Recenzja - Alternativa
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Alternativa
Elum, 20 lutego 2012
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ekran tytułowy
+ przyzwoicie wyglądające (choć bez szału) lokacje
Wady:
- nijaka, niezbyt rozbudowana fabuła
- wtórne, nieciekawe zagadki
- mizerne głosy postaci
Krótko:
Debiut młodego, czeskiego studia First Reality. Szkoda, że nieudany.

Gry firmowane logiem Centauri Production jakoś nie mają w ostatnich latach szczęścia do polskich wydawców. Jeśli już się u nas ukazują to po cichu, bez rozgłosu (niektóre polskojęzyczne serwisy do tej pory twierdzą, że Evil Days of Luckless John w Polsce nie wyszła). Bywa też, że nie trafiają do rodzimych sklepów w ogóle (zwłaszcza Memento Mori nie może od ponad trzech lat trafić). Ale Alternativie się udało. Futurystyczną przygodówką wydaną oryginalnie w połowie 2010 roku, zainteresowała się niedawno firma IQ Publishing, kojarzona przez miłośników gatunku za sprawą wielu sprowadzanych do polski tytułów. Raz lepszych, innym razem gorszych. Czasem boleśnie rozczarowujących.

Trzeba Alternativie przyznać jedno - ma fajny ekran tytułowy. Działa na wyobraźnię. Ciasna, schodząca w dół uliczka kojarzy się z zabytkowymi dzielnicami współczesnych, europejskich miast. O tym, że to świat przyszłości przypominają leżące na chodniku humanoidalne roboty - niesprawne, prawdopodobnie porzucone przez swoich właścicieli. Nawiasem mówiąc, podoba mi się też animacja i logo First Reality, które pojawia się chwilę przed ekranem tytułowym. First Reality to debiutująca czeska grupa faktycznie odpowiedzialna za grę. To oznacza, że choć Alternativę potocznie przypisuje się firmie Centauri Production, w rzeczywistości zespół Memento Mori jedynie pomagał w jej tworzeniu.

Grę rozpoczynamy w skórze młodego mężczyzny Ryszarda "Richarda" Bocka w momencie gdy dowiaduje się, że został zwolniony z pracy w korporacji Eldora, niespodziewanie i bez słowa wyjaśnienia. W Pradze w roku 2045 oznacza to bardzo poważne kłopoty, w tym praktycznie zerowe szanse na nową pracę oraz perspektywę życia w miejskich slumsach. Cóż, rzeczywistość Alternativy jest bezwzględna. To wpływ globalnej wojny, po której wprawdzie udało się przywrócić spokój na świecie, ale kosztem tego na dalszy plan zepchnięte zostały wolność i prawa obywateli. Naturalnie Ryszard nie ma zamiaru się z takim stanem rzeczy godzić. I słusznie. Każdy rasowy bohater klasycznej przygodówki na jego miejscu zachowałby się tak samo.

Bohater, z którym zaczynamy Alternativę nie jest jedyną grywalną postacią w grze. Przy czym o pozostałych dwóch (kolega oraz poznana w trakcie koleżanka anarchistka) nawet nie warto wspominać. Pojawiają się na krótko i właściwie nie za bardzo wiadomo po co (na pewnym etapie musimy wybrać, którą z nich chcemy kierować, co i tak nie ma żadnego wpływu na nic). Z drugiej strony, chyba należy cieszyć się z tego, że w ogóle są. Przez większość czasu gra dosłownie straszy pustymi, wyludnionymi lokacjami. W całej futurystycznej Pradze spotykamy ledwie kilka, może kilkanaście postaci (androidów nie liczę). Nawet sporych rozmiarów lotnisko wydaje się kompletnie opuszczone (ale, o dziwo, funkcjonuje).

