Recenzja - Resonance
Resonance - recenzja
Elum, 20 sierpnia 2012
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ czworo bohaterów
+ mentalny inwentarz
+ design postaci
+ Winston Bennet
Wady:
- wygląd części lokacji
- konieczność częstego używania mapy
Krótko:
Każdy gracz poszukujący niebanalnych przygodówek powinien znaleźć w Resonance coś dla siebie. Nawet jeśli jest pieprzonym blogerem. ;)

Seria niszczycielskich eksplozji, do których doszło równocześnie w wielu miejscach na świecie, z dnia na dzień zburzyła spokój miliardów ludzi. Czy to rozmyślnie zorganizowane ataki terrorystyczne? A może niewyobrażalna skala zniszczeń zwiastuje zbliżającą się apokalipsę? Bezsilne media jedynie potęgują strach mieszkańców światowych metropolii. Całe szczęście, główni bohaterowie Resonance nie muszą na razie uczestniczyć w tym chaosie.

Akcja gry rozpoczyna się dokładnie 60 godzin przed powyższymi wydarzeniami. Kto wie, być może przyszłość nie jest jeszcze przesądzona i uda się zapobiec tragedii? Aby maksymalnie zwiększyć szansę na osiągnięcie zamierzonego celu Resonance pozwala pokierować losami aż czwórki bohaterów. Równocześnie! Ed (właściwie Tolstoy Eddings) jest matematykiem pracującym nad rewolucyjną teorią w laboratorium Juno (trochę jak CERN, mają nawet swój własny Zderzacz). Młoda pani doktor Anna Castellanos jest córką profesora Moralesa, z którym na co dzień pracuje Ed. Oprócz nich do akcji wkroczą z czasem policyjny detektyw Winston Bennet oraz Raymond Abbot - preferujący niezależność dziennikarz śledczy i pieprzony bloger.

Siadając do Resonance trudno nie porównywać jej z ubiegłorocznym przebojem Gemini Rue. Obie gry wydane zostały pod szyldem Wadjet Eye Games. Obie zahaczają o hard sci-fi i ukazują fabułę z perspektywy różnych postaci. Przede wszystkim jednak obie podobnie nawiązują do tzw. stylistyki retro. Warto przy tym pamiętać, że Resonance jest w gruncie rzeczy grą starszą od Gemini Rue. Zapowiedziano ją już w połowie 2007 roku (Gemini Rue pojawiła się na horyzoncie dopiero rok później). Niestety, z różnych powodów, Resonance musiała poczekać na swoją premierę dłużej.

Rozgrywka w Resonance nie drażni nadmierną schematycznością i przewidywalnością. Gra stara się robić wiele rzeczy po swojemu. Stosunkowo niewielką liczbę lokacji rekompensuje fakt, że większość z nich można zwiedzić w towarzystwie każdej spośród czterech grywalnych postaci. Do wyboru. Naturalnie każda z nich będzie opisywać otoczenie w charakterystyczny dla siebie sposób, nie ma więc mowy o powtarzających się komentarzach podczas badania tych samych gorących punktów. Zagadki i łamigłówki potrafią być w Resonance nie tylko zróżnicowane ale też całkiem trudne, nawet dla doświadczonego gracza (policyjne archiwum!). Co ważne, wszystkie zostały w miarę wiarygodnie i naturalnie powiązane ze światem gry.

Niewątpliwą atrakcją Resonance jest system prowadzenia dialogów. Najprościej rzecz ujmując, rozmów nie ograniczają z góry narzucone, tradycyjne drzewka dialogowe. Każda z postaci dysponuje czymś na kształt mentalnego inwentarza - tzw. pamięcią krótko i długotrwałą. Wszystko co zostanie "zapamiętane" można później wykorzystywać w rozmowach. Pamięć krótkotrwała pozwala na przechowywanie dowolnych aktywnych punktów z odwiedzanych wcześniej lokacji. Może to być np. kałuża wody albo pani sekretarka siedząca za biurkiem. Pamięć długotrwała z kolei automatycznie zapisuje ważne wydarzenia. Począwszy od bardzo osobistych wspomnień bohaterów z odległej przeszłości, a skończywszy na sytuacjach rozgrywających się na ekranie kilka minut wcześniej.

Oprawa graficzna ma swoje mocne i słabe strony. Bardzo korzystnie (ładniej niż w Gemini Rue) prezentują się sprite'y postaci. Są dopracowane, a wszelkie dodatkowe czynności, które czasem wykonują, ilustrują odpowiednie animacje. Mniej efektownie (gorzej niż w Gemini Rue) wyglądają niestety lokacje. Przede wszystkim brakuje im jednolitego stylu. Obok kilku ładnych i szczegółowych trafiają się takie, które wyglądają jakby pochodziły z bardzo wczesnej wersji gry lub, wręcz przeciwnie, zostały przygotowane na szybko, na ostatnią chwilę przed planowaną premierą. Nie podoba mi się też to, że przemieszczanie się pomiędzy lokacjami odbywa się głównie za pomocą mapy. Lubię przygodówki, które pozwalają mi choć trochę "powędrować" po swoim świecie. Tymczasem w Resonance prawie każde wyjście z lokacji przenosi (automatycznie!) do widoku mapy/planu metra z zaznaczonymi miejscami, w które można się "teleportować".

Od strony audio jest przyzwoicie. Ścieżka dźwiękowa nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale jej brzmienie do gry pasuje. Wśród głosów postaci najlepiej w swojej roli odnalazł się chyba Logan Cunningham - ten sam, który w ubiegłym roku zasłynął rolą narratora w izometrycznym Bastionie. Jego Winston Bennet brzmi wiarygodnie, chwilami przypominał mi odrobinę Bostona z The Dig. Aktorzy podkładający głosy w Resonance mieli nieco ułatwione zadanie, ponieważ ugłosowiono jedynie rozmowy. Eksplorowanie lokacji odbywa się natomiast w ciszy - prowadzone postacie nie mówią, ale po prostu myślą o tym co widzą wokół siebie (naturalnie inny jest wówczas kształt komiksowego dymku, w którym wyświetlany jest tekst). I choć do takiego "uproszczenia" zmusiły twórców przede wszystkim ograniczenia budżetowe, przez całą grę zastanawiałem się dlaczego nikt wcześniej na to nie wpadł. Przyjęło się że bohaterowie gier przygodowych mówią do siebie na okrągło, choć w gruncie rzeczy jest to przecież kompletny idiotyzm, poza przygodówkami spotykany najczęściej w południowoamerykańskich telenowelach.

Czy Resonance jest równie interesująca jak Gemini Rue? Tak, chociaż z innych powodów. To oczywiste, skoro została wymyślona i zaprojektowana przez inną osobę. Z drugiej strony, na pewno trafia do podobnej grupy odbiorców - graczy, którzy nie boją się przygodówek błyskotliwych i pomysłowych. Ha! Resonance pewnie nie przejdzie do historii gatunku, ale na pewno powinna zostać zapamiętana jako gra pod wieloma względami świeża i nowatorska, co może trudno zauważyć na pierwszy rzut oka. Do diabła! Właśnie zdałem sobie sprawę, jak bardzo podobnie kończyłem w ubiegłym roku recenzję Gemini Rue. To chyba najlepiej świadczy o tym, że obie gry pozostawiają po sobie podobne wrażenia. Po ukończeniu każdej z nich zrobiłem sobie nawet podobną kanapkę.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.