Mini recenzje - 9: The Last Resort
9: The Last Resort - mini recenzja
Elum, 20 marca 2024
       [zobacz jak oceniamy gry]

Ekscentryczny wujek Thurston zostawił ci w spadku dzieło swojego życia - hotel na tropikalnej wyspie. Niestety "zła wiadomość jest taka, że twój wujek był nieźle pokręconym sukinsynem". Mniej więcej takie słowa przeczytać można... było w jednej z reklam prasowych drukowanych w roku premiery gry. Wiele lat później, po paru intensywnych wieczorach spędzonych na przechodzeniu The Last Resort wzdłuż i wszerz, nie omieszkam przyznać, że Thurston Last faktycznie musiał być "one twisted son of a bitch". Żaden normalny wujek czegoś podobnego nawet nie odważyłby się wymyślić. Co więcej, mam wrażenie, że gra taka jak 9 mogła powstać tylko w szalonych, dla przygodówek, latach 90.

Nie jest więc może przypadkiem, że w The Last Resort wystąpili Steven Tyler i Joe Perry z Aerosmith - w rolach siejących zamęt czarnych charakterów, objawiających się pod postacią lewitujących w przestrzeni płomiennych diablików. Tyler wypowiada każdą kwestię swoim niepodrabialnym głosem, natomiast Perry w grze zagrał. Dosłownie. Ani razu nie usłyszymy jego głosu, gdyż jedynie wtóruje on swojemu towarzyszowi przygrywając na instrumentach. Obaj przez pozostałych rezydentów hotelu nazywani są Toksycznymi Bliźniakami, co jest nawiązaniem do... ich życia prywatnego, ich przygód narkotykowych z przełomu lat 70. i 80; podobno właśnie wtedy przylgnął do nich pseudonim Toxic Twins. O życiu prywatnym trudno nie wspomnieć również w kontekście Christophera "Supermana" Reeve'a, który został obsadzony w roli Thurstona Lasta. To jedna z niewielu ról aktora od tragicznego wypadku z 1995 roku, po którym już do końca życia pozostał całkowicie sparaliżowany i oddychał przy pomocy respiratora. Ale twórcy gry wiedzieli co robią. Jego wyraźnie słabszy i smutno brzmiący głos niesamowicie pasuje do postaci Thurstona. Zaryzykuję opinię, że niewiele było ciekawszych, bardziej zapadających w pamięć kreacji aktorskich w historii przygodówek.

Także inne role głosowe przypadły bynajmniej nie przebrzmiałym gwiazdom. Świetnie w postać mechanicznej muzy Isadory (których w sumie jest w 9 nieprzypadkowo 9) wczuła się Cher. Poza przepowiadaniem przyszłości (za drobną opłatą!) do jej zadań należy dotrzymywanie towarzystwa graczowi w menu głównym, np. podczas zapisywania stanu gry. Doskonale sprawdził się też James Belushi - jako bez przerwy żujący cygaro, a przede wszystkim bez wytchnienia fruwający swoim zabawkowym samolocikiem, tam i z powrotem, gnom Salty; a może to raczej samolocik z głową gnoma? W każdym razie, podobnie jak Isadora, Salty czasem stara się coś doradzić czy podpowiedzieć, najczęściej jednak tylko naprzykrza się i pieprzy od rzeczy; do gracza zawsze zwracając się przy tym per "dzieciaku". I zdaje się lubi też śpiewać. Do tego stopnia, że w przygodówce, w której zagrali jednocześnie Cher i prawie połowa Aerosmith, jedyną piosenkę wykonuje właśnie Salty, przy akompaniamencie postaci drugo- i trzecioplanowych.

Poza istotami reagującymi na nasze poczynania, podczas zwiedzania hotelu można też natknąć się na mniej świadome swej żałosnej egzystencji byty, jak np. przerośnięty embrion pulsujący w rytmie bijącego serca. Ot, taki swoisty gabinet osobliwości, kontrastujący z eksponatami sztuki plemiennej czy porozwieszanymi tu i ówdzie ckliwymi portretami dzieci o nienaturalnie wielkich oczach. Przy 9: The Last Resort "Woodstock wygląda jak kongres Republikanów" głosiło kolejne hasło kampanii reklamowej gry. O dziwo, nawet w tak niedorzecznej rzeczywistości uchowały się w miarę logiczne zagadki. Co prawda bywają nieznośnie trudne, ale to pewnie nie każdy uznałby za wadę. Największym wyzwaniem bez wątpienia są te związane z organami (takimi do grania, nie częściami ciała), wymagające odszyfrowania informacji rozsianych po wielu lokacjach. Ponieważ nie można zebrać ich razem, w grze brakuje jakiegokolwiek ekwipunku, nie obejdzie się bez robienia notatek. Ponadto pewne szczegóły generowane są losowo, nie zawsze więc da się ściągnąć rozwiązania z solucji.

Pomyłką jest najbardziej skomplikowana z zagadek z organami (i totemami), którą trzeba rozwiązać pod presją czasu. Zaś kompletnym niewypałem nieporadna sekwencja zręcznościowa polegająca na strzelaniu do szczurów, które znienacka stają na przeszkodzie, gdy powoli zbliżamy się do końca. Szkoda, że przy okazji nie da się postrzelać do autorów takich pomysłów na ubarwienie gry. Ale oczywiście nie zamierzam przez to obniżać oceny końcowej. Nie chciałbym narazić się Robertowi De Niro. Choć pewnie i tak o 9: The Last Resort już dawno nie pamięta i gdyby go dziś o nią zapytać, zdezorientowany odparłby tylko nerwowo - "You talkin' to me?"


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.