Recenzja - Zaginiona Historia: Tale of a Hero
Zaginiona Historia: Tale of a Hero - recenzja
Ascovel, 6 marca 2009
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wyjątkowo wciągający świat fantasy
+ niejednoznaczne moralnie wybory i postępowania postaci
+ dobrze przemyślane zagadki
Wady:
- głos karczmarza i pewnego grzyba
- trochę skromna wizualnie
- czasem przegadana
Krótko:
W końcu przygodówka fantasy z prawdziwego zdarzenia! Grywalnością, rozmachem fabuły i humorem przebija wszystkie te przykrótkie i upraszczane gry przygodowe ostatnich lat.

Każdy lubi od czasu do czasu rozerwać się przy jakiejś porządnej, dłuższej opowieści (czy też baśni) fantasy, prezentującej losy rasowego bohatera. No cóż, przynajmniej większość osób. Szkoda więc, że tak trudno trafić na dobrą przygodówkę, która odpowiadałaby temu, wydawałoby się dość ogólnemu, opisowi. Czasy regularnego pojawiania się nowych części pamiętnych serii King's Quest i Quest for Glory, czy też jednorazowych rewelacji, jak mój osobisty ulubieniec Death Gate, wydają się już należeć do przeszłości. Te nieliczne nowe gry, które zawierają w sobie tradycyjne elementy fantasy skłaniają się raczej ku wykorzystywaniu ich do zabawnych animacji lub parodiowaniu leciwego już gatunku, rzadko traktując go choć trochę na serio. Sporym ograniczeniem większości nowopowstałych przygodówek jest też ich krótki czas trwania. Często są nawet rozparcelowywane na paro-godzinne epizody. W takiej formie nie za bardzo da się podać epicką historię o bohaterskich czynach. Biorąc to wszystko pod uwagę, jest przeżyciem nie tak bardzo odległym od dostania się na przepyszną ucztę przez wygłodniałego hobbita zagranie w końcu w przygodówkę, która nie tylko doskonale oddaje ducha epickiej fantasy, ale jest również świeża, ekscytująca i posiada swoją własną osobowość. Jest to gra, która w pełni zasługuje na tytuł "Tale of a Hero".

Wydana przez czeskie Future Games, znane przede wszystkim z oryginalnego Black Mirror, którego engine wykorzystuje, Tale of a Hero stanowi, mimo wszystko, dopiero pierwszą ukończoną produkcję zupełnie innego zespołu niż ten odpowiedzialny za wcześniejsze gry tej firmy. Jest to bardzo mała i luźno współpracująca grupa znajomych, występująca zwykle pod nazwą Peregrius.

Od razu mówię, że nie zamierzam zbyt szczegółowo opisywać wielowarstwowej i stopniowo odkrywanej fabuły ToH. Nie miałoby to większego sensu. Poprzestańmy na stwierdzeniu, że skupia się ona na Olafie - zawodowym bohaterze, wyposażonym w nie byle jaką odwagę i sporą ilość szarych komórek - w momencie, gdy wyrusza on na długo oczekiwaną bohaterską wyprawę swojego życia. Będąc synem słynnego rycerza i awanturnika, ale przez skomplikowany splot wydarzeń dorabiając jako rybak w małej mieścinie, stanowi on w pewnym stopniu postać z rodzaju niespełnieonych talentów, które dostają po latach szansę, aby się wreszcie sprawdzić. Wprawdzie z tym sprawdzaniem się nie ma on specjalnie wolnego wyboru, a w głębi duszy wolałby zostać w domu i pójść z narzeczoną na festiwal, ale nie czyńmy już takiego krótkiego streszczenia przesadnie skomplikowanym. W każdym razie podróż Olafa będzie wypełniona po brzegi magicznymi stworzeniami, odwiecznymi konfliktami starożytnych ras, konkurującymi wiedźmami, lodowymi gigantami, magicznymi artefaktami, a także takimi cudeńkami natury, jak na przykład Woda Życia.

Ogólnie rzecz biorąc, gra jest jednocześnie poważną opowieścią fantasy i pełną humoru baśnią, która przetwarza w swoisty dla siebie sposób zarówno lepiej jak i gorzej znane baśnie, wprowadzając do nich motywy dla dojrzalszych odbiorców. Przypominała mi trochę pod tym względem książki o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego, szczególnie te z opowiadaniami. I nie chodzi mi tu wcale o to, że Olaf niczym Geralt nie stroni od seksu i przemocy, ale o podobnie wplecioną między klasyczne, bajkowe motywy moralną niejednoznaczność. Sam Olaf zaś jest połączeniem ofiarnego, uczciwego bohatera z bajki oraz pragmatycznie myślącego, upartego rybaka. Posiada na dodatek prawdziwie rycerskie obycie oraz całą masę użytecznych trików zawodowego bohatera, które wtłoczył mu do głowy jego ojciec. W miarę rozwoju wydarzeń staje się też coraz bardziej wyraźne istnienie konfliktu między podejmowaniem wyborów na miarę bohatera, a próbami w pełni niezależnego myślenia, a już najbardziej ma to miejsce w końcówce, która jest, trzeba przyznać, słodko-gorzka.

