Recenzja - Murdered: Śledztwo zza grobu
Murdered: Śledztwo zza grobu - recenzja
Jackowsky, 26 stycznia 2015
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ niezła fabuła
+ przenikające się nawzajem światy duchów i żyjących
Wady:
- zbyt proste i schematyczne zagadki
- demony
- brak możliwości samodzielnego zapisu gry
Krótko:
Prosta przygodówka z irytującymi elementami zręcznościowymi i niezłą fabułą.

W Murdered: Śledztwo zza grobu zaskoczyło mnie to, że jest w niej, jak na grę reklamowaną jako action-adventure, całkiem dużo przygodówki. Więcej niż w wielu podobnych, na pierwszy rzut oka, grach. Jednak więcej nie zawsze znaczy lepiej. Tak jest w tym przypadku. Zadania przygodówkowe w Murdered są banalne i niezwykle schematyczne: dojdź do celu wyznaczonego przez grę (czasami pomaga w tym nawet wskaźnik), przeszukaj okolicę lub pomieszczenie (nie oddalając się przy tym zbytnio), ze znalezionych wskazówek wybierz kilka takich, które popchną fabułę. Etapy takie serwowane są przez całą grę naprzemiennie, w różnych proporcjach.

Choć bohater od samego początku jest duchem przenikającym przez przedmioty, paradoksalnie największym wyzwaniem bywa dojście w wyznaczone miejsce. Twórcy wymyślili tu ciekawy patent. Ściany domów w miasteczku, w którym toczy się akcja gry, zostały kilkaset lat wcześniej poświęcone, przez co duchy nie mogą przez nie przenikać. Równie ciekawym pomysłem jest nałożenie na siebie eterycznych ścian nieistniejących już budynków i współczesnej zabudowy. Poza tym, że jest to dodatkowym utrudnieniem i urozmaiceniem dla gracza, sprawia też niesamowite wrażenie. Gdy jedyna droga do celu wiedzie przez wąskie przejście, bohater musi opętać kota, by będąc w jego skórze móc przecisnąć się na drugą stronę. Czasami duch musi skorzystać z umiejętności teleportacji. Przy czym w większości sytuacji trzeba lawirować wśród eterycznych ścian. Gdy duch już wejdzie do budynku, wówczas może poruszać się bez problemu przechodząc przez większość ścian wewnętrznych. To najbardziej urozmaicona część gry, choć jednak nadal trochę monotonna.

Bohater, jak to duch, nie może podnosić ani używać przedmiotów. Może je tylko obserwować. Większość przedmiotów wymagających uwagi bohatera leży na widoku. Są jednak takie, do których dostęp jest utrudniony. Jest na to naturalnie kilka sposobów. Można między innymi skłonić do odpowiedniego działania inną osobę (opętując ją) lub skorzystać z umiejętności wpływania na urządzenia elektroniczne (np. uruchomienie wentylatora spowoduje, że kartki zaczną spadać z biurka). Niby fajnie, ale gdy przez całą grę stosujemy tylko te mechanizmy, wtedy robi się to nużące. Po zebraniu wszystkich dostępnych w danym miejscu informacji uruchamiamy dedukcję. Gdy skompletujemy kilka wskazówek, gra informuje nas co mamy dalej robić. Prościej już być nie może.

Dla mnie najtrudniejsza była likwidacja demonów utrudniających bohaterowi "życie". Trzeba zajść delikwenta od tyłu i unieszkodliwić go naciskając odpowiednią kombinację klawiszy. Było to na tyle frustrujące, że (gdy tylko była taka możliwość) stwory omijałem lub po prostu przebiegałem obok nich. Pewnym ułatwieniem była tu umiejętność obserwacji przez ściany. Mimo tego wiele razy spotkałem się z demonem twarzą w twarz. Niestety, każda taka konfrontacja kończyła się szybkim przejściem do świata niebytu. Gra wczytywała wtedy ostatni zapis i trzeba było powtarzać dany fragment gry. Choć, na szczęście, nie były to fragmenty duże, irytowało mnie to bardzo. Twórcy postanowili, że nie dadzą graczowi wyboru kiedy zapisze postępy rozgrywki. Murdered wprawdzie informowała mnie o fakcie zapisu, ale nie robiła tego jednoznacznie i zanim nauczyłem się rozpoznawać ten moment, kilka razy okazywało się, że zaczynam nie w tym miejscu, w którym wcześniej skończyłem.

Zanim bohater stał się duchem, był detektywem. Na początku gry jesteśmy świadkami sceny, w której zostaje on zastrzelony przez tajemniczą postać w kapturze. Bohater, aby jego dusza mogła zaznać spokoju, musi znaleźć swojego mordercę. Oczywiście, sprawa szybko się komplikuje. Żyjący mieszkańcy nie widzą i nie słyszą ducha bohatera. Każdemu z nich można czytać w myślach. Cóż jednak z tego, skoro i tak niczego ciekawego się nie dowiemy. W początkowej części gry poznajemy dziewczynę, która będąc medium nie tylko nas widzi i słyszy, ale nawiązuje z bohaterem nić porozumienia. Współpraca z dziewczyną okazuje się korzystna dla obu stron. Raz ona będzie naszymi rękami, raz my pomożemy jej wydostać się z tarapatów lub przemknąć niepostrzeżenie w jakieś kluczowe dla fabuły miejsce. Pomysł ciekawy. Niestety, jego realizacja ponownie pozostawia wiele do życzenia. We wszystkich tych przypadkach korzystamy z możliwości wpływania na urządzenia elektroniczne, które swoim dziwnym zachowaniem odwracają uwagę pilnujących. Kolejne urządzenie, i kolejne, i kolejne...

Oprócz żyjących, po miasteczku i okolicy kręci się też cała masa duchów, z którymi bohater może rozmawiać. W większości są to rozmowy o niczym. Nie są one na tyle interesujące, żeby miały pozytywny wpływ na odbiór gry. W niektórych przypadkach zaowocuje to otrzymaniem zadania pobocznego. Konwersacje z kilkoma duchami, które zostały zabite przez działającego w miasteczku seryjnego mordercę popychają fabułę do przodu. Co rusz ujawniają bardziej makabryczne szczegóły. Im bliżej końca tym mroczniej. Thriller paranormalny pełną gębą. W sumie sama fabuła to największy atut Murdered. Tak naprawdę to tylko ona zatrzymała mnie przy grze do końca. Dodatkowo, niejako przy okazji, znajdujemy porozrzucane tu i ówdzie informacje uzupełniające historię bohatera, osób z nim powiązanych czy historii samego miasteczka.

P.S. Autorzy nie ustrzegli się pewnych nieścisłości: gdy duch się porusza słychać kroki, duch też nie przenika przez stropy w budynkach. To, oczywiście, drobnostki, ale warte zauważenia.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.