Recenzja - A New Beginning
A New Beginning - recenzja
Elum, 5 grudnia 2011
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ciekawy, niebanalny pomysł
+ starannie narysowane, "żywe" lokacje
+ od początku do końca trzyma równy poziom
Wady:
- nudnawe dialogi
- niezbyt pociągające postacie
- jak na thriller niespecjalnie trzyma w napięciu
- podróże w czasie bla bla ratowanie świata bla bla...
Krótko:
Nie rewelacyjna, ale w gruncie rzeczy zupełnie przyzwoita przygodówka point & click, której firma Daedalic nie musi się wstydzić.

Niemieckie przygodówki są solidne, bo są solidne i niemieckie. Tę oczywistą oczywistość potwierdza również A New Beginning - kolejna produkcja niemieckiej firmy Daedalic Entertainment, w Polsce znanej głównie za sprawą The Whispered World. ANB jest ładna, porusza ciekawy temat i posiada wszystkie elementy, którymi charakteryzuje się klasyczna gra przygodowa. Innymi słowy, ma wszystko na swoim miejscu.

ANB pozwala pokierować losami dwóch, bardzo różnych postaci. Bent przez większość życia prowadził badania nad nowym rodzajem ekologicznego paliwa. Wierzył, że uda mu się rozwiązać kryzys energetyczny na świecie. Niestety pomysły Benta nie spotkały się z akceptacją otoczenia, a on sam starzeje się z poczuciem zmarnowanego życia. Fay to, dla odmiany, podróżniczka w czasie. Wysłana z odległej przyszłości, w której gatunkowi ludzkiemu grozi wymarcie, do dwudziestego wieku, ma za zadanie zmienić bieg historii, zapobiec katastrofalnym w skutkach zmianom klimatycznym i tym samym uratować ludzkość od zagłady. Fay odnajduje Benta, ponieważ jest przekonana, że tylko on będzie w stanie pomóc jej w misji ratowania świata. Jest tylko jeden problem. Stąpający twardo po ziemi naukowiec ani trochę nie wierzy w jej niesamowite opowieści. Przynajmniej na początku.

W sumie trudno się Bentowi dziwić. Nierozsądnie byłoby oczekiwać od szeregowej gry sci-fi naukowej poprawności na miarę książki Stephena Hawkinga, ale scenariusz ANB to przesada w drugą stronę. Można odnieść wrażenie, że przygotowany został z myślą o młodszych graczach. Choć gra Daedalic reklamowana była jako ekologiczny thriller (czy coś w tym rodzaju), nie radzi sobie z budowaniem atmosfery zagrożenia, w ogóle nie potrafi trzymać w napięciu. Nie pomagają też głosy aktorów dubbingujących głównych bohaterów. Najbardziej żenujący jest pewien moment w rozdziale piątym, gdy panna Fay jednocześnie walczy o życie i chichota jak w trakcie udanej gry wstępnej.

W dialogach ANB wyraźnie czuje się syndrom tłumaczenia "na ślepo" (lub tłumaczenia z tłumaczenia). Zarówno angielskiemu dubbingowi (ze wskazaniem na głos Fay), jak i polskiemu przekładowi brakuje charakteru. Pojawiają się też tradycyjne dla przygodówek tłumaczonych błędy (również w wersji angielskiej). Ale chyba nie tylko dlatego mniej więcej od połowy gry straciłem ochotę na zwiedzanie kolejnych lokacji. Fakt, że nawet krótkie komentarze Benta i Fay na pewnym etapie zwyczajnie zaczynały mnie nudzić to wina, podejrzewam, przede wszystkim nie najlepszych dialogów oryginalnych (tzn. niemieckich) oraz mdłych, niezbyt ciekawych postaci. Z czasem coraz mniej obchodziło mnie co mają do powiedzenia. Doszło do tego, że w ostatnich rozdziałach, zamiast kibicować bohaterom, odtwarzałem sobie w myślach ulubione fragmenty Gemini Rue.

Mam wrażenie, że ANB sporo by zyskała, gdyby do minimum okrojono część o podróżowaniu w czasie, bo przez ten wątek gra wydaje się głupsza, niż faktycznie jest. Podróżnicy z przyszłości naginają czasoprzestrzeń w sposób, o jakim nie śniło się nawet bohaterom komediowej Day of the Tentacle. Fay i jej towarzysze korzystają z technologii, przy których nawet garażowe wynalazki doktora Emmeta Browna z "Powrotu do Przyszłości" wydają się całkiem realistyczne. Problem w tym, że ANB wszystkie te absurdy traktuje bardzo serio, śmiertelnie poważnie. Przez co chwilami zaczyna przypominać niskobudżetowe filmy sci-fi lub horrory direct-to-VHS, które ogląda się głównie po to, aby pośmiać się z różnych idiotyzmów, nieporadnej gry aktorów i amatorskich efektów specjalnych.

