Rzut okiem
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Na co warto rzucić okiem...
Dyskutowali Adrian & Elum, 10 kwietnia 2005

Elum: MAMY FORUM!!! Mały Rysio (nasz pierwszy forumowicz) mówi że jest fajnie, choć jak na razie głównie czyta, bo z pisaniem jest dopiero przy literce "By". W imieniu redakcji (i Małego Rysia) namawiam wszystkich zainteresowanych (czyli mam nadzieję wszystkich odwiedzających Przygodoskop) do rejestracji i życzę dobrej zabawy!

Adrian: Ja też zapraszam.

Elum: Korzystając z okazji. Niestety z przyczyn od nas niezależnych na przełomie 2004/2005 serwis dopadły niewielkie, acz dokuczliwe problemy techniczne. Po pierwsze padła skrzynka, która przez pewien czas nie przyjmowała poczty. Po drugie były problemy z serwerem FTP (a konkretnie z pobieraniem plików). Na szczęście na dzień dzisiejszy wszystko powinno być już OK. W razie czego - pakujcie się z pretensjami na FORUM.

Adrian: Ja też przepraszam.

NADEJSZLA WIEKOPOMNA CHWILA

Elum: 27 stycznia 2005 - premiera Black Mirror PL. I niech ktoś teraz odważy się powiedzieć że fani przygodówek nie są cierpliwi.

Adrian: Gdyby tylko to oczekiwanie przełożyło sie na jakość przekładu. Na szczęście Black Mirror to lokalizacja kinowa, więc zepsuto jedynie napisy. W samą grę nadal warto zagrać. Ale zaprawdę powiadam Wam - uczcie się języków obcych, bo warto.

Elum: Warto też zainwestować w nową odsłonę Sherlocka Holmesa produkcji Frogwares, a także dwie nowe polskie przygodówki - Chłopaki nie Płaczą studia L'art, oraz Sentinela nieistniejącego już niestety Detalionu. Może nie są to hity na miarę Black Mirror, ale za to kosztują dokładnie tyle samo - 19,90 PLN (swoją drogą ta nowa moda na gry za 19,90 zaczyna mi się podobać).

NOWE NA HORYZONCIE

Adrian: Wiele osób nie ukończyło jeszcze czwartej części Myst o podtytule Revelation, a już producenci z Ubisoft i twórcy z Cyan każą ostrzyć sobie pazurki na część piątą. Wygląda na to, że twórców naszła ogromna wena twórcza napędzana dodatkowo rządzą pieniądza ambitnego Ubisoft. Miejmy nadzieję, że gry nie zgubi pośpiech. Wysoko oceniany Myst IV: Revelation, który zawierał wystarczająco dużo usprawnień i nowości, a także lepszą integrację zagadek z fabułą (która również stała się jakby dojrzalsza), to jednak dobry prognostyk przed następną częścią, więc nie ma powodu do obaw - wręcz przeciwnie. Aha, nowy Myst wzorem naszego polskiego Schizm II będzie już drugą słynną przygodówką para-logiczną (czyt. z widokiem z pierwszej osoby) tworzoną w pełnym "Trzy-De".

Elum: Poza nowym Mystem w najbliższej przyszłości czeka nas prawdziwy wysyp przygodówek trzecioosobowych. O części z nich pisaliśmy już w poprzednich Rzutach Okiem, tym razem przyszła pora na produkcje mniej (potencjalnie) przebojowe.

Po pierwsze sequel, a właściwie prequel "Antoniego Twardziela". Pierwsza część gry miała sporo szczęścia. Udało jej się wstrzelić w chyba najbardziej jałowy w historii przygodówek okres. Dlatego z "dwójką" może być autorom troszkę trudniej. Ale mimo wszystko (mimo, że jakoś nigdy specjalnie za Antonim nie przepadałem) jestem dobrej myśli. Szkoda tylko, że autorzy Tony Tough in Rakes Progress zamiast stworzyć coś zupełnie nowego, starają się "na siłę" podpinać nowe pomysły pod stary tytuł. W grze zmieni się bowiem praktycznie wszystko. Teraz całość przypominać będzie bardziej "Miasto Zaginionych Dzieci" aniżeli klon Monkey Island.

