Czytelnia - Muzyka rodem z Atlantydy
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Muzyka rodem z Atlantydy
Foreth, 1 maja 2005

Przy okazji "nienadchodzącej" do Polski nowej Atlantis nie sposób nie ogarnąć wspomnieniami tego, co już za nami, czyli trzech części sagi. Przyznam się, iż zwłaszcza pierwsze dwie kojarzą mi się z fantastycznym klimatem, w dużej mierze budowanym przez cudowną muzykę. I o niej właśnie będzie tu mowa, jako że soundtracki z Atlantis i Atlantis II zasłynęły jako jedne z najlepszych w historii przygodówek i warto je przypomnieć.

Napisania ścieżki dźwiękowej do pierwszych dwóch części serii podjęli się dwaj muzycy pracujący dla firmy Shooting Star - Pierre Esteve i Stephane Picq. Sama idea współpracy między owymi dżentelmenami była dość kuriozalna, jako że Esteve zajmował się tzw. muzyką etniczną, natomiast Picq romansował z... rytmami transowymi i techno. Obaj potraktowali jednak ideę połączenia swych, jakże diametralnie różnych gustów, jako wyzwanie. Dodatkowo Esteve wpadł wtedy na pomysł (i poszedł z nim do szefowej ;), by firma wydała serię soundtracków do gier komputerowych, na czym nie tylko można było zarobić, ale co stwarzało także możliwości wykorzystania w pełni połączonego muzycznego potencjału dwóch muzyków. Jak możemy się domyślić szefowa zgodziła się i efektem tego był pierwszy wspólny soundtrack - muzyka z Atlantis: The Lost Tales. Pierwsze skrzypce siłą rzeczy zagrał Esteve, jako że tematyka i klimat Zaginionych Opowieści wykluczały cokolwiek w stylu techno czy trance. Co w takim razie zrobił Picq? Ano zrobił to, co dobremu artyście przystało. Potrafił przestawić się na inny rodzaj muzyki, a jednocześnie umieścić w niej szczyptę tego, w czym sam był mistrzem. Nie mógł pieścić uszu za pomocą "umcy-umcy", nadał więc soundtrackowi futurystycznej, momentami onirycznej atmosfery. Powstała fenomenalna muzyka, która wręcz rewelacyjnie wkomponowała się w klimat. Ba! Sama go kreowała! Przyznam, że do dziś nucę piękne "Am ma eya" i z łezką w oku wspominam chwile np. na Para Nua, zilustrowane kapitalną, radosną, "plemienną" piosenką.

Ogromną zaletą muzyki z Atlantis był fakt, że harfa nie oznaczała syntezatora brzmienie 47. Słowem, wbrew do dziś powszechnej manierze (choć, ze względu na upowszechnienie profesjonalnych bibliotek z samplami, zanikającej) ścieżka dźwiękowa została nagrana na prawdziwych, akustycznych instrumentach. Soundtrack stylistycznie był wcale urozmaicony. Poza typowymi reprezentantami muzyki etnicznej Esteve z Picq wprowadzili także nieziemsko zawodzący damski wokal :) (siedziba tkaczki w Atlantis, ruiny Atlantydy w Atlantis II) oraz jeszcze jedną, absolutnie zwariowaną i niepowtarzalną rzecz. Pamiętacie podziemia Szpicbergenu w "jedynce", a zwłaszcza wielką pajęczą sieć w Atlantis II? Co nam tam grało? Swego rodzaju orkiestra na struny głosowe, efekt kapitalnego pomysłu polegającego na stworzeniu całej warstwy rytmicznej odpowiednio modulowanym ludzkim głosem. Ależ ci kolesie się tam produkowali - polecam posłuchanie kawałka na Szpicbergenie do ostatniego dźwięku, którym jest jedyny odgłos, na jaki mogły się zdobyć wystawione na nieludzką próbę struny głosowe, odgłos w ciekawej formie mówiący "umieram...".

Skoro już zahaczyliśmy o Atlantis II to trzeba dodać, że i ten efekt współpracy panów Esteve'a i Picq oznaczał jeden z najlepszych soundtracków w historii gier. Muzycy musieli się tutaj wykazać sporą znajomością tzw. world-music, jako że przecież Atlantis II to Chiny, Irlandia, Jukatan. I wykazali się. Powstały amelodyczne dźwięki ilustrujące pobyt Tena w Azji, powstała ciepła muzyka na Jukatanie, powstały celtyckie melodie w Irlandii. Furorę wśród graczy zrobił tym razem przepiękny melodyjny kawałek z Zielonej Wyspy. Zresztą nie tylko ten.... Jakąż świetną balladę mamy w Shambhali. A utwór z trailera? Miodzio... Ponownie ścieżka dźwiękowa wspaniale podkreśliła klimat gry, a Esteve i Picq po raz drugi zebrali ogromnie dużo pochwał za swoją robotę. Nic więc dziwnego, że gdy na horyzoncie pojawiła się Atlantis III, wielu graczy ostrzyło sobie przygodowe zębiska na kolejny piękny soundtrack ze stajni Shooting Star. Nie doczekali się go.

Dlaczego postawiono na Davida Rhodesa? Cóż, mogło to być uwarunkowane kłopotami finansowymi, które Cryo już wtedy miało. Będąc w poważnych opałach francuska firma zacieśniła współpracę z DreamCatcher i być może to ludzie z tej firmy decydowali o tym, kto zajmie się ścieżką dźwiękową do Atlantis III. Wybór padł na Rhodesa, muzyka z zespołu legendy rocka, Petera Gabriela. I cóż... źle mu to nie wyszło, ale to już po prostu nie było TO. Nawiasem mówiąc być może moja (i nie tylko) ocena pracy Davida byłaby nieco inna, gdyby nie koszmarnie niska jakość techniczna nagrań, za którą odpowiednie osoby w Cryo lub DreamCatcher powinni dostać Przygodową Szmaciankę.

Nie płaczmy jednak nad rozlanym mlekiem, cieszmy się tym, co mamy i... co być może otrzymamy. Jeśli bowiem sprowadzą nam Atlantis Evolution do Polski, będziemy mogli rozkoszować się (taką mam nadzieję) kolejnym wielkim dziełem nie kogo innego, jak tylko Stephane Picq.

Soundtracki z Atlantis: The Lost Tales i Atlantis II można kupić na stronie www.shooting-star.com
Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.