Bogaty, magiczny świat ToH jest nakreślony przede wszystkim poprzez długie, rozbudowane w pionie i w poziomie dialogi. Większość postaci bardzo hojnie dzieli się z nami wszelakiego rodzaju opowieściami, anegdotami oraz informacjami na temat samych siebie oraz miejsc, w których żyją. Wszystkie te konwersacje są bardzo dobrze napisane, pełne dowcipu i zazwyczaj stanowią doskonałe wynagrodzenie dla gracza za poradzenie sobie z trudniejszymi zagadkami napotkanymi po drodze. Mimo wszystko w paru momentach, kiedy tempo rozwoju fabuły rusza z kopyta, dialogi zaczynają trochę nazbyt dominować nad typowym przygodówkowym łamaniem głowy.

Tłumaczenie zarówno w polskich podpisach jak i angielskich nagraniach głosów jest całkiem porządne. Podłożone głosy są przekonywujące, ale niektórzy aktorzy zostali dobrani wbrew stereotypom postaci, które grają, co może nieco zaskoczyć graczy. Jedyny problem, jaki w tym aspekcie dostrzegam to głos aktora, który gra zarówno właściciela karczmy, jak i starożytnego wróżbitę. Jeszcze można wybaczyć, iż w tej drugiej roli jest on natychmiast kojarzony brzmieniowo z poprzednią, ale najgorsze, że w obu przypadkach wydaje się po głosie dużo za młodą osobą względem tych postaci. Lekka chrypka sama w sobie nie wystarcza do przekonywującego udawania starszego człowieka.

ToH oferuje naprawdę pokaźną ilość obiektów, z którymi można wchodzić w interakcje albo przynajmniej obejrzeć. Interface jest uproszczony do popularnej kombinacji lewy/prawy przycisk myszy. Z kolei dość rzadko spotykanym gdzie indziej zabiegiem jest dodanie dodatkowych komentarzy przy klikaniu na ten sam hotpsot więcej niż raz. Na pewno wzbogaca to wrażenie uczestniczenia w świecie gry. Co ciekawe, kiedy lewy przycisk myszy nie jest w stanie w przypadku danego hotspotu uruchomić żadnej szczególnej interakcji, Olaf wypowiada te same komentarze, co przy klikaniu prawym. Czasem może to być trochę mylące.

Styl przebiegu gry odpowiada klasycznym, old-schoolowym przygodówkom, umożliwiającym dziesiątki pomysłowych sposobów wykorzystania przedmiotów, ale ToH popularyzuje stosunkowy świeży koncept, mający na celu zapobiegnięcie noszeniu wszędzie ze sobą ciężkich i nieporęcznych obiektów. Olaf po prostu zbiera do inwentarza ich "wirtualne" reprezentacje, a wraca po prawdziwy przedmiot tylko, kiedy już wymyślił do czego go użyć. Jest to rzeczywiście dodający realizmu pomysł. Z drugiej strony, mało skutecznych łowców pikseli zmartwi fakt, że Tale of a Hero nie proponuje coraz popularniejszego magicznego przycisku, który ujawnia wszystkie hotspoty w danej lokacji. W czasie większej części rozgrywki nie stanowi to żadnego poważnego problemu, ale jednak na lodowych pustkowiach pod koniec gry zaciąłem się na dłużej na dwóch bardzo specjalnych kopcach śniegu, które były zupełnie nieodróżnialne od swojego otoczenia.

Rozwiązania zagadek są fair, a jednocześnie stanowią wystarczające wyzwania, aby sprawiać satysfakcję - chyba najlepsza możliwa sytuacja. Niektóre pomysły wywołają uśmiech na ustach gracza, jak na przykład nieudane próby stopienia śniegu albo niespotykany wcześniej sposób wykorzystania odciętej ręki. Gra jest również wyraźnie buntowniczo nastawiona, jeśli chodzi o zagadki a'la Myst. Wystarczy sobie zobaczyć, co Olaf robi, kiedy natrafia na jeden z tych skomplikowanych zamków, przy których można godzinami dłubać, doszukując się logiki ich działania.

Rozdział ToH, który rozgrywa się pod wodą, jest dla gry czymś w rodzaju Rubacavy (używając żargonu wyznawców Grim Fandango). Jest naprawdę ogromny. Gracz otrzymuje nawet magiczną mapę, aby mógł się w miarę szybko po całym tym terenie poruszać. Jednakże, w przeciwieństwie do niezliczonych, przecinających się nawzajem questów z miasta Rubacava mamy tutaj prawie kompletnie liniową rozgrywkę. Szczerze mówiąc, cała gra jest taka, co może zmartwić niektóre osoby. Patrząc jednak na sprawę od pozytywnej strony, tutaj nigdy nikt ciebie nie poprosi o przyniesienie całej kolekcji przeróżnych niezbędnych składników, a fabuła swobodnie posuwa się do przodu bez zaplątywania się zbytnio w poboczne zadania.

Generalnie uważam, że Tale of a Hero stanowi niezwykłą niespodziankę dla fanów takich epickich przygodówek jak The Longest Jouney (oferując bogactwo historii, wątków i interesujących refleksji nad tworzeniem opowieści), King's Quest (wiele fajnych, pokręconych nawiązań do bajek i mitów) oraz Quest for Glory (przemyślenia, nad tym jaki powinien być prawdziwy bohater). Może gra nie jest taka piękna od strony wizualnej, ale w swej esencji stanowi najlepszą nowo wydaną przygodówkę, w jaką grałem, od czasu Powrotu na Tajemnicza Wyspę.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.