Recenzja - Tlön: A Misty Story
Tlön: A Misty Story - recenzja
Elum, 19 lutego 2009
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ładne lokacje
+ mglista atmosfera
+ kilka ciekawych (choć nie do końca przemyślanych) pomysłów
+ grywalność
Wady:
- bug uniemożliwiający ukończenie gry!
- pewna chaotyczność fabuły
- kiepskie dialogi
- niewygodne sterowanie podczas walki
Krótko:
Mocno zapomniana przygodówka fantasy, dla której mimo wszystko warto poświęcić kilkanaście godzin. Wszelkie niedoróbki nadrabia sporą dawką grywalności.

W telenowelach to norma. W grach przygodowych zdarza się rzadziej. Nie bez przyczyny. Główny bohater przygodówki na amnezję pozwolić sobie nie może. Najczęściej nie ma on czasu na odpowiednie leczenie lub chociaż wypoczynek w domowym zaciszu. Główny bohater przygodówki musi być ciągle aktywny. O każdej porze dnia i nocy powinien być przygotowany na egzotyczne podróże i ciężką pracę fizyczną. Nawet jeśli jest młodą kobietą w typie modelki...

Lub prostym mieszkańcem niewielkiej wsi położonej gdzieś na bagnach. Takim jak Biatec - młodzieniec, któremu poważne problemy z pamięcią utrudniają życie już od dłuższego czasu. W dodatku te niepokojące sny. Z jednej strony tak realne, a z drugiej - czy to mogło zdarzyć się naprawdę? Gdyby tylko Biatec przypomniał sobie kim naprawdę jest, z pewnością nie musiałby wegetować na tym końcu świata zastanawiając się, czym wypełnić pusty żołądek w kolejnym dniu swojego beznadziejnego życia.

Tlön: A Misty Story zaczyna się dość niepozornie. Gdyby nie to, że już przed rozpoczęciem znałem szczątki jej fabuły, miałbym kłopot z domyśleniem się o co właściwie w grze chodzi. Niestety później nie jest wcale lepiej. Tlön ma wyraźny problem z narracją. Poszczególne wątki urywają się, jeszcze zanim na dobre się rozkręcą. Niektóre przedmioty pozostają w inwentarzu niewykorzystane do samego końca. Może tak właśnie miało być, chwilami jednak miałem wrażenie, że autorom po prostu zabrakło czasu (lub czegoś innego) na dopracowanie gry w taki sposób, jak początkowo planowali.

Poznawania świata Tlön na pewno nie ułatwiają dialogi. Po pierwsze - jest ich niewiele. Po drugie - są dramatycznie słabe. Być może problem leży w tym, że autorzy gry pochodzą ze Słowacji. Możliwe, że w oryginalnej wersji językowej rozmowy brzmią lepiej. Nie zmienia to jednak faktu, że przy tak niedużej ilości tekstu twórcy nie powinni mieć problemu ze znalezieniem jednej osoby, której udałoby się poprawić chociaż błędy gramatyczne. Pomijam teksty pozostałe (poza dialogami), bo jest ich w Tlönie jeszcze mniej. Nie dowiemy się co Biatec myśli na temat przedmiotów, które nosi przy sobie. Jego interakcja z otoczeniem ogranicza się do obiektów, które mają bezpośredni związek z fabułą. Szkoda, bo lokacje w grze są naprawdę ładne.

Oprawa graficzna to najmocniejsza strona A Misty Story. Jest tak charakterystyczna, że trudno pomylić ją z jakąkolwiek inną przygodówką. To ona tworzy mroczną i tajemniczą atmosferę, która przyciąga do gry i zachęca do jej ukończenia. Jest monotonna, ale absolutnie nie jest to jej wadą. Bo świat Tlöna taki właśnie jest. Brudny i wilgotny. Tu wszystko cuchnie stęchlizną, począwszy od nory głównego bohatera, w której rozpoczyna się cała przygoda. Naturalnie jest też tytułowa mgła, unosząca się nad każdą kałużą i szczelnie okrywająca horyzont. Ciekawie na tym tle prezentuje się nasz bohater. Trochę niewyraźny, przez co podczas gry mimowolnie zacząłem wyobrażać sobie jak mógłby wyglądać z bliska. Cóż, może nie brzmi to najlepiej, ale z dwojga złego wolę kierować właśnie taką postacią, niż szczegółową, ale za to brzydką (tzn. brzydko "narysowaną"), co zdarza się coraz częściej w nowych grach, funkcjonujących w coraz wyższych rozdzielczościach. A propos rozdzielczości. Tlön to bodaj pierwsza przygodówka w jaką grałem, której domyślna rozdzielczość to 512x384 pikseli.

