Czytelnia - Filmoskop: The Angry River
Filmoskop: The Angry River
Elum, 20 marca 2020

Filmy interaktywne można podzielić na dwa rodzaje. W przypadku pierwszego z nich - mamy złudzenie, że podejmowane przez nas decyzje coś znaczą w świecie po drugiej stronie ekranu. Bez względu na to, czy interakcja jest szczątkowa (jak w Kinoautomacie, Sufferrosie lub np. Bandersnatch) czy bardziej zaawansowana (jak w bardziej typowej przygodówce), liczy się przede wszystkim to, że "sterujemy" akcją. Ten drugi rodzaj pozwala jedynie na obserwację - wybór perspektywy, z jakiej "podglądamy" bohaterów. Taka jest wyrafinowana Possibilia, mini serial Stevena Soderbergha pt. Mosaic (nie powiązany z ubiegłoroczną przygodówką pod tym samym tytułem) i The Angry River.

Jak przystało na krótki metraż, w The Angry River akcja płynie wartkim nurtem już od pierwszej sceny. Nie ma czasu na wstęp. Poszczególne wątki przedstawiają mroczne tajemnice pewnej rodziny z Portland w stanie Oregon. Szkoda, że tak bardzo przekombinowano sposób przełączania się między nimi. Wszelkimi interakcjami sterujemy za pomocą wzroku. Tak, wzroku. Na starcie strona prosi o skalibrowanie kamerki podpiętej do komputera. Następnie śledząc ruch gałek ocznych próbuje zgadywać który wątek (której postaci) interesuje oglądającego najbardziej. Pod tym względem The Angry River jest chyba najbardziej... niedorzecznym filmem interaktywnym. A morze może nawet na pewno.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.