Rzut okiem #123
Okiem Przygodoskopu - listopad
Elum, 30 listopada 2021

Rzut okiem zazwyczaj traktuje o przygodówkach, które mają już swoje miejsce/numer w przygodoskopowej encyklopedii. Dawno już nie wspominałem tych, które nigdy nie zostaną na naszej stronie opisane ani zrecenzowane, ponieważ... w zasadzie nie istnieją.

Jon Davies (grafik i animator m.in. w Inmost) odpowiedział na pytanie (którego w sumie nikt nie zadał), jaka byłaby Thimbleweed Park, gdyby zamiast wzorować ją na Maniac Mansion i Zaku McKrackenie, Ron Gilbert wybrał styl graficzny bliższy... Monkey Island II.

źródło (wersja animowana)

Simon Bachmann z kolei proponuje grę na motywach twórczości Simona Stalenhaga. Dla odmiany w 32-kolorowej wersji amigowej, co jednak nie powinno być przeszkodą w wydaniu jej nawet dzisiaj. Wystarczy przypomnieć, że w lipcu br. premierę miała amigowa konwersja Athanor 2 - najnowszej przygodówki Erica Safara.

źródło (wersja animowana)

Joker Quest to jak na razie ostatni fikcyjny gameplay przygodówki z serii Fictional Bad Games. Podczas gdy Stranger Things oraz Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull kojarzą się z dyskietkowymi produkcjami LucasFilm/LucasArts, Joker, podobnie jak Jurassic Quest, nawiązuje oczywiście do wczesnej Sierry.

OBSERWOWANE NA HORYZONCIE

O przeciekach na temat nowej gry z serii Gobli(ii)ns Jarecki wspomniał na forum już w maju. Po pół roku niestety ciągle niewiele o niej wiadomo poza tym, że powoli powstaje. I że najprawdopodobniej Pierre Gilhodes będzie próbował dofinansować projekt za pośrednictwem Kickstartera. Pierwszy udostępniony obrazek sugeruje, że Gobli(ii?)ns 5 ma być zdecydowanie bardziej 2D niż renderowana pomyłka pt. Gobliiins 4.

Druga, po Zniw Advenuture, przygodówka z serii Zid & Zniw Chronicles nosić będzie tytuł Zid Journey. Tym razem tytułowego bohatera czeka misja o wiele bardziej odpowiedzialna. Zamiast bawić się w szukanie jakiegoś tam prezentu, będzie musiał odnaleźć rodziców małego daspletozaurka. Zadanie to nie tylko trudne, ale też wyjątkowo niebezpieczne. Biorąc pod uwagę fakt, że daspletozaury to krwiożercze drapieżniki bez wahania rozszarpujące mniejszych roślinożerców, dobrze byłoby dojść do celu podróży nim maluch podrośnie i zaczną się w nim budzić dinozaurze instynkty. Premiera Zid Journey wstępnie zaplanowana została na końcówkę 2023 roku. W końcu potrzeba czasu na narysowanie tych wszystkich klatek (nie takich do zamykania biednych dinozaurów naturalnie, tylko animacji).

Chciałbym napisać coś konkretnego na temat dwóch filmów interaktywnych produkcji... chińskiej, które ostatnio wpadły mi w oko. Problem w tym, że w przypadku jednego z nich na razie nie potrafię nawet rozszyfrować tytułu. Dobrze, że chociaż ten drugi planowany jest nie tylko w chińsko-mandaryńskich wersjach językowych. Obie produkcje z pewnością nie są powiązane fabularnie, ale coś bez wątpienia je łączy. Na steamowych zwiastunach prezentują się bardzo wysokobudżetowo w porównaniu z konkurencyjnymi filmami interaktywnymi. Cóż, wygląda na to, że nawet w tak niszowym gatunku jakim są gry FMV Chiny zamierzają w przyszłości przodować. Mają rozmach...


Wij/Viy to przygodówka FMV produkcji rosyjskiej, która swoją premierę miała ponad siedemnaście lat temu, ale do tej pory nie doczekała nie-rosyjskiej wersji językowej (powstało jedynie angielskie demo, po latach dostępne/zarchiwizowane tylko na Przygodoskopie). Być może w niedalekiej przyszłości się to zmieni, ponieważ gra niespodziewanie wraca do sprzedaży. Już od grudnia dostępna ma być na Steamie, na razie w wersji oryginalnej. Trzymam kciuki za dodatkowe napisy przynajmniej po górnołużycku.

WYBRANE PREMIERY LISTOPADA

Conway: Disappearance at Dahlia View pod względem fabuły przypomina Voyeur z Robertem Culpem "Okno na podwórze" Hitchcocka. Są lata 50. Emerytowany detektyw Conway, jeżdżący na wózku inwalidzkim, prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia 8-letniej sąsiadki. Sporą część detektywistycznej roboty wykonując ze swojego mieszkania. Cóż, pracował "zdalnie" na długo zanim to było modne.

