Rzut okiem #120
Okiem Przygodoskopu - sierpień
Elum, 30 sierpnia 2021

Rzut (w zasadzie okiem, choć z technicznego punktu widzenia chyba bardziej przygodoskopowym okularem) powraca. Po raz kolejny. Tym razem po rekordowo długiej przerwie (okrągłych 32 miesiącach, poprzedni rekord to dokładnie 900 dni). Ale nie zamierzam nadrabiać zaległości i pisać o tym wszystkim, co wydarzyło się od stycznia 2019 roku. W każdym razie nie tutaj. Rzut okiem to przecież kącik przeznaczony przede wszystkim na najciekawsze tematy mijających tygodni. Tudzież, od czasu do czasu, nowo odkryte ciekawostki. W tej kwestii raczej nie ma sensu nic zmieniać.

"W MOIM ROSOLE PŁYWA OKO"

Na rozgrzewkę/przystawkę wciąż ciepła (odnaleziona w tym roku) ciekawostka archeologiczna związana z moją ulubioną sceną The Dark Eye. Dziadek ze szklanym okiem częstujący pierwszoosobowego bohatera pożywną zupą na screenie/zdjęciu pochodzącym z bardzo wczesnej wersji gry:

To jeden z tych archiwalnych drobiazgów, których nie znajdziecie nigdzie poza Przygodoskopem. Bardzo prawdopodobne, że jeszcze nigdy wcześniej nie było go w internecie! Poniżej, dla porównania, ta sama scena z aktorem już po charakteryzacji:

OBSERWOWANE NA HORYZONCIE

Projekt Matthew Lyonsa właściwie nie ma jeszcze nawet oficjalnego tytułu (nieoficjalny/roboczy brzmi Barbara), ale już zachwyca nieczęsto spotykaną w przygodówkach retro-futurystyczną stylistyką. Pokazane do tej pory ujęcia/sceny wyglądają jak zdjęte z plakatu lub wydarte z jakiejś ilustracji z lat sześćdziesiątych. Większość scen, w tym również te animowane, znaleźć można na twitterowym profilu, starsze również na domowej stronie Lyonsa.

Pan Coo ma doświadczenie w pracy przed obiektywem. Do tej pory wystąpił już w filmie krótkometrażowym, budzącym skojarzenia z kreskówkami z lat około siedemdziesiątych, i teledysku zespołu lo:Mueso, który kojarzy mi się z... "Do the Evolution" od Pearl Jam. Teraz kroi się interaktywna przygoda. Bardzo dosłownie, ponieważ w The Many Pieces of Mr. Coo przypominający antropomorficzną margarynę bohater zostaje pokrojony na plasterki. Jest trochę jak w jednej z tych reklam telewizyjnych, w których roześmiane artykuły spożywcze nie mogą doczekać się aż trafią do wrzątku, zostaną usmażone lub upieczone. Pan Coo nie skończy(ł) jednak w rosole, lecz będzie musiał po prostu się pozbierać.

Po latach żmudnego animowania klatka po klatce tej krwistej (nie wysmażonej) makabry, prace nad The Many Pieces of Mr. Coo powoli dobiegają końca. Jak sugeruje m.in. strona wydawcy, gra ma szansę na premierę jeszcze w tym roku.

PS. I jeszcze tylko przez parę dni można dorzucać się do produkcji Near-Mage, czyli nowej gry twórców Gibbous: A Cthulhu Adventure. Kickstarter bez wątpienia nie jest zagrożony, ponieważ udało się już uzbierać... ponad 400 procent wymaganej kwoty, grubo ponad 400 tysięcy złotych. To dwa razy więcej niż zebrał Gibbous.

WYBRANE PREMIERY SIERPNIA

Do systematycznie wydłużającej się listy przygodówek wydanych pod szyldem Annapurna Interactive dołączyła w tym miesiącu Twelve Minutes. Akcja tego thrillera familijnego rozgrywa się w ciasnym mieszkaniu w przeciągu tytułowego tuzina minut. Naturalnie, jak w podobnych historiach wykorzystujących motyw manipulowania czasem (np. wirtualnej adaptacji "Dnia świstaka" pt. Groundhog Day: Like Father Like Son lub prawie-przygodówki Minit), ukończenie Twelve Minutes wymaga co najmniej kilkunastu kwadransów. Klaustrofobię niewielkiego obszaru gry pomaga budować widok z lotu ptaka (lub raczej, w tym wypadku, znad niewidzialnego sufitu). Atmosferę napięcia podkreśla też dubbing w wykonaniu znanych aktorów. W jednej z ról wystąpił sam Willem Dafoe.

Road 96, opowiadająca o emigrującej zbuntowanej nastolatce, wpisuje się w wyjątkowo popularny ostatnio w grach przygodowych motyw podróży. W tym i przyszłym roku ma ukazać się jeszcze co najmniej kilka zrealizowanych w podobnym klimacie przygodówek drogi, m.in. Open Roads (o wyprawie matki i córki), Forever Ago (o wędrówce zmęczonego życiem starszego jegomościa), Dustborn (o ucieczce wyjętych spod prawa hipisów), Season (o wycieczce rowerowej) i Lake (o kobiecie, która rzuciła tzw. karierę w korpo, by zostać... listonoszką). A także Najlepszy miesiąc życia (o ostatniej podróży nieuleczalnie chorej samotnej matki), czyli polska, dla odmiany, produkcja zaanonsowana dosłownie dwa tygodnie temu. A wracając do Road 96 - tak, gra jest już od dwóch tygodni w sprzedaży, a w wersji PC kosztuje dokładnie... 69,96 zł.

Zwykle sceptycznie podchodzę do remasterowania przygodówek. Zwłaszcza tych dobrych i bardzo dobrych, które tego nie potrzebują i nigdy potrzebować nie będą. Podobne wątpliwości wzbudza we mnie najnowsza inkarnacja Mysta (z opcją VR). Oryginalny Myst był grą wyprzedzającą swoje czasy, także pod względem technicznym. Zremasterowany od nowa Myst być może przyciągnie do serii nowych fanów, ale technicznie wygląda na grę o dziesięć lat spóźnioną. Innymi słowy, wielu młodszych stażem graczy będzie mieć mgliste pojęcie o tym, dlaczego pierwotny Myst sprzedał się w rekordowych milionach egzemplarzy. W 1993 roku nie chodziło przecież o zagadki, a przynajmniej nie tylko. Myst, na tle ówczesnych gier, na pierwszy rzut oka wyróżniał się przede wszystkim nowoczesną oprawą. Tak jak dziś seria Red Dead Redemption czy The Last of Us.

Tegoroczny Myst to oczywiście nie pierwszy remaster tej gry. Nawet nie drugi, ani trzeci. Z niecierpliwością czekam na remaster/remake dziesiąty - jubileuszowy.

PRZYGODO(SKOPO)WE KALENDARIUM

A skoro mowa o jubileuszach. 24 sierpnia minął dziewiętnasty rok istnienia Przygodoskopu. To znaczy, że... dziewiętnaście lat przed Przygodoskopem był 1983 rok.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.