Adrian: Może ta zmiana na poważniejszą atmosferę wyjdzie grze na dobre - czyżby twórcy stwierdzili, że nie są jednak dobrzy w temacie zakręconych przygodówek? Szkoda, ja jednak bym chciał sprawdzić, czy włoscy twórcy gier potrafią uczyć się na własnych błędach, a nuż stworzyliby arcydzieło.

Elum: Martin Mystere to dla odmiany adaptacja komiksu. Nad przygodówką pracuje włoska Artematica, która do tej pory wydała na świat przede wszystkim dosyć chłodno przez graczy przyjętą Druunę (również na bazie komiksu). Głównym bohaterem gry jest detektyw. Trochę Indiana Jones, trochę Gabriel Knight, trochę sztywniak. Jednym słowem - dla każdego coś miłego. Oby tylko ta mieszanka w finalnej wersji nie okazała się zbyt ciężkostrawna.

Adrian: Zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że gra będzie niespodzianką. A co do Druuny - nic dziwnego, że gra przyjęta została chłodno, podobno producent (nie mylić z twórcami) wyciął najgorętsze sceny ;)

RAGNAR TORNQUIST PRZYPOMINA O DREAMFALLU

Elum: Nieco wcześniej niż można się było tego spodziewać (ponad dwa miesiące przed tegorocznymi targami E3), Ragnar Tornquist po raz pierwszy postanowił zaprezentować graczom swoje najnowsze dzieło w akcji. I tak, mimo że premiera Dreamfalla przewidziana jest dopiero na koniec bieżącego roku, już dziś możemy na własne oczy zobaczyć co najbardziej lubi robić główna bohaterka gry - Zoe. A lubi ona biegać. Lubi biegać bardzo. Lubi biegać rankiem. Lubi biegać wieczorem. Jeśli lubi też w takim samym stopniu posuwać skrzynki (nie mylić z właścicielami skrzynek ;)) to ja pasuję.

Adrian: Eee tam, marudzisz. Gdyby ktoś podpatrzył, jak gramy w Grim Fandango to też by pewnie powiedział, że to gra o śmierci-maratończyku (w sumie to każdy maratończyk wygląda, jak śmierć). W Dreamfall z całą pewnością będzie można też spacerować - ale kto by tam miał cierpliwość przejść tak całą Najdłuższą Podróż - szczególnie, że druga część to pełne 3D z bezpośrednim sterowaniem, a tam nie można od razu przeskakiwać z lokacji do lokacji. Bardziej niż filmiki z gry (lepiej poczekać do targów E3 na coś bardziej reprezentatywnego) polecam pobrać wywiad z Ragnarem Tornquistem.

Elum: Ja tam swojego zdania nie zmienię. Co więcej, im więcej czytam o Dreamfallu, tym bardziej podoba mi się... Fahrenheit. A może to było Indigo Prophecy?

FAHRENHEIT AKA INDIGO PROPHECY

Zmieniać tytuł gry na kilka miesięcy przed premierą? Heh, na tak idiotyczny pomysł wpaść mógł tylko amerykański wydawca (w tym przypadku Atari). Wiele lat temu mieliśmy już podobny cyrk z Broken Swordem (za oceanem znany jako Circle of Blood). Ciekawe o co poszło tym razem. Czyżby księgowi z Atari przestraszyli się, że gra nazbyt kojażyć się będzie z filmem dokumentalnym Fahrenheit 9/11 Michaela Moore'a?

A wracając do samego Fahrenheita. Podoba mi się, że jego twórcy bardziej niż w stronę action, skręcają w kierunku interactive-movie. Było to już widać w zwiastunach sprzed kilku miesięcy. Można o tym również przeczytać w dwóch (pierwszy i drugi) naprawdę interesujących wywiadach, których ostatnio udzielił David Cage - autor i reżyser tej, moim skromym zdaniem, najciekawiej zapowiadającej się przygodówki bieżącego roku.

