Rzut okiem #130
Okiem Przygodoskopu - czerwiec
Elum, 30 czerwca 2022

Steamed Hams: The Graphic Adventure to jeden z tych projektów, które nie mieszczą się w ramy przygodoskopowej encyklopedii. Po pierwsze, bo kwalifikuje się bardziej jako "fan art". Poza tym, tego typu "fanowskie kolaże", wykorzystujące grafikę, animacje itp. wyciągnięte z ulubionych gier czy filmów, są zazwyczaj tak słabe, że nie warto o nich pisać. Ale w Steamed Hams o dziwo wszystko pasuje, całość jest wyjątkowo dopracowana. Gra wiernie odtwarza popularną scenę jednego ze starszych odcinków "Simpsonów", w której dyrektor WalterSeymour Skinner gości w swoim domu kuratora Chalmersa. Oryginał trwa parę minut, wersję interaktywną przechodzi się w najwyżej kilkanaście. Szkoda, że "Simpsonowie" nigdy nie doczekali się dłuższometrażowej przygodówki. W latach dziewięćdziesiątych serial aż prosił się o grę podobną do The Adventures of Willy Beamish albo Beavis and Butt-head in Virtual Stupidity.

OBSERWOWANE NA HORYZONCIE

Chyba nigdy wcześniej nie powstawały równolegle trzy... Nie! Aż cztery polskie gry FMV, tworzone przez trzy niezależne (od siebie) studia. O Killing Stream (na Steam), z akcją umiejscowioną w Elektrociepłowni Szombierki, wspomniałem już przy okazji recenzowania pochodzącej również z Bytomia Papetury. Nie mogłem się powstrzymać, bo nieczęsto zdarza się gra, której lokacje praktycznie widzę z okien swojego mieszkania. Wystarczy, że nieco wychylę się w lewo. Nie muszę nawet wychodzić na parapet, co pewnie bez wahania zrobiłby uprawiający parkour, uganiający się za niezidentyfikowanym wrogiem bohater.

Bohater drugiej FMV od Iron Wolf Studio nie musi skakać po zardzewiałych konstrukcjach, by zwrócić na siebie uwagę. W grze pokierujemy losami doświadczonego dyspozytora... a właściwie to chyba bardziej dzwoniących pod numer telefonu alarmowego (ten amerykański). Wygląda na to, że 911 Operator: Interactive Movie będzie w pewnym sensie "ekranizacją" gier z serii 911 Operator. I pokaże to, co trudniej przekazać w pozbawionych fabuły symulatorach. Steamowy zwiastun nawiązuje m.in. do głośnych przypadków ofiar przemocy, które dzwoniąc na numer alarmowy udawały rozmowę np. z kimś znajomym. W roli głównej Philip Lenkowsky.

Poważnej tematyki stara się dotyczyć także film interaktywny twórców dwuwymiarowej Apocalypsis i pierwszoosobowej This Is the Zodiac Speaking. Zespół Punch Punk Games z każdym kolejnym projektem eksperymentuje z zupełnie odmienną oprawą. Przy produkcji Aidy zaangażowano paru zawodowych filmowców. I chyba początkujących aktorów. Fabuła opowiada o dziewczynie emigrującej z Afryki do swego eldorado, na odległy kontynent na literę E. Krótki jej wycinek można rozegrać w udostępnionej już ponad dwa lata temu demonstracji. Niestety premiera pełnej wersji zdaje się równie niepewna, co cel podróży. Demo Aidy wyprodukowane zostało za pieniądze z unijnych dotacji. Ponadto, Punch Punk Games, podobnie jak Iron Wolf Studio, od ubiegłego roku notowana jest na giełdzie. Innymi słowy, na razie wygląda to trochę tak, jakby projekt miał być tylko "wydmuszką" pod inwestorów, by podbić kurs akcji.

Niejasny los czeka również zaanonsowaną w 2020 roku Lost Lies. Miałby to być trzymający w napięciu kryminał z fabułą sięgającą lat osiemdziesiątych oraz zagadkami polegającymi na analizowaniu dokumentów i oglądaniu archiwalnych nagrań VHS, trochę jak Her Story i Telling Lies. Lost Lies ma swoje miejsce w internecie, ale twórcy nieszczególnie się tym chwalą. Odnośnik ze strony głównej Madnetic Games zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach; podobnie jak detektyw, którego sprawę mielibyśmy rozwiązywać.

