Kącik Amatora - Ink Quest
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Ink Quest
Elum, 27 grudnia 2014

Autor: Lionhead Incubation     Premiera: 2014     Silnik: własny

Ink Quest to opowieść o Sophie - dziewczynce, którą wciągnęła pewna książka. Bardzo dosłownie wciągnęła. Sophie mimowolnie i niechętnie stała się jedną z jej bohaterek. Prawie jak ten chłopiec z "Niekończącej się opowieści". Prawie, bo Sophie przynajmniej nie jest narażona na przytrafiającą się w najmniej spodziewanych momentach piosenkę Limahla. Ot, takie małe szczęście w nieszczęściu.

Ink Quest to krótkometrażowy eksperyment, który sami autorzy klasyfikują jako hybrydę gry przygodowej i... audiobooka. Coś w tym jest. Ink Quest służy między innymi do słuchania. Jedną z charakterystycznych cech gry jest profesjonalny narrator, który nie tylko na bieżąco komentuje wydarzenia na ekranie, ale również użycza głosu wszystkim występującym postaciom. Ma więc o wiele trudniejszą rolę, niż pamiętni narratorzy (i narratorki) np. Gabriela Knighta (Virginia Capers), Quest for Glory 4 (John Rhys-Davies) czy Fable (tej z 1996 roku oczywiście). Naturalnie nie mniej ważne w Ink Quest jest słowo pisane. Sophie, jak na bohaterkę uwięzioną gdzieś pomiędzy stronami książki przystało, zamiast "pożyczać" pozostawione bez opieki przedmioty, woli kolekcjonować... słowa, które następnie musi wykorzystać we właściwym miejscu, czasie. I kontekście. A żeby nie tracić cennego czasu na wędrówki pomiędzy oddalonymi od siebie lokacjami, bohaterka podróżuje po mapie (bo gdy się chodzi się po mapie to, jak wiadomo, wszędzie jest bliżej).

Platformówkowa perspektywa Ink Quest przypomina nieco The Cave (kolejna gra ze świetnym narratorem). Z kolei scenografia i postacie, wyglądające jakby zostały wycięte z papieru, kojarzyć mogą się np. z Lume i Lumino City. Wprawdzie w Ink Quest papier jest tylko wirtualny, ale to nie zmienia faktu, że wszystko wygląda rewelacyjnie. I trudno zrozumieć dlaczego tak ciekawy pomysł nie przerodził się w pełnowymiarową grę. Ink Quest to jeden z niewykorzystanych prototypów zrealizowanych pod szyldem Lionhead Incubation - niewielkiej grupy podlegającej firmie Lionhead (tak, tej założonej przez Petera Molyneux), powołanej w celu opracowania przepisu na grę idealną... a może coś pokręciłem. W każdym razie Lionhead zamierza w przyszłości dzielić się z internautami również innymi niedoszłymi grami. Miło z ich strony, bo niewiele firm decyduje się na ujawnianie tego rodzaju zakulisowych sekretów. Przyznanie się do głupoty, jaką niewątpliwie było porzucenie Ink Quest, wymaga odwagi.

P.S. Osoby, które wciąż nie są przekonane, czy warto poświęcić Ink Quest kilkanaście, w porywach kilkadziesiąt minut - powinny czym prędzej obejrzeć zwiastun. Genialny.


Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.