Recenzja - Insecticide
Strona główna

Encyklopedia
Zapowiedzi
Recenzje
Solucje
Ciekawostki
Screeny
Grafiki
Zdjęcia
Filmy
Dema

FORUM

Kącik amatora
Kulisy produkcji
Plan wydawniczy
Rzut okiem
Czytelnia
Redakcja

Ścinki
The Inventory Polska
Insecticide - recenzja
Elum, 12 kwietnia 2010
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ tzw. miodność
+ atmosfera miasta Troi
+ sympatyczni bohaterowie
+ błyskotliwe dialogi
+ muzyka Petera McConnella
+ wciągające cutscenki
Wady:
- zbyt krótka i prosta część przygodówkowa
- nieukończona (nie z winy autorów) wersja PC
- ukończona, ale za to brutalnie okrojona DS'owa konwersja gry
Krótko:
Na pierwszy rzut oka - skromniejsza konkurencja Psychonauts i epizodów Telltale Games. Przy bliższym poznaniu - zaskakująco podobna do Grim Fandango. Jeśli kochacie Rubacavę, pokochacie też Troi.

Troi to metropolia, która już dawno przestała być miejscem przyjaznym dla ludzi. Lub raczej tego co z ludzi pozostało - garstki schorowanych hominidów, którzy desperacko próbują nie wyginąć w świecie zdominowanym przez insekty. To właśnie one zajmują teraz najwyższy szczebel drabiny ewolucyjnej. Dzięki modyfikowanej genetycznie żywności urosły do niespotykanych w dawnych czasach rozmiarów, stały się inteligentne i przejęły ludzkie zwyczaje i zachowania. Walczą również z przestępczością. Świat insektów, podobnie jak ten ludzki, nie jest bowiem wolny od korupcji i zbrodni.

W grze wcielamy się w młodą panią samicę detektyw Chrys Liszt. Mniej doświadczonej koleżance partneruje starszy (co nie znaczy, że bardziej kompetentny) detektyw Roachy Caruthers. Ta niecodzienna para rozwiązać musi zagadkę tajemniczego morderstwa w budynku potężnej korporacji Nectarola. Sprawa jednak tylko z pozoru wydaje się łatwa. Szybko okaże się bowiem, że morderstwo to zaledwie wstęp do lepkiej pajęczyny intryg oplatających nie tylko korporację Nectarola, ale i całą metropolię Troi, w której pracują i wiodą swe monotonne życie nasi bohaterowie.

CHWILA REFLEKSJI

Insecticide to jedna najbardziej niedocenionych gier mijającej dekady. Może brzmi to strasznie banalnie, ale nie potrafię inaczej napisać o grze, która pod pewnymi względami bije na głowę nadmuchane epizody Telltale Games, w niektórych aspektach bez trudu dorównuje pokrewnej Psychonauts, a mimo to zauważona została ledwie przez garstkę graczy i nie doczekała się nawet przyzwoitego zakończenia. Insecticide trafiła do sprzedaży w dwóch wersjach. Mocno okrojonej, przeznaczonej dla przenośnej konsoli Nintendo DS, oraz PeCetowej. Niestety, bardziej złożona i wymagająca produkcja dla PC wymusiła na twórcach decyzję o wydaniu tej wersji gry w dwóch częściach/epizodach. W rezultacie Insecticide: Part 1 miała światową premierę w marcu 2008 roku. Insecticide: Part 2 zaś... nie doczekała się premiery do dnia dzisiejszego. Powód? Borykający się z kłopotami finansowymi wydawca Gamecock Media Group został ostatecznie w drugiej połowie 2008 roku przejęty przez Southpeak Interactive - firmę kompletnie Insecticide nie zainteresowaną, która bez wahania wyrzuciła prawie gotową drugą część gry ze swojego planu wydawniczego, pozostawiając tym samym jej twórców na lodzie.