Ale mogło być gorzej. W końcu ANB ma też bardziej atrakcyjne, sympatyczniejsze oblicze. Również fabuła ma swoje mocniejsze strony. Spodobał mi się pomysł z rozdziałami w formie retrospekcji (choć może bardziej - futurospekcji), gdy Fay opowiada o swoich przygodach z przyszłości, a Bent przerywa jej w najmniej spodziewanych momentach. W grze pojawiają się też intrygujące wątki poboczne, związane z osobistymi sprawami głównego bohatera. Sam pomysł na przygodówkę zwracającą uwagę na istotne, całkiem realne problemy współczesnego świata, również zasługuje na pochwałę. Gdyby tylko udało się przekształcić go w równie dobry scenariusz, byłoby idealnie.

Pod względem tzw. mechaniki ANB ma prawo kojarzyć się z The Whispered World. Obie gry korzystają z podobnego interfejsu, nawiązującego do późnych wersji SCUMM. Zastosowana w ANB odmiana kontekstowa powoduje, że możliwe do wykonania czynności zmieniają się w zależności od aktywnego punktu, przy którym menu interfejsu zostanie uaktywnione. To oznacza, że prowadzonemu bohaterowi nie uda się porozmawiać z drzwiami (zazwyczaj). Ale też, analogicznie, nie otworzymy napotkanej po drodze postaci (chyba, że ona sama będzie chciała się przed Bentem lub Fay otworzyć).

Interfejs kontekstowy sugeruje, że gra stara się być intuicyjna i przyjazna każdemu kto w nią zagra. Chwilami aż do przesady. Pozwala między innymi na omijanie trudniejszych zagadek, jeśli nie uda się ich rozwiązać w określonym czasie (w starych grach w takich momentach na ekranie pojawiał się napis "game over"). Czułem się trochę nieswojo, gdy z rogu ekranu krzyczała do mnie olbrzymia ikona "pomiń, przewiń do przodu". Ale nie mam pretensji do załogi Daedalic, że tworząc ANB myślała też o młodszych (stażem) graczach. Szczęśliwie gra nie przekracza granicy, poza którą można by już nazwać ją casualówką. Nic z tych rzeczy. Zagadki nie są przesadnie trudne, ale zaciąć też się można.

Oprawa graficzna, podobnie jak w innych grach Daedalic, jest mocno dwuwymiarowa. Najładniej prezentują się lokacje. Większość z nich jest dopracowana i częściej, niż w The Whispered World, animowana. Dla odmiany amerykańsko-komiksowe postacie mogą już wzbudzać mieszane uczucia. Szczególnie twarz Fay, której przez większość czasu towarzyszy niepokojący grymas w stylu - "to najbardziej obrzydliwa rzecz jaką w życiu widziałam". Nie zachwycają również cutscenki. Nie chodzi o to, że składają się ze statycznych obrazków. Nie mam nic przeciwko tego rodzaju przerywnikom, tym bardziej gdy przypomnę sobie o brzydkich cutscenkach z TWW. Wydaje mi się po prostu, że brakuje im pomysłu. Powstały, bo czymś trzeba było wypełnić dziury pomiędzy kolejnymi zwrotami akcji i/lub rozdziałami. Nie jest to jednak poziom podobnie realizowanych przerywników na przykład w przygodówkach Kheops Studio.

ANB i TWW łączy całkiem sporo. Zabawne, że nawet w zachowaniach bohaterów obu gier doszukać się można pewnych cech wspólnych (pesymizm Benta versus depresja Sadwicka). Co istotne, ANB parę rzeczy robi lepiej niż TWW. Jest między innymi bardziej spójna. Nie ma się wrażenia, że poszczególne rozdziały powstawały niezależnie od siebie. Ale w ogólnym rozrachunku wypada niestety słabiej. Nie udźwignęła tematu, przy bliższym poznaniu okazuje się powierzchowna i przewidywalna. Podobnie jak brzdąkająca w tle muzyka, nie pozostawia śladu w pamięci. Ot, kolejna taśmowa przygodówka, o której zapomina się mniej więcej kwadrans po ukończeniu.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.