Adrian: Fahrenheit może narobić niezłego szumu w branży (nie tylko - choć głównie - w obrębie przygodówek). Aha, Elum mówiąc o "filmach interaktywnych" bynajmniej nie miał na myśli podobnie brzmiącej inicjatywy rodem z połowy lat dziewięćdziesiątych - czyli okresu szerokiego wykorzystywania nowego nośnika, czyli CD-ROMU (łał!) - która polegała na wrzucaniu do "gier" coraz dłuższych i nieinteraktywnych wbrew pozorom sekwencji z żywymi aktorami. I nie mam tu na myśli Texa Murphy'ego, Gabriel Knight 2, czy Black Dahlia (a także kilku im podobnych), które były jednak grami z prawdziwego zdarzenia. Uff... Widzisz ile zamieszania wprowadzasz ;)

Elum: To nie ja wprowadzam zamieszanie, tylko Quantic Dream. Się im zachciało... nowatorskie, oryginalne, pełne świeżych pomysłów i trudne do zaszufladkowania gry produkować ;)

Adrian: A wracając do samego Fahrenheita pseudo Indigo Prophecy. Ciężko wskazać bezpośrednie powiązania tej gry z filmami bo od takich twórcy gry starają się uciekać - oczywiście chodzi o powiązania na gruncie "warsztatowym", bo stylowo gra z grubsza zapowiada się na połączenie "Siedem" Davida Finchera i "Z archiwum X". Indigo Prophecy będzie czymś w rodzaju prawdziwie interaktywnej opowieści, pozwalającej reagować w dość swobodny sposób na wydarzenia w grze i w konsekwencji zmieniać je w dość nieoczekiwany sposób. Oznacza to też, że zarówno rozgrywka, jak i w dużym stopniu sama fabuła - w grze ma wystąpić kilka grywalnych postaci - będzie nieliniowa i wielowątkowa. Jak wpłynie to na jakość opowiadanej historii i nastrój w trakcie gry ciężko już przewidzieć, nie łatwo bowiem dobry scenariusz rozrysować na tak mocno nieliniową strukturę gry nie niszcząc jego mocnych stron.

Elum: Nie łatwo, ale z Omikronem jakoś się Francuzom udało, dlatego o Fahrenheita też jestem spokojny.

Adrian: Obstawiamy, która gra będzie zawierać więcej elementów akcji - Fahrenheit czy Dreamfall? ;)

Elum: Elementów akcji... uzasadnionych? ;)

STILL LIFE AKA... POST MORTEM 2?

Adrian: Nie szalejemy za Post Mortem (vide nasza recenzja), to fakt. Uwierają nas głównie niespójne logicznie dialogi, które dodatkowo zostały partacko (czyt. dosłownie) przetłumaczone na język polski oraz odstręczający główny bohater - Gus McPherson. Nie lubimy Post Mortem podwójnie, bo gdyby nie te niedogodności i niedopatrzenia byłaby to całkiem przyzwoita gra, a tak spotkał nas zawód.

Mamy za to nadzieję, że Still Life (ang. "martwa natura" - przewrotna i groteskowa nazwa, jeżeli pamiętać, że to gra o seryjnym zabójcy...), przez niektórych zwany następcą Post Mortem (z uwagi na "gościnny" występ Gusa - ukazanego w retrospekcji - w roli dziadka głównej bohaterki - Victorii McPherson) będzie produkcją dojrzalszą a także, że epizodyczne występy Gusa przedstawią go w lepszym niż w Post Mortem świetle.

Jeżeli pragniecie się bliżej dowiedzieć, czego można się spodziewać po Still Life zachęcam do pobrania wersji demonstracyjnej dostępnej na oficjalnej stronie. Premiera gry spodziewana jest mniej więcej w połowie tego roku.

