|
|
Phoenix Wright: Ace Attorney - Trials and Tribulations
|
Trzecią część serii Gyakuten Saiban śmiało można określić jako jeden wielki "fan-service", czyli grę przygotowaną specjalnie dla wiernych fanów, najeżoną smaczkami i wyczekiwanymi przez nich (choć często bezsensownymi) rozwiązaniami fabularnymi.
Fani chcieli bliżej poznać zmarłą mentorkę głównego bohatera serii - przygotowano więc rozprawę, w której to ona jest obrońcą. Fani uwielbiają prokuratora Edgewortha - dostali więc jego nieco odmłodzoną wersję, w stroju wywołującym piski żeńskiej części graczy. Fani lubią jak Phoenix Wright wychodzi na idiotę - dostajemy więc młodszego Phoenixa w roli błazna. Fani chcieli w końcu, by przeciwnikiem na sali był ktoś z bolesną przeszłością, charyzmą i czymś niesamowitym - stworzono dla nich prokuratora Godota - młodego, siwowłosego, uzależnionego od kawy mężczyznę w przedziwnym kasku na głowie.
Rozgrywka pozostała niezmieniona. W sumie po co naprawiać coś, co nie jest zepsute? Mimo wszystko serii przydałoby się rozbudowanie funkcji stylusa i dotykowego ekranu - zdmuchiwanie proszku daktyloskopijnego przez dmuchanie w mikrofon konsolki prezentuje się świetnie i naprawdę szkoda, że od początku serii mało jest tak twórczego korzystania z możliwości, jaką oferuje sprzęt.
Osobiście rozczarowały mnie postacie. Godot wygląda lepiej niż się prezentuje - przyznam, że momentami mnie irytował - zaś młody Phoenix to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Nie dość, że jest błazeński aż do przesady, to jego pojawienie się na sali rozpraw nijak się ma do oświadczeń Phoenixa z pierwszej części serii, w której twierdził, że nie ma pojęcia, jak to jest stanąć na miejscu dla świadków (amnezja?).
To dobra gra, ale tylko dla tych, którzy dobrze się bawili przy dwóch poprzednich częściach.
|
|
|