Recenzja - The Cave
Strona główna

Encyklopedia
Zapowiedzi
Recenzje
Solucje
Ciekawostki
Screeny
Grafiki
Zdjęcia
Filmy
Dema

FORUM

Kącik amatora
Kulisy produkcji
Plan wydawniczy
Rzut okiem
Czytelnia
Redakcja

Ścinki
The Inventory Polska
The Cave - recenzja
Elum, 24 marca 2013
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ narrator
+ czarny humor
+ kilka pomysłowych zagadek
Wady:
- dziwna struktura gry "zmuszająca" gracza do rozpoczynania jej trzy razy
- za dużo biegania tam i z powrotem
- wciąga bardzo opornie
Krótko:
Hybryda przygodówki z platformówką autorstwa Rona Gilberta. Nie najgorsza, ale też zbyt powierzchowna aby zostać w pamięci na dłużej.

Uwielbiam konwencję dwuwymiarowych platformówek. Ale nie tych typowo zręcznościowych. Od zawsze miałem słabość do hybryd tego gatunku z przygodówkami, gdzie elementy akcji stanowią jedynie dodatek, a istotą jest niespieszna eksploracja oraz zagadki ekwipunkowe lub logiczne. W erze Commodore 64 namiętnie grywałem w serię Dizzy. W czasach pierwszego PeCeta wielokrotnie przechodziłem Abe's Oddysee i Heart of Darkness. W ostatnich latach dla odmiany zachwyciłem się Braidem i Limbo. Po co o tym wszystkim piszę? Bo nie chcę żeby ktokolwiek pomyślał, że obraziłem się na The Cave za to, że nie jest "ortodoksyjną" przygodówką point & click. Nic z tych rzeczy.

Uwielbiam też Rona Gilberta. Nie tylko za pierwszą i drugą Monkey Island. Pionierską Maniac Mansion, którą zaprojektował i zaprogramował wspólnie z Garym Winnickiem, znam na pamięć. Kończyłem ją wiele razy na różne sposoby. Nawiasem mówiąc, podobno pomysł na The Cave zakiełkował jeszcze przed Maniac Mansion, wtedy jednak z różnych powodów nie został rozwinięty i zrealizowany. Może był po prostu słabszy? Możliwe. Podczas gdy w Maniac Mansion, nawet w obecnych czasach, potrafię grać z przyjemnością, do The Cave musiałem się początkowo zmuszać. Gra wciąga bardzo wolno. Co gorsza, zanim jej się to uda można się przy niej kilka razy zdrzemnąć. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że większą przyjemność sprawia mi oglądanie na Youtube wywiadów z Ronem Gilbertem opowiadającym o The Cave, niż granie w The Cave. Tak chyba być nie powinno.

O co właściwie chodzi w The Cave? Podobnie jak w Maniac Mansion, gracz na początku musi wybrać trzech spośród siedmiu (mniej więcej) mocno stereotypowych bohaterów. Są wśród nich dzielny rycerz w lśniącej zbroi zawodowo ratujący księżniczki, poszukiwaczka przygód posługująca się biczem równie sprawnie jak Indiana Jones, a także para uroczych, niewinnych, zupełnie niegroźnych bliźniąt (z technicznego punktu widzenia funkcjonują jak jeden organizm, steruje się nimi jak jedną istotą). Każda z postaci zrobiła w przeszłości coś, czym niekoniecznie wypada się chwalić. Każda z nich przybyła do jaskini aby - uwaga, to zabrzmi trochę górnolotnie - rozprawić się ze swoim bagażem emocjonalnym. Jest więc trochę jak w... Psychonauts! Z tą różnicą, że w Psychonauts nigdy nie było... mówiącej jaskini? Dokładnie tak! Tytułowa "Jaskinia" nie tylko potrafi mówić, ale przede wszystkim pełni rolę narratora i komentatora wydarzeń rozgrywających się na ekranie (pomysł być może zainspirowany ubiegłorocznym, izometrycznym Bastionem). Poza "Jaskinią" w grze odzywają się również napotykane po drodze postacie-nie-grywalne. Dla odmiany, prowadzeni bohaterowie, wzorem bohaterów podobnych platformowo-przygodowych hybryd, są zdecydowanie milczący. To naturalnie nie jest wielki problem, bo od bohaterów milczących o wiele gorsi są tacy, którzy mówią, choć nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Poza tym, przecież nie o rozmowy w The Cave chodzi.