Elum: A ja gorąco namawiam do zapoznania się z wywiadami z Mathieu Larivierem (autor Still Life), oraz z Edouardem Lussanem (również z Microids). Ten ostatni wywiad powstał w trudnym dla kanadyjskiego studia okresie - przejęcia przez Ubi Soft. Trudnym tym bardziej, że na firmę Ubi Soft od dłuższego czasu pazurki ostrzy sobie moloch Electronic Arts, a więc chyba ostatnia firma, pod skrzydła której chciałby trafić developer żyjący z przygodówek. I nie tylko.

Adrian: Ubisoft robi wszystko byle by tylko nie wpaść w łapy EA - życzymy im, jak najlepiej, choć faktem jest, że łupem Francuzów nie padło samo właściwe Microids, ani żadna z ich własności intelektualnych (vide Syberia, Post Mortem, Still Life), a jedynie jedno ich kanadyjskie studio. Na razie Microids nie zamierza zaprzestać prac nad nowymi przygodówkami.

I KOLEJNE WYWIADY

Elum: Mimo że twórcy Keepsake również pochodzą z Kanady, przejęcie przez Electronic Arts na razie im nie grozi. Podobnie jak i developerowi House of Tales, który po ukończeniu Moment of Silence (wciąż czekamy... tj. mamy nadzieję na polską premierę) nieoficjalnie już przymierza się do kolejnej przygodówki.

AGATHA CHRISTIE W TRZECIEJ OSOBIE

Adrian: Lee Sheldon - twórca pamiętnej para-biograficznej gry Riddle of Master Lu a także niedoszły twórca jej wcześnie złożonej do grobu kontynuacji - bierze udział w przygotowywaniu pierwszej gry opartej na prozie Agathy Christie (twórczyni postaci detektywa Hercules Poirot, który jednak nie wystapi w grze gdyż zwyczajnie pierwowzór o nim nie opowiada). Sheldon uzielił wywiadu serwisowi Quandary. Mówa w nim m.in. o tym, że nowa gra oparta będzie o powieść znaną w Polsce pod przygłupawym tytułem "Dziesięciu murzynków" ("Ten Little Niggers") i nosić będzie jej alternatywny angielski tytuł - And Then There Were None. Ta popularna powieść była już też przedmiotem ekranizacji (przy okazji - przed tworzeniem gier Lee Sheldon zajmował się też scenopisarstwem kinowym i telewizyjnym). Gracze wcielą się w rolę żeglarza - jest to nowa postać stworzona na potrzeby "growej" adaptacji.

Elum: And Then There Were None będzie przygodówką trzecioosobową, graficznie nie odbiegającą od większości produkcji ostatnich lat (trójwymiarowe postacie poruszające się po prerenderowanych tłach). Jej premiera przewidziana została wstępnie na koniec bieżącego roku.

ŻYWOT KARALUCHA: POWRÓT

Bad Mojo - niezwykle oryginalna, kultowa przygodówka (hybryda?), która swoją premierę miała jeszcze w 1996 roku, czyli niemal dziesięć lat temu - powraca w nowej wersji! Na pomysł odświeżenia produkcji nieistniejącego już dzisiaj studia Pulse wpadła firma Got Game Entertainment. W grze poprawiono przede wszystkim jakość grafiki, oraz oczywiście kompatybilność z najnowszymi komputerami i systemem Windows XP. Jako bonus dołączono płytę DVD zawierającą między innymi materiały "The Making of", "Behind the Scenes", oraz komentarze twórców. Jednym słowem - pełen profesjonalizm :)

PRZYYYGODÓWKI, KILOGRAM PO DWA ZŁOTE, KUPOWAĆ PÓKI SWIEŻE!!!

Trochę się ich nam ostatnio wysypało. Najdłuższa Podróż w styczniowym Clicku i Ace Ventura w styczniowym Play'u. Larry 7 w lutowym Play'u. Post Mortem w marcowym CD Action. Syberia w kwietniowym Play'u...

A może by tak The The Last Express w październikowym X? Albo Toonstruck w listopadowym Y? Nieee, przecież to bez sensu. Kto by tam chciał grać w kultowe gry, których od wielu lat nie można już w żaden legalny sposób w naszym kraju kupić. Odgrzewane kotlety - to jest to.

