Kącik amatora - Metaphobia
Metaphobia
Elum, 3 listopada 2020

Autorzy: Digital Mosaic Games     Premiera: czerwiec 2019

Nowo wybrany burmistrz Nowego Jorku (tudzież metropolii do złudzenia przypominającej Nowy Jork) zostaje napadnięty we własnym domu. Sprawca, który według policyjnych doniesień był zwykłym włamywaczem, wkrótce trafia do więzienia. W oficjalną wersję wydarzeń nie wierzy jednak syn ofiary. Przeczuwając, że za zamordowaniem ojca stać może jego polityczny oponent, postanawia na własną rękę przeprowadzić śledztwo. Nie podejrzewa jeszcze, że sprawa ojca to ledwie czubek góry lodowej, a macki zła sięgają dużo głębiej niż można by sobie wyobrazić.

Jak na przygodówkę o tematyce wyborczej, Metaphobia nie daje zbyt wielu wyborów. Do zakończenia prowadzi jedna, wąska ścieżka. Jest za to zaskakująco długa. Obejmuje aż trzy pracowite dni z życia bohatera. Analogicznie jak w Gabriel Knight: Sins of the Fathers, którą stara się naśladować na każdym kroku. Właściwie od Sins of the Fathers różni się przede wszystkim kilkoma szczegółami. Bohater, zamiast zajmować się książkami, maluje obrazy. Koleżankę Grace Remini zastąpiła nastoletnia córka. A wierny, mechaniczny rumak zamienił się poczciwego hatchbacka. Z kolei czające się za rogiem zło tym razem nie ma nic wspólnego z Voodoo.

Metaphobia początkowo miała nazywać się Reptilian Adventure, ale nie występują w niej Bill Gates, Mark Zuckerberg czy inni znani reptilianie. Za to przy odrobinie szczęścia można natknąć się na samego... Davida Lyncha. Gra zaskakuje też profesjonalnym dubbingiem i rotoskopowymi animacjami. Wprawdzie nie wszystko jest tu idealne, większość zagadek jest raczej przeciętna, a niektóre sceny są wręcz boleśnie naiwne... Nie, nie chcę narzekać na takie drobiazgi. W gruncie rzeczy gra się w Metaphobię całkiem przyjemnie. No i nie codziennie zdarza się darmowa przygodówka, przy której momentami, np. po półtorej godzinie grania, można zapomnieć, że jest darmowa.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.