O muzyce A Misty Story trudno napisać cokolwiek ponad to, że jest nieco surowa (jak na grę wydaną w 1999 roku), ale przy tym wpada w ucho i trafnie oddaje atmosferę kolejnych odwiedzanych przez Biateca miejsc. Nie sposób rozpisać się też na temat dubbingu, którego w grze nie ma. Co jest o tyle zaskakujące, że w opcjach gry do woli regulować możemy jego głośność. Najprawdopodobniej twórcy do samego końca mieli nadzieję, że ich gra zostanie ugłosowiona. Optymiści.

Zagadek jest w A Misty Story nie za dużo i są one raczej nieskomplikowane. Większość z nich to klasyczne inwentarzowe "znajdź tu, użyj tam". Przedmioty nie rzucają się w oczy, ale na szczęście porozmieszczane są w lokacjach w miarę intuicyjnie. Również pojedyncze łamigłówki logiczne udało mi się rozbroić bez konieczności zaglądania do solucji. Byłoby to zresztą dość skomplikowane biorąc pod uwagę fakt, że samo znalezienie jakiegokolwiek opisu przejścia Tlöna (nie licząc bardzo ogólnego, pomijającego rozwiązania zagadek, oficjalnego opisu znajdującego się na płycie z grą) jest sporym wyzwaniem. Gra nigdy nie była zbyt popularna, nawet w momencie premiery. Przez długi czas zastanawiałem się dlaczego. Zrozumiałem to dopiero, gdy utknąłem na dobre w chwilę po pierwszym przekroczeniu pewnego magicznego portalu.

Okazuje się, że przygodówka Emerald Software zawiera poważny błąd uniemożliwiający jej ukończenie! W skrócie - w pewnym momencie gry Biatec powinien zostać porwany przez grupę bezwzględnych goblinów (o czym dowiedzieć się można z oficjalnego opisu). Problem w tym, że w wyznaczonym miejscu żadne gobliny się nie pojawiają. Nie pomaga bieganie w kółko, kilkugodzinne czekanie w miejscu planowanego porwania, ani reinstalacja gry. Co więcej, gra nigdy nie otrzymała patcha rozwiązującego ten problem! Nigdy nawet nie potwierdzono, że istnieje tego rodzaju błąd! Twórcy i wydawca najwidoczniej uznali, że najlepszym wyjściem z sytuacji będzie kompletne zignorowanie problemu. Szczęśliwie gracze postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. W ten sposób powstał zmodyfikowany savegame, który umożliwia kontynuowanie gry od kolejnej sceny, tuż po porwaniu przez gobliny.

Długo zastanawiałem się jak właściwie ocenić Tlöna. Komplikujący zabawę "goblin bug" w pewnym stopniu dyskwalifikuje grę już na starcie. Inne niedociągnięcia, takie jak częste blokowanie się postaci w niektórych lokacjach, czy mała liczba (konkretnie cztery) slotów przeznaczonych na zapis stanu gry również A Misty Story uroku nie dodają. Są jeszcze walki (wyjątkowo niewygodne, bo wymagające używania myszki) i pojawiający się siłą rzeczy od czasu do czasu ekran game-over. Ciekawym urozmaiceniem, dla odmiany, jest konieczność dbania o zdrowie głównego bohatera. Biatec, aby przeżyć, musi co pewien czas jeść i pić! Jeśli tego nie robi, słupki energii stopniowo opadają do zera. Spodobało mi się też rozwiązanie w grze problemu inwentarza. Biatec nie jest typem bohatera, który potrafi zmieścić w kieszeniach pół magazynu. Większość przedmiotów, jakie znajduje podczas gry to drobiazgi, a i tak pakuje je do swojej podręcznej torby lub po prostu trzyma w ręce. Pozytywnie zaskoczyła mnie scena, w której bohater musiał przestawić w obrębie jednej lokacji ciężki element wyposażenia. Ponieważ akurat niósł w ręce topór, odłożył go na bok i dopiero wtedy wykonał zadanie.

Wciąż mam dylemat. Tlön to przygodówka bardzo nierówna. Z pewnością wyróżnia się w tłumie, ale jednak nadaje się chyba tylko dla najwierniejszych i najwytrwalszych miłośników gatunku. I to w dodatku takich, którym nie przeszkadzają elementy zręcznościowe i konieczność zwracania uwagi na upływający czas (pilnowanie posiłków Biateca). Nawiasem mówiąc, nie dziwi mnie wcale, że lista twórców A Misty Story składa się z zaledwie 5 nazwisk. Nie dziwi mnie również, że nie ma wśród nich ani jednego testera.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.