angażowałem moją lepsza połówkę, która po pewnym czasie sama przychodziła zerkać mi przez ramię i dopytywać nad czym obecnie główkuję. Gra w moim prywatnym rankingu jest jedną z najciekawszych na DSa, dlatego czekam teraz niecierpliwie na anglojęzyczne wydanie drugiej części - Professor Layton and Pandora's Box.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.