CHWILA DLA FOTOREPORTERÓW

Insecticide to pomysł Larry'ego Aherna i Mike'a Levine'a - dwóch weteranów branży gier komputerowych, którzy pracując w latach dziewięćdziesiątych dla LucasArts, współtworzyli jedne z ważniejszych gier przygodowych tamtych lat. Gdyby nie Ahern trzecia część Monkey Island, którą wymyślił wspólnie z Jonathanem Ackley'em, z całą pewnością byłaby zupełnie inną grą. Levine z kolei miał istotny wpływ na ostateczny wygląd m.in. Sam & Max: Hit The Road, Full Throttle, The Dig, a także The Curse of Monkey Island. Obaj panowie, kilka lat po odejściu z LucasArts, postanowili założyć własne studio i stworzyć grę tym razem zupełnie po swojemu. Tak narodziła się dwuosobowa firma Crackpot Entertainment, która na potrzeby Insecticide nawiązała współpracę z rosyjskim teamem Creat Games (to oni de facto zaprogramowali i złożyli grę, w oparciu o dostarczone materiały), oraz sporą grupą uzdolnionych przyjaciół i znajomych z branży, w tym m.in. Peterem Chanem, Dave'em Grossmanem i Joshem Mandelem.

GARŚĆ KONKRETÓW

Insecticide jest hybrydą gatunków. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Ale jest też, na co trzeba zwrócić uwagę, hybrydą nietypową. Gra bardzo wyraźnie stawia granicę pomiędzy elementami tradycyjnej zręcznościówki i klasycznej przygodówki. Inaczej niż w tytułach takich jak Psychonauts, czy Beyond Good & Evil, które wrzucają cechy obu gatunków do jednego worka i umiejętnie nimi żonglują, rozgrywka w Insecticide składa się z dwóch następujących po sobie, zwykle na przemian, rodzajów misji. Podczas gdy jeden rodzaj oferuje zabawę polegającą głównie na bieganiu, skakaniu i strzelaniu, druga połowa misji umożliwia spokojną eksplorację lokacji, prowadzenie dialogów z innymi postaciami i rozwiązywanie zagadek w jak najbardziej klasycznym stylu.

Szczęśliwie taki patent sprawdza się w Insecticide wyśmienicie. Przede wszystkim wyraźna granica pomiędzy elementami action i adventure ma swoje uzasadnienie w fabule, życiu bohaterów. Gdy siedzą w biurze, zajęci papierkową robotą, rozmowy i praca bardziej umysłowa wydają się przecież czymś oczywistym. Z kolei w terenie, w pogoni za przestępcami, naturalną sprawą jest skakanie po dachach i strzały w odwłok wykonywane z bliskiej odległości. Co więcej, ponieważ bohaterowie Insecticide są robalami nie razi zupełnie ich niezwykła sprawność fizyczna, umiejętność wykonywania dalekich skoków, wytrzymałość. Gdybym miał po dwie nogi po każdej stronie tułowia, też pewnie bez problemu zeskakiwałbym na chodnik z dachów niższych budynków.

Interfejs Insecticide w trybie zręcznościowym, różni się nieco od tego z trybu przygodowego/detektywistycznego. W terenie naszą bohaterkę prowadzimy przy pomocy klawiatury (bieg do przodu, do tyłu, w bok, skoki), podczas rozglądania i strzelania wspomagając się myszką. W misjach detektywistycznych poruszamy się podobnie, ale już bez możliwości biegania (tylko chodzenie), skakania i strzelania, za to z zestawem obowiązkowym w każdej klasycznej przygodówce - inwentarzem i kursorem czułym na obecność tzw. hot spotów.

FAJNI BOHATEROWIE

Bohaterowie Insecticide są tylko owadami. Fakt. Ale osobowości i charyzmy zazdrościć może im niejeden ludzki bohater, a nawet bohaterka znanej przygodówki. Przede wszystkim Chrys, Roachy (genialne imię dla karalucha) i cała reszta robaczej ferajny nie są figurami woskowymi, ani klonami. Twórcom współczesnych gier często wydaje się, że gracze nie będą mieć nic przeciwko trzydziestu postaciom niezależnym różniącym się od siebie tylko rysami twarzy, wzrostem i ubiorem, wykonującym natomiast te same gesty, ruchy, chodzącym w identyczny sposób. W Insecticide każda postać jest inna. Naturalnie nie mam na myśli wyglądu, bo trudno oczekiwać podobnej figury u pani ślimakowej i patyczakopodobnego jegomościa. Chodzi mi o sposób bycia, indywidualne gesty i tym podobne cechy. No i oczywiście głos. Aktorzy dubbingujący bohaterów Insecticide - mówiąc krótko jest to poziom Grim Fandango. Lepiej się już chyba nie da.

