Recenzja - Carol Reed 2: Hope Springs Eternal
Carol Reed 2: Hope Springs Eternal - recenzja
Virgo, 14 października 2010
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ piękna grafika
+ dialogi
+ wyraźnie nagrane kwestie
+ ułatwienia dla początkujących
Wady:
- nie do końca wykorzystane możliwości scenariusza
- mała ilość zagadek
- brak emocji w wypowiadanych przez aktorów kwestiach
- momentami brak wyraźnych wskazówek co do dalszego przebiegu śledztwa
Krótko:
Unikatowa pod względem wykonania produkcja, która i fabularnie mogłaby błyszczeć gdyby nie ograniczenia studia. Z pewnością warta zainteresowania, jednak nie za cenę wyznaczoną przez producenta.

Być może niektórzy pamiętają boom na portretowanie w grach małych ojczyzn, który wybuchł parę lat temu. Dotarł on nawet do Polski, przynosząc podobne produkcje (Magritte, Misja: Bielany Warszawskie). Idea była prosta - dostarczyć graczom dobrej zabawy, a przy okazji zaprezentować miasto/region i skłonić do odwiedzenia osobiście miejsc znanych z ekranu. Czy się udało - ciężko powiedzieć. Obecnie bardziej popularne wydają się wycieczki szlakami bohaterów Dana Browna i Stiga Larssona, a większość firm produkujących ten typ gier zawiesiła działalność. Z wyjątkiem studia MDNA Games, które nieprzerwanie wydaje gry z serii Carol Reed, opiewające urok Szwecji.

Główna bohaterka gry jest pewną wariacją postaci Nancy Drew. Dwudziestoletnia Brytyjka, ze smykałką do rozwiązywania zagadek kryminalnych i pakowania się w kłopoty, której (podobnie jak Nancy) nigdy nie zobaczymy. Dodatkowo przedsiębiorcza - pomimo faktu, że spędza w Szwecji wakacje, postanawia zarobić nieco na swoim nietypowym hobby i otwiera jednoosobową agencje detektywistyczną. W Hope Springs Eternal przyjdzie nam zająć się zaginięciem samotnej nauczycielki historii. Prosta z pozoru sprawa z biegiem czasu ukazywać będzie swoją głębię, by pod koniec otrzeć się o morderstwo i świat wielkich korporacji. Brzmi interesująco, jednak bardzo ciężko było mi przekonać się do fabuły, a tym samym - zaangażować w śledztwo. Z jednej strony to wina samego scenariusza - dość pretekstowego, choć z naprawdę sporym, niewykorzystanym potencjałem. A z drugiej - sposobu prezentowania akcji. Zwiedzając sporej wielkości miasto, na swojej drodze napotkamy jedynie kilka osób. Dodatkowo aktorzy odpowiedzialni za podłożenie głosów w grze z zadania wywiązali się najwyżej poprawnie. Owszem, mówią płynną i czystą angielszczyzną, dzięki czemu nawet osoby nieosłuchane z językiem nie będą miały problemu ze zrozumieniem o czym mowa, a jeśli nawet - napisy są domyślnie włączone. Tylko że włożyli w swoje kwestie tyle emocji, ile posiada głaz narzutowy. Czy przegania nas właściciel złomowiska, siostra zaginionej prosi o pomoc czy też przyjaciółka opowiada jak spędziła weekend - ten sam beznamiętny ton głosu. Ciężko w takim przypadku o wzbudzenie zainteresowania.

Pozostała część oprawy dźwiękowej robi co prawda znacznie lepsze wrażenie, ale również nie błyszczy. Kilka utworów (napisanych przez męską połowę małżeńskiej pary autorów, którzy, nawiasem mówiąc, oboje pojawiają się w grze), to może nie oszałamiająca ilość, ale są sympatyczne i wpadają w ucho. Jest ich jednak zdecydowanie zbyt mało, a dość często w kilku różnych lokacjach słyszymy ten sam motyw, co prowadzi do szybkiego znużenia daną kompozycją. Znacznie lepiej prezentuje się oprawa graficzna gry. Ktokolwiek robił zdjęcia, miał wyczucie oraz doskonały warsztat. Dodatkowo zmiana tła w lokacjach, na podobieństwo obrazów malowanych farbami olejnymi (znak firmowy serii), sprawia, że Norrköping i jego okolice nabierają magicznej aury, co paradoksalnie zachęca bardziej do zwiedzania kolejnych lokacji niż pchnięcia śledztwa dalej. W tak przetworzone w programie graficznym miejsca wprowadzono zdjęcia tych nielicznych bohaterów, którzy są istotni dla śledztwa. W kilku różnych ujęciach, zmieniających się czasami, by zasygnalizować podejrzliwość czy przypominanie sobie jakiegoś istotnego szczegółu. Rozmowa z kolei wygląda klasycznie - notes z kwestiami dialogowymi do wyboru, systematycznie uzupełniany wraz z rozwojem fabuły.

