Recenzja - Były Sobie Myszki Trzy: Na spotkanie Cioci Myszy
Były Sobie Myszki Trzy: Na spotkanie Cioci Myszy - recenzja
Elum, 25 stycznia 2009
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wygląd lokacji i postaci
+ atmosfera
+ grywalność
+ umiejętnie wplecione w fabułę elementy edukacyjne
Wady:
- krótka, nawet jak na grę dla dzieci
- to tylko gra dla dzieci
Krótko:
Pierwsza z serii gier dla dzieci opowiadających o przygodach Trzech Myszek. Zachwyca jakością wykonania. Uczy, bawi i pozwala miło spędzić czas. Nie tylko dzieciom.

Z przygodówkami edukacyjnymi mam zwykle problem. Pomijając fakt, że jestem już chyba trochę za stary na gry wypełnione po brzegi kolorowymi pieskami uczącymi alfabetu i dodawania, jakoś nie mam sumienia oceniać produktów, których nadrzędnym celem jest uczyć, pomagać w nauce, czy zachęcać do nauki. No bo przecież z założenia są wartościowe. Tak powie każda mama, ciocia, pani nauczycielka i mądry pan ekspert w telewizji. A że ktoś aktywnie grający w gry komputerowe mógłby uważać inaczej? Że spora część z nich poza walorami edukacyjnymi nie ma zbyt wiele do zaoferowania? Że zabawy w nich jest często mniej, niż rodzynek w... cieście bez rodzynek? Nie! Ja tego nie napisałem! Nie chcę narażać się mamom, ciociom i paniom nauczycielkom. O mądrych panach nie wspominając.

A jednak chciałbym się do czegoś przyznać. Gdy zdarza mi się trafić w telewizji na odcinek "Baranka Shauna" oglądam do końca. I świetnie się przy tym bawię. Dlaczego? Bo to serial dla dzieci stworzony z szacunkiem dla młodszego widza. Dostosowany do jego poziomu, ale przy tym równie profesjonalny pod względem scenariusza, muzyki itp. jak filmy dla starszych. Podobnie jak Były Sobie Myszki Trzy: Na spotkanie Cioci Myszy - podpisująca się nieco przydługim tytułem produkcja rosyjskiego studia Lazy Games, posiadająca najważniejsze cechy dobrej, moim zdaniem, przygodówki dla dzieci.

JEST SYMPATYCZNIE

Trudno po tego rodzaju grze oczekiwać skomplikowanej, trzymającej w napięciu fabuły. Jest więc lekko i sielankowo. Oto Mama Mysz i dwie Małe Myszki - rodzeństwo Marta i Nelson, niespodziewanie dostają list od dawno nie widzianej Cioci Myszy. Ciocia podróżniczka wraca do domu z kolejnej morskiej wyprawy. I jak zwykle w drodze powrotnej pragnie odwiedzić Martę i Nelsona. Spotkanie ma się odbyć w piątkowe popołudnie na brzegu Zatoki Leśnej. To daleka wyprawa, nie ma więc czasu do stracenia. Trzeba jeszcze tylko spakować najpotrzebniejsze rzeczy i...

Przygoda Trzech Myszek podzielona została na lokacje. Każdy etap podróży to odrębny ekran, na którym przedstawione zostaje nam nowe zadanie. Czasem wystarczy tylko zebrać odpowiednie przedmioty, innym razem również użyć ich we właściwy sposób. Jest więc jak w rasowej przygodówce. Tyle, że w takiej mocno uproszczonej. Dla przykładu w oknie inwentarza każdej nowej lokacji pojawiają się wytłoczenia przygotowane już pod konkretne rzeczy. Dzięki temu łatwiej domyślić się, co jeszcze trzeba znaleźć, aby posunąć fabułę do przodu.

Jako że większa część przygody ma miejsce w gęstym lesie, szukanie dotyczy głównie leśnych owoców, grzybów i innych odpadów pochodzenia organicznego. I właśnie w tym momencie do gry wkrada się wątek edukacyjny. Z pamiętnika Marty, do którego dostęp pojawia się w okolicach pierwszej lokacji, dowiedzieć się możemy jaki smak mają poszczególne owoce, które grzyby są trujące i pod żadnym pozorem nie wolno ich zbierać oraz czym różnią się poszczególne gatunki drzew. Co istotne, wszystkie te informacje podane są w bardzo fajny, przejrzysty, a przy tym nie nachalny sposób. Dokładnie tak, aby zachęcić, a nie zniechęcić dzieci do poznawania świata.