BAD BRAIN KOMBINUJE

Gdy kilka miesięcy temu pojawiła się znikąd - fani wpadli w euforię. Firma Bad Brain założona przez niemieckiego biznesmena (?) Wolfganga Kierdorfa miała stać się czymś w rodzaju koła ratunkowego, dla mających problemy ze znalezieniem wydawcy, developerów klasycznych gier przygodowych. Niemcy podpisali (podobno) umowę z Autumn Moon (developerzy A Vampyre Story), oraz Synthetix Interactive (Project Joe), a gracze... w przerwach między porywami radości zaczęli zastanawiać się - gdzie tu jest haczyk.

Dziś, gdy od tamtych wydarzeń minął już kawałek czasu, wszystko wskazuje na to, że haczyk... czy też raczej brzytwa, której uchwycili się tonący developerzy, narobiła tyle samo szkody co pożytku. Zaczęło się od nieudolnych negocjacji Wolfganga Kierdorfa z LucasArts, które to negocjacje miały na celu przejęcie od giganta praw do dokończenia anulowanego w ubiegłym roku pojektu Sam & Max: Freelance Police. Oczywiście nie chodziło tu o same prawa do wykorzystania postaci i świata stworzonego przez Steve'a Purcella, ale też (bardziej) o niedokończony kod gry, której developing przerwano na kilka miesięcy przed jej premierą. Niestety teoria, teorią, a praktyka... katastrofą. Zdaniem Kierdorfa LucasArts zerwał nagocjacje "bo to zła firma była". Zdaniem obserwatorów Kierdorf zachowywał się podczas negocjacji bardzo nieprofesjonalnie wypowiadając na forum publicznym swoje prywatne opinie, oraz na bieżąco informując fanów o "postępach" w rozmowach z LEC. Cóż, Niemcy chcieli dobrze, a że nie wyszło...

Druga sprawa to cyrk z Wampirką w roli głównej. Na szczęście projekt nie został anulowany. Skończyło sie jedynie na zerwaniu współpracy pomiędzy Bad Brain i Autumn Moon. Ufff.

Niestety wciąż nie wiadomo jaka przyszłość czeka Project Joe. Jeżeli Bad Brain Entertainment nie udźwignie odpowiedzialności również za tą przygodówkę, może to oznaczać jej definitywny koniec. Byłoby szkoda. Na razie w każdym razie developerzy podobno pracują.

...A TELLTALE MÓWI PRAWDĘ

Coraz więcej informacji dociera do nas, na temat debiutanckiej przygodówki (serii przygodówek) studia TellTale Games. Jak się okazuje Bone ma być adaptacją kultowych w pewnych kręgach komiksów Jeffa Smitha, pod tym samym tytułem.

Zapraszamy do lektury wywiadów, których w ostatnim czasie udzielili ludzie z Telltale - Dan Connors (wywiad pierwszy, drugi i trzeci), oraz Graham Annable.

MONKEY ISLAND: THE MOVIE

O tym, że filmy na podstawie gier komputerowych to chłam gorszy od "Mody na Sukces" przekonywać chyba nikogo nie trzeba. Pytanie - dlaczego tak się dzieje? I co by się stało gdyby jako materiał na adaptację filmową wykorzystać grę z fabułą bardziej skomplikowaną niż Mortal Kombat (ktoś dał radę obejżeć Mortal Kombat 2: Annihilation do końca?), czy Alone in the Dark (podobno reżyser Uwe Boll po ukończeniu prac nad AitD, porażony doskonałością pierwszej części "Gulczas, czy ty myślisz", chce w najbliższym czasie zająć się produkcją remake'u tej polskiej superprodukcji).

Poniżej - concept art z filmu, który miał szansę stać się czymś ważnym. Niewielką, ale zawsze. Niestety jego kariera skończyła się szybciej, niż się zaczęła. LucasFilm odrzucił pomysł na etapie pre-produkcji.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.