Mini recenzje - Cognition: An Erica Reed Thriller
Cognition: An Erica Reed Thriller - mini recenzja
 Elum, 19 stycznia 2024
       [zobacz jak oceniamy gry]

Składająca się z czterech samodzielnych epizodów/odcinków Cognition przenosi do Bostonu, gdzie młoda agentka FBI Erica Reed (raczej nie spokrewniona z Carol Reed) poświęca się całkowicie sprawom najcięższych zbrodni popełnianych przez najbardziej niebezpiecznych przestępców. W ich ściganiu pomagają jej niezwykłe zdolności, szczególnie do podglądania przeszłości. Dosłownie. Bliskość fizyczna danych przedmiotów, np. powiązanych ze śledztwem, pozwala Erice przywoływać związane z nimi zdarzenia; zaś kontakt fizyczny (dotyk) z żywym człowiekiem daje wgląd w konkretne myśli i wspomnienia. Niestety taki dar to również ogromne brzemię. Zwłaszcza w chwilach słabości, pod wpływem silniejszych emocji, gdy trudniej zachować panowanie. A tych nie brakuje już na samym początku gry. Cognition: An Erica Reed Thriller rozpoczyna się od dramatycznej walki z czasem o przeżycie brata bohaterki, porwanego przez seryjnego mordercę. Dopiero po tak wstrząsającej dawce napięcia, w tym nadspodziewane krwawej scenie wbijania rdzewiejących prętów w uda, następuje czołówka.

Paranormalne zdolności percepcyjne odgrywają ważną rolę nie tylko z punktu widzenia bohaterki, ale też z perspektywy gracza. Są ciekawym urozmaiceniem dla pozostałych zagadek, tych bardziej przyziemnych i najczęściej ekwipunkowych. Zdarzają się również łamigłówkowe, które Erica od czasu do czasu rozwiązuje sobie sama. Najwidoczniej je lubi. Gra nie jest więc przesadnie trudna dla doświadczonych, z kolei początkujący gracze mogą w każdej chwili skorzystać z systemu podpowiedzi. Zaimplementowanego jednak w wyjątkowo nietrafionej postaci wiadomości tekstowych, które bohaterka wysyła m.in. do swojego ojca. Problem w tym, że łączenie podpowiedzi z rozmowami w przygodówce stawiającej na realizm zazwyczaj się nie sprawdza. Przede wszystkim brzmi sztucznie, jak powciskane w treść nachalne reklamy. A w tym przypadku także... niepokojąco. Ojciec, niczym wujek dobra rada, zdaje się mieć w zanadrzu rozwiązanie każdego problemu. Jednocześnie jest przy tym tak beznamiętny, że przez pierwsze godziny gry prawie podejrzewałem, że to on może okazać się tym głównym, najczarniejszym charakterem. Szczęśliwie podpowiedzi nie są obowiązkowym elementem gry i w zasadzie nie trzeba do nich w ogóle zaglądać.

Gorzej, że wiele z postaci, z którymi agentka Reed ma kontakt bardziej bezpośredni, również wypada nieco nijako. Parę razy może wydawać się, jakbyśmy już gdzieś, kiedyś ich spotkali. Ale jednak pod względem osobowości częściej bliżsi są przypadkowym przechodniom z Art of Murder, niż znajomym Gabriela Knighta. Co prawda Rose ze sklepu z antykami może kojarzyć się z tym słynnym doktorem od Voodoo; granym pierwotnie przez Michaela Dorna. Ale już obdarzony podobnym do Dorna niskim głosem dziekan bostońskiego Uniwersytetu w rozmowie niewiele różni się od naiwnej, zagubionej recepcjonistki z siedziby FBI. Rudowłosa Reed przypadkiem przyjaźni się z agentem o imieniu Sully (szkoda, że nie Mudler). Z kolei jej partner John McCoy (noszący nie tylko nazwisko, ale też taki sam prochowiec jak łowca androidów Ray McCoy) potrafi być do tego stopnia leniwy, że zza swojego biurka nie ruszy się nawet wtedy, gdy parę metrów przed nim na podłodze leżeć będzie odcięte ucho w kałuży krwi. Czym zresztą nikt z pracowników przestrzeni biurowej FBI specjalnie się nie przejmuje. Nawet w takich chwilach Erica zdana jest zwykle na siebie.

Zbyt wyraźnie rzuca się w oczy, że nadrzędnym celem egzystencji mieszkańców wirtualnego, podejrzanie wyludnionego Bostonu jest oczekiwanie na interakcje z bohaterką. Ale mimo tego, że w gruncie rzeczy nie mają nic innego do roboty, dialogi z nimi przeważnie nużą. Napisane są dość topornie, sporadycznie przeplatane grubo ciosanymi żartami, które człowiek miałby ochotę rozchodzić. Może właśnie dlatego nasza agentka FBI porusza się krokiem koszykarza NBA? A ponadto często zachowuje się, jakby cierpiała na jedną z tych strasznych chorób porażających układ nerwowy lub była czymś odurzona. I nie mam tu na myśli ewidentnych błędów w wyświetlaniu animacji, które okazjonalnie też się zdarzają. Przeszkadza przede wszystkim ogólne wrażenie niedbałości. Zwłaszcza na zbliżeniach, które Cognition wprost uwielbia. Trudno traktować sprawy bohaterki z należytą powagą, gdy np. znienacka wyciąga z kieszeni nieopakowaną kanapkę. Innym razem pączka, którym częstuje świadka w pokoju przesłuchań, kładąc go nonszalancko na brudnym blacie.

Gdyby tego było mało, Cognition w kluczowych scenach przesadza z melodramatyzmem. Próbuje wzruszać na siłę, zupełnie niepotrzebnie. Przedstawione wydarzenia są już wystarczająco tragiczne oraz nierzadko drastyczne. Gdyby grę narysowano w mniej familijnym stylu, na pewno trudniej byłoby przetrawić te wszystkie organy w słoikach, sekcje zwłok, tortury itp. Wydaje się więc, że nie trzeba dodatkowo podkreślać ich pompatyczną muzyką czy zbolałymi minami postaci, które w pseudo komiksowych cutscenkach momentami wyglądają wręcz karykaturalnie. Dobrze, że przynajmniej aktorzy głosowi starają się nie przesadzać z wczuwaniem w role. Raleigh Holmes, prywatnie córka Jane Jensen i Roberta Holmesa, profesjonalnie odegrała Ericę Reed. Sama Jane Jensen tymczasem pomagała w pisaniu scenariusza, przy czym chyba tylko ogólniejszego zarysu. Cognition zapisała się też w historii jako jedna z pierwszych przygodówek dofinansowanych zbiórką internetową; na pół roku przed sukcesem Double Fine Adventure, wcześniej dokonały tego jedynie Resonance i Kentucky Route Zero. Trudno taką grę zignorować. Ale lepiej nie spodziewać się po niej zbyt wiele. Wówczas rozczarowanie nie będzie tak bolesne, jak wydłubywanie oczu, wycinanie innych części ciała czy jeszcze inne zabiegi, jakim poddawane są ofiary zwyrodnialców ściganych przez agentkę Reed.

Pogrążona w zadumie Erica kładzie na grobie różę... którą chwilę wcześniej podkradła z grobu obok.
Przyłapana na ograbianiu grobów (tzw. tomb-rajderowaniu) Erica wyraża swoje głębokie ubolewanie (jak widać pozbawiona jest nie tylko kręgosłupa moralnego) ;)
Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.