Naturalnie nie byłoby ciekawych postaci bez dobrze napisanych kwestii dialogowych. To okropne, że część przygodówkowa pierwszej części Insecticide to najwyżej trzy i pół godziny zabawy, bo poziom dialogów zawartych w grze to, podobnie jak dubbing, również światowa czołówka. Są błyskotliwe i naturalne. Postacie żartują, ale nie jest to humor uciążliwy, jak chociażby w nowych przygodach Sama i Maxa lub Tales of Monkey Island, gdzie dowcipów należy doszukiwać się w każdej linijce tekstu. To raczej dyskretny, nie wymuszony humor sytuacyjny. Rozbrajająca jest na przykład jedna z pierwszych scen z intro, gdy Chrys celując z broni do zatrzymanego krzyczy w jego kierunku "Put your hands up!" ("Ręce do góry!"), po chwili dodając "All of them!" ("Wszystkie!"). Innym razem zniecierpliwiony rozmową z Chrys szef wydaje jej polecenie służbowe - "Now bug off!" (powiedzenie to w świecie robali nabiera zupełnie nowego znaczenia). Z kolei kolega pracujący przy biurku obok wyznaje szczerze - "Y'know, you're a pain in the thorax sometimes." (hominid w podobnej sytuacji powiedziałby pewnie "pain on the butt", ale kolega Chrys tej części ciała pechowo nie posiada).

UCZTA DLA OCZU I USZU

To niesamowite jak bardzo muzyka Insecticide kojarzy się z Grim Fandango. Autorem tak specyficznej ścieżki dźwiękowej mógł być naturalnie tylko Peter McConnell, który mam wrażenie brzmi tu lepiej niż w Psychonauts. Ale to pewnie zasługa świata gry Insecticide, który wymusił przygotowanie nieco innych, niż w przypadku Psychonauts, kompozycji. Świata, który przypomina Grim Fandango na każdym kroku. Troi to taka robaczywa odmiana Rubacavy, równie nastrojowa i garściami czerpiąca ze stylistyki noir. Widać to zwłaszcza w cutscenkach, które stworzył... autor cutscenek Grim Fandango - Peter Tsaykel. Efekt końcowy trochę psuje niestety techniczna strona oprawy Insecticide. Ale tylko odrobinę, bo chociaż trójwymiarowa grafika gry nie jest zbyt szczegółowa, wszelkie niedoskonałości maskuje od strony artystycznej. Postacie są ładnie wymodelowane i zgrabnie animowane, niskiej jakości tekstury nie rzucają się w oczy. Gra wygląda bardzo dobrze. Lepiej od konkurencji. Na przykład epizodów Telltale, w których nawet główni bohaterowie są często zwyczajnie brzydcy.

KONKRETNE PODSUMOWANIE

PeCetowa Insecticide jest niestety grą krótką. Zagadki w misjach detektywistycznych są proste, chwilami nawet zbyt proste. Szkoda, bo to właśnie część przygodowa jest siłą Insecticide. Część zręcznościowa jest trochę obszerniejsza, choć tu oczywiście wiele zależy od indywidualnych umiejętności w radzeniu sobie z grami akcji. Zabawę komplikuje nieco brak możliwości save'owania w dowolnym momencie. Trzeba liczyć na autosave'y, na szczęście rozmieszczone rozsądnie. Wersja gry dla konsoli Nintendo DS jest, jak nietrudno policzyć, mniej więcej dwa razy dłuższa od wersji PC. Ale choć daje ona szansę na poznanie zakończenia opowieści, nie odważyłbym się polecić jej komukolwiek. Pozbawiona cutscenek, głosów postaci, z jeszcze uboższą oprawą graficzną gra dużo traci ze swego uroku. Do pewnych typów gier Nintendo DS po prostu kompletnie się nie nadaje!

Tak jak wspomniałem wcześniej, Insecticide jest chwilami zaskakująco podobna do Grim Fandango. Bar, do którego w jednej z misji trafia Chrys, od zewnątrz momentalnie skojarzył mi się z Blue Casket. Z kolei strajkujące pszczoły-demony, z którymi Manny robił interesy w Rubacavie, to postacie bardzo w stylu bohaterów Insecticide. Innymi słowy, choć z różnych względów na pierwszy rzut oka gra wydaje się bliższa Psychonauts, to właśnie zwolennicy Rubacavy, Glottisa i Meche znajdą w metropolii Troi najwięcej dla siebie.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.