Gdy już spotkamy jakąś postać, która ponadto ma ochotę z prowadzonym w danej chwili bohaterem (lub bohaterką) porozmawiać, trzeba uzbroić się w cierpliwość, ponieważ zanim z interakcji/rozmowy wyniknie coś konkretnego, przez kilka minut będziemy zanudzani bezsensownymi, wymuszonymi dialogami. W dodatku aktorzy dubbingujący też nie brzmią najlepiej. Ja rozumiem, że dobry dubbing kosztuje, więc nie wymagam od gry tworzonej za niewielkie pieniądze cudów. Ale w Alternativie jest gorzej niż w przygodówkach freeware. Zdecydowanie lepsze głosy słyszałem na przykład w Dirty Split.

Eksploracja opustoszałych lokacji zdecydowanie nie jest pasjonująca. Na swój sposób zabawne jest to, że Richard zauważa w nich najczęściej śmieci. Kubły na śmieci, kontenery na śmieci, kartonowe pudła, gruz lub beczki niewiadomego pochodzenia o bliżej nieokreślonej zawartości. W nich znajduje zardzewiałe pręty, kawałki blachy, resztki taśm albo stare narzędzia. Co gorsza, to jego zamiłowanie do zbierania złomu daje o sobie znać już od pierwszej sceny gry, jeszcze zanim te wszystkie skarby okażą się użyteczne. Nie może się powstrzymać, gdy zobaczy gdzieś, na przykład, ładny kawałek drutu.

Dominujące w grze zagadki ekwipunkowe nie są ani ciekawe, ani odkrywcze. Trudno traktować Alternativę serio, wczuć się w atmosferę wyniszczonego przez wojnę świata i tragedię mieszkających w nim ludzi, gdy twórcy raczą nas zadaniami typu - zanieś włóczędze kamyk, a dostaniesz słoik z gnijącymi śliwkami. Kontrast pomiędzy próbującą poruszać poważne tematy fabułą, a infantylnymi zagadkami jest po prostu zbyt duży. Co więcej, czuje się, że autorom zabrakło czasu (lub pomysłów... a może i jednego i drugiego) na dopracowanie detali i od pewnego momentu chcieli już tylko jak najszybciej doprowadzić fabułę do końca. Wiele lokacji w drugiej połowie gry jest tłem dla zaledwie pojedynczych gorących punktów. Przez niektóre z nich dosłownie się przebiega, bo nie ma w nich nic do roboty poza wykonaniem dwóch, trzech kliknięć w odpowiednich miejscach. Naturalnie każde takie kliknięcie jest niezbędne, aby posunąć akcję do przodu.

Od strony wizualnej Alternativa prezentuje się estetycznie, choć szału nie ma. Lokacje wyglądają ładnie, uwagę zwracają charakterystyczne ujęcia (nieco dziwne kąty "kamer"), które miały chyba dodać lokacjom dynamiki, stworzyć złudzenie ruchu. Rozczarował mnie za to wygląd i animacja postaci, które wypadają średnio nawet w porównaniu z przygodówkami o kilka lat od Alternativy starszymi. Ścieżka dźwiękowa także niczym nie zaskakuje, choć ma swoje momenty. W grze pojawiają się nawet dwie piosenki. Pechowo, autorzy zapomnieli uwzględnić w napisach końcowych nazwę zespołu, który je wykonuje. A może coś przeoczyłem?

Parę razy zdarzyło mi się w Alternativie zginąć. Gra ostrzega na samym początku, że jest taka możliwość, ale to w gruncie rzeczy zbędna atrakcja. Nie pomaga w budowaniu napięcia, nie odwraca uwagi od nieprzyjemnej liniowości. Nie ratuje gry, która choć na pierwszy rzut oka może się wydawać całkiem interesująca, przy bliższym poznaniu szybko rozczarowuje. Daleko jej do Gemini Rue, czy darmowej The Curfew. Twórcy wyszli chyba z założenia, że mroczny świat przyszłości sam w sobie jest na tyle chwytliwy, że gracze przymkną oko na nudnawą, byle jaką fabułę oraz mierne zagadki i spróbują, mimo wszystko, dobrze się bawić. Być może niektórzy tak zrobią, ale ja nie potrafię.


Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.