Recenzja - Face Noir
Face Noir - recenzja
Jackowsky, 20 września 2014
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ niezła fabuła
+ dużo zróżnicowanych zagadek
+ point & click (w większości)
Wady:
- udziwnione zakończenie
- brak point & click (w niektórych miejscach)
Krótko:
Niezły kryminał, choć na koniec podlany lekko niestrawnym sosem.

Dannazione!*. Czy nie można było zrobić klasycznego kryminału? - to było pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy po zakończeniu Face Noir - Normalnego od początku do końca? Takiego, w którym jako prywatny detektyw zbieramy ślady, zdobywamy informacje, wyciągamy wnioski, otwieramy skrytki i czasami dostajemy po mordzie? Takiego, w którym po prostu wyplątujemy się z niesłusznego oskarżenia o morderstwo? Przez 90 procent czasu takim właśnie kryminałem Face Noir jest. Twórcy jednak, nie wiedzieć dlaczego, postanowili wmieszać w to jeszcze supertajne organizacje, zdolności paranormalne, niewiadome przeznaczenie, tajemnicze rytuały oraz inne, nie mniej wymyślne rzeczy. Nie żebym był takim urozmaiceniom przeciwny (patrz - Gabriel Knight), ale tutaj wygląda to tak, jakby wmieszano je na siłę. A może po grze ze słowem "noir" w tytule spodziewałem się czegoś zupełnie innego.

Wróćmy jednak do klasycznego kryminału. Ta część Face Noir jest całkiem pomysłowa. Badamy otoczenie, przeglądamy gazety, rozmawiamy z ludźmi, przeszukujemy policyjne archiwa oraz wykonujemy mnóstwo innych czynności, które są normą dla szanującego się detektywa. Każda z tych czynności może skutkować pojawieniem się nowej informacji, która prowadzi do następnego tropu przybliżającego nas do rozwiązania. Niekiedy uzyskujemy dostęp do specjalnego ekranu, na którym możemy łączyć ze sobą wcześniej uzyskane informacje. Bardzo dobrze się to sprawdza. Nie wszystkie informacje podane są na tacy. Nieraz przyjdzie nam nakombinować się jak rozwiązać język niechętnemu rozmówcy. Czasami w ruch idą wytrychy. Uaktywnia się wtedy mini-gierka, podczas której ruszając myszką obracamy wirtualnymi wytrychami jednocześnie wsłuchując się w odgłosy dochodzące z zamka. Gdy usłyszymy "klik" musimy ruszyć myszką w drugą stronę do kolejnego kliknięcia itd. Wbrew moim obawom nie było to zbyt skomplikowane, a na dodatek mniej cierpliwi mogą skorzystać z przycisku "pomiń". Bardziej uciążliwe są mini-gierki, które występują gdy musimy coś wyrwać, poruszyć lub odciąć. Trzeba wtedy szybko klikać w takt wskazywany na ekranie. Na szczęście, nie jest ich dużo. Niezbyt dobrym pomysłem jest też wymuszanie na graczu ruchów myszką podczas otwierania skrytek, ustawiania szyfrów czy nastawiania różnego rodzaju pokręteł. Wszystkie te czynności wymagały precyzyjnego ruchu myszką, co zupełnie nie przystawało do przyjętego w grze interfejsu point & click. Generalnie łamigłówki nie są skomplikowane, więc nie będą one wyzwaniem dla naszych szarych komórek. W większości gra opiera się na zadaniach ekwipunkowych.

Plusem Face Noir jest fabuła. Główny bohater to nowojorski prywatny detektyw włoskiego pochodzenia - Jack del Nero. Poznajemy go gdy... zostaje zastrzelony na opuszczonym lotnisku, następnie akcja cofa się o około dobę. Na początku uznałem taki zabieg za ryzykowny, jednak po zakończeniu gry przyznałem, że był to dobry pomysł. Faktyczną rozgrywkę Jack rozpoczyna w swoim mieszkaniu, będącym jednocześnie jego biurem. Przyjmuje zlecenie na zrobienie zdjęć córki pewnego milionera, który chce mieć dowód na niezbyt przyzwoite prowadzenie się dziewczyny. Po wykonaniu zadania Jack wraca do biura i odbiera telefon. Tajemniczy głos informuje go, że do Nowego Jorku wrócił jego dawny partner, z którym dawniej pracował w policji, ale z którym nie wiążą go miłe wspomnienia. Postanawia jechać w wyznaczone miejsce, gdzie znajduje swojego byłego kumpla w nieciekawym położeniu. Jak to bywa w dobrym kryminale, nadjeżdża policja i... Od teraz mamy 24 godziny na oczyszczenie się z zarzutów. Cóż, doba to niedużo, a spraw do załatwienia sporo. Na szczęście gracz nie musi się spieszyć. W Face Noir nie ma naturalnie ograniczeń czasowych. Z jednym wyjątkiem, ale i w tym jednym przypadku gracz może spokojnie porozmyślać. Pozytywny obraz opowieści mąci końcówka, która jest - łagodnie rzecz ujmując - dziwna. A na domiar złego na końcu pojawia się nasza (nie do końca) ulubiona sugestia o ciągu dalszym (który ma nastąpić).

Jazz nie jest moim ulubionym gatunkiem muzycznym. W Face Noir słychać go prawie cały czas. Trudno się temu dziwić, skoro akcja rozgrywa się w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku. Na szczęście to chyba jakaś lekka odmiana jazzu, bo zupełnie mi nie przeszkadzał. Dobrze dobrane są też głosy postaci. Należy tu jednak zwrócić uwagę na pewną nieścisłość głosową. Otóż od pewnego momentu gry Jack chodzi z obitym, zakrwawionym i oklejonym opatrunkiem nosem, a głos nie różni się od tego sprzed wypadku. Bardziej irytowało mnie to nieszczęsne włoskie przekleństwo, które Jack - zapewne dla podkreślenia jego włoskiego pochodzenia - zbyt często wypowiada. Do grafiki tła nie można się przyczepić, a jedynie utyskiwać na sztywne animacje.

Minusem jest liniowość. I to ta w najgorszym wydaniu. Nie podniesiemy pręta dopóki nie wykonamy innej czynności, nie użyjemy łomu dopóki z kimś nie porozmawiamy itp. Wadą jest też brak podpisanych hot-spotów. W niektórych lokacjach jest ich sporo i czasem nie wiadomo, czy kursor jeszcze wskazuje skrzynię czy może już pręt. Aby się o tym przekonać trzeba kliknąć i czekać aż Jack przeczłapie przez pół ekranu, do wybranego punktu. Nieporozumieniem jest ograniczona ilość slotów na zapis stanu gry. Zrozumiałbym to jeszcze gdyby wszystkie dostępne sloty były widoczne od razu na ekranie, gdyż programiści nie musieliby programować ich przesuwania. Tutaj przesuwanie slotów i tak jest. Nie mogę też pojąć dlaczego gra nie zapamiętuje, na których slotach ostatnio zapisy były dokonywane i zawsze ustawia się na pierwszych. Nie są to oczywiście bardzo poważne niedoskonałości, ale uznałem, że należy o nich wspomnieć.

* W mordę jeża (wł.)


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.