Pozostając jeszcze chwilę przy interfejsie - jak w wielu produkcjach, w których świat obserwujemy oczyma głównego bohatera, poruszanie się po świecie odbywa się dzięki skakaniu pomiędzy punktami węzłowymi. Jednak w przypadku Hope Springs Eternal nie mamy możliwości swobodnego rozglądania po lokacjach i, o ile gra tego nie wymaga, możemy zapomnieć o spoglądaniu pod nogi Carol czy zadzieraniu głowy. Interakcja z otoczeniem odbywa się za pomocą myszy, której kursor przybiera określony kształt przy trafieniu na hot spot. Ikony pojawiające się w takim momencie są intuicyjne i w zasadzie jedynym zgrzytem jest interakcja z przedmiotami znajdującymi się w ekwipunku panny Reed. Otóż gdy pojawi się ikona użycia przedmiotu (dwa kółka zębate) należy właściwy przedmiot przeciągnąć w to miejsce. Błędny wybór nie zostanie w żaden sposób skomentowany, podobnie jak nie trafienie przedmiotem w hot spot. W przynajmniej jednym przypadku może być to powodem utknięcia w grze.

Czas na to, co w przygodówkach najważniejsze, czyli łamanie głowy. Gra zbyt wielu okazji ku temu nie daje. Siedem klasycznych łamigłówek (określenie właściwej kombinacji kliknięć, przesuwane puzzle) plus kilka zagadek ekwipunkowych to nie jest oszałamiająca liczba. O ile nie weźmie się pod uwagę czasu potrzebnego na ukończenie gry. Tego można dokonać w kilka godzin, więc jest to ilość do przyjęcia. Dodatkowo pięć zagadek jest ocenianych. Można je rozwiązać samemu lub pozwolić by gra zrobiła to za nas klikając na ukryty przycisk. Każde użycie pomocy to jednak utrata jednej gwiazdki w końcowym podsumowaniu, ale nawet jeśli zakończymy grę sami to poza satysfakcją z dobrze wykonanego zadania nie otrzymamy nic więcej.

Z niezłym wykonaniem klasycznych zagadek rażąco kontrastują ekwipunkowe. O ile jeszcze w przypadku interakcji z elementami otoczenia pojawia się stosowna ikona, tak już w ramach ekwipunku nie ma najmniejszej wskazówki, że coś jest (lub nie) możliwe do zrobienia. Dzięki temu gra zapewniła mi kilka miesięcy utknięcia w początkowej fazie. Innym denerwującym rozwiązaniem jest konieczność oddawania "pożyczonych" przedmiotów ich właścicielom. W pewnym momencie zmusza nas to do przebiegnięcia dwa razy przez tą samą, długą lokację. Raz, by dostać się do miejsca gdzie przedmiot można wykorzystać i drugi - by przedmiot zwrócić. Łatwiej byłoby skorzystać z mapy (wyjścia z tej części miasta są blisko położone), ale wtedy Carol oznajmia... że musi ów przedmiot oddać. Innym razem należy wykonać pewną zupełnie sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem sekwencję czynności, by dostać się do pewnych dowodów. Wcześniej Carol jakoś nie zauważa miejsca, gdzie naturalnym byłoby użyć posiadanego przez nią przedmiotu, znacznie ułatwiającego sięgnięcie po interesujące ją pudełko. Na szczęście to jedyne przypadki braku wyobraźni w konstruowaniu zagadek u twórców gry.

Podsumowując, Hope Springs Eternal to gra mająca spory potencjał, jednak ze względu na niski budżet i małą ekipę realizatorską - nie do końca wykorzystany. Biorąc jednak pod uwagę, że autorzy słono sobie za swoją produkcję liczą (16 dolarów) oraz czas potrzebny na ukończenie gry - nie jest to korzystny zakup. W wersji tańszej bądź darmowej (swego czasu grę oferowało game giveaway) mogę z czystym sumieniem polecić, w wersji pełnopłatnej - tylko jeśli ktoś cierpi na nadmiar gotówki lub musi zagrać we wszystkie przygodówki jakie wydano. Jeśli nie należysz do jednej z wymienionych grup - odpuść sobie. Naprawdę. Jest przecież tyle równie dobrych i lepszych przygodówek niezależnych.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.