Kącik Amatora - The Journey Down: Over the Edge
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


The Journey Down: Over the Edge
Elum, 5 grudnia 2010

Autorzy: SkyGoblin     Premiera: sierpień 2010

Bwana i Kito są braćmi. Wspólnie prowadzą specyficzną stację benzynową na peryferiach mrocznej metropolii St. Armando, od czasu gdy jej właściciel, a zarazem ich przybrany ojciec, zaginął w niejasnych okolicznościach. Niestety interes nie idzie dobrze. W dodatku firma dostarczająca energię elektryczną nie ma ochoty dłużej tolerować zaległości w opłatach, których Bwana i Kito nie są w stanie pokryć. Ale to dopiero początek problemów naszych bohaterów. Pewnego dnia bowiem odwiedza ich Lina - tajemnicza kobieta przekonana, że mogą jej pomóc w odnalezieniu pewnej książki. Z jakiegoś powodu bardzo cennej.

Over the Edge to dopiero pierwszy rozdział z planowanej całości. W kolejnych odsłonach, jak zapewnia autor, poznamy dalsze losy przedziwnych bohaterów (o wyraźnych cechach afrykańsko-jamajskich), żyjących w dziwacznym świecie, w bliżej nieokreślonym czasie i przesterzeni. Zasadniczo cała gra jest do bólu klasyczną przygodówką ze skrajnie uproszczonym interfejsem. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent czynności wykonujemy klikając po prostu lewym przyciskiem myszy w wybrane miejsce lub na wybrany aktywny obiekt, a Bwana (to nim sterujemy) sam decyduje, czy ma dany przedmiot podnieść, popchnąć, otworzyć itp.

Over the Edge zwraca na siebie uwagę ładną, dopracowaną grafiką. Ale to nie wygląd lokacji zrobił na mnie największe wrażenie. Najbardziej zaskoczył mnie rozmach z jakim przygotowane zostały cutscenki (szczególnie ta ostatnia). Prezentują się naprawdę profesjonalnie i, co ważne - są idealnie dopasowane do wyglądu gry (autorzy cutscenek z The Whispered World mogliby się od autora Over the Edge sporo nauczyć). Od strony technicznej kojarzyć się mogą z przerywnikami np. Full Throttle i The Dig, w których w podobny sposób elementy i sceny trójwymiarowe wkomponowano w dwuwymiarową całość.

Ścieżka dźwiękowa Over the Edge będzie podobać się osobom, które nie są uczulone na reggae. Ja niestety od wczesnego dzieciństwa brzmienia muzyki reggae nie rozumiem i zazwyczaj nie lubię (tzn. lubię ją szczególnie wtedy, gdy nie muszę jej słuchać), dlatego miałem ochotę już po kilku minutach gry wyciszyć głośniki. Co oczywiście nie znaczy, że ścieżka dźwiękowa jest beznadziejna. Fakty są takie, że Over the Edge pod każdym względem jest grą wzorową. Autor poświęcił nawet chwilę na przygotowanie mini-instrukcji obsługi w formacie PDF, którą znaleźć można w folderze gry po jej rozpakowaniu. Właściwie jedyny istotny zgrzyt Over the Edge dotyczy zapisywania stanu gry. Problem polega na tym, że na stan gry przewidziany jest tylko jeden slot (tzn. każde kliknięcie ikonki save powoduje nadpisanie stanu poprzedniego). Gracze przyzwyczajeni do produkowania kolejnych save'ów z prędkością karabinu maszynowego mogą więc czuć pewien dyskomfort.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.