JEST ESTETYCZNIE

Oprawa wizualna przygodówki Lazy Games zachwyca. Bez wątpienia jest inna, wyjątkowa. Wszystkie występujące w grze postacie to rzeczywiste lalki stworzone, a następnie poklatkowo wprawione w ruch przez Natalię Fadiejewą - rosyjską artystkę na co dzień specjalizującą się w wyrobie szmacianych zabawek (m.in. pluszowych, realistycznie wyglądających zwierzątek). Również prawie wszystkie elementy lokacji i rekwizyty przygotowane zostały tradycyjnymi technikami. Innymi słowy - w świecie Trzech Myszek nie ma miejsca na prerenderowane tła i "zimną" grafikę 3D. Tu wszystko jest ciepłe i przytulne. Aż trudno uwierzyć, że ostatnimi grami skutecznie wykorzystującymi podobne techniki były wydane w połowie lat dziewięćdziesiątych Muppet Treasure Island i The Dark Eye. Oprócz tego w grze jest też trochę grafiki 2D. Są ilustracje w pamiętniku Marty, jest mapa wyglądająca trochę jak dziecięcy rysunek. Naturalnie wszystko doskonale dopasowane do ogólnego stylu gry. Nie sposób przyczepić się do żadnego, nawet najmniejszego drobiazgu.

Od strony audio również jest bardzo dobrze. Po pierwsze - muzyka. Może nie do końca oddaje atmosferę świata gry (choć to, oczywiście, kwestia gustu), ale ma za to jedną, ogromną zaletę - nie jest infantylna. Jest miła, ale nie krzykliwa. Raczej spokojna, łagodna, wyciszająca. A przy tym profesjonalnie zagrana przy pomocy żywych instrumentów. Również głosy bohaterów w polskiej wersji językowej brzmią tak jak powinny. Aktorzy wypowiadają swoje kwestie z zaangażowaniem... ale bez przesady. Nie drażnią, nawet po dłuższym czasie spędzonym przy grze.

JEST SMERFASTYCZNIE

Trzy Myszki wyglądają świetnie, ale o tym już chyba wspominałem. Najważniejsze jest jednak to, że poza wzorową oprawą mają do zaoferowania także solidną dawkę zabawy. Wprawdzie przygoda jest stosunkowo krótka, nawet jak na grę dla dzieci. Ale za to po jej ukończeniu bez problemu da się (a nawet należy) do niej wrócić, aby zająć się mini-grami, które uaktywniają się po przejściu każdej kolejnej lokacji. Można na przykład ułożyć puzzle, spróbować dopasować ilustracje do opisów w pamiętniku Marty lub nauczyć się rozróżniać leśne zwierzęta po ich śladach. Rozwiązanie większości z tych zadań zajęło mi nie więcej niż kilka minut. Przy czym podejrzewam, że dla przeciętnego przedszkolaka mogłyby okazać się poważniejszym wyzwaniem.

Wygląda więc na to, że Trzy Myszki to gra bez wad. Może to dosyć ryzykowana opinia, ale z drugiej strony jak ocenić przygodówkę, która powstała z myślą o kilkulatkach? Traktować ją na równi z gigantami w rodzaju Mysta? Krytykować za skandalicznie krótki (w porównaniu z "dorosłymi" grami) czas potrzebny do jej ukończenia? Chyba nie da rady. Więc może spróbuję z jeszcze innej strony. Od pewnego momentu gry bawiła mnie niekonsekwencja rozmiarów w świecie Trzech Myszek. No bo jak sensownie wytłumaczyć fakt, że nasi bohaterowie mają ogromny problem z ominięciem gąsienicy (wielkości, w porównaniu z nimi, zmutowanego pytona tygrysiego), a równocześnie radzą sobie ze zbieraniem leśnych owoców i grzybów do swoich maleńkich koszyczków?

Pozdrowienia dla wszystkich rodziców, którzy na co dzień muszą odpowiadać na równie ekstremalne pytania swoim rezolutnym pociechom.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.