Niestety znienacka zniknęła też internetowa strona Wilczej budy. To w sumie piąty polski projekt rozgrywający się w realnych lokacjach. Nie ma tu jednak mowy o żadnym "Full Motion Video". Oprawa gry opiera się na zdjęciach, na wzór dawnych przygodówek takich jak Sen czy Tajemnica Bursztynowej Komnaty. I podobnie jak one, Wilcza buda miałaby wyjść przede wszystkim na Amigę! W kompatybilne z PC demo gra się jak w ciąg dalszy Alfabetu śmierci. Twórcy znaleźli nawet do jednej z ról podobnego dziadka:

WYBRANE PREMIERY CZERWCA

The Quarry to jeszcze jeden młodzieżowy horror od Supermassive Games, bliźniaczo podobny do Until Dawn i z równie gwiazdorską obsadą. Tym razem, prócz chmary nierozróżnialnych nastolatków, w rolach pierwszo i drugoplanowych wystąpili Lance Henriksen, David Arquette, Ted Raimi. A także Grace Zabriskie, która ostatnio zagrała w grze... w 1993 roku (w Voyeur). Trzymająca w napięciu The Quarry czeka na śmiałków m.in. w wersji steamowej. O ile ktoś jest na tyle odważny, by zapłacić za nią 269 złotych.

Silt jest kolejną czarno-białą przygodówko-platformówką, w której zadania logiczne wyraźnie przeważają nad przeszkodami zręcznościowymi. W tym przypadku akcja rozgrywa się wyłącznie pod wodą, co wydaje się ciekawym urozmaiceniem. Niestety z pierwszych recenzji wyłania się obraz gry, która, owszem, wygląda ładnie, ale rozgrywce brakuje nieco finezji. Trochę szkoda, że stwórca świata, w którym rozgrywa się Silt, zawiesił (na razie) podobną wizualnie Foraminę, planowaną jako przygodówka klasyczna.

Born Punk oraz Nightmare Frames na pierwszy rzut oka nie zachwycają grafiką, kojarzącą się z wczesnymi grami Wadjet Eye. W przypadku Born Punk pewnym rozczarowaniem może być też niezbyt punkowa muzyka. Za to Nightmare Frames zwróciła moją uwagę na wcześniejsze gry Postmodern Adventures. Darmowe, ale jakby staranniej wykonane. Mam wrażenie, że pierwszy komercyjny tytuł nieco autorów przerósł.

A Last Days of Lazarus to klasyczny horror kryminalny od twórców Gray Dawn. W grze wcielamy się w niejakiego Łazarza, który po samobójczej śmierci matki powraca do rodzinnego domu w postkomunistycznej Rumunii, gdzie nie omieszka rozwiązać mrocznej zagadki swych przodków.

NIECHCIANA PREMIERA CZERWCA

Ulżyło mi, że tym razem nie jestem w mniejszości. I że w pierwszych dniach po premierze gracze przywitali zremasterowanego Blade Runnera przytłaczająco negatywnymi ocenami. Chyba największym absurdem tej nowej wersji jest fakt, że wyprasowana/rozwałkowana do rozdzielczości 4K grafika jest mniej szczegółowa niż w pierwotnej 640x480. Nie mniejszą pomyłką jest robienie takiego pseudo-remastera w czasach rosnącej popularności gier łączących grafikę prerenderowaną/3D z bitmapami w niskiej rozdzielczości. Wystarczy wspomnieć o przebojowej The Last Night. Jej twórcy zresztą nie raz przyznawali się do swojej fascynacji komputerowym Blade Runnerem.

Nie dodam sklepowych linków, bo takie abominacje powinno się bojkotować. Tak jak przygodówki produkcji rosyjskiej. Zamiast wydawać złotówki, euro czy inne waluty na Enhanced Edition lepiej przypomnieć sobie Extended wywiad z Louisem Castle dla portalu Ars Technica, gdzie z pasją opowiadał o procesie powstawania oryginalnej gry. Przy okazji przypominając dlaczego była tak przełomowa i wyjątkowa.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.