|
Akcja Curse: The Eye of Isis toczy się wokół egipskiej statuetki zwanej "Okiem Izydy". Oglądając wprowadzenie, jesteśmy świadkami próby kradzieży artefaktu z londyńskiego muzeum. Podczas rozgrywki stopniowo poznawać będziemy moc klątwy bogini Izydy oraz rolę jaką odgrywają nasi bohaterowie. W zależności od zwrotów akcji kierować będziemy młodym dżentelmenem Darienem Dane, bądź powabną Victorią Sutton. Co do samej klątwy powiem tylko, iż może ona m.in. ożywiać martwych, a jedynym sposobem zdjęcia jej jest zwrot statuetki na swoje miejsce. Akcja Curse: The Eye of Isis rozpoczyna się w Londynie, w roku 1920. Zwiedzimy tu takie miejsca jak muzeum, stację kolejową czy kanały, następnie akcja przeniesie się na statek płynący do Egiptu, aby wreszcie zakończyć się w legendarnych egipskich piramidach. Na monotonię nie będziemy więc narzekać.
Trzeba przyznać, że oprawa graficzna jest ładna - dobrze wyważona paleta barw, która wprowadza nas w odpowiedni nastrój, tekstury odpowiedniej jakości (brak pikselozy), różnorodne plenery, urozmaicone lokacje. Żadnych graficznych fajerwerków tu nie uświadczymy, ale to naprawdę porządnie wykonana robota. Podobnie jest z oprawą dźwiękową - wszystko jest absolutnie na swoim miejscu, a niektóre dźwięki (pod warunkiem, że posiadamy subwoofer) brzmią naprawdę znakomicie.
Działania kamery, bardzo ważne w przypadku takiej gry jak Curse, jest więcej niż poprawne. Może nie ma tu tak wielu bajeranckich filmowych ujęć jak w innych produkcjach tego typu (co nie oznacza, że ich nie ma w ogóle), ale właśnie z tego powodu nigdy nie mamy problemu z tym, że kamera pokazuje wszystko, tylko nie naszego bohatera. W żaden sposób nie mamy możliwości manipulowania kamerą - porusza się ona wedle odgórnych wytycznych. Bardzo podobało mi się powolne podążanie kamery za bohaterem, gdy ten skręca za róg. Kamera jest zawsze o krok za późno, skrywając przed nami czające się niebezpieczeństwa...
W Curse nie uświadczymy mrocznych lovecraftowskich klimatów. Klątwa bogini Izydy, z którą zetkniemy się w grze jest realna i namacalna (jej efekty można np. pomacać pałą czy walnąć w nery). Najlepszym przykładem jest porównanie Curse: The Eye of Isis do filmu "Mumia" (nie tylko ze względu na tematykę egipską). Czuje się tu podobny klimat przygody, akcji i podróży. Nie oznacza to, że Curse nie straszy. Straszy, ale inaczej. Choć uczciwie muszę przyznać, że mogłaby to robić częściej... Historia nam serwowana nie jest niestrawną papką. To wciągająca opowieść, którą autorzy podają nam umiejętnie i z umiarem, choć momentami pompatyczne teksty towarzyszącego nam Araba mogą nieco irytować (a nie można pomacać go pałą, choć ma się na to ochotę).
System walki (w grze jest jej sporo) został starannie opracowany. Grą musimy się dzielić z użytkownikami konsol i tu dochodzą dwie znane sprawy: sterowanie (minusik, ale jak zwykle można się przyzwyczaić) oraz brak możliwości robienia save'ów w dowolnym momencie (plusik, brak quicksave/quickload podnosi nastrój grozy, poza tym rozwiązano to tak, że właściwie nie zauważymy tego niedostatku). Mamy do dyspozycji 25 slotów na save'y, co powinno zadowolić każdego. Część przygodowa Curse: The Eye of Isis nie stanowi jednak większego wyzwania. Zagadki są w miarę proste i wyważone - raczej niemożliwe jest utknięcie w jakimś momencie rozgrywki z powodu nie rozwiązania zadania. Zagadek logicznych jest mało, a do tych, które są, wskazówki (a wręcz rozwiązania) niemal nachalnie podtyka się pod nos. Sytuacja poprawia się dopiero, gdy bohaterowie docierają do Egiptu, czyli gdy 3/4 zabawy mamy już za sobą. Teren gry jest naprawdę spory, np. budynek londyńskiego muzeum jest zaiste ogromny, ale rozgrywka została skonstruowana w tak zgrabny sposób, że zbędnego przemierzania dziesiątek korytarzy w poszukiwaniu właściwych miejsc tu nie ma. Do wyboru mamy dwa poziomy trudności rozgrywki: normalny i trudny. Poziom normalny będzie prawdziwym wyzwaniem dla każdego inteligentnego szympansa z niedowładem kończyn górnych. Przysięgam, ostatni raz dałem się nabrać na ten "normalny" stopień trudności. Na tym poziomie mój pies wyszedłby bez szwanku z większości walk, a on tylko gryzie klawiaturę. Przesadzam? Ale niedużo...
Curse: The Eye of Isis to solidny kawał rzemiosła, dopracowany i ciekawy w odbiorze. Mimo, że gra nie świeci blaskiem gwiazdy pierwszej wielkości, jest produkcją wartą polecenia.
|