Po niedawnej premierze The First Cases z młodym Poirotem, zgodnie z planem przyszła pora na Chapter One z odmłodzonym Holmesem. 21-letni Sherlock na razie nie myśli o emeryturze. Po śmierci mamy postanawia odwiedzić dom rodzinny zlokalizowany na pewnej śródziemnomorskiej wyspie. Na miejscu przypadkiem (rzecz jasna) odkryje spisek i poprowadzi swoje pierwsze dochodzenie, w towarzystwie swego ówczesnego przyjaciela Jona (nie Watsona). Chapter One to dziewiąta przygodówka o Sherlocku Holmesie wyprodukowana pod szyldem Frogwares. I zarazem pierwsza samodzielnie wydana przez Frogwares. Firma zdecydowała się na ten krok po latach konfliktów z kolejnymi wydawcami (sprawa z The Sinking City chyba do tej pory się nie rozwiązała).

Slice of Sea jest trochę jak Samorost. Z tą różnicą, ze w roli głównej występuje szanowny pan Wodorost. To najnowsza gra szanownego Mateusza Skutnika, który już od dwóch dekad tworzy fajne rzeczy pokrewne z przygodówkami. Niestety jakoś do tej pory nie było zbyt wielu okazji, by napisać o nich na Przygodoskopie. Problem w tym, że serie Submachine, Daymare Town, 10 gnomes i inne jednak zauważalnie bliższe są grom typu escape the room czy hidden object, które od zawsze konsekwentnie ignorujemy (z wyjątkiem pojedynczych hybryd). Szczęśliwie Slice of Sea to pełnoprawna przygodówa. Oby nie ostatnia.

Wales Interactive zmieniła strategię. Od czasu The Bunker, który chyba nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego, firma najwidoczniej postanowiła wyspecjalizować się w produkcji i dystrybucji przygodówek FMV co najwyżej przeciętnych. Po rozczarowujących Late Shift i The Complex przyszła więc kolej na jeszcze bardziej nieudane I Saw Black Clouds i Night Book oraz żenującą Five Dates. Bardzo średnio zapowiada się przyszłoroczna Deathtrap Dungeon: The Golden Room. A tymczasem w pierwszych dniach listopada premierę miała nudnawa Bloodshore. Bohaterami gry są uczestnicy reality show Kill/Stream (nie mylić z Killing Stream, z akcją rozgrywającą się w Bytomiu), którzy podzieleni na drużyny rywalizują na zasadach battle royale... na śmierć i życie. Brzmi groźnie, jednak Bloodshore to chyba bardziej głupawa komedia niż krwawy film akcji.

W podobnym tonie utrzymany jest nowy interaktywny film/odcinek Netflixa pt. Escape The Undertaker, w którym trzech wrestlerów musi zmierzyć się z tytułowym antagonistą w jego naszpikowanej zagadkami i pułapkami rezydencji. Gatunkowo Escape The Undertaker bliższa jest konwencji escape the room, ale spodobać może się chyba tylko najwierniejszym fanom. Rozumiem, że przy ograniczonym budżecie w grę nie wchodziło obsadzenie w rolach głównych np. Dave'a Bautisty czy Dwayne'a Johnsona. Niestety z drugoligowymi gwiazdami wrestlingu o talentach aktorskich na poziomie podłogi to nie mogło się udać.

Przy czym zarówno Bloodshore jak i Escape the Undertaker to prawie arcydzieła kinematografii w porównaniu American Hero z Timothym Bottomsem i Danielem Roebuckiem. W tym przypadku zdecydowanie ciekawsza od efektu końcowego, który lepiej pominąć milczeniem, jest dłuuuga historia projektu. American Hero pierwotnie miał ukazać się około 1996 roku na konsolę Atari Jaguar, która swoim silnikiem Gamefilm, promowanym przez technologiczne demo Caves of Fear, próbowała zawojować niszę FMV. Ambitne plany spełzły na niczym, udało się za to pobić niechlubny rekord. Nie było jeszcze produkcji około przygodówkowej, która miałaby premierę spóźnioną o ćwierć wieku. Dlatego zespołowi Ziggurat, który ostatecznie doprowadził do wydania odrestaurowanej wersji m.in. na GOGu należą się co najmniej gratulacje.

GŁÓWNY BOHATER PHANTASMAGORII GRA W PHANTASMAGORIĘ

Aktor Paul Morgan Stetler, który w Puzzle of Flesh zagrał głównego bohatera Curtisa Craiga, gra w Puzzle of Flesh. Niecodzienne zjawisko. Co więcej, na kanale Conversations with Curtis rozkłada na czynniki pierwsze nie tylko samą grę, ale także kwestie zakulisowe. Od miesięcy rozmawia z pozostałymi aktorami i autorami. A dosłownie parę dni temu przeprowadził wywiad z projektantką i scenarzystką w jednej osobie - Lorelei Shannon.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.