Czytelnia - Zlot przygodoskopowiczów!
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Zlot przygodoskopowiczów!
Aegnor, 22 października 2006

Spacerowałem sobie ulicą Stawową w Katowicach gdy podszedł do mnie młody człowiek i zapytał:
- Sorry, nie wiesz jak dojść na ulicę Słoneczną?
- Nie, ale lubię ogórki w sosie musztardowym - odpowiedziałem szczerze.
W tym momencie pierwszy, historyczny zlot przygodoskopowiczów można było uznać za oficjalnie otwarty. Moim rozmówcą był bowiem nikt inny jak sam jego organizator - Galador.

Tak jak się obawialiśmy, zebranie do kompletu ludzi, których zasadniczo w życiu się na oczy nie widziało, na dodatek w najpopularniejszym katowickim miejscu spotkań (fontanna "Żabka"), nie było łatwe. Nam jednak udało się prawie za pierwszym razem. "Prawie", bo Galador zaliczył falstart i musiał wysłuchać od obcych ludzi równie dokładnych co zbędnych instrukcji jak dojść na Słoneczną.

Gdy już się zebraliśmy i przywitaliśmy pozostawało tylko znaleźć miejsce, gdzie zaspokojony zostanie nasz głód i piwne pragnienie. Nadmiar dostępnych lokacji w przygodówkach zwykle jest wadą, nic więc dziwnego, że i my mieliśmy spory problem z wyborem lokalu. Ostatecznie zaszczyt goszczenia nas przypadł sympatycznej i niedrogiej restauracyjce o wdzięcznej nazwie "Golonko". Spotkanie rozpoczęliśmy po staropolsku, czyli od krótkiej biesiady. Oczywiście nie zabrakło też piwa, wody mineralnej i soku z czarnej porzeczki (3,50 zł). Okoliczności dostosowały się do profilu naszych zainteresowań. Była piękna pogoda jak w "Riven", motocykl jak w "Full Throttle", czarny kot jak w "Paradise" i tajemnicza "Pełna Rura" przewijająca się w drugim planie. Zabrakło natomiast skarbu Templariuszy (niestety) oraz rytualnych morderstw (na szczęście).

W rozmowach początkowo dominował wątek "branżowy" - przemoc w grach, problematyka organowych oktaw w "Myst" oraz tajemnicze bytomskie sklepy z ultra-rzadkimi grami, otwierające swe podwoje tylko dla wtajemniczonych. Szybko jednak tematyka rozlała się szeroko i swobodnie, a czas upływał niepostrzeżenie. Tekstem dnia okazało się stwierdzenie Ojca Prowadzącego "oficjalnie wyskakuje zielona maź", które w nierównej walce pokonało pana Cypsa albo Zypsa oraz "nie drugą i nie czwartą, ale trzecią połowę RP" bezimiennego chmielowego wędrowca.

Obyło się bez większych przygód. Patrolująca okolicę Policja nie potrzebowała pomocy wytrawnych detektywów, w przeciwieństwie do kelnerki (skądinąd bardzo sympatycznej), która przy wystawianiu rachunku zapodziała gdzieś szczegóły naszego zamówienia. Pamięciowa rekonstrukcja menu nie stanowiła jednak problemu dla tak doświadczonych przygodówkowych graczy.

W końcu wieczorny ziąb i perspektywa codziennych obowiązków położyły kres beztroskim pogaduchom i rozeszliśmy się spokojnie do domów. Może za wyjątkiem Virgo, który nie byłby sobą gdyby nie przeżył po drodze kilku przygód. Prawdziwy recenzent z misją.

Podsumowując była kupa śmiechu, super atmosfera i okazja by się nawzajem poznać. Dziękuję wszystkim za mile spędzony czas, a nieobecnych zapraszam następnym razem.

W zlocie udział wzięli (w kolejności alfabetycznej):
anka, elemeledudek, Elum, Galador, Ines, jackowsky, Virgo

i niżej podpisany
aegnor

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.