Rzut okiem #137 na 10 najciekawszych przygodówek roku 1990
10 najciekawszych przygodówek roku 1990
Elum, 31 maja 2024

Można przyjąć, że wraz z nadejściem lat 90. przygodówki wkroczyły w nową epokę/generację. Pod względem złożoności osiągnęły już poziom dorównujący... nawet tym wydawanym obecnie. Większość z poniższych gier nawet dziś nie razi swoją archaicznością. A przynajmniej nie w takim stopniu, jak jeszcze te z końcówki lat 80.

Gwałtowna ewolucja gatunku, w tym rosnące w oczach wymagania sprzętowe, chyba najmniej ucieszyły posiadaczy komputerów 8-bitowych. Do 1990 roku praktycznie wszystkie duże przygodówki wychodziły już przede wszystkim na PC, opcjonalnie Amigę i Atari ST. Spośród wiodących firm wyłamała się jedynie Horror Soft (późniejsza Adventuresoft), wydając w 1990 roku na Commodore 64 swoją Elvirę.

COUNTDOWN

W wyliczance najciekawszych gier roku (w kolejności mniej więcej przypadkowej) nie mogłoby zabraknąć Countdown. Choć niestety nie wyszła nawet na Amigę ani Atari ST, mimo że takie konwersje były podobno planowane. Być może ze względu na zaawansowaną grafikę. Firma Access Software jako pierwsza wprowadziła do przygodówek trzecioosobowych digitalizowane postacie. I o ile Tex Murphy w Mean Streets był jeszcze nieco niewyraźny, to już Mason Powers z Countdown wygląda niemal jak żywy. Co jest tym bardziej godne podziwu, zważywszy na wyjątkowo ciężkie położenie, w jakim się znalazł. Poznajemy go bowiem, gdy budzi się z częściową amnezją. W tureckim szpitalu psychiatrycznym.

LOOM

Po latach pisania niemych tekstówek dla Infocomu, po przejściu do LucasFilm Brian Moriarty mógł wreszcie rozwinąć żagle. Projektując przygodówkę graficzną, w której motywem przewodnim jest dźwięk. Bardzo dźwiękowo-muzyczny jest w Loomie już sam interfejs. Zamiast typowego dla SCUMM menu komend tekstowych, dostępne są co najwyżej nuty zapisane na pięciolinii (zależnie od wybranego poziomu trudności).

Loom na początku 1990 roku wyróżniał się też oryginalnym wydaniem dyskietkowym, prócz dyskietek zawierającym kasetę magnetofonową. Nie taką, na której zmieściłaby się okrojona wersja gry, za to z nagraniem 30-minutowego słuchowiska - swoistego prologu przybliżającego najwcześniejsze wydarzenia, nie ukazane w grze.

ALTERED DESTINY

Altered Destiny, dla odmiany, już w momencie premiery była postrzegana jako przygodówka raczej zachowawcza, konserwatywna. Podobnie jak i całkiem zwyczajny, nie wyróżniający się niczym szczególnym bohater, który na skutek pasma niefortunnych zdarzeń zostaje pewnego wieczoru, we własnym mieszkaniu wessany przez ekran telewizora. Niestety nie do ulubionego filmu, lecz pełnego niebezpieczeństw równoległego wymiaru.

Grę zaprojektował kolega Briana Moriarty, z czasów Infocomu, Michael Berlyn. Pod szyldem firmy Accolade, która na samym początku lat 90. próbowała posurfować na fali popularności przygodówek Sierry. Z Sierrą łączy Altered Destiny niestety m.in. wiersz poleceń, wymagający manualnego wpisywania komend. Ale w 1990 roku było to jeszcze dopuszczalne.

SPELLCASTING 101

Weterani z Infocomu, którzy nie chcieli pogodzić się z zamknięciem studia (po uprzednim wchłonięciu przez Activision; ostatecznie w maju 1989), już jesienią 1990 wydali swoją pierwszą grę pod szyldem Legend Entertainment. Przypominająca nieco niegrzecznego Harry'ego Pottera Spellcasting 101 była przygodówką tekstową na miarę wczesnych lat 90. Już na pierwszy rzut oka prezentowała się atrakcyjniej od finalnej tekstowo-ilustrowanej gry Infocomu - jak na ironię zatytułowanej Journey: The Quest Begins.

Napisana przez Steve'a Meretzky'ego, zilustrowana przez Peggy Oriani i Tanyę Isaacson Spellcasting 101: Sorcerers Get All the Girls jako jedyna w dorobku Legend Entertainment doczekała się dwóch kontynuacji, wydawanych w kolejnych latach.

WONDERLAND

Nie pierwsza i zdecydowanie nie ostatnia z wielu komputerowych adaptacji przygód słynnej Alicji (w krainie czarów), ale niestety ostatnia przygodówka w dorobku studia Magnetic Scrolls (nie licząc późniejszych reedycji/remasterów), w swoim czasie nie mniej popularnego i cenionego niż Infocom i Legend Entertainment. W kategorii tekstówek ilustrowanych Wonderland zwraca uwagę, poza starannym wykonaniem, okienkowym interfejsem. Przypominającym wczesne wersje Windowsa tudzież amigowego Workbencha. Pozwalającym na bardzo swobodne przemieszczanie poszczególnych składników gry w obrębie ekranu.