Struktura The Cave, podobnie jak pewne cechy fabuły, kojarzyć się może z Psychonautami. Gra podzielona jest na dwa rodzaje lokacji (poziomów - używając terminologii bardziej platformówkowej). Są lokacje ogólnodostępne, które przemierzać mogą w dowolnej konfiguracji wszyscy bohaterowie. Jednak świat gry obejmuje również siedem poziomów tematycznych - dostęp do każdego z nich uzyskać można jedynie używając unikalnej umiejętności postaci, dla której jest on zarezerwowany. Przykładowo - tylko jeden wybraniec jest w stanie wstrzymać oddech na tyle długo, aby przepłynąć podwodny tunel prowadzący do specyficznego lunaparku. Oczywiście aby pomyślnie ukończyć grę, każda z trzech wybranych na początku postaci musi uporać się ze swoim osobistym poziomem. A co z pozostałymi czterema? Tu niestety pojawia się problem. Jak nietrudno zauważyć, aby zobaczyć grę w całości (tj. przejść wszystkie poziomy tematyczne) trzeba zaczynać ją co najmniej trzy razy. Nasuwa się całkiem logiczne pytanie - skoro gra zmusza do wybierania na starcie trzech postaci, dlaczego poziomów w The Cave nie jest dokładnie sześć lub dziewięć?

Nie chciało mi się przechodzić The Cave trzy razy. Za trzecim dobrnąłem więc tylko do poziomu przeznaczonego dla ostatniej, siódmej postaci. Bieganie tam i z powrotem po raz n-ty po tych samych miejscach to wątpliwa przyjemność. Szcześliwie, w pewnych sytuacjach, gdy prowadzona postać za bardzo oddali się, pozostałe automatycznie dogonią ją, aby nie trzeba było przemierzać tej samej drogi każdą z osobna. To byłby już dramat. Warto dodać, że w The Cave nie istnieją ekrany "game-over". Wszystkie postacie mają defaultowo ustawioną "nieśmiertelność". Możliwe jest też sterowanie myszką. Ale nie warto się męczyć - jest dziwnie i niewygodnie. Nie ma wątpliwości, że gra zaprojektowana została z myślą o padzie lub klawiaturze i taka obsługa sprawdza się najlepiej.

Część przygodowa ma swoje mocne momenty, niektóre zagadki bywają autentycznie pomysłowe i zabawne. Czasem przydaje się współpraca całej prowadzonej trójki, wtedy również robi się ciekawie. Fajne jest to, że cały świat gry jest w zasadzie jednym wielkim poziomem. Poszczególne poziomy tematyczne wbudowane są w całość, a nie oderwane od siebie. Każdy z nich ma naturalnie inny wygląd i klimat, przy czym tu nie ma raczej sensu się rozpisywać. Lokacje mogą kojarzyć się z teatralnymi dekoracjami, co ma swój urok. Z drugiej strony, drażnić może animacja trójwymiarowych postaci, równie "plastikowych" jak w Edycjach Specjalnych pierwszej i drugiej części Monkey Island. Zazwyczaj ślizgają się po podłożu, jakby w ogóle nie były związane z tłem. Z wiadomych względów nie dotyczy to jedynie podróżniczki w czasie (tej lewitującej).

Chyba najmocniejszą stroną The Cave jest subtelny czarny humor, który przewija się w historii każdej postaci. W pracy nad dialogami Ronowi Gilbertowi pomagał Chris Remo. Pod tym względem obaj spisali się wzorowo. Kilka sytuacji w grze szczerze mnie rozbawiło. Przy czym to wciąż trochę mało. W The Cave nie ma niestety ani świeżości Psychonauts, ani oryginalności Stacking. Nie ma w niej niczego, co zachęcałoby do przypominania sobie jej co jakiś czas. Ot, nie najgorsza zabawka na kilka krótkich wieczorów. Może o to właśnie chodziło, ale ja od Rona Gilberta chciałbym dostać większy prezent. Rozpieszczony jego klasycznymi tytułami jestem rozczarowany, że jego nowa prawie-przygodówka ginie w tłumie innych premier ostatnich miesięcy.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.