Recenzja - Dropsy
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Dropsy
Elum, 15 czerwca 2017
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wszyscy, którzy lubią Dropsy'ego
Wady:
- wszyscy, którzy nie lubią Dropsy'ego
Krótko:

Niełatwo być klaunem w grze przygodowej. Dla przeciętnych mieszkańców przygodówek postać klauna to synonim psychopaty (jak klaun z Toonstrucka), terrorysty (jak klaun z Circle of Blood) lub, po prostu, zwykłego sukinsyna (jak ten z Thimbleweed Park). Tak negatywnego, utrwalanego przez lata wizerunku, jeden płaczliwy Sadwick nie jest w stanie zmienić.

Trudno się więc dziwić, że gdy pewnego razu w pewnym cyrku (w bliżej nieokreślonym czasie i przestrzeni) dochodzi do tragicznego w skutkach pożaru, lokalna społeczność z miejsca oskarża najbliżej stojącego klauna - Dropsy'ego. Nie ma znaczenia, że w pożarze zginęła jedna z najbliższych mu osób. Ludzie z góry wiedzą, że winny jest Dropsy. Nie wiedzą tylko, jak bardzo poważny błąd popełniają. Z Dropsym się nie zadziera. Ponieważ tych, którzy choćby źle o nim pomyślą, Dropsy prędzej czy później znajdzie. A gdy już znajdzie, to znienacka złapie i z całej siły... przytuli.

Po drugiej stronie lustra.

Dropsy to przygodówka o najbardziej dobrodusznym klaunie we wszechświecie. Chociaż życie go nie rozpieszczało, on postawił sobie za cel sprawiać radość innym. I że nie przestanie tego robić, dopóki nie uszczęśliwi każdej istoty, jaką spotka na swojej drodze. Naprawdę każdej.

Najlepiej wychodzi Dropsy'emu ze zwierzętami. To pośród nich znajduje najwierniejszych przyjaciół, którzy z czasem pomogą mu w rozwiązywaniu jego własnych kłopotów, w tym ratowaniu podupadającego na zdrowiu taty. Tym, który towarzyszy bohaterowi od samego początku przygody jest... klaunopies (właściwie to całkiem zwyczajny pies, tylko przemalowany na klauna). Czworonożny klaunopies nie tylko nie odstępuje Dropsy'ego na krok, wyręczając go w prostszych czynnościach, takich jak np. wykopywanie użytecznych rzeczy spod ziemi (dosłownie spod ziemi). Do jego obowiązków należy również... podlewanie wszelkich krzaków, hydrantów i przypadkowo spotkanych krasnali ogrodowych. Bardzo odpowiedzialne zadania.

Sam Dropsy w tym czasie zajęty jest przede wszystkim przytulaniem kogo popadnie. Przy czym to nie zawsze wystarcza. Często, aby pomóc danej osobie, trzeba spróbować ją zrozumieć. Dowiedzieć się najpierw, czego pragnie lub za czym tęskni, dlaczego właściwie jest smutna. Z tego powodu drugą specjalnością Dropsy'ego jest upychanie znalezionych przedmiotów w pojemnych pantalonach, których następnie można używać w mniej lub bardziej abstrakcyjny sposób, tudzież od razu wręczać niczego nie spodziewającym się przechodniom. Zagadek bardziej skomplikowanych, w tym łamigłówek logicznych, Dropsy nie rozwiązuje. Co jest w sumie logiczne. Trudno uwierzyć, że mógłby sobie z nimi poradzić, jeśli nie radzi sobie nawet z klawiaturą numeryczną. Nie potrafi wybrać pojedynczego klawisza nawet za dziesiątym, dwudziestym czy setnym razem. Ale ponieważ nigdy się nie poddaje, można próbować godzinami. W nieskończoność.

Elementem urozmaicającym kolejne zadania jest, nieczęsty w klasycznych przygodówkach, otwarty świat. Przez większość przygody dostępne są prawie wszystkie lokacje, których jest całkiem sporo. Aby więc nie zabłądzić, Dropsy od początku nosi przy sobie ułatwiającą orientację w terenie mapę. Z czasem podróżowanie pomiędzy jej odległymi punktami przyspiesza uroczy... klaunobus (skrzyżowanie autobusu z... kotobusem?). Innym urozmaiceniem jest uproszczony cykl dnia i nocy. Noc ma naturalnie wpływ nie tylko na wygląd lokacji. Wiele postaci spotkać można tylko w dzień lub w nocy, więc i wiele problemów rozwiązać można tylko w ciągu dnia lub w nocy. Na szczęście nie trzeba czekać. Aby pchnąć wskazówki wirtualnego zegara, wystarczy przejść z lokacji do lokacji. Czas płynie jeszcze szybciej, gdy Dropsy zaśnie w jednym z przeznaczonych do tego celu "legowisk". Skutkiem ubocznym są przerażająco-odrażające koszmary, które uporczywie go nawiedzają. Za każdym razem.

Wprawdzie akcja gry ukazana jest z perspektywy trzeciej osoby, ale można odnieść wrażenie, że świat Dropsy'ego wygląda i brzmi trochę tak, jak postrzega go Dropsy. Ponieważ nie potrafi czytać, wszelkie pojawiające się po drodze drogowskazy, notatki itp. są kompletnie nieczytelne (napisane wymyślonym na potrzeby gry alfabetem). Ponieważ nie rozumie słów/języka, postacie wydobywają z siebie odgłosy tylko przypominające mowę. O tym, co chcą przekazać, informują pojawiające się nad ich głowami obrazkowe dymki. Nieskomplikowane, jak myśli Dropsy'ego. Całość jest bardzo kolorowa, ale nie jaskrawa. Zdecydowanie więcej pojawia się odcieni pastelowych, pasujących do słonecznego, pustynnego klimatu lokacji. Wyjątkowej atmosfery dodaje też ścieżka dźwiękowa. Zaskakująco różnorodna, a mimo to zawsze, jakimś cudem, idealnie współgrająca z tym, co dzieje się na ekranie.

Dropsy jest jedyny w swoim rodzaju. Idealny dla wszystkich, którzy mają ochotę odpocząć od bohaterów i bohaterek z typowych przygodówek. I nie tylko przygodówek. Dropsy zrodził się chyba po części jako manifest przeciw klasycznym grom cRPG i akcji, w których dzielni herosi, pod pretekstem ratowania kolejnych księżniczek, potrafią zabijać w tempie kilkudziesięciu czy nawet kilkuset istnień na godzinę. Dropsy jest ich kompletnym przeciwieństwem. Ostoją łagodności, kwintesensją życzliwości.

Na szczęście na Dropsy'ego też najwidoczniej jest zapotrzebowanie. To jedna z tych przygodówek ostatnich lat, które udało się dofinansować za pośrednictwem Kickstartera. Autor nie miał też większych trudności ze znalezieniem wydawcy. Podobnie ze współpracownikami. Warto wspomnieć, że w programowaniu Dropsy'ego pomagał m.in. Bernhard Politsch, który niegdyś stworzył jedne z pierwszych, naprawdę dobrych przygodówek AGS-owych (Cedric and the Revolution i Reactor 09).

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.