RISE OF THE DRAGON

Pierwsza gra studia Dynamix, spośród wydawanych przez Sierrę, nie mogła tak po prostu nie być przygodówką. Rise of the Dragon różni się jednak zauważalnie od typowych "questów", bardziej przypominając np. japońskiego Snatchera. Rozgrywka jest wielotorowa, daje sporą swobodę w rozwiązywaniu kolejnych zadań; a przy tym spójna i odporna na wszelkie nietypowe posunięcia. Nie sposób zabrnąć w niej w ślepy zaułek. No chyba, że jest to zaułek cyberpunkowego Los Angeles.

Jednym z programistów silnika gry, który później napędzał też The Adventures of Willy Beamish i Heart of China, był pochodzący z polski Dariusz Lukaszuk; związany z Dynamix przez prawie dekadę (w '95 roku zginął w wypadku samochodowym).

CONQUESTS OF CAMELOT: THE SEARCH FOR THE GRAIL

Chociaż fabuła Conquests of Camelot nawiązuje do mitów i legend o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu, gra stara się w miarę wiernie odwzorowywać realia historyczne. Czym odróżnia się od znacznie bardziej baśniowo-fantastycznych King's Questów czy cyklu Quest for Glory. Wyprawa w poszukiwaniu mitycznego Graala, który miałby zdjąć klątwę ciążącą nad królestwem Camelot, wiedzie poprzez Anglię aż na Bliski Wschód, do Gazy i Jerozolimy.

Conquests of Camelot zaprojektowała Christy Marx. Oprawę graficzną natomiast stworzył jej ówczesny mąż - ilustrator Peter Ledger (w '94 roku, podobnie jak Dariusz Lukaszuk, także zginął w wypadku samochodowym).

QUEST FOR GLORY II: TRIAL BY FIRE

Legendy i baśnie Bliskiego Wschodu z kolei zainspirowały fabułę Quest for Glory: Trial by Fire, w której miejscami poczuć można się jak w nieco bardziej przygodówkowej, słabiej animowanej adaptacji Prince of Persia. Oczywiście nie stuprocentowo przygodówkowej, gdyż Quest for Glory II tradycyjnie zawiera pewne elementy zaczerpnięte z gier cRPG - w tym wybór i rozwój postaci oraz pojedynki z napotkanymi po drodze przeciwnikami.

Podobnie jak król Arthur w Conquests of Camelot, bohater Quest for Glory II ma swojego wiernego wierzchowca. Dwunożny zaur bardzo ułatwia pokonywanie dłuższych dystansów w surowym, pustynnym klimacie. Jest trochę jak Elum w Abe's Oddysee.

THE SECRET OF MONKEY ISLAND

Niecały rok od premiery Loom zadebiutowała The Secret of Monkey Island. Rozgrywająca się gdzieś na Karaibach przygoda niedoszłego pirata Guybrusha Threepwooda, obdarzonego nieprzeciętnym talentem do ładowania się w tarapaty. I nie ma w tym stwierdzeniu ani krzty przesady. W końcu już na początku gry zostaje załadowany i wystrzelony z armaty!

Choć PeCetowe demo The Secret of Monkey Island wyświetlało jeszcze grafikę w 16-kolorowej palecie EGA, do sklepów przed końcem 1990 roku trafiła już także wersja 256-kolorowa. Dzięki czemu Guybrushowi łatwiej było stawić czoła depczącemu mu po piętach LeChuckowi królowi Grahamowi z King's Questa V...

KING'S QUEST V: ABSENCE MAKES THE HEART GO YONDER!

Na początku listopada 1990 roku na półkach sklepowych pojawiła się pierwsza przygodówka Sierry z graficznym interfejsem point & click oraz grafiką VGA, wykorzystującą w pełni dostępne 256 kolorów. Produkcja King's Questa V kosztowała podobno okrągły milion dolarów (5x więcej niż The Secret of Monkey Island), w momencie premiery była więc też najdroższa.

Była to także pierwsza gra przygodowa Sierry z rotoskopowo animowanymi postaciami i ugłosowionymi dialogami (w wydanej później wersji CD). Choć nie czytanymi jeszcze przez zawodowych aktorów, a jedynie pracowników (i rodziny pracowników) Sierry. W roli króla Grahama wystąpił Josh Mandel, zaś w pozostałych rolach m.in. Lori Ann Cole i sama Roberta Williams.

Ponadto z jakiegoś powodu King's Quest V do dziś pozostaje jedyną grą z serii wydaną z polskimi napisami (w reedycji z 2000 roku).

Oprawa graficzna King's Questa V nawet po ponad 30 latach od premiery prezentuje się